Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Janusze zakupów, czego uczy szkoła i inne anonimowe opowieści

47 345  
225   59  
Dziś m.in. zabawa w chowanego, znamię na twarzy, sprzedawanie trawy i kilka słów o nauczaniu.

#1.


Historia z dzieciństwa.

Początek podstawówki. Generalnie beztroskie lata spędzane w "ekipie" znajomych z klasy, z którą robiliśmy mnóstwo rzeczy. Z reguły bawiliśmy się na zewnątrz, ale czasami umawialiśmy się na zabawy u kogoś - prawie zawsze u, powiedzmy, Z. "Prawie zawsze" z prostego powodu - rodzice Z. mieli gigantyczne (jak nam się, dzieciakom, zdawało) mieszkanie, dwupiętrowy dom - bliźniak na naszym osiedlu. Generalnie dom był tak duży, że nawet jak lało i nie dało się bawić w ogrodzie, to przenosiliśmy typowo zewnętrzne zabawy do środka. A taką typową zabawą była zabawa w chowanego. Serio lubiliśmy się chować po różnych zakamarkach tego domu, czasem doprowadzając rodzinę Z. do białej gorączki - wiecie, dziecięca wyobraźnia nie zna granic. Kilka razy matka Z. prawie zeszła na zawał, bo nie będąc świadoma naszej zabawy napotykała kogoś z nas między kurtkami w garderobie, w schowku na rzeczy AGD i tak dalej.

Do rzeczy. Tamtego dnia siedzieliśmy u Z. i coś tam robiliśmy, na zewnątrz pogoda straszna, no i w pewnym momencie uznaliśmy, że TERAZ gramy w chowanego. Kolega zaczął liczyć, nam odbiło i się rozbiegliśmy po domu. Ja postanowiłem użyć mojego asa w rękawie - w domu Z. były dwie łazienki, w jednej z nich była wanna stojąca przy ścianie, ale tak, że między wanną (swoją drogą nieukończoną, bez bocznych listew - stała tak cały czas) było trochę miejsca - moja autorska, nierozpracowana kryjówka. Zadowolony ze sprytu wpełzłem w tą wnękę i czekałem.

I wtedy, po chyba minucie, otworzyły się drzwi. Myślę - koniec, zaraz mnie znajdą (jak się patrzyło na całość łazienki, to było jedyne miejsce, gdzie taki dzieciak mógł się schować). Cóż, po kryjówce.

Tylko że TO NIE BYŁ kolega. Usłyszałem głos najstarszej siostry Z (wtedy od nas starsza o jakiejś 10+ lat), jak coś krzyczała do matki, po czym drzwi się zamknęły. Siostra Z. była w środku, najwyraźniej nieświadoma mojej obecności. W tym momencie myślałem, czy może wstać i ujawnić się, ale - głupi ja - pomyślałem, że lepiej przeczekać, bo jeszcze biedna się wystraszy i będę miał ją na sumieniu.

Zacząłem żałować swojej decyzji po tym, jak usłyszałem dźwięk podnoszonej deski klozetowej. Tak, zgadujecie co było.
Następne dziesięć minut leżałem nieruchomy, totalnie cicho, sparaliżowany strachem, słuchając, jak siostra kolegi robi kupę.

Bogu dzięki przez cały proces załatwienia się siostra nie zauważyła (jak mi się zdaje) nic podejrzanego. Cudem udało mi się wyjść (po odczekaniu kolejnych dziesięciu minut) z łazienki na pusty korytarz i kolejnym cudem okazało się, że nikt z ekipy nie domyślił się co się mogło stać. Zabawa zakończyła się już dawno, ja wyszedłem na super ninję, którego nie mogli znaleźć nawet wspólnie.

Od tamtej pory chowałem się w garderobie.
Mojej super kryjówki nikt nigdy nie poznał.

#2.

Mój chłopak ma naczyniaka na prawie połowie twarzy (to jest taka fioletowo-purpurowa plama). Ja już tego nie zauważam, kocham go takiego, jednak na ulicy zawsze są krzywe spojrzenia ludzi i chamskie gapienie.

Jednak przechodząc do rzeczy. Jesteśmy sobie na zakupach. P. przymierza koszulkę. Fioletową. Zastanawia się, marudzi. A że wyglądał świetnie, to mówię bez namysłu:
- Weź ją, jest super, do twarzy ci.

Dobrze, że chłopak ma dystans do siebie :D


#3.

Będąc w trzeciej klasie podstawówki, zostałem dilerem trawki. A było to tak: Mój kolega miał starszego brata, który to popalał sobie ziółko i tenże kolega co i rusz zdobywał nowe informacje na temat tego specyfiku. Oczywiście dzielił się z nami tymi wszystkimi plotkami. Pamiętam, że duże wrażenie zrobiła na mnie cena, jaką trzeba było zapłacić za torebkę z takim suszem. W przeliczeniu – małe zawiniątko miało rynkową wartość ośmiu dużych paczek czipsów! Kompletnie nie potrafiłem zrozumieć, jak to możliwe, że ludzie chcą płacić takie pieniądze za szczyptę trawy – produktu, jak by nie patrzeć, dość powszechnego.

Kilka dni zajęło mi wyskubanie połowy trawnika przed domem mojej babci oraz wysuszenie moich zbiorów. Później poporcjowałem „działki” i każdą zawinąłem w małe kawałki papieru. Przez tydzień łaziłem po szkole i opowiadałem dzieciakom historie, które to wcześniej przekazał mi kolega – mówiłem, że to fajny narkotyk, że ludzie się po tym śmieją, że jedzenie smakuje lepiej… I wiecie co? Sprzedałem towaru za 30 zł! To bardzo dużo paczek czipsów!

Szkoda, że żadnej nie kupiłem, bo wkrótce moi rodzice zostali wezwani do pani dyrektor, a ja dostałem surową reprymendę. Musiałem oddać cały mój zarobek i na tym skończyła się moja zawrotna kariera barona narkotykowego z podbazy.

#4.


Poszedłem do sklepu, aby kupić jajka. Jako świadomy, empatyczny konsument zdecydowałem się na zakup tego towaru spożywczego pochodzącego od kur z wolnego wybiegu. Dopiero w domu zorientowałem się, że jakiś polski „nosacz” zadał sobie trud podmienienia wszystkich jajek na „trójki”. Rozumiecie? Ktoś spędził parę minut na mozolnym przekładaniu cholernych jajek, zamiast dopłacić złotówkę i nie robić zbędnego przypału...


#5.

Będąc w gimnazjum i liceum, co roku brałam udział w konkursach literackich. Pani od polskiego dość często mnie chwaliła i gdy udało mi się wygrać - opowiadała o tym w pokoju nauczycielskim. Reszta nauczycieli wiedziała więc, że potrafię pisać.

Pewnego dnia mieliśmy zaplanowaną kartkówkę z historii. Niestety, przedmiot ten nie był nigdy moją mocną stroną; postanowiłam więc skorzystać ze swojego daru i na pytania odpowiedzieć... wierszem. :) Miałam nadzieję, że nauczyciel podniesie mi chociaż ocenę za kreatywność.
Nie podniósł.
A na następnej kartkówce zaczął od stwierdzenia, że odpowiedzi mamy pisać PROZĄ.

#6.

Kilka miesięcy temu zmarł mój tata. Warto dodać do tej historii, że pracował w Niemczech.

Dwa tygodnie temu jego koledzy z pracy przywieźli nam ostatnie rzeczy taty. Wiecie co tam z siostrą znalazłyśmy? Jej poduszeczkę z waty i kawałka materiału, z wyszytym serduszkiem. Zrobiła ją, gdy miała 6 lat. Od razu dała ją tacie, żeby zabrał ją ze sobą do pracy.
Przez 9 lat przy tej poduszce zasypiał (tak powiedzieli koledzy taty). Praktycznie dzień w dzień.

Niby taka drobnostka, ale siostra przepłakała kilka godzin (zresztą ja też).

#7.

Jako dziecko zostałem wykorzystany seksualnie.
Skutki ciągną się za mną przez lata. Jestem dorosły, a nadal nie umiem wyprzeć tego całkowicie z pamięci, nadal każde wspomnienie o tym jest bolesne.
Nie wie o tym praktycznie nikt, nawet mojemu psychologowi nie umiałem powiedzieć.

#8.


Kilka lat temu skończyłem liceum, a obecnie jestem człowiekiem z wyższym wykształceniem technicznym. Ostatnio naszły mnie refleksje na temat szkoły. Nie chodzi mi o to, że jest niepotrzebna, bo to nieprawda, a ona sama pełni wiele innych funkcji poza edukacyjną (choćby społeczną), ale zwróciłem uwagę na coś innego.

Wiecie ile jest błędów w tym czego się uczymy? Wiecie jak często nauczyciele wciskają nam brednie do głowy i wymagają nauki od młodych ludzi, którzy właśnie wyrabiają się jako ludzie? Ogrom.

Thomas Edison jest przedstawiany jako bohater, choć historia określa go całkiem inaczej. Uczymy się, że naturaliści jak Emil Zola pokazywali świat takim, jakim jest naturalnie, zapominając o tym, że świat nie składa się tylko z brzydkich rzeczy (do dziś pamiętam opis truchła na polu, bez krzty piękna przyrody, który był podany jako przejaw naturalizmu). Uczymy się, że Stefan Żeromski świetnie skupiał się na społecznictwie, opisując pracowników fabryk i ich muskularne ramiona, zapominając, że ogromna część tych pracowników ich nie miała z powodu złych warunków w pracy (jakoś to już pomijali).

To śmieszne, że żaden z nauczycieli nawet nie sprawdzi, kto naprawdę wynalazł radio, a w podręcznikach nadal widnieje nazwisko Marconi, choć był on zwykłym złodziejem, który okradł Teslę. Uczymy się o złodziejach jak o bohaterach. Uczymy się idei, które są fałszywe. I to wszystko jest wpajane do głów dopiero co tworzących się ludzi, których dosłownie zmusza się do zapamiętania tego. Uczymy się o nieznających się na prowadzeniu walki pisarzykach nawołujących ludzi do walki oraz o ludziach bez wiedzy na temat gospodarki, opisujących jak ma wyglądać społeczeństwo. Uczymy się o idiotach jak o bohaterach. Czemu? Na matmie uczymy się schematów, które można nauczyć się na pamięć, karcąc (nie wszędzie) inne pomysły odbiegające od normy.


***

Wersja tl;dr autorstwa matik987:

Dwójka w toalecie,
Do twarzy w fiolecie,
Trawą nabita fajka,
Nosacz miesza w jajkach,
Rym nie pomógł w ogóle,
Tu ktoś kroi cebulę,
Ministrancie Ci współczuję,
Tesla kozak, Edison chujem.



12

Oglądany: 47345x | Komentarzy: 59 | Okejek: 225 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.08

03.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało