Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Związek z wdowcem, chłopiec czy dziewczynka i inne anonimowe opowieści

53 050  
242   86  
Dziś będzie m.in. o szacunku do pracowników, odzyskanej zgubie oraz o uczynnym kierowcy, spotkamy też policjanta i zajrzymy do zoo.

#1.


Przez kilka lat byłem prezesem dużej firmy, która zajmowała się programowaniem i projektami graficznymi opartymi o istniejące rozwiązania programowe. Tworzyliśmy wizualizacje, animacje, grafiki, strony itd. Firma zajmowała całe piętro biurowca – 15 różnych pomieszczeń i zatrudniała 50 osób. Ponieważ bardzo naciskaliśmy na ład i porządek, każdy miał swoją turę „utrzymania porządku”, ażeby nie utrzymywać osób z działu utrzymania porządku i móc przeznaczyć zaoszczędzone środki na lepsze wypłaty (taka polityka firmy – działała). I w związku z tym każdy miał swój dyżur z miotłą. Ja także.

Pewnego dnia robię „rejony”, sprzątam biuro projektowe i myję podłogę przy stanowisku młodego, wysokiego chłopaka, który akurat wykonuje swoją pracę. Tego człowieka nie znałem. Sprzątam i zerkam... zerkam... gość się męczy z zadaniem i denerwuje. Obserwuję go kątem oka i widać, że popełnia ten sam błąd.
- Weź wrzuć ten asset w katalog silnika, potem skonwertuj z poziomu programu, to zadziała – doradzam człowiekowi.
Gość obraca głowę, robi dziwną minę i rzuca mi pełne nienawiści spojrzenie.
- Czy wyglądam, jakbym chciał słuchać rad od kolesia z miotłą? Ogarniaj swój syf!
Wracam do swojego zajęcia, tańczę z mopem.

Dwie godziny później mamy spotkanie rady nadzorczej i przedstawiają mi dwa nowe nabytki, czyli nowych pracowników. Jednym z nich jest pan, który wcześniej mnie zrugał.
Jego mina, gdy stał w sali konferencyjnej, była bezcenna. Tego nie da się zapomnieć.

Nie został zatrudniony. Wyjaśniłem mu, że szanujemy każdą pracę i nie ma miejsca na podziały – człowiek dbający o nasze otoczenie jest równie ważny, co prezes albo projektant.

#2.

Wczoraj podczas mojej poobiedniej drzemki mój sześcioletni syn postanowił zmienić mój image, bo najwyraźniej uznał, że nie prezentuję się wystarczająco dobrze. Wziął elektryczną maszynkę i ogolił mi jedną brew. Dźwięk urządzenia szybko mnie obudził, ale było już po wszystkim.
Jestem facetem, więc raczej nie dorysuję sobie utraconego elementu owłosienia. Za godzinę wychodzę do pracy i nie mam pojęcia co zrobić.

#3.

Historia z dzisiejszego poranka.

Mój szwagier jest zawodowym kierowcą i pech chciał, że wczoraj zgubił prawo jazdy oraz wszystkie dokumenty od samochodu. Biedak jeździł pół nocy i szukał zguby w każdym możliwym miejscu, ale szczęścia nie miał i nie udało mu się. Załamany tym, że nie ma po co iść rano do pracy, co wiąże się z bezpłatnym urlopem, bo tak to wygląda wśród kierowców (w większości firm).
Rano chciał zadzwonić do szefa wyjaśnić sytuację, wstaje - wiadomo, kawka, śniadanko i nagle ktoś dzwoni do drzwi (szok, kto o tej porze może czegoś chcieć?). Okazało się, że bezdomny znalazł wszystkie dokumenty, pofatygował się i doręczył osobiście, żeby było ciekawie, złożył szwagrowi życzenia urodzinowe, bo dziś obchodzi. Oczywiście otrzymał zaproszenie na ciasto i kawę, z czego skorzystał.

Niby tak niewiele, a tak cieszy!

#4.


Dieta mojego faceta składa się głównie z makaronu i czekolady. Ja natomiast jem dużo warzyw i niskokalorycznych produktów z półek ze zdrową żywnością. Zgadnijcie które z nas jest grube, a które ma sportową sylwetkę...
Ech, pozostaje mi „podziękować” moim genom.

#5.

Mój mąż musiał ostatnio wyjechać na parę dni z domu. Postanowiłam go przywitać pyszną kolacją z winkiem, a że winko było w dużej promocji i zostały ostatnie sztuki, to wzięłam od razu trzy butelki.
Wychodzę obładowana ze sklepu, widzę, że zbierają się czarne chmury, ale miałam nadzieję, że zdążę jeszcze przed deszczem, więc idę do domu. Przeliczyłam się - po dwóch minutach zerwała się straszliwa ulewa. Niestety nie miałam się gdzie schować przed deszczem, nie miałam przy sobie parasola ani nawet kaptura, tak że idę dalej i moknę (odeszłam na tyle daleko od sklepu, że nie opłacało mi się już wracać). Włosy przyklejają mi się do twarzy, a jako że mam w obu rękach ciężkie torby (ach, ta promocja na wino), to nie mam ich nawet jak odgarnąć, po policzkach spływa mi tusz, ale chociaż do domu coraz bliżej.

Nagle zatrzymuje się przy mnie samochód (widać, że drogi) i kierowca, młody chłopak, pyta się, czy mnie nie podwieźć. Nie wiem co mną wtedy kierowało, ale zgodziłam się i wpakowałam mu się z tymi ciężkimi torbami na tylne siedzenie. Powiedziałam mężczyźnie gdzie mieszkam, pogadaliśmy o deszczu i po chwili byliśmy u mnie pod domem.
Podziękowałam za podwózkę i wysiadam z samochodu i akurat w tym samym momencie ze swojego samochodu wysiadł mój mąż. Widać, że zszokował go widok mnie, ociekającej wodą, z rozmazanym makijażem, wysiadającej z jakiegoś super auta. Mąż patrzy na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, ja w milczeniu podnoszę w górę siatkę z ziemniakami (chyba stwierdziłam, że jak zobaczy te ziemniaki, to od razu zrozumie co się dzieje, bo kto by jeździł z właścicielem takiego auta na randkę kupować ziemniaki).

Wtedy też z samochodu wysiadł kierowca i mówi, że żeby nie było nieporozumień, to on od razu mówi, że mnie tylko podwiózł, żebym nie mokła. Mój mąż jak zobaczył kierowcę, to oczy mu się zaświeciły, od razu mu podziękował i zaprosił go na kawę. Ten najpierw odmówił, a po chwili powiedział, że w sumie czemu nie. Mąż odebrał ode mnie torby i przy okazji mówi mi, że ten facet to Iksiński, piłkarz. Ja piłką nożną się nie interesuję, tylko czasem obejrzę jakiś mecz reprezentacji, więc go nie poznałam (chociaż czasem gra w reprezentacji, ale nie w głównym składzie).

Mężczyzna wyjaśnił, że przyjechał na parę dni do rodziców, a że już od dawna z nimi nie mieszka, to się odzwyczaił od ciągłego siedzenia w domu i musiał na trochę wyjść. Wszystko zamknięte, to stwierdził, że sobie chociaż po mieście autem pojeździ.

Wypiliśmy kawę, pogadaliśmy, on nawet pograł z moim mężem w Fifę, pobawił się z naszym psem, zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie na pamiątkę i pojechał.

Taka pozytywna historia o tym, że nie każdemu odwala od kasy i że jednak warto ufać ludziom :)

#6.

Kiedyś siedziałam sobie z przyjaciółmi w pizzerii (pozdro Andrzej i Karol) i czekaliśmy na pizzę.
Siedziałam dokładnie naprzeciwko otwartych drzwi wejściowych.

W pewnym momencie obok pizzerii przechodziło kilku policjantów. Jeden z nich spojrzał na mnie, a ja w tym momencie... pokazałam mu język.
Zanim się zorientowałam, co właściwie zrobiłam (dorosła kobieta!), policjant zawrócił, zatrzymał się, pokazał mi język i zwiał.


#7.
Jakieś dwa lata temu byliśmy ze znajomymi większą grupką w zoo. Ciepły dzień, ludzi dużo. Na wejściu do zoo można wypożyczyć takie drewniane wózeczki. Dziecko może w takim siedzieć, a rodzic ciągnie wózek i wozi dzieciaka.

Szliśmy sobie po chodniku, analizując mapkę. Przed nami szedł między innymi pan, który ciągnął za sobą około 2-letniego dzieciaczka, na takim właśnie wyżej wymienionym wózeczku. W pewnym momencie facet dość niedbale szarpnął mocno wózkiem przy próbie ominięcia kogoś przed sobą i... dzieciak wypadł z wózka twarzą na chodnik. Mały podniósł się oszołomiony, patrzy pytająco na ojca, jakby sam nie wiedział, czy sytuacja jest poważna i można płakać, czy może jednak nie.
Ludzie wokół patrzą na faceta ze wzrokiem pełnym chęci mordu. Facet przerażony, stoi jak stał, podrapał się po głowie i rzecze z lekkim oburzeniem: SZYMEK, ALE MÓW JAK WYSIADASZ!

Ludzie wokół jak stali wściekli na faceta, tak prychnęli. Dzieciak nawet nie zapłakał :D

#8.


Jestem w 9 tygodniu ciąży. Teściowa ciągle wypytuje, czy to chłopiec czy dziewczynka. Tłumaczymy jej, że to za wcześnie by stwierdzić, jednak ona ciągle swoje.

Wczoraj dla spokoju odpowiedziałam jej, że na 50% chłopak. Odpowiedź uradowała mamusię, do tego stopnia, że zadzwoniła do swojej siostry, by się pochwalić. Dopiero ona sprowadziła ją na ziemię i wytłumaczyła jak działają procenty ;)

No cóż, teściowa ma focha, a ja święty spokój ;)

#9.

Dwa lata temu poznałam swojego wymarzonego mężczyznę. Jakkolwiek naiwnie by to nie brzmiało, taka była prawda. Tomek jest miły, troskliwy, inteligentny i czuły. Trzy miesiące temu oświadczył mi się, a ja się zgodziłam. Dzisiaj zastanawiam się, czy nasze wspólne życie jest w ogóle możliwe.

Tomek jest wdowcem. Jego żona zginęła w wypadku, zostawiając go samego z trzyletnią córeczką. Kamilę kocham bardzo – Tomek żartuje czasem, że bardziej od niego – ale jego zmarłej żony, mimo że nigdy jej nie znałam, zaczynam powoli nienawidzić.

Rodzice A. po jej śmierci całkowicie się załamali. Tomek dużo pracuje, nie był w stanie sam zająć się córką, więc poprosili, by przeniósł się do nich. Zamieszkali razem – duży dom, kiedy chcą, nie wchodzą sobie w drogę. Tomek nie ma rodziców, z teściami jest bardzo zżyty. Kiedy zaczęliśmy omawiać wspólne życie, byłam zaskoczona - zaproponował, byśmy zamieszkali wszyscy razem. Rodzice A. lubili mnie i akceptowali. Zgodziłam się.
Nie powinnam była tego robić.

W domu, który niedługo będzie moim własnym, czuję się jak gość. Nieustannie poprawiana, porównywana, ganiona. A. inaczej gotowała makaron. A. nie malowała się tak mocno. A. mówiła, że dziecka nie należy przegrzewać, A. zdjęłaby małej te spodnie.
A. nie żyje, a jest w naszym życiu stale. Wiedziałam, że w pewnym sensie tak będzie i akceptowałam to, ale ostatnio... Matka A. oczekuje, że ślub wezmę w sukni, którą nosiła A. Jej ojciec stale dziwi się, że nie umiem rysować – A. bardzo lubiła to robić.
Kamila nazywa mnie mamą. To czyni mnie szczęśliwą, ale... Tomek już dwa razy nazwał mnie imieniem A. Bardzo przepraszał. A potem zrobił to znowu.

Sama nie wiem, to wszystko może są dla kogoś bzdury.
To zdziwienie, że używam innych perfum i nie chciałam wziąć tych po A. - przecież perfumy się nie przeterminowały, o co mi chodzi? Inaczej ścielę łóżko, mówię do niego "skarbie", a nie "kochany".
Wszystko robię inaczej.
Inaczej niż robiła to A.
Zaczynam nienawidzić martwej kobiety, tkwię w sytuacji, którą nie wiem jak rozwiązać, wszelkie próby rozmowy, czy z Tomkiem, czy rodzicami A. nic nie dają.
Przesadzam.
Wyolbrzymiam.
A. nie była taką histeryczką.

W poprzednim odcinku

10

Oglądany: 53050x | Komentarzy: 86 | Okejek: 242 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.09

22.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało