Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Ja nie przepłynę Atlantyku? Potrzymaj mi piwo i patrz! - niesamowite życie największego, współczesnego złodupca!

42 874  
197   17  
Badass to człowiek o wielkiej, zahaczającej wręcz o szaleństwo odwadze. To ten typ przedstawiciela gatunku ludzkiego, który zamiast jeść miód żuje pszczoły, papierosy (koniecznie bez filtra!) odpala od lawy wulkanu podczas erupcji, a misie grizli jedzą mu z ręki. Spośród stosunkowo niewielu przedstawicieli zacnej kasty złodupców, jeden chory p#jeb zasługuje na szczególne uznanie. Panie, panowie oraz inne baśniowe stwory o płci bliżej nieokreślonej – przed wami John Fairfax!
Fairfax był synem Anglika i Bułgarki. Na świat przyszedł w 1937 roku w Rzymie. Nie do końca wiadomo skąd wzięła się u niego skłonność do pakowania się w kłopoty i wychodzenia z nich niczym prawdziwy boss, ale pragnienie ciągłego życia na krawędzi małoletni John manifestował już w podstawówce. W wieku 9 lat wstąpił do drużyny skautów i dość szybko został z niej usunięty, bo po tym, jak pokłócił się z jednym ze swych kolegów, postanowił rozwiązać tę dyskusję za pomocą rewolweru. Skąd taka spluwa znalazła się w posiadaniu chłopca – tego nie wiadomo. Pewne jest natomiast to, że młody harcerz naprawdę usiłował jej użyć.


Wkrótce po tym incydencie rodzice chłopaka rozwiedli się, a on razem ze swoją mamą wyprowadził się do Buenos Aires. Krnąbrny młodzieniec nie wyciągnął żadnych wniosków ze swoich wcześniejszych wybryków i nadal szukał okazji do zapewnienia sobie zastrzyku adrenaliny. A takich okazji było mnóstwo. I tak na przykład w wieku 13 lat Fairfax po sprzeczce ze swoją rodzicielką uciekł jej i zaszył się w dżungli, gdzie z pomocą przedstawicieli lokalnych plemion prowadził życie trapera. Do domu wracał co jakiś czas, ale nie po to, aby zjeść przygotowany przez mamę ciepły obiadek i wyspać się na wygodnym łóżku. John odwiedzał miasto, aby… sprzedać skóry upolowanych przez siebie zwierząt. Głównie zaś jaguarów!


Jako dwudziestolatek Fairfax, będąc studentem literatury i filozofii na uniwersytecie w Buenos Aires, przeżył bardzo poważny zawód miłosny. Chłopak był do tego stopnia załamany tym rozczarowaniem, że postanowił odebrać sobie życie. Uznając, że świat ten należy opuścić w sposób możliwie najbardziej efektowny, John wrócił do puszczy, aby dać się pożreć jednemu z jaguarów. Kiedy jednak doszło do konfrontacji z bestią, młodzieniec zmienił zdanie i nagle pokochał życie. Agresywnego kota pozbył się, pakując mu kulkę w łeb. A potem został piratem… Tak, właśnie – piratem. Będąc w Panamie, John poznał bowiem pewnego podejrzanego typa, który zaoferował mu dobrze płatną, aczkolwiek dość niebezpieczną robotę. Ten oczywiście przyjął tę fuchę bez dłuższego zastanawiania się. Fairfax przez trzy lata zajmował się szmuglowaniem broni, alkoholu, tytoniu oraz wszelkiej maści kontrabandy po całym świecie. Konieczność ciągłego ukrywania się przed wrogimi jednostkami nauczyła młodego poszukiwacza przygód sztuki morskiej nawigacji. Umiejętność ta jeszcze niejeden raz w życiu mu się przydała.

Kiedy znudziło mu się piratowanie, John oddał swoją łajbę człowiekowi, który dał mu tę robotę, a sam przeprowadził się do Londynu. To w tamtym czasie obsesją Fairfaxa stało się spełnienie jego dziecięcego marzenia. Jeszcze jako nastolatek John zaczytywał się w książkach na temat odważnych podróżników i śmiałków, którzy podejmowali się wyzwań, jakie zwykłym śmiertelnikom mogły wydawać się misjami iście samobójczymi. Były pirat wymyślił sobie, że stanie się pierwszym człowiekiem, który samotnie przepłynie Atlantyk!


Aby doprowadzić swe ciało do odpowiedniej formy, John codziennie wodował swój kajak na jeziorze londyńskiego Hyde Parku i robił sobie bardzo intensywny trening. W praktyce – każdego dnia Fairfax przepływał 1/8000 dystansu, który zamierzał pokonać podczas swojej wyprawy.
19 stycznia 1969 roku John wsiadł do swojej żółtej łódki ochrzczonej nazwą Britannia i wyruszył w podróż, zaczynając swoją przygodę od opuszczenia jednego z portów na Wyspach Kanaryjskich. „Kajak”, którym płynął, był prawdziwym Bentleyem wśród innych tego typu jednostek pływających. Licząca sobie niecałe 7 metrów Britannia wykonana została z mahoniu według szczegółowych instrukcji przygotowanego przez samego Uffa Foxa – bardzo cenionego i znanego na całym świecie angielskiego projektanta łodzi. Ta jedyna w swoim rodzaju „łajba” była częściowo kryta, więc John mógł bezpiecznie schować swój cenny prowiant – konserwy mięsne, płatki owsiane, wodę oraz dużą ilość brandy. W przeprawie przez Atlantyk Fairfaxowi nie towarzyszyła ani asysta innej łodzi, ani helikoptera – był tylko John i bezkres oceanu. Podróżnik miał też ze sobą wędkę i często dzięki niej zapewniał sobie świeży posiłek. Pomocą też służyli kapitanowie mijanych przez niego statków. Ci nie tylko chętnie dzielili się z samotnym „kajakarzem” zapasami jedzenia, ale i wpuszczali go na pokład, aby ten mógł wziąć prysznic.


Po 180 dniach bezustannego wiosłowania, opalony „na skwarkę”, skrajnie zmęczony i lżejszy o 10 kilogramów Fairfax dotarł na Florydę. Wychodząc na ląd, mruknął pod nosem: „To było czystą głupotą…”.


Pierwsze na świecie samotne przepłynięcie Oceanu Atlantyckiego przez człowieka pokryło się z innym wydarzeniem. Dosłownie dzień wcześniej załoga Apollo 11 wylądowała na Księżycu, a Neil Armstrong i Buzz Aldrin jako pierwsi Ziemianie postawili swoje nogi na powierzchni naszego naturalnego satelity. Astronauci wystosowali nawet wiadomość dla Johna.
„Uważamy, że to interesujący zbieg okoliczności, że zakończyłeś swoją żmudną podróż tutaj na Ziemi, w miejscu bardzo zbliżonym do miejsca, z którego rozpoczęliśmy naszą podróż na Księżyc. I że dotarłeś do celu w tym samym czasie, w którym my dotarliśmy do naszego. Twój sukces był jednak osiągnięciem jednej zaradnej osoby, podczas gdy nasza zależała od pomocy tysięcy oddanych pracowników w Stanach Zjednoczonych i na całym świecie. Jako koledzy odkrywcy pozdrawiamy Cię przy tej wspaniałej okazji!”
- usłyszał John od ekipy z Apollo 11.


Fairfax chętnie dzielił się z dziennikarzami opowieściami ze swej podróży, a także ze swych wcześniejszych przygód, kiedy to był jeszcze kapitanem pirackiego statku. Wielu pismaków zarzucało Johnowi skłonność do podkoloryzowania swoich wyznań. Tak było na przykład, kiedy jeden z redaktorów New York Times usłyszał od niego, że ten potrafi zabić rekina. Oburzony niedowierzaniem dziennikarza John wsiadł na łódź i wypłynął w poszukiwaniu swojej przyszłej ofiary. Zanęciwszy wodę rybim mięsem, obserwował zbliżające się rekiny, a na końcu dał nura w głębinę, aby znaleźć największą z bestii. Fairfax nie tylko ją zatłukł, ale jej zwłoki wyrzucił pod drzwiami redakcji NY Times.


W 1971 roku John poczuł kolejną potrzebę oceanicznej eskapady i postanowił przepłynąć Ocean Spokojny w swojej nowej łodzi - Britannia II. Poprzednim razem doskwierał mu bardzo brak damskiego towarzystwa, więc teraz zamieścił w gazecie ogłoszenie z informacją o poszukiwaniu pani, która chciałaby się z nim wybrać na taką „wycieczkę”. Zgłosiła się Sylvia Cook – babeczka o dużych cojones i jeszcze większej ambicji. Przepłynięcie oceanu zajęło im 361 dni, a sukces tej eskapady sprawił, że John i Sylvia zapisali się w historii jako pierwsza para, która dokonała takiego wyczynu, a pani Cook stała się pierwszą kobietą, która przepłynęła Pacyfik.





Podczas tej przeprawy Fairfax został użarty w ramię przez rekina, a innym razem łódź podróżników znalazła się w samym sercu potężnego cyklonu. Na długi czas utracono z nimi łączność radiową i uznano ich za zaginionych.
Mając na koncie tak wielkie osiągnięcia, John mógł spocząć na laurach. Dożył szczęśliwej starości, racząc się łychą i trwoniąc hajs na karcianych grach hazardowych w Las Vegas, gdzie przeprowadził się ze swoją żoną na początku lat 90.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
2

Oglądany: 42874x | Komentarzy: 17 | Okejek: 197 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.08

03.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało