Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Takiej Polski nie znajdziesz w folderach reklamowych. Podróże po niekomercyjnych zakątkach

83 239  
463   57  
Opuszczonych miejsc w Polsce jest wiele. Często mijamy je, zupełnie nie zwracając na nie uwagi. Nie myślimy o ich historii i nie zawracamy sobie głowy tym, jak wyglądały w czasach swojej świetności. Część z nich pozostaje niedostępna, inne zakątki są z kolei kompletnie niechronione i „otwarte”.
URBEX, czyli zwiedzanie takich punktów, staje się coraz popularniejszym sposobem na podróżowanie. Jedni uważają, że to dobrze, inni psioczą, że skomercjalizowane - jeśli w ogóle można tak to nazwać - tej formy rozrywki to kompletny rak. Ja tam nie wiem, włóczyłam się po zapomnianych pałacach, fabrykach i cmentarzach, zanim było to modne i trafiło do mainstreamu.

#1. Wagon rewizyjny SR52 na Śląsku

To tylko jedno z opuszczonych miejsc w Gliwicach. Pojechałam tam głównie po to, aby zobaczyć słynną, drewnianą radiostację, ale jak to ja - gdy przed moimi oczami „wyrósł” od dawna nieużywany teren Taboru Kolejowego, radiostacja poszła w totalną odstawkę. Większa część tego miejsca jest obecnie opuszczona. Na miejscu można zobaczyć między innymi ogromną halę, pomieszczenia pracownicze, budynek taboru oraz zardzewiały wagon rewizyjny SR51.


Wagony rewizyjne SR51 były używane przez polskie, niemieckie oraz czechosłowackie linie kolejowe. Obecnie są one wycofane z użytku. Po zakończeniu II wojny światowej elektryfikacja w Polsce zaczęła rozwijać się niezwykle szybko. W roku 1948 podjęto decyzję o budowie sieci elektrycznej dla linii relacji Warszawa-Gliwice. Problem polegał na tym, że w tym okresie w Polsce nie produkowano pojazdów zasilanych energią elektryczną. Zdecydowano się więc na sprowadzenie ich z NRD.


Polskie Linie Kolejowe jako pierwsze dostały do dyspozycji wagony rewizyjne SR51. Pojazdy te zostały zaprojektowane z myślą o konserwacji sieci trakcyjnej. Na początku jednak używano ich także, a może nawet głównie, przy elektryfikacji kolei.


#2. POLOKNA Gniezno - śladami historii

Zakład Stolarsko-Budowlany „Stolbud Gniezno” powstał z końcem II wojny światowej. W skład kompleksu wchodziły między innymi budynki administracji, hale montażowe, które wyposażone były we własną bocznicę kolejową oraz sklep firmowy.


Początkowo przedsiębiorstwo było własnością państwa. Następnie przerodziło się ono w spółkę pracowniczą ƒ„POLOKNA”. Przez pewien czas firma funkcjonowała nawet całkiem nieźle.


W 2000 roku firma POLOKNA Gniezno zakończyła swoją działalność. Przez kilka lat pieczę nad nim sprawowała ochrona, ale i jej z czasem zabrakło, więc kompleks szybko został splądrowany przez szabrowników i złomiarzy.
Efektem takich działań była coraz większa dewastacja budynków. Ten, w którym kiedyś mieściły się biura, otoczony został zagruzowanymi halami i niszczejącymi pustostanami. Miejsce powoli zamieniało się w widmo, coraz bardziej kwalifikujące się do wyburzenia. Miałam jednak okazję je zobaczyć, póki jeszcze istniało.


#3. Wrocławski szpital kliniczny

Opuszczony szpital kliniczny we Wrocławiu to budynek niezwykłej urody. Chyba nie muszę nikogo przekonywać do jego wielkiej wartości pod względem architektonicznym. Jak każde podobne mu miejsce, ma on swoją historię. Ta niestety nie należy do najweselszych.


Ten zabytkowy i imponujących rozmiarów budynek był Państwowym Szpitalem Klinicznym nr 3 we Wrocławiu. Stoi przy ulicy Poniatowskiego 2. Przez wiele lat pozostawał zamknięty i oczywiście od dawna już nie pełni swojej funkcji. Niegdyś mieściła się tam klinika chirurgii, angiologii oraz klinika gastroenterologiczna.


W 2006 roku kliniki zostały przeniesione do nowoczesnego gmachu na ulicy Borowskiej, gdzie wszystko działa do dziś. Historyczny budynek został opuszczony i powoli zaczął popadać w coraz większe zapomnienie. To co stało się z obiektem w trakcie ostatnich lat jest naprawdę zaskakujące! Wróćmy jednak do rysu historycznego.

Szpital zbudowany został w dziewiętnastym wieku i nosił dumną nazwę Augusta Hospital. Wówczas mieścił się przy ulicy o nazwie Blücher Str. Dokładna i pełna nazwa brzmiała – Szpital Augusty Ojczyźnianego Stowarzyszenia Kobiet we Wrocławiu.

Szpital został ufundowany przez Augustę. Kim ona była? Mowa tutaj o księżniczce saskiej, cesarzowej Niemiec, królowej Prus i wnuczce cara Rosji Piotra I. Jak widać, szpital nie przez byle kogo został powołany do swoich funkcji.
Co do samej Augusty, to historia jednoznacznie wskazuje na to, że kobiecie tej zdecydowanie brakowało szczęścia w życiu. Choć cieszyła się ona ogromnym uznaniem, to los cesarzowej był marny. Podobnie było z budynkiem ufundowanego przez nią szpitala.

Mąż Augusty - Wilhelm Hohenzollern - ożenił się z nią, choć zakochany był bez pamięci w Elizie Radziwiłłównie. Nigdy nie wyleczył się z uczuć, którymi ją obdarzał. Nie mógł sobie jednak pozwolić na mezalians. Pochodzenie Elizy było problemem, którego nie dało się przeskoczyć. W konsekwencji Augusta raz po raz padała ofiarą zdrady niekochającego ją małżonka.


Nieudane pożycie małżeńskie sprawiało, że Augusta przez większość swojego żywota pozostawała na granicy załamania nerwowego. Cesarzowa wiecznie walczyła z depresją. W późniejszym okresie - jakby spotkało ją mało nieszczęść – reumatyzm sprawił, że kobieta wylądowała na wózku inwalidzkim. Szybko stała się wdową, a jej potomek przegrał walkę z nowotworem.

#4. Opuszczona baza głowic jądrowych

Międzyrzecki Rejon Umocniony cieszy się niemałą sławą. Był taki czas, że dość intensywnie eksplorowałam tamtejsze bunkry oraz inne opuszczone miejsca. Trafiłam wtedy między innymi na opuszczoną bazę głowic jądrowych. Jeśli ktoś z Was zapyta mnie jak ją znaleźć, to z przykrością stwierdzę, że nie mam pojęcia. Znajduje się ona w lesie i jedynym sposobem na jej odnalezienie było zapytanie o nią mieszkańców okolicznych wiosek. To miejsce raczej nie jest związane z turystyką, a więc jeśli któryś z Czytelników postanowi zobaczyć ją na własne oczy, to musi wiedzieć też o tym, że zrobi to wyłącznie na własną odpowiedzialność.


Niedaleko miejscowości Brzeźnica głęboko w lesie wciąż można odnaleźć pozostałości po dawnej bazie wojsk radzieckich. Jej początki datuje się na lata 60. ubiegłego stulecia. Wtedy jakikolwiek dostęp do niej mieli jedynie Rosjanie, którzy utrzymywali wszystko co było z nią związane w całkowitej tajemnicy.
Tereny, jakie obejmowała baza, były solidnie ogrodzone i strzeżone dzień i noc. Kiedy wojska radzieckie wycofały się z Ziemi Lubuskiej, odkryto, że na terenie bazy zostały utworzone bunkry, które służyć miały do przechowywania pocisków rakietowych z głowicami jądrowymi.


Do niedawna można było jeszcze zobaczyć tam pozostałości po budynkach przemysłowych i ruiny bloków mieszkalnych. Dziś jednak zostały tam jedynie ogromne betonowe schrony, które niegdyś chronione były przez pancerne drzwi.
Wejścia do nich zostały zasypane. Ciekawość sprawiła, że zdecydowałam się wsunąć do podziemi wąskim przejściem. Zjechałam w dół dosłownie na tyłku, ledwie mieszcząc się w szczelinie (dlatego, że była mała, a nie ze względu na rozmiary tyłka).


#5. Opuszczony drewniany kościół

Budynek został wykonany w całości z modrzewia, a przynajmniej do takich informacji udało mi się dotrzeć. Jest naprawdę duży. W przeszłości służył ewangelikom. W środku zachowała się kazalnica usytuowana w centralnym punkcie nawy głównej. To dokładnie to miejsce, które w kościele katolickim zajmowałby obraz. Ołtarza jako takiego raczej nigdy tam nie było. Z każdej strony kazalnicę otaczały ławki, na których niegdyś zasiadali wierni chcący posłuchać pastora. Miejsca dla nich znajdowały się także na piętrze.


W połowie XVIII wieku do kościoła dobudowana została drewniana wieża. Wyposażona była w kilka zegarów oraz trzy dzwony. Dziś wygląda najgorzej z całości, tak jakby wykonana została z gorszego jakościowo materiału. Jest zamieszkana. Tak, dobrze czytacie, mieszkają w niej sowy płomykówki.
Teren wokół kościoła pełnił niegdyś funkcję cmentarza, z którego – jak to bywa ze starymi ewangelickimi miejscami pochówku – dziś zostało jedynie kilka dziur w ziemi i trochę chwastów.


#6. Opuszczone pałace na Dolnym Śląsku


Oczywiste jest, że opuszczonych pałaców w Polsce jest od groma i jeszcze trochę. Ja jednak pochodzę z Dolnego Śląska i jako lokalna patriotka włóczę się głównie po obiektach zlokalizowanych właśnie w tej części kraju.

Tak, było strasznie i nie jestem pewna tego, że takie eskapady są na moje nerwy!


Większość tych budynków została wybudowana w XVIII i XIX stuleciu. W mojej okolicy te obiekty były zazwyczaj w rękach jaśnie panów, którzy to wzbogacili się na uprawianiu buraka cukrowego. Zdarzali się jednak i „królowie bawełny” - jak w przypadku majątku w Kwietnie. Pałac, o którym wspominam, dziś już nie jest opuszczony. Został kupiony, odrestaurowany i… zamknięty na cztery spusty. Właściciel wybudował specjalną budkę dla ochroniarza, wywiesił tabliczkę informującą o zakazie robienia zdjęć, no i dziś już przybytku za bardzo obejrzeć nie można. Ale, ale! Archiwizuję te tereny od wielu lat, więc posiadam zdjęcia obiektu, które zostały wykonane jakieś ćwierć wieku temu.


W przypadku niektórych pałaców okazuje się, że pałacami nigdy nie były. Tak było w przypadku zabytku z Pęczkowa. Tropiłam tę historię latami, spierając się wielokrotnie z przyjaciółmi w kwestii dotyczącej dokładnego przebiegu zdarzeń. Wreszcie udało mi się udowodnić, że „pałac”, na który patrzycie, w rzeczywistości jest po prostu dawną rządcówką - swoją drogą, ostatnio w domu nadużywamy tego słowa.


#7. Opuszczone miasto widmo

Pstrąże to taki Zamek Książ w świecie urbexów. Wielu było i widziało, albo przynajmniej słyszało o tym wyjątkowym miejscu. Jakże jednak można by je pominąć w artykule o opuszczonych miejscach!


Pstrąże, czyli dawny Strachów, to opuszczone miasto, które niektórzy nazywają polskim Silent Hillem. Na jego terenie znajdowało się osiem bloków mieszkalnych (to właśnie one robiły największe wrażenie na zwiedzających), budynek przedszkola, kawiarnia „Bajka”, plac zabaw dla najmłodszych, boisko sportowe, szkoła nr 53, kotłownia, stanowiska rakietowe, Węzeł Łączności „Monografia”, bocznica kolejowa, domostwa korpusu oficerów, koszary wojskowe, biuro ds. przepustek wojskowych, areszt, hotel oficerski, budynki szkoleniowe, poczta, ośrodek zdrowia, basen, Garnizonowy Dom Oficerski i wiele innych miejsc.

Niestety (choć są tacy, co mówią, że „stety”), większość obiektów w Pstrążu została wyburzona w 2016 roku.


No i na dziś to tyle. Opuszczonych miejsc w Polsce, które zasługują na uwagę są setki, jeśli nie tysiące. Zapomniane cmentarze, popadające w ruinę zamki, niezamieszkałe domy, a nawet placówki ZOMO. W tym artykule udało mi się ledwie liznąć ten temat, ale mam nadzieję, że przypadł on wam do gustu.

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
2

Oglądany: 83239x | Komentarzy: 57 | Okejek: 463 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.09

24.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało