Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Jak to nasi satyrycy walczyli z systemem PRL: Satyrykon ma 44 lata

40 785  
271   26  
Dokładnie dziś rozpoczyna się kolejna edycja Satyrykonu. To odbywająca się w Legnicy od 1977 roku impreza, która przetrwała stan wojenny, czasy transformacji i... radzi sobie lepiej niż przyzwoicie po dziś dzień. I choć w Polsce to wydarzenie raczej z gatunku niszowych, warto zwrócić uwagę na międzynarodowy zasięg festiwalu.
Do tegorocznej edycji konkursu 978 twórców z 72 różnych krajów zgłosiło aż 3218 prac (propozycji zapewne byłoby więcej, ale organizatorzy zdecydowali się wprowadzić limit 3 grafik na osobę). Po raz drugi zdobywcą satyrykonowego Grand Prix został natomiast Irańczyk Ali Miraee.


Ali Miraee – „Stepchild” („Pasierb”) – laureat tegorocznego Grand Prix

Wódeczka i komunizm

Pomysłodawcą festiwalu był pochodzący z Żarek i mieszkający we Wrocławiu Robert „Robs” Szecówka (1935-2020) – młody architekt, który za pieniądze z rysunkowych honorariów zwiedził kawał Europy, zachłystując się zagranicznymi możliwościami organizacji imprez – zwłaszcza satyrycznych. Realizacja takiej koncepcji w Polsce połowy lat siedemdziesiątych wydawała się misją niemalże samobójczą. I rzeczywiście – w stolicy Dolnego Śląska pomysł Szecówki napotkał na zdecydowany sprzeciw. Był 1976 rok, gdy Robs opowiedział o swoich planach kumplowi – Andrzejowi Tomiałojciowi (1947-1991), legnickiemu pracownikowi kultury. Do spotkania doszło w rodzinnym mieście tego drugiego – panowie usiedli w istniejącej do dziś restauracji Tivoli, zamówili wódeczkę i po kilku owocnych godzinach dyskusji postanowili spróbować swoich sił w osiemdziesięciopięciotysięcznym – na tamte czasy – mieście wojewódzkim.


Constantin Papuc – „Komuniści są cudowni”


Jan Duma – Bez tytułu


Wiktor Bednarczuk – „Panaceum”


Karolina Stanieczek – „Hot dog”

Choć nie wiedzieli, jakich argumentów używać, udało się im przekonać partyjnych decydentów – po latach wspomina żona Robsa, Hanna Urbanek-Szecówka. Pierwszy Satyrykon, jeszcze jako lokalne wydarzenie, odbył się w 1977 roku. Zielone światło z góry nie znaczyło bynajmniej taryfy ulgowej, a „zabawa” z władzą paradoksalnie stała się bodźcem do jeszcze bardziej kreatywnego wyśmiewania siermiężnej rzeczywistości. Ewa Barciszewska, współorganizatorka imprezy w latach 1977-1981, wspomina sytuację, gdy drobny błąd drukarski mógł doprowadzić do prawdziwej katastrofy już podczas drugiej edycji, reklamowanej już jako ogólnopolska konkursowa wystawa rysunku satyrycznego: Okazało się, że jakiś „dywersant” w drukarni dodał komizmowi we wstępie autorstwa Roberta Szecówki dwie literki, w wyniku czego powstała taka oto charakterystyka działań karykaturzysty: „Jego broń to cały arsenał różnych form komunizmu, od czystego śmiechu do gorzkiej ironii”. Dziennikarze oraz jurorzy byli mocno zdziwieni, gdy dosłownie kilka minut po rozdaniu katalogów były im one bez podania powodu w pośpiechu odbierane...


Maciej Kostun – „Autocenzura”


Szymon Szymankiewicz – „Fabryka”


Romuald Zielazek – „Kim będę”


Max Skorwider – „Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina”

Otruj żonę, uduś dziecię

Wspomniana przed chwilą kreatywność objawiała się już na poziomie promocji. Łatwo sobie wyobrazić, jak niewdzięcznym z perspektywy publicznego wyśmiewania absurdów był 1981 rok. Ewa Barciszewska wspomina tę edycję jako najśmieszniejszą ze wszystkich pomimo jej dramatycznego kontekstu. Nie przeszkodziło to jednak organizatorom w wyśmianiu tego, z czego... śmiać się nie można było. 25 marca, w atmosferze niepewności odnośnie potencjalnego wejścia wojsk rosyjskich, na ulice miasta wyjechała nyska załatwiona przez Andrzeja Tomiałojcia tylko jemu znanymi sposobami. Osobą, która przez megafon czytała stylizowane na oficjalne komunikaty zachęcające do udziału w wydarzeniu była sama Barciszewska: Już dzisiaj, właśnie w Legnicy rozpocznie się to, na co wszyscy w całej Polsce niecierpliwie czekają. Właśnie u nas i właśnie dzisiaj o godzinie 16… Satyrykon ’81! – przyzwyczajeni raczej do spokoju legniczanie musieli być mocno skonfundowani, słysząc takie słowa z dużego wojskowego samochodu z przyciemnianymi szybami. Zaskakujące było też kolejne, tym razem znacznie bardziej wesołe, hasło: Otruj żonę, uduś dziecię – idź poszaleć w kabarecie!


Satyrykon '81 – Afisz


Piotr Krzyżanowski – Bez tytułu


Jugoslav Vlahovic – Bez tytułu


Janusz Witowicz – „Śpij aniołku”

O tym niecodziennym happeningu, po interwencji dbających o prawo i porządek obywateli, dość szybko dowiedział się lokalny KW PZPR. Na szczęście obyło się bez większych konsekwencji – góra tylko grzecznie poleciła, żeby się natychmiast zamknąć. Impreza doszła do skutku, a na kilku, rozmieszczonych w całym mieście, scenach zaprezentował się między innymi młody tercet Kaczmarski-Gintrowski-Łapiński, wystąpiły też Wały Jagiellońskie z dwudziestoparoletnim Rudim Schuberthem na czele czy jeleniogórski Teatr Norwida wykonujący... teksty znanego antysystemowca Jana Pietrzaka. Satyrykon '82 z oczywistych względów nie odbył się, natomiast rok później impreza pozbawiona została kluczowej części – konkursu na rysunek satyryczny.


Piotr Krzyżanowski – „Pościg” (na zdjęciu Marzena Kipiel-Sztuka)


Henryk Sawka – „Księga rekordów”


Tomasz Broda – „Piwnica pod Baranami”


Satyrykon 1983 – Wystawa Fotożart fot. Franciszek Grzywacz

Jan Himilsbach obraża Niemców

Rozwój Satyrykonu przebiegał harmonijnie i... dość szybko. Już w 1985 roku impreza do tej pory znana jako Ogólnopolska Wystawa Rysunku Satyrycznego zyskała status międzynarodowej. W tym miejscu jednak warto zaznaczyć, że początki odbywającej się w ramach Satyrykonu Międzynarodowej Wystawy Fotograficznej Fotożart sięgają roku 1980. Nic więc dziwnego, że w Legnicy zaczęły coraz pojawiać się coraz bardziej rozpoznawalne nazwiska. Jedną z do niedawna nieznanych anegdot z życia Jana Himilsbacha była właśnie jego wizyta na Satyrykonie '87. Himilsbach, który na scenie pojawił się podczas bluesowego koncertu organizowanego w ramach festiwalu, swój występ ubarwił choćby o... pocałunek złożony na rolce papieru toaletowego podarowanej mu przez jednego z fanów.


Satyrykon 81 – fot. Stanisław Celoch


Jan Janowski – „Prawdziwa rodzina”


Jacek Poręba – „Hasło”

Świadkowie legnickiego pobytu aktora znanego z „Rejsu”czy „Wniebowziętych” do dziś pamiętają jednak głównie jego specyficzne podejście do rzeczywistości. Zachowanie pana Jana przekraczało wszelkie normy. Koncert się odbył, goście Satrykonu wyjechali, ale Himilsbach pozostał z nami na parę dni. Wówczas, każdego poranka, dostawałam błagalny telefon od dyrektor hotelu Cuprum, byśmy spowodowali opuszczenie hotelu przez uciążliwego gościa. Pan Jan z charakterystyczną swobodą wpadał do sali śniadaniowej i wrzeszczał „wypierdalać wy stare kurwy i wy stare pizdy”. I tak każdego ranka, a bywało nawet, że i w porze obiadowej. Postrach budził jedynie wśród gości zagranicznych – grup z NRD – natomiast u Polaków wywoływał totalne oburzenie. A mówią gość w dom... Masakra, tego nie dało się zahamować, istna lawa – wspomina Elżbieta Pietraszko, długoletnia szefowa (zwana też Królową) Festiwalu, która po 32 latach zarządzania Satyrykonem w 2020 roku przeszła na zasłużoną emeryturę.


Urban nie przejdzie

Niektóre prace, pomimo niewątpliwego poziomu artystycznego, musiały podzielić los filmowych „półkowników”. Do dziś w archiwum imprezy znajduje się teczka zawierająca grafiki przekreślone ze względu na nieprawomyślny przekaz. Dobrym przykładem takiej odrzuconej propozycji jest rysunek Zbigniewa Jujki (1935-2019), na którym znalazł się wizerunek Jerzego Urbana – jeszcze w roli rzecznika rządu – jedzącego na konferencji prasowej banana do złudzenia przypominającego milicyjną pałkę. Opisując tę niewinną z pozoru karykaturę, cenzura nie miała wątpliwości: Zagraża bezpieczeństwu państwa, wyszydza konstytucyjny ustrój PRL i upowszechnia treści stanowiące przestępstwo poprzez ośmieszanie członków rządu PRL i metod działania tego rządu – skoro tak mocne słowa padły w kontekście kilkuset centymetrów kwadratowych zamalowanego papieru, może rzeczywiście było czego się obawiać...


Satyrykon 77


Robert Szecówka – „Polak potrafi”


Norbert Sarnecki – „Anomalie Klimatyczne”

Do konkursu nie został dopuszczony też choćby „Krajobraz po bitwie” Marka Polańskiego (1936-2003) – ponownie poszło o wyszydzanie konstytucyjnego ustroju PRL i zagrażanie bezpieczeństwu państwa na antagonistyczne cele wszystkich instytucji (organów administracji, partii, instytucji samorządowych i związkowych) działających w przedsiębiorstwie socjalistycznym i przedstawianie tego jako wyniku rozgrywki politycznej. Na starcie skreślona została też między innymi fotografia Adama Iwaniaka zagrażająca bezpieczeństwu państwa poprzez wywoływanie wrogich uczuć wobec władzy państwowej. Oczywiście padły też słowa o wyszydzaniu, przedstawianiu władzy jako oderwanej od narodu i zwalczaniu postaw patriotycznych. Bełkot? Oczywiście. Ale w dużym stopniu obrazujący, z jak dużymi absurdami walczyć musieli zarówno organizatorzy Satyrykonu, jak i autorzy prac.


A imię jego 40 i 4

Pomimo prawie 45 lat na karku festiwal wciąż zatacza coraz szersze kręgi – Ali Miraee ostatnio przyznał nawet, że w perskim Google coraz częściej wyszukiwana jest „Legnica”, oczywiście w kontekście satyrykonowym. Symbolem imprezy jest natomiast... powstały z plamy tuszu, wymyślony przez malarza Zygmunta Januszewskiego, chłopaczek Filip – rzeźbę tej postaci można zobaczyć na największym legnickim deptaku przy ulicy Najświętszej Marii Panny. U stóp instalacji znajduje się natomiast Aleja Gwiazd Satyrykonu, gdzie pamiątkowymi tablicami uhonorowano takie osoby jak choćby Agnieszka Osiecka, Jonasz Kofta, Wiesław Dymny, Piotr Skrzynecki, Jeremi Przybora, Jerzy Wasowski, Sławomir Mrożek (we wspomnianym 1981 roku odbyła się autorska wystawa tego twórcy), Maria Czubaszek czy „ojciec” festiwalu – Andrzej Tomiałojć. Zaprojektowana przez Tomasza Brodę (to on kilkanaście lat temu tworzył lalki gwiazd w programie „Wieczór z Jagielskim”) tablica Robsa, drugiego z założycieli imprezy, odsłonięta zostanie natomiast już... dziś.


Pomnik Filipa w Legnicy


Zbigniew Pietraszkiewicz – „Gratulacje”


Dariusz Mokosa – „Miss-Expo 83”

Na początku drugiej dekady XXI wieku Satyrykon traktować można jak papierek lakmusowy społecznych nastrojów i niepokojów, często objawiających się w satyrycznej formie. Wspomniany we wstępie „Pasierb” to czerpiący z religijnej symboliki komentarz dotyczący rodzinnych relacji. Zresztą już dwa lata temu Ali Miraee zdobył swoje pierwsze Grand Prix festiwalu oraz serca jurorów kontrowersyjnymi „Komunistami” – to symboliczna praca, w której linia włosów Kim Dzong Una staje się jednocześnie wąsami Józefa Stalina. Irańczycy, na co dzień doświadczający braku wolności słowa, potrafią doskonale między wierszami przekazać niewygodne treści. To zresztą nacja, która w ostatnich latach zdobyła wiele satyrykonowych wyróżnień.


Zenon Żyburtowicz – Bez tytułu


Robert Szecówka


Ali Miraee – „Komuniści” (Grand Prix 2019)

W 2021 roku tematyka prac w dużej mierze oscylowała wokół pandemii, jednak Grzegorz Szczepaniak – dyrektor Legnickiego Centrum Kultury, długoletniego organizatora Satyrykonu – podkreśla, że większość koronawirusowych propozycji była po prostu przeciętna. Istotnym zagadnieniem podczas tegorocznej edycji była też sytuacja kościoła, a w szczególności problem pedofilii wśród duchownych – „Prawdziwa rodzina” Janka Janowskiego (Obywatela Janka), znana również z okładki Polityki, otrzymała specjalną Nagrodę Fundacji Satyrykon im. Andrzeja Tomiałojcia. Ubiegłoroczny Satyrykon – dopiero po raz drugi w historii – przyniósł zaś zwycięstwo rzeźby: wygrały „Anomalie klimatyczne” Norberta Sarneckiego, czyli żyrafa na łyżwach nieporadnie przypominająca o niekorzystnych zmianach temperatury na świecie. Porównując ostatnie satyrykonowe konkursy do tych sprzed kilku dekad, łatwo zauważyć, że mniej jest prostego (nierzadko sprośnego), opartego na grze skojarzeń humoru – artyści znacznie chętniej zabierają głos w ważkich kwestiach, nawet jeśli forma ich prac jest wciąż lekka.


Zbigniew Stokłosa – „Przedświąteczna kąpiel”


Tomasz Rzeszutek – „Rolniczy kwadrans”


Zenon Żyburtowicz – „Pozdrowienia z Chałup”

Czy Satyrykon ma szanse zostać masówką? Wątpliwe. Ale to przecież nic złego – to impreza zdecydowanie bardziej jakościowa, jeśli chodzi o esencję jej formy – zresztą nawet nie wszyscy mieszkańcy Legnicy zdają sobie sprawę z zasięgu festiwalu... Nie zmienia to jednak faktu, że warto zapoznać się z niebanalnym spojrzeniem na świat satyryków z całego globu, będącym tak naprawdę kluczem długowieczności tej imprezy.
2

Oglądany: 40785x | Komentarzy: 26 | Okejek: 271 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.10

26.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało