Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

7 ciekawostek związanych z prawami autorskimi

34 273  
160   42  
Dziełom należy się ochrona – co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Jeśli jednak chodzi o sposób realizowania tejże ochrony czy jej zakres, kwestia staje się znacznie bardziej dyskusyjna.

#1. Prawo autorskie, który nigdy nie dorosło

1902336d66b66f91.jpg

Twórca Piotrusia Pana, sir James M. Barrie postanowił przekazać prawa autorskie do opowieści na rzecz Great Ormond Street Hospital, będącego jednym z najważniejszych szpitali dziecięcych w Londynie. Oznaczało to solidny zastrzyk gotówki przez kolejne siedem dekad, teoretycznie bowiem ochrona Piotrusia Pana wygasła w 1987, pół wieku po śmierci jego twórcy. Ówczesny premier Wielkiej Brytanii zaproponował jednak poprawkę do ustawy o prawach autorskich, która przedłużałaby ochronę "na wieczność" – i to jedyny taki przypadek na Wyspach. W rzeczywistości sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana, bo na terenie Unii Europejskiej prawo autorskie chroniło Piotrusia Pana do 2007 roku, a w Stanach Zjednoczonych utwór już od dawna należy do tzw. domeny publicznej.

#2. Ochrona w stylu Dzikiego Zachodu

19023372e9c58162.jpg

Umiesz liczyć, licz na siebie – głosi znane powiedzenie, któremu nie sposób odmówić słuszności. Znajduje zastosowanie również w odniesieniu do praw autorskich, które niegdyś zdecydowanie trudniej było egzekwować. Dzisiaj sytuacja wygląda nieco inaczej, ale powróćmy do przeszłości i rzeczy, która pod względem praw autorskich okazuje się wyjątkowo specyficzna, czyli do map. Jak uchronić się przed plagiatem, skoro – przynajmniej w założeniach – dobre mapy powinny być identyczne? Twórcy radzili sobie w specyficzny sposób, mianowicie umieszczając na mapach pośród prawdziwych nazw także – sporadycznie – przez siebie zmyślone. Jeżeli fikcyjna miejscowość pojawiła się na innej mapie, od razu wiadomo było, skąd "inspirację" czerpał jej autor. Co ciekawe, koncept ten bywa ponoć stosowany także współcześnie, choć na pewno mniej powszechnie.

#3. A, no tak, był przecież jeszcze jeden autor

1902338a829a0f53.jpg

Unijne prawo zakłada, że prawa autorskie do utworu wygasają siedemdziesiąt lat po jego śmierci – chyba że dzieło wydane zostałoby pośmiertnie, to wówczas po pięćdziesięciu latach od daty publikacji. Wydawałoby się, że to całkiem rozsądny kompromis, ale – jak przystało na kompromisy – nie wszystkim jest w smak. Tak było w przypadku Anne Frank Fonds, organizacji założonej przez ojca Anny Frank, Otto, która posiadała prawa autorskie do słynnego Dziennika. Miały wygasnąć w 2016 roku, więc organizacja zaczęła myśleć. I wymyśliła... że Dziennik Anny Frank miał współautora, którym był Otto – zmarły dopiero w 1980, co przedłużyłoby prawa autorskie aż do 2050 roku. Pomysł ściągnął na siebie krytykę. Zarzucano – nie bez powodu zapewne – że to wyłącznie "skok na pieniądze".

#4. Hymn, którego nikt nie słyszał

190233917c2df2d4.jpg

Giles Kavanagh napisał słowa, H. O'Reilly Clint – muzykę. Tak w 1933 roku powstał utwór My Michigan, który... bardzo szybko został przytulony przez władze stanowe. W 1937 roku wydano uchwałę ustanawiającą utwór hymnem czy też "piosenką stanową" – jak zwał, tak zwał, chodzi o to samo. Sęk w tym, że nikt w tej kwestii za bardzo nikogo nie pytał o zgodę i tym samym My Michigan to bodaj najrzadziej śpiewany hymn, do tego nigdy nieodtwarzany podczas publicznych okazji. Z jakiego powodu? A bardzo prozaicznego – należałoby za to zabulić. Prawa autorskie do hymnu Michigan wygasną dopiero w 2031, 70 lat po śmierci Clinta. No cóż, jeszcze dycha i w Michigan może dowiedzą się, jak brzmi ich hymn...

#5. Jaja z praw autorskich

1902340c37fe7c65.jpg

Ochrona praw autorskich różne przybiera oblicza – i w tym wypadku właśnie o oblicza chodzi. Mianowicie o te wymalowane na... jajkach. Zawodowi klauni, którym zależy na ochronie swojego wizerunku (tak jakby ktokolwiek spoza branży był w stanie odróżnić jednego klauna od drugiego...), mogą zastrzec go w specjalnej bazie i tym samym zapobiec sytuacji, w której ktoś będzie się pod nich podszywał. Rejestr funkcjonuje zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych i wygląda, cóż, mocno osobliwie. Jego pomysłodawcą – w latach 40. ubiegłego stulecia – był urzędujący w Londynie klaun cyrkowy Stan Bult. Pod koniec lat 70. sprawa nabrała międzynarodowego wymiaru, a baza – Clown Egg Register – otworzyła się na na klaunów różnego rodzaju, nie tylko tych, jak na początku, występujących w cyrku.

#6. Getty Images, czyli bezczelność do kwadratu

1902341937081e26.jpg

Kiedy firma nieposiadająca praw autorskich do danego dzieła domaga się odszkodowania za jego wykorzystanie od... autora owegoż, można by pomyśleć, że coś tu się bardzo nie zgadza. Taki przypadek spotkał Carol Highsmith, która swoje prace – ponad 100 tys. fotografii – przekazuje do Biblioteki Kongresu, udostępniając je każdemu do wykorzystania za darmo. Jakież było jej zdziwienie, kiedy otrzymała od Getty Images list z pogróżkami, domagającymi się opłaty 120 dolarów za to, że wykorzystała swoje własne zdjęcie na stronie prowadzonej przez siebie organizacji charytatywnej. Bezczelne żądanie giganta – w swojej branży Getty to jedna z absolutnie największych marek – tak rozwścieczyło Highsmith, że w odpowiedzi natychmiast złożyła pozew za naruszenie praw autorskich, domagając się od korporacji miliarda dolarów zadośćuczynienia.

#7. Kosztowna w skutkach pomyłka USPS

190234272433c3c7.jpg

Kiedy w 2010 roku amerykańska poczta wymyśliła wydanie okolicznościowego znaczka ze Statuą Wolności, intencje z pewnością były dobre. Jak wyszło? Cóż... mniej więcej tak, jakby za realizację projektu zabrał się sam Jacek Sasin. Na znaczku znalazła się bowiem nie oryginalna Statua, a jej... replika z Las Vegas. I pewnie nikt by się nie zorientował, problemu by nie było, gdyby nie fakt, że jedna i druga budowla różnią się szczegółami. Tym samym autor repliki ze stolicy hazardu postanowił... pozwać USPS za naruszenie praw autorskich. Otrzymał 3,5 miliona dolarów odszkodowania – co na swój sposób pokazuje również patologię systemu, bo czy kwestia ochrony autorstwa repliki nie powinna jednak wzbudzić zastanowienia?
1

Oglądany: 34273x | Komentarzy: 42 | Okejek: 160 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

02.08

01.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało