Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Najgorszy film w całej karierze Schwarzeneggera to... trzecia część "Conana Barbarzyńcy". Wiedzieliście w ogóle, że takie dzieło powstało?

48 425  
176   30  
Mający premierę w 1982 roku „Conan Barbarzyńca” podbił serca widzów, wprowadził modę na kino z gatunku tzw. „heroic-fantasy” oraz stał się prawdziwą katapultą, która dosłownie wystrzeliła aktorską karierę austriackiego koksa. Arnie nie miał zbyt dużo czasu, aby odwiesić swój miecz na kołek, bo już rok później gwiazdor musiał stawić się na planie „Conana Niszczyciela”. Ten nieco bardziej komiczny, skierowany do młodszej widowni film wprawdzie nie był tak wielkim sukcesem jak poprzednik, ale swoje zarobił. Dlatego też, zgodnie z kontraktem, Arnold miał powtórzyć swoją rolę w trzeciej części przygód słynnego barbarzyńcy. I… zrobił to! Chociaż pewnie większość z was nawet o tym fakcie nie wiedziała!
Postać znanego z opowiadań i książek Roberta E. Howarda umięśnionego wojownika nigdy nie byłaby taka, jaką ją znamy, gdyby nie Dino De Laurentiis – producent, który to swego czasu wprowadził włoskie kino do globalnego mainstreamu, a później, już jako naturalizowany Amerykanin, pomógł wydać na świat pół tysiąca filmów, z których wiele to prawdziwe perełki kina. Pomysł przeniesienia przygód Conana na duży ekran kiełkował już od 1966 roku, kiedy to prawa do realizacji filmu o tym herosie uzyskał Lancer Brooks – wydawca książek Howarda. Wówczas jednak (z wielu różnych przyczyn) nic z tego nie wyszło. Przez kolejne lata projekt ten przechodził z rąk do rąk, a na pewnym etapie o krok od realizacji znalazła się nawet ekranizacja jednego z opowiadań Howarda w reżyserii samego Olivera Stone’a. Ostatecznie prawa do nakręcenia trzech części przygód Conana otrzymała firma producencka Dino De Laurentiisa i jak wszyscy wiemy, reżyserowane przez Johna Miliusa dzieło okazało się wielkim hitem.



Dino poszedł za ciosem i niedługo potem zebrał dużą część aktorskiej ekipy przed kamerą, aby nakręcić sequel. Milius nie mógł jednak podjąć się reżyserii „Conana Niszczyciela”, więc zastąpiony został przez Richarda Fleischera – leciwego już wówczas filmowca, który swego czasu stworzył takie „perełki technikoloru”, jak „20 tysięcy mil podwodnej żeglugi”, „Barabasz” czy „Bandido”. Czemu akurat ten człowiek został wybrany do tworzenia drugiej części Conana? Ano temu, że Milius, tworząc swój film, mocno inspirował się produkcją „Wikingowie”. A reżyserem tego dzieła był właśnie Fleisher!


„Conan Niszczyciel” wprawdzie pozbawiony był przemocy, mistycznego klimatu oraz biblijnych wręcz motywów znanych ze swego poprzednika, i przypominał ekranizację jakiejś planszowej gry RPG, ale mimo to parę ładnych milionów zarobił, więc Dino jak najszybciej chciał zabierać się do realizacji trzeciego filmu. I właśnie w tym momencie zaczęły się problemy…
Laurentiis chciał, aby produkcja zatytułowana „Conan Zdobywca” trafiła do kin w 1987 roku, a za kamerą stanął sam Guy Hamilton. Niestety, Schwarzenegger na tamten okres miał już w planach pracę nad „Predatorem”. W międzyczasie Dino stracił prawa autorskie do postaci Conana. Producent mógł porzucić ten projekt, jednak był tak bardzo uparty, że desperacko zaczął szukać nowych możliwości. I trzeba przyznać, że miał kupę szczęścia.
Conan to przecież nie jedyna postać wykreowana przez Roberta E. Howarda! W 1934 roku pisarz ten wydał niewielkie dziełko pt. „Cień sępa”, którego to bohaterką była Czerwona Sonya (przez „y”!) z Rogatino – żyjąca w XVI wieku wojowniczka o polsko-ukraińskim pochodzeniu, która to żywiła wielką urazę do pewnego ottomańskiego sułtana. Czy ta postać może mieć cokolwiek wspólnego z barbarzyńcą żyjącym w fikcyjnym świecie z okresu równie fikcyjnej ery hyboryjskiej? Poczekajcie. Zaraz wszystko stanie się jasne.


Znany na całym świecie Conan to bohater nie tylko książek, ale także i tworzonych na ich podstawie komiksów. Pierwszy taki zeszyt ukazał się na rynku już w 1952 roku (co ciekawe – w Meksyku!).


Od lat 70. komiksy o słynnym barbarzyńcy regularnie wydawane były przez Marvel i cieszyły się sporą popularnością, mając przy okazji opinię dość wiernych adaptacji twórczości Howarda. W komiksach, podobnie jak w opowiadaniach, pojawiało się wiele postaci kobiecych, jednak większość z nich przemykała gdzieś na drugim planie, albo też lądowała w łóżku tytułowego bohatera. Zauważył to Roy Thomas – scenarzysta komiksowy. Postanowił coś z tym zrobić i wprowadzić do świata wojowniczych osiłków jakąś równie zadziorną babeczkę. Podczas przeczesywania dokonań Howarda, Roy trafił na wspomniany „Cień sępa”. Mimo że grająca tam główne skrzypce Sonya to postać z zupełnie innej bajki, scenarzysta użył nieco wyobraźni i przeniósł ją do świata Conana! Przy okazji też zmienił jej imię na Sonja (przez „j”). Tak wyglądał jej debiut:


W pamięci miłośników komiksów Sonja była seksowną wojowniczką paradującą w bardzo skąpym odzieniu, więc pierwsze występy tej bohaterki na łamach wydawanych przez Marvel zeszytów nie zrobiły na czytelnikach takiego wrażenia, jak pojawienie się jej w nowym imidżu w serii „Savage sword of Conan” z 1974 roku!


Wkrótce Sonja pojawiała się już nie tylko jako odważna ziomalka barbarzyńcy z Cymerii, ale także doczekała się własnej, osobnej serii komiksów.


Dino De Laurentiis zorientował się, że o ile nie był w stanie odzyskać praw do postaci Conana, nic nie stało na przeszkodzie, aby za małe pieniądze otrzymać pozwolenie na realizację filmu o Czerwonej Sonji – wojowniczce, która przecież żyje w tym samym fikcyjnym świecie, w którym łby ścina kipiący testosteronem barbarzyńca. Przyznajcie, że to dość chytry plan. Mało tego – producent był na tyle bezczelny, że wcale nie zamierzał rezygnować z umieszczenia w swojej produkcji postaci Conana! Tym bardziej że Arnie wyraził chęć powrotu do tej roli. Niestety, z uwagi na to, że austriacki siłacz w międzyczasie zagrał Terminatora i z dnia na dzień zaczął być rozchwytywanym gwiazdorem, jego gaża znacznie wzrosła, więc budżetu starczyło jedynie na to, aby dać mu drugoplanową rolę.



Trzeba też coś było zrobić z jego imieniem. „Conan”, jak wiadomo, chroniony był prawem autorskim, więc filmowcy przechrzcili wojowniczego barbarzyńcę na Lorda Kalidora. Dali mu do ręki miecz, a na czoło nałożyli charakterystyczną przepaskę. Aby jednak nikt nie miał pretensji, że skopiowany został cały wizerunek Conana, bohater ten dostał gustowne, kolorowe wdzianko. Żeby tego było mało, twórcy „Czerwonej Sonji” mrugnęli okiem do widzów, angażując do tej produkcji aktorkę Sandahl Bergman, która w „Conanie Barbarzyńcy” wcieliła się w postać ukochanej głównego bohatera, a teraz dostała rolę głównej antagonistki. Duże znaczenie dla fanów miało też to, że na reżyserskim stołku kolejny raz zasiadł Richard Fleischer!


Czy fikołki i uniki wykonane przez Dino De Laurentiisa zaowocowały sukcesem i morzem pieniędzy? Niestety nie. Budżet mającej premierę w 1985 roku, trzeciej, tym razem - nieoficjalnej, części przygód wojowniczego koksa wynosił prawie 18 milionów dolarów, a film zarobił zaledwie niecałe 7 milionów zielonych. Na domiar złego krytycy nie zostawili na tej produkcji suchej nitki. „Czerwona Sonja” zasypana została Złotymi Malinami. Tę niechlubną nagrodę przyznano m.in. Brigitte Nielsen – odtwórczyni tytułowej roli. Ta młoda aktorka w tym samym roku otrzymała Malinę za swój aktorski popis w filmie „Rocky IV”!
Po latach Schwarzenegger, z typowym dla siebie dystansem, tak wspominał tę produkcję: „To najgorszy film, w jakim kiedykolwiek grałem. Teraz mówię moim dzieciom, że jeśli nie będą posłuszne, to zostaną zmuszone do oglądania „Czerwonej Sonji” dziesięć razy z rzędu! Ta metoda musi działać, bo jak dotąd nie miałem z nimi żadnych problemów…”.



Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
5

Oglądany: 48425x | Komentarzy: 30 | Okejek: 176 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.08

03.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało