Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

5 katastrof reklamowych - czyli najbardziej żenujące wtopy marketingu partyzanckiego

88 690  
289   44  
Niektóre firmy wychodzą z założenia, że tradycyjne formy reklamy są dobre dla słabeuszy, a porządna marka wymaga kampanii z jajem, pazurem i przytupem, dlatego też idealnym rodzajem promocji będzie tzw. marketing partyzancki, czyli niekonwencjonalny, agresywny, często szokujący przekaz reklamowy, który dosłownie wstrząśnie odbiorcą i sprawi, że ten bez zastanawiania się kupi promowany produkt. Problem w tym, że organizując takie kampanie czasem można się trochę zagalopować i przypadkiem boleśnie strzelić sobie w stopę.

#1. Cartoon Network i bomby na ulicach

W 2007 roku szefostwo stacji Cartoon Network wpadło na fajny plan promocji swojego nowego bloku programowego. Na ulicach paru amerykańskich miast zainstalowano proste, elektroniczne urządzenia z lampkami LED, które to przedstawiały bohaterów jednej z kreskówek. Trzeba przyznać, że to całkiem niedrogi i zwracający na siebie uwagę sposób promowania marki. Tym bardziej że ustrojstwa, którymi CN udekorował przestrzeń publiczną, były do bólu wręcz prymitywne – w zasadzie na cały gadżet składała się płytka z wbudowanymi diodami, parę kabli i bateria.


No i właśnie ten „chałupniczy” wygląd urządzeń sprawił, że pewien mieszkaniec Bostonu pomylił reklamowy rekwizyt telewizyjnej stacji z bombą podłożoną na ulicy przez jakiegoś islamskiego (z całą pewnością) terrorystę. Powiadomiona o tajemniczym, groźnie wyglądającym, przedmiocie policja momentalnie zablokowała część miejskich dróg oraz mosty.


Kiedy tylko pojawiły się doniesienia o kolejnych „ładunkach wybuchowych” rozłożonych w różnych częściach Bostonu, wiele osób wpadło w panikę. Potrzeba było trochę czasu, aby uspokoić nastroje i wytłumaczyć przerażonym obywatelom, że „bomby” walające się po mieście to tak naprawdę część kampanii reklamowej kanału z kreskówkami.
Za swój bombowy wybryk Cartoon Network musiał zapłacić karę wysokości 2 milionów dolarów!

#2. Sarah Marshall ssie wora!

Mająca premierę w 2008 roku, całkiem zabawna, komedia romantyczna pt. „Forgetting Sarah Marshall” (u nas film ten znany był jako „Chłopaki też płaczą”), opowiadała o załamanym po rozstaniu z dziewczyną mężczyźnie, który usiłując pozbierać się, wyjeżdża na urlop. Okazuje się, że w tym samym miejscu wakacje spędza też jego ukochana ze swoim nowym facetem. Film o odrzuconym nieszczęśniku promowany był w dość oryginalny sposób. Autorzy kampanii reklamowej rozwiesili w amerykańskich miastach tysiące plakatów ze stylizowanym na odręczne pismo hasłem „You suck, Sarah Marshall!”.


Pomysł całkiem to niezły, bo jego forma wykonania mogłaby wskazywać, że autorem tych desperackich ataków był skrzywdzony bohater filmu. Problem w tym, że osoby stojące za tą akcją nie wzięły pod uwagę, że w USA mieszka całkiem sporo kobiet nazywających się Sarah Marshall, którym może nie podobać się sugerowanie, że zajmują się ssaniem czyjegoś wora.
Kampania ta odbiła się głośnymi awanturami, a nawet tworzeniem identycznych plakatów, których adresatem był reżyser filmu. Jedyną Sarą Marshall, która zadowolona była z takiego obrotu spraw, okazała się właścicielka domeny SarahMarshall.com. Czy to promocyjne przedsięwzięcie pomogło w promocji komedii? Trudno powiedzieć. Pewne jest jednak jedno – niesmak pozostał.

#3. Lód ma do siebie to, że się topi

O tym, że nie ma nic bardziej orzeźwiającego niż kawałek słodkiego sopla zeżarty w upał, wie chyba każdy. Z takiego założenia wyszedł producent wodnych lodów Snapple, który w 2005 roku na nowojorskim Times Square, w ramach kampanii reklamowej, postanowił bić rekord świata i umieścił tam wielkiego, bo prawie 8-metrowego, loda. Było gorące lato, żar lał się z nieba, więc jak by nie patrzeć – idealny to moment, aby trafić do potencjalnych odbiorców. No cóż, to też doskonałe warunki do topnienia…


Lód zaczął się roztapiać w zastraszającym tempie, zalewając pobliskie ulice lepką, pachnącą kiwi oraz truskawką, breją. Wezwani na miejsce strażacy mieli sporo roboty – musieli bowiem zablokować ruch, co doprowadziło do powstania wielkich korków. Sprzątanie tego bałaganu zajęło sporo czasu, bo lód był przecież gigantyczny. Dodatkowo widok roztopionej, brudnej cieczy, powoli spływającej do studzienek ściekowych, był ostatnią rzeczą, jakiej sobie właściciele marki Snapple życzyli.


#4. Zawałowy fast food i jego karma

Nie od dziś wiadomo, że tłuste uliczne żarcie źle wpływa na ludzkie zdrowie i lepiej unikać odżywiania się w fastfoodowych restauracjach. Wiedzą też o tym właściciele knajpy Heart Attack Grill, którzy już samą nazwą swojego biznesu sugerują, że zamawianie posiłków w tym miejscu może doprowadzić konsumentów do poważnej awarii pompki. W tej stylizowanej na szpital jadłodajni można m.in. kupić ociekające tłuszczem hamburgery, których wartość energetyczna waha się w okolicach 10 tysięcy kalorii! Ponadto osoby ważące powyżej 160 kg jedzą za darmo!


Jeśli uważajcie, że takie pomysły właścicieli tej knajpy są jawnym promowaniem niezdrowych nawyków żywieniowych, to macie absolutną rację. I są ku temu dość namacalne, aczkolwiek całkiem martwe już, dowody. W 2011 roku ważący 261 kg rzecznik prasowy Heart Attack Grill wyzionął ducha, a rok później żywota dokonała pewna klientka restauracji, która dostała ataku serca podczas pałaszowania dania o nazwie „Double Bypass Burger”.

#5. Goło i zdecydowanie nie wesoło

Największą kompromitację w dziedzinie marketingu partyzanckiego zaliczył operator sieci Vodafone, którego specjaliści od reklamy uznali, że świetnym pomysłem będzie wprowadzenie nieco zamieszania podczas corocznych rozgrywek w rugby, w których to o trofeum Bledisloe Cup walczą reprezentacje Australii i Nowej Zelandii. Vodafone zwerbowało więc kilku śmiałków, którzy rozebrawszy się do naga, wbiegli na murawę. Oryginalnie, prawda?
Nieświadomy całej tej akcji dyrektor naczelny Vodafone skomentował to wydarzenie takimi słowami: „Goli idioci wbiegają na boisko. A potem James, mój syn, mówi do mnie: „Hej tatusiu, ci faceci mają twoje logo na plecach”. Możecie sobie wyobrazić, co pomyślałem”.


Najgorsze jednak było to, że usmarowani farbą nadzy kolesie zakłócili przebieg spotkania akurat w chwili, gdy drużyna Nowej Zelandii miała strzelać rzut karny, który mógł zadecydować o wyniku całej rozgrywki. Rozproszony zawodnik chybił, w wyniku czego nowozelandzka ekipa przegrała mecz. Jak można się było spodziewać – sieć Vodafone została w tym kraju szczerze znienawidzona. Nie pomogły ani przeprosiny ze strony autorów tego idiotycznego pomysłu, ani nawet wysoka kara, którą firma ta musiała zapłacić.

Źródła: 1, 2, 3, 4
6

Oglądany: 88690x | Komentarzy: 44 | Okejek: 289 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

24.06

23.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało