Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Adrenalina - hormon, który zamienił ciężko rannego żołnierza w rozszalałą maszynę do zabijania

39 471  
317   25  
Tego zastrzyku zazwyczaj nie daje ci lekarz, ale twój własny organizm, w sytuacji, kiedy tylko potężna dawka adrenaliny może sprawić, że wyjdziesz z niebezpiecznej sytuacji na własnych nogach. Przez chwilę stajesz się superczłowiekiem. Odpornym na ból terminatorem o sile rozjuszonego bizona. Przykładów spektakularnego działania produkowanego przez nadnercza hormonu są tysiące, ale jednym z najbardziej efektownych dowodów na nieprawdopodobną wręcz skuteczność adrenaliny jest historia Daniela Inouye, którego wojenny manewr mógłby znaleźć się w scenariuszu jakiegoś wojennego filmu gore.
Daniel Inouye był synem osiadłych na Honolulu japońskich imigrantów. Kiedy chłopak miał niespełna 19 lat, doszło do pamiętnego ataku na Pearl Harbor. Wydarzenie to dość paskudnie odbiło się na amerykańskich obywatelach o azjatyckich korzeniach. Daniel niejednokrotnie musiał wysłuchiwać obelg rzucanych pod jego adresem przez rówieśników. Mało tego – dla japońskich mieszkańców Honolulu wprowadzono godziny policyjne, a całkiem realny plan zesłania ich do specjalnych obozów został zaniechany tylko dlatego, że duża część ekonomii tego hawajskiego hrabstwa funkcjonowała dzięki biznesom prowadzonym przez skośnookich obywateli.
Inouye, mimo tych przykrych doświadczeń, nie stracił ducha patriotyzmu. A patriotą był wyjątkowo upartym – przez długi czas usiłował dostać się do amerykańskiej armii, nawet mimo prawa zabraniającego obywatelom o japońskich korzeniach służby w wojsku wuja Sama. Kiedy zakaz ten został w 1943 roku zniesiony, Daniel nie wahał się – rzucił swoje studia medyczne i od razu stawił się na komisji poborowej. Rodzice chłopaka przyjęli jego postanowienie z dużym zrozumieniem, chociaż na pewno zdawali sobie sprawę z tego, że ich syn może tę decyzję przypłacić życiem.


Mój ojciec po prostu patrzył prosto przed siebie, a ja patrzyłem prosto przed siebie, a potem odchrząknął i powiedział: „Ameryka była dla nas dobra. Dała mi dwie prace. Dała tobie i twoim siostrom i braciom wykształcenie. Kochamy ten kraj. Cokolwiek robisz, nie hańb swojej ojczyzny. Pamiętaj - nigdy nie hańb też swojej rodziny. A jeśli musisz oddać swoje życie, rób to z honorem”. Wiedziałem dokładnie, co miał na myśli. Powiedziałem: „Tak, sir. Do widzenia” - wspominał potem Inouye.
Chłopak trafił do szeregów 442 Pułku Piechoty – jednostki złożonej głównie z żołnierzy japońskiego pochodzenia. Cały oddział, po odpowiednim przeszkoleniu, wysłany został do Europy. Przez jakiś czas pułk stacjonował we Włoszech, aby później skierowanym zostać do Francji. Prawdziwym chrztem bojowym dla żołnierzy miała być operacja uratowania pewnego amerykańskiego batalionu, który podczas potyczki na jednym z odcinków pasma górskiego Wogezów został otoczony przez Niemców. Mimo ogromnych trudności, złożony z azjatyckich piechurów oddział złamał opór wroga i odbił 211 uwięzionych członków pechowego batalionu. Straty były jednak ogromne – liczba rannych i martwych szeregowych z 442 Pułku oscylowała w okolicach 800! Za swoja mężność wielu z bohaterów tej szalonej operacji odznaczonych zostało min. Medalami Honoru.
Mało brakowało, a Inouye straciłby życie podczas tej bitwy. Ugodziła go bowiem niemiecka kula, dosłownie parę milimetrów od serca. Pocisk zatrzymany jednak został przez dwie srebrne monety, które Daniel nosił w swojej kieszeni. Od tego czasu zwykł zabierać ten bilon ze sobą na każdą walkę, uznając go za swój szczęśliwy amulet. Za swoją odwagę młody mieszkaniec Hawajów awansowany został na porucznika.


Niedługo potem, w kwietniu 1945 roku, Daniel miał dowodzić oddziałem skierowanym w okolice włoskiego miasteczka San Terenzo, gdzie znajdowała się, silnie broniona przez Niemców, baza. Pluton kierowanego przez Inouye żołnierzy został zaskoczony przez zasadzkę wroga. W ciągu kilku sekund 30 osób z tego oddziału zostało dosłownie rozerwanych na strzępy - potężna seria pocisków zaserwowana przez trzech operatorów karabinów maszynowych MG-42 zrobiła z zaskoczonych Amerykanów sito. Daniel uniknął śmierci, jednak kiedy podniósł się, aby zlokalizować najlepszą dla siebie kryjówkę, niemiecka kula trafiła go w brzuch. Mężczyzna prawie nie poczuł tego obrażenia, był już bowiem pod wpływem działania końskiej dawki adrenaliny. Jej potężny wyrzut do organizmu sprawił, że próg bólu drastycznie podskoczył, a nagły przypływ energii podkręcił sprawność fizyczną żołnierza. W tym momencie zaczęła ona przypominać tę należącą do Kapitana Ameryki - jednego z fikcyjnych nadludzi, których to przygody publikowano w propagandowych komiksach. Silny stres sprawił też, że źrenice oczu Daniela były silnie rozszerzone, serce zaczęło pompować znacznie większą niż zazwyczaj ilość krwi, a płuca ładowały do organizmu olbrzymie dawki tlenu. Wszystko to, aby Inouye mógł wspiąć się na szczyty swoich możliwości, a nawet je przekroczyć.


Nie zwracając uwagi na głęboką ranę, Daniel chwycił za swój pistolet maszynowy Thompson i trzymając w drugiej dłoni granat, rozpoczął szturm na pierwszy z bunkrów, z którego wróg wypluwał serie pocisków w stronę amerykańskiego pułku. Po chwili z kryjących się wewnątrz Niemców została bezkształtna, krwawa papka, a Inouye w towarzystwie swoich kompanów właśnie zabierał się do ataku na drugi punkt. W całym tym zamieszaniu ktoś zwrócił uwagę na jego ranę i zasugerował, że Daniel stracił bardzo dużo krwi. Propozycję opatrzenia dziury w brzuchu porucznik odrzucił i ruszył w stronę bunkra, który również szybko został wysadzony w powietrze.
Mimo szczerych chęci rozprawienia się z nazistami kryjącymi się w ostatnim schronie, dzielny sierżant stracił już tyle krwi, że osłabiony padł na ziemię. Nie zamierzał jednak robić z tego faktu jakiegoś większego problemu. Podczas gdy reszta żołnierzy odwracała uwagę operatorów karabinu maszynowego, Daniel chwycił za granat i zaczął pełznąć w stronę bunkra. Będąc niecałe 10 metrów od celu, Inouye z wielkim wysiłkiem podniósł się, wziął zamach i… pocisk wroga ugodził go w rękę, rozrywając ją niczym jakiś strzęp szmaty. Na wysokości łokcia Daniela wisiał teraz ochłap mięsa zwieńczony dłonią kurczowo trzymającą odbezpieczony granat. Widząc fatalną sytuację, w jakiej znalazł się dowódca, jego kamraci rzucili się, aby ratować jego życie, ten jednak wrzasnął na nich i kazał im wracać na pozycje, bo bał się, że uścisk dłoni lada moment zwolni się, a granat eksploduje, zabijając wszystkich wokół.


W chwili gdy Niemcy przeładowywali swoje MG-42, Daniel zdołał ostrożnie wyciągnąć granat z wiszącej na strzępach ramienia dłoni, ponownie podniósł się i cisnął nim w stronę bunkra. Kiedy kurz po eksplozji opadł, oczom żołnierzy ukazał się Inouye, który wśród świstu kul, trzymając w lewej ręce swojego Thompsona, brocząc krwią z ochłapów tego, co jeszcze niedawno było sprawną kończyną, z mozołem brnie w stronę ostatnich, desperacko broniących się Niemców. Moment później jakiś pocisk przeszył mu nogę i Daniel padł nieprzytomny na ziemię. Ocknął się niedługo potem, aby zobaczyć nad sobą członków swojego plutonu patrzących na niego z mieszanką współczucia i podziwu. „Wracać na pozycje!!!” - wrzasnął porucznik. – „Nikt nie odwołał wojny!”. Na szczęście bitwa została już zakończona, a koszmarnie okaleczony dowódca właśnie niesiony był do najbliższego szpitala polowego. Po drodze pompowano w niego morfinę, co miało ulżyć mu w cierpieniach, a jak się okazało niedługo potem, przyniosło nieco inny efekt.
Żołnierz trafił na stół operacyjny, gdzie lekarze szybko podjęli decyzję o amputacji i tak już ledwo trzymającej się ciała ręki. Ciąć trzeba było na wysokości łokcia, ale najpierw potrzebne było znieczulenie. Tu jednak pojawił się problem – wprawdzie morfina przestała już działać i w zasadzie wypadałoby podać pacjentowi kolejną dawkę tego narkotyku, jednak w tym konkretnym przypadku mogłoby się to skończyć drastycznym obniżeniem ciśnienia krwi operowanego. W takiej sytuacji istniała duża szansa, że Daniel po prostu nie przeżyłby zabiegu. Porucznik musiał więc przejść proces odcinania mu kończyny bez żadnego znieczulenia…


Po wojnie Inouye wrócił do domu i skończył studia, a parę lat później został asystentem prokuratora publicznego w Honolulu. W 1959 roku wygrał wybory, stając się reprezentantem Hawajów w Izbie Reprezentantów Stanów Zjednoczonych. Przez lata zasiadał też w amerykańskim Senacie, a od 2010 roku, do swej śmierci dwa lata później, pełnił urząd przewodniczącego pro tempore Senatu Stanów Zjednoczonych – stając się tym samym czwartą, zaraz po prezydencie, wiceprezydencie i spikerze Izby Reprezentantów, najważniejszą osobą w kraju.



Źródła: 1, 2, 3
5

Oglądany: 39471x | Komentarzy: 25 | Okejek: 317 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.10

27.10

26.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało