Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Niewdzięczna koleżanka, tatuś zrobiony na szaro i inne anonimowe opowieści

52 691  
264   76  
Dziś będzie m.in. o policji, o ojcach i o kryciu się z paleniem.

#1.

Mam 30 lat, jestem przedstawicielem handlowym. Zajmuję się sprzedażą narzędzi do obrabiarek numerycznych. Moja praca polega mniej więcej na tym, że jeżdżę po firmach i zachęcam do zakupu. Tyle słowem wstępu.

Połowa maja, godziny popołudniowe, wracam do domu z trasy. Znam drogę wręcz na pamięć, mimo to jest jeden taki odcinek, na którym zawsze zwalniam. Jakieś 350 m przez las, po drodze jest jeden zakręt i zaraz za nim skrzyżowanie. Jadę sobie te 60 na godzinę, mimo że obowiązuje tam 90. W pewnym momencie z podporządkowanej wymusza na mnie pierwszeństwo jakiś merol. Wyjechał w takim momencie, że nie miałem kompletnie szans na uniknięcie zderzenia. Ile wyhamowałem, tyle wyhamowałem, ale i tak walnąłem w jego bok. Z racji, że jechałem samochodem służbowym, mam obowiązek wezwać policję do każdej stłuczki. Więc dzwonię, zrobiłem zdjęcia, zanim jeszcze kierowca mercedesa zdążył wygramolić swoją szanowną z samochodu. Okazało się, że jest nim mój poprzedni szef, od którego się zwolniłem, bo pracując jako technolog-programista zarabiałem grosze. Tyrałem za dwóch, a że nie byłem lizodupem, to często nawet premię mi obcinali.


Przyjechała policja, mundurowi, nawet nie oglądając zdjęć, od razu stwierdzili, że wina leży po mojej stronie. Mimo że ewidentnie było widać na mercedesie ślad po uderzeniu na wysokości drzwi od pasażera za kierowcą. Więc jest to wymuszenie. Cała rozmowa mi nie pasowała, bo rozmawiali z moim byłym szefem jak z kumplem. Czyli się znali. Jako że nie jestem w ciemię bity, nie przyjąłem ich "wyroku" i zażądałem, żeby na miejsce kolizji przyjechał radiowóz z innego rejonu. Padło na wojewódzką, bo byli najbliżej. Czekałem prawie godzinę, ale się opłaciło.

Panowie podeszli do sprawy bardzo fachowo. Sprawdzili dokumenty, oba samochody, obejrzeli zdjęcia. Z racji, że w momencie ich przyjazdu automatycznie przejęli sprawę, nasi lokalni policjanci mieli guzik do powiedzenia. Wojewódzcy stwierdzili jednoznacznie, tym razem na moją korzyść, że kierowca mercedesa, a mój były szef, jest sprawcą. 5 stówek mandatu i 8 albo 10 pkt karnych. Wsiadając do samochodu żony, która w międzyczasie zdążyła przyjechać, usłyszałem krótką rozmowę, która wywiązała się między wojewódzką a lokalnymi:

[W] Chłopaki, podejdźcie na chwilę.
[L] Co jest?
[W] Gołym okiem widać, że znacie się ze sprawcą. Guzik nas obchodzi, kogo tutaj znacie. Ale jak jeszcze raz się dowiem, że odstawiacie taki cyrk i przez znajomości chcecie kogoś wybielić, to zgłoszę to do komendanta u nas. A wtedy, w najlepszym razie, skończycie na pastowaniu butów w szatni. Wyraziłem się jasno?

Lokalni, już potulni jak baranki, zawinęli się grzecznie i pojechali. Ja śmiałem się z tej rozmowy cały następny dzień.

I apel na koniec. Jeśli coś wam nie pasuje w tego typu zdarzeniach, macie prawo zadzwonić po inny radiowóz.

#2.

Mój ojciec zrobił mi kiedyś taki przypał, że aż do dziś robi mi się słabo na samą myśl o tym.

Żyjemy w malutkiej mieścinie – mamy tu parę osiedli, kościół, przedszkole i liceum. Wyobraźcie sobie, że mój ojczulek pewnego czerwcowego poranka wyszedł pogadać z sąsiadem przez płot i drzwi od domu się zatrzasnęły. W środku lekcji, bez pukania, wkroczył więc do sali, w której akurat mieliśmy zajęcia, odziany jedynie w piżamę oraz kapcie i zwrócił się do mnie (czerwonego niczym pawiani zad): „Paprochu, kurde, wyskakuj z kluczy. Do chaty nie mogę wrócić, a kawa mi stygnie!”.

Ta sytuacja stała się już legendą i do dziś koledzy przezywają mnie „Paproch”.

#3.

Wracałam do domu na piechotę przez centrum miasta, kiedy nagle w restauracji zobaczyłam swojego tatę. Nie rozmawiamy ze sobą od 5 lat. Wybrał życie z kobietą, która przy każdej okazji była dla mnie straszną zołzą, więc nasz kontakt stał się najpierw utrudniony, a później zaniechany, bo nie umiem się "dostosować", a on nie będzie tracił czasu na moje fochy.

Widzę, że siedzi z grupą przyjaciół czy znajomych - ciężko stwierdzić. Wiedziałam, że wśród znajomych opowiada, jak to zabiera mnie na weekendy i jaki mamy cudowny kontakt. Nie mam pojęcia, jak wpadłam na pomysł, aby tam wejść i powiedzieć "O, cześć tato, pamiętasz te buty, o których tyle ci opowiadałam i te, na które obiecałeś mi dać 300 zł?".

Najpierw spojrzał na mnie z wielkim zdziwieniem, a później przy aprobacie swoich znajomych dał mi 300 zł... Pożegnałam się grzecznie i wyszłam.

Jego miny opisywać nie muszę, żałuję, że nikt nie zrobił mu wtedy zdjęcia.

#4.

Żyję w rodzinie nałogowych palaczy. Mama, tata, siostra, brat – wszyscy jarają fajki. Nikogo więc nie zdziwiło to, że i ja, mając już dwadzieścia-parę lat, sam sięgnąłem po papierosy. Problem w tym, że tego szkodliwego nawyku nie akceptują moi przyjaciele, którzy prowadzą bardzo zdrowy tryb życia i zawsze denerwują się, kiedy w ich towarzystwie odpalam fajkę. Krzyczą na mnie, a czasem, jak się im uda, mój papieros ląduje na ziemi i zostaje zgaszony butem.
I tak też doszło do sytuacji, kiedy muszę chować się przed moimi przyjaciółmi i palić w domu z rodzicami.


#5.

Jeździłem wiele lat zawodowo, kilkanaście lat temu mało kto posiadał nawigację, więc jeździło się z mapą i bardzo pomocne było CB radio.

Miałem kiedyś dostawę do jakiejś firmy w Zawierciu, jako że miasta nie znałem, a wkopać się w jakąś złą uliczkę ciężarówką to nic przyjemnego, już od granicy miasta dopytywałem na radiu jak trafić na adres. Odpowiedzi nie było wcale, aż w końcu zgłosił się jakiś kierowca, mówiąc, że jedzie w tym kierunku i mogę jechać za nim, to mnie podprowadzi.
Podjechał jakiś tam opel, to cisnę za nim, gadamy na radyjku, przeprowadził mnie przez całe miasto, jakiś zakaz do 3,5 tony i dialog na koniec:
- To, kolego, już ta ulica.
- Dzięki ci wielkie, powodzenia, szerokości i nie daj się złapać.
- Dzięki, szerokości, ale to ja jestem od łapania.

Wyświetlił napis Policja na tylnej szybie, mrugnął awaryjnymi i odjechał :)

#6.

Rodzina już dawno przypięła mi łatkę starej panny. Teraz bardziej czekają, aż kupię sobie trzy koty, niż na to, że znajdę sobie faceta.
Ostatnio w odwiedziny do mnie wpadła mama. Przed powrotem do domu wstąpiła jeszcze do łazienki. Gdy już się żegnałyśmy, powiedziała:
- Tego po tobie się nie spodziewałam... Zaskoczyły mnie te męskie bokserki na grzejniku. Może nareszcie nam kogoś przedstawisz?

Nie miałam serca jej powiedzieć, że ta "męska" bielizna jest moja. Po prostu podobały mi się gacie z motywem Gwiezdnych Wojen.

#7.

Jak miałam 6 lat, straciłam najważniejszą kobietę w moim życiu - matkę. Tata starał się jak mógł, nie pokazywał, jak jest mu ciężko, żeby podnieść mnie na duchu - i za to jestem mu wdzięczna.

Kiedy miałam 12 lat, oznajmił mi, że wyprowadzamy się do Kanady (tata jest Kanadyjczykiem). Ucieszyłam się, bo kocham ten kraj. Powiedział, że najpierw on sam tam pojedzie, załatwi wszystkie formalności, szkołę, odremontuje mieszkanie i przyjedzie po mnie, jak już wszystko będzie gotowe, no i mam się już spakować i czekać na niego, a na razie zostanę z babcią.

Czekałam, czekałam... I dziś mam 22 lata, walizka, którą przygotowałam, jako mała dziewczynka, jest ciągle spakowana, a ja nadal czekam, aż tata po mnie przyjedzie.

#8.

Mam koleżankę Kasię, znamy się od liceum i utrzymujemy ze sobą kontakt. Nie są to częste wizyty czy telefony, średnio raz na dwa miesiące, aby sobie poplotkować. Relację mamy na tyle dobrą, że gadamy o wszystkim, nawet o związkowych kryzysach.

Ostatnio Kasia miała problemy z chłopakiem i zostawiła go z dnia na dzień. Jeszcze szybciej spakowała manatki i wyruszyła do wielkiego miasta, czyli do mnie. Twierdzi, że tylko tutaj ma przyszłość.

Ogólnie to siedzi u mnie i u mojego chłopaka już piąty tydzień, bo szuka pracy idealnej. Kasia nie ma studiów, nie ma matury, a na jej świadectwie najwyższa ocena to trzy z religii. Przedtem pracowała w sklepie. Tutaj chce co najmniej kierownicze stanowisko i pensję minimum 3000 zł na rękę, bo w końcu to miasto wojewódzkie. Miała u nas przekimać przez tydzień (sami mamy malutkie mieszkanko i nam ciasno), a siedzi przez cały czas i nie zanosi się, aby chciała podjąć jakąś pracę i się wyprowadzić. Zakupy zrobiła tylko raz i to dla siebie, bo nie było jogurtów. Nie sprząta po sobie ani nawet nie ugotuje obiadu. Wszędzie z nami łazi, schlewa się i opowiada, że tęskni za byłym. Ale na drugi dzień już mówi, że nie chce z nim być, bo typ mieszka z matką (na ponad 100 m2), a ona się nie godzi na to, żeby mieszkać z teściową.

Przyznaję, że przez cały czas byłam totalnie nieświadoma, jak bardzo Kasia się zmieniła. Nigdy nie błyszczała intelektem, ale była w porządku, taka dziewczyna do tańca i do różańca. Teraz wiem, że po prostu w dupie jej się poprzewracało.

Próbowaliśmy ją usunąć z mieszkania. Po dwóch tygodniach proszenia i aluzji po prostu spakowałam jej manatki i kazałam szukać innego sponsora. To na nic. Potem stała pod blokiem, wydzwaniała domofonem, aż w końcu chłopak się zlitował i ją wpuścił. A teraz nie chce już wyjść.


Ostatecznie zadzwoniłam do jej chłopaka, mówiąc, że Kasia strasznie za nim tęskni i ma przyjechać. Zabrał ją na spacer, a my w tym czasie spakowaliśmy ją i zostawiliśmy jej ciuchy przed mieszkaniem. Przy chłopaku chyba głupio jej było robić taki cyrk i ostatecznie odjechali razem w siną dal.
Od razu też dostałam SMS-a "Dzięki za nic".
Kasiu, jeśli to czytasz, to nie ma za co.
6

Oglądany: 52691x | Komentarzy: 76 | Okejek: 264 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.10

26.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało