Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zrozumieć filozofa, czyli tęgie łby nieco przystępniej: Hobbes

8 224  
31   5  
Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka - ten cytat z Tocqueville’a zna chyba każdy i raczej nie ma lepszego sposobu, aby wyjaśnić powód oraz mechanizm naszego ograniczenia w społeczeństwie. Choć wiadomo: „kradno nam wolność każdego dnia, ocknijta się, ludziska!”.

Ale kto nas okrada? Wiadomo: politycy, bogacze i komuchy - jasna sprawa. Czy jednak świat bez polityków byłby możliwy? Przecież chcąc stworzyć społeczeństwo, musi ono mieć jakichś przywódców, sędziów oraz opiekunów, ponieważ bez nich nie byłoby struktury społecznej, lecz dalsza rozsypka, wojna i anarchia. Ogólnie niemiło.

I oczywiście jest w tym trochę prawdy, że „kradno nam wolność każdego dnia”, wystarczy prześledzić sobie ostatnie 100 lat i skonfrontować człowieka z 1921 roku oraz z dnia dzisiejszego. Ale coś za coś - relatywny dobrobyt, względne bezpieczeństwo i ogólny rozwój w zamian za krótszą smycz: życie pod dyktando norm społecznych, religijnych i politycznych… Ale czy jest to wymysł naszych czasów? Absolutnie nie! To trwa od pierwszych skupisk plemiennych, a już w XVII wieku widziano dosyć wyraźnie tę zależność, trochę na nią psioczono, ale nie znaleziono niczego lepszego.

Sprawdźmy w takim razie jak kiedyś widziano ten problem i wróćmy do naszej podróży, a dokładnie do gospody, gdzie wstąpiłem by nieco odetchnąć i całkiem przypadkiem natrafiłem tam na Tomasza Hobbesa*. Nieśmiało podszedłem do stolika, przy którym siedział Anglik i wydukałem:

Ja: Przepraszam, że niepokoję, ale czy poratuje pan szklaneczką mleka?

Hobbes: Hmmm… - Filozof zmierzył mnie wzrokiem; nie wyglądał na zadowolonego, że ktoś przerywa mu wypoczynek od podróży. - A co jeśli odmówię? Hę? - zapytał zaczepnie.

J:
Nic, pójdę poprosić kogoś innego - wzruszyłem ramionami.

H: Doskonale wiem, że pan nic nie zrobi, bo życie w społeczeństwie pozbawiło pana instynktu zabójcy, zwłaszcza za jakieś marne dobra. Kiedyś, przed nastaniem umowy społecznej, pan by mnie zaraz po takiej odpowiedzi poturbował lub zabił, albo może w ogóle nie pytał o zdanie, tylko od razu okradł! - Uśmiechnął się, widząc moje zmieszanie. - Siadaj pan!

J: Może to i prawda, że cywilizacja to kręgosłup ładu społecznego… - zgodziłem się, by tym szybciej dostać coś do picia.

H: Heh, skłonni jesteśmy myśleć o cywilizacji jako czymś trwałym i zewnętrznym, u zarania jednak jest ona powszechnym snem. Ułudą potrzebną dla odnoszenia określonych korzyści. Jednakże bez tego omamienia w „stanie natury” możliwa byłaby wyłącznie wieczna wojna każdego z każdym. [Jest to bodaj najsłynniejsza myśl tego filozofa - przyp. aut.] - Nagle pochylił się ku mnie, mówiąc: - Jakie pan chce to mleko?

J: Najlepiej owcze, dosyć pożywne i przy okazji słodkawe, co podniesie morale - ucieszyłem się na samą myśl o napoju. - Natomiast co do cywilizacji i tego, że ona niby chroni, to mimo wszystko nie podróżuje pan bez rapiera przy pasie... - kiwnąłem głową w kierunku białej broni przypiętej przy jego prawym boku.

H: Oczywiście, mimo pewnych reguł, wzajemna nieufność ludzi ma się całkiem dobrze. I tak podróżujący dla bezpieczeństwa zaopatrują się w broń, idący spać zamykają szczelnie drzwi, a nawet będąc w domu zabezpieczają co się da; śmieszne to, prawda? Ale tego nie da się wyplenić, bo każdy jest świadom tej ułudy umowy społecznej. Druga sprawa, niech każdy rozważy, co myśli o swoich współobywatelach, gdy tak podróżuje uzbrojony; i co myśli o mieszkańcach miasta, gdy zaryglowuje drzwi; i o swoich dzieciach i sługach, gdy zamyka swe skrzynie. Czy nie oskarża on tu całego rodzaju ludzkiego w równej mierze swoim postępowaniem, jak ja to czynię moimi słowami? - Zarechotał i poszedł złożyć zamówienie u gospodyni.

J: Może ma pan rację, ale prawdą jest, iż część społeczeństwa ignoruje umowę społeczną, widząc większą moc w Opatrzności Bożej, która to ma czuwać nad nami i naszymi czynami. - Podjąłem temat, gdy mój rozmówca wrócił.

H: Proszę pana, losem człowieczym nie rządzi żadna Opatrzność, nie ma w nim miejsca na doskonałość, ani nawet na trwałe szczęście. Człowiek jest w dużej mierze zależny od swej własnej przemyślności; ona jednak, pomimo swej niedoskonałości, jest dość silna, by wytworzyć życie cywilizowane z tworzywa strachów i popędów wywodzących się z natury ludzkiej i okoliczności.

J:
Czyli cywilizacja jest czymś naturalnym?

H:
Nie, bardziej chodzi o to, że jest naturalną konsekwencją strachów i marności człowieka, bo bez tej cywilizacji - jak już wspomniałem - nastałaby wojna każdego z każdym. Dlatego dążenie do wyjścia z tego stanu walki, do ustanowienia porządku społecznego, nie wynika z jakiejś skłonności naturalnej, lecz motywowane jest wyłącznie czystym egoizmem. Bowiem człowiek to jedynie fizyczne, zwierzęce ciało, drżące z trwogi przed głodem - jak właśnie pan w tej chwili - bezdomnością, przemocą, a przede wszystkim nieustanną groźbą gwałtownej śmierci, która jest największym przyrodzonym złem… - Przerwał, gdy gospodyni podała mleko i czerwone wino dla Anglika. Od razu pociągnąłem spory haust, a Thomas podjął znów: - ...wielki strach jednak, strach przed śmiercią, jest stały i niezniszczalny, dlatego pomimo życia wśród surowych praw, ciągle boimy się o utratę własnego życia. Zresztą jest ono, to życie, snem, którego żadna wiedza osiągalna przez ludzkość nie jest w stanie rozwiać.

J: Yhym… - przytaknąłem, niemal krztusząc się połykanym owczym mlekiem; dłonią dałem znać, by mówił dalej, gdy ja zaspokajam swoje podstawowe potrzeby.

H: Człowiek tak w ogóle to jest stworzeniem samotnym, mieszkańcem świata zawierającego środki pozwalające mu zaspokoić wszelkie żądze za wyjątkiem jednej: pragnienia, by cieszyć się zaspokajaniem żądz w nieskończoność. Jest samotny w tym sensie, że nie przynależy do żadnego porządku i nie wiążą go żadne zobowiązania, no może za wyjątkiem tych, które sam sobie narzuci. - Popatrzył na mnie z zadowoleniem, widząc, że polepszył mój byt tym garem pełnym mleka, również łyknął ze swojej czarki.

J: Czy ciągłe zaspokajanie własnych żądz nie byłoby przypadkiem grzechem? - zapytałem w przerwie na zaczerpnięcie oddechu, gdy sam właśnie grzeszyłem łakomstwem.

H: Wie pan, czasem nawet najgorsze czyny nie mogą być uznane za występki czy grzechy, bo w sytuacji, kiedy życie jakiegoś człowieka znajduje się stale w niebezpieczeństwie, wszystkie działania mają charakter uzasadnionej obrony, w tym nawet atak, o którym byśmy sądzili, że jest niesprowokowany, bo przecież i on może być uznany za działanie prewencyjne, prawda? - Przełknął kolejną dawkę francuskiego sikacza. - Jeśli taki jest stan naturalny człowieka - aby dążyć do zaspokojenia swych potrzeb - to jasnym się staje, iż pragnienia i pożądania nie mogą być same w sobie, bądź z natury, grzechami.

J: Ech, są jednak równi i równiejsi, szanowny panie - stłumiłem soczyste beknięcie - niektórzy, mając wysoką pozycję towarzyską, mogą pozwolić sobie na większą swobodę w grzeszeniu niż inni i nikt im nic nie zrobi.

H: Natura uczyniła wszystkich ludzi tak równymi, że chociaż znajdzie się czasem człowiek wyraźnie silniejszy na ciele lub bystrzejszy umysłem niż inny, to przecież, gdy weźmie się wszystko w rachubę, różnica między człowiekiem a człowiekiem nie jest tak znaczna, ażeby na tej podstawie jeden człowiek mógł mieć roszczenie do korzyści, do której inny nie mógł mieć równego roszczenia.
To by wypaczało naturę, proszę pana.

J: Trudno mi oprzeć to mniemanie na jakiejś konkretnej przesłance, bo nierówność między ludźmi w praktyce aż bije po oczach.

H: Założona przeze mnie równość polega na słabości każdego z nas: możliwości stania się ofiarą gwałtownej śmierci; oraz na sile: możliwości spowodowania gwałtownej śmierci. Każdy człowiek jest zarówno potencjalną ofiarą, jak i potencjalnym sprawcą gwałtownej śmierci, a to nas zrównuje. - Dopił resztkę napoju.

J: Zrównuje strachem… - masowałem napęczniały brzuch. - Jak to się dzieje, że jednak nie stoimy w klinczu, ale poruszamy się do przodu, pomimo różnicy zdań przeróżnych stronnictw?

H: Dokonane przez zawarcie umowy społecznej przejście z rozproszenia do stanu politycznego wymaga powstania pewnego autorytetu władzy, wobec której każde indywiduum zrzeknie się swojej wolności i swojego prawa do decydowania o sobie, przelewając je na tę władzę. Najlepszym wyborem jest oczywiście monarchia. [Hobbes był zaciekłym rojalistą, więc trudno oczekiwać innego wyboru… - przyp. aut.]

J: W takim razie suweren (państwo/monarcha) ma być naszym obrońcą pokoju?

H: Nie, monarcha nie jest obrońcą pokoju, lecz twórcą pokoju. Państwo, które wyrasta z umowy pomiędzy ludźmi, pyszni się swoją absolutną władzą nad jednostkami, które uprzednio zrzekły się wobec niego wszystkich swoich praw, ale następnie otrzymają od niego szereg uprawnień na zasadzie koncesji, która przeto zawsze może być cofnięta. Takie państwo więc można nazwać „śmiertelnym Bogiem”.

J: Oryginalne określenie… - zauważyłem zdumiony.

H:
Proszę pana, władzę od Boga nieśmiertelnego różnią trzy rzeczy: to, iż nie jest ona Miłością, lecz Postrachem; to, że została stworzona przez ludzi; oraz to, że podlega destrukcji i autodestrukcji. Wszystko inne jest bardzo bliskie siebie.

J:
Ciekawe porównanie, ale czy prawdziwe? - Powoli atakowała mnie senność po zaspokojeniu pierwszego głodu.

H: Nie prawda, lecz autorytet stanowi prawo, szanowny panie. [Tu z kolei jedno z bardziej kontrowersyjnych myśli, choć praktykowanie jej jest wręcz nieprzerwane - przyp. aut.] Chęć posiadania jedynie słusznej prawdy jest bardzo silną pokusą, zgadza się? Oto bowiem budzi nienawiść nie tylko to dopiero, że ktoś inny wysuwa pogląd przeciwny, lecz już i to, że on nie zgadza się na nasz pogląd. Nie zgadzać się bowiem z kimś w jakiejś sprawie to tyleż, co milcząco obwiniać go o błąd w tej sprawie; podobnie nie zgadzać się z kimś w bardzo wielu sprawach to tyleż, co uważać go za głupca.

J: W takim razie politycy to sami głupcy… - ziewnąłem przeciągle, a powieki stawały się coraz cięższe...

H: Bardzo możliwe, bo gorliwość walczących ze sobą sekt, partii czy kościołów nie jest powodowana, nawet opacznie pojętym, poszukiwaniem prawdy. Ich zmagania zostały zinterpretowane jako wyraz nieskrępowanej żądzy władzy. Dlatego tak zawzięcie idealizują siebie, oszpecając innych, a przecież to ten sam pomiot…

Sekundę potem zasnąłem błogim snem niemowlaka. Śniłem o świecie bez wojen, polityków, krzyków i głodu, bez zazdrości, głupoty i ignorancji, bez ideologii, kapusty i zielonego groszku, bez… I nagle grom z jasnego nieba! Budzę się na podłodze, w półśnie niewiele jeszcze kojarząc. Wtem widzę nade mną niewyraźny kształt twarzy i wyciągniętą dłoń. Przetarłem oczy i od razu poznałem, że pochyla się nade mną sam Claude Adrien Helwecjusz...


*Thomas Hobbes
(1588-1679) - angielski polityk i teoretyk polityczno-społeczny, filozof, pisarz, pedagog. Czynny politycznie i pedagogicznie, sporą część życia spędził we Francji i Włoszech, gdzie stykał się z Galileuszem i Gassendim; utrzymywał też kontakt z Kartezjuszem. Niemal do ostatnich swoich dni pracował literacko, umierając jako 91-letni starzec.

**Tym razem mniej przypisów, bo i tak długaśny tekst wyszedł, a przedstawiony temat rozmowy wiele by stracił z przejrzystości założeń myśliciela, gdyby chcieć je jeszcze bardziej ukrócić.

Źródła:


1. Lewiatan - Thomas Hobbes, Wyd. Aletheia
2. Wyzwanie Lewiatana. Wokół filozofii politycznej Thomasa Hobbesa - Jacek Bartyzel, Łukasz Perlikowski, Adam Wielomski, WNPWSZ w Płocku
3. Historia filozofii, Tom II - Władysław Tatarkiewicz, Wyd. PWN

PS Lewiatan to książka wybitna pod wieloma względami, czyta się wspaniale i polecam każdemu, bowiem wiele w niej rzeczy wciąż aktualnych, co chyba widać nawet w tej krótkiej rozmowie powyżej. Oczywiście jest tam poruszanych mnóstwo innych tematów, ale to część społeczna wywarła największe działanie.

W poprzednim odcinku: Helwecjusz

7

Oglądany: 8224x | Komentarzy: 5 | Okejek: 31 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

31.07

30.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało