Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Najbardziej irytujące trendy w mediach społecznościowych

54 051  
142   69  
Platformy społecznościowe mają wiele wad i zalet. Dziś skupimy się na tych pierwszych.
l_18980695f70014d1.jpg

#1. Sharenting

Z pewnością znacie przynajmniej kilka przypadków ataku „pieluszkowego zapalenia mózgu” u koleżanek, które po narodzinach bombelka nagle poczuły nieodpartą potrzebę dokumentowania każdej chwili jego życia. Nie zrozumcie mnie źle, rodzicielstwo to wspaniała sprawa! Nie widzę też nic złego w podzieleniu się relacją z fajnej chwili, którą przeżywasz z potomkiem.

Mówimy tu jednak o sytuacji, gdy dziecko niepotrafiące nawet mówić przejmuje profil rodzica, ustawiając swoją uroczą buźkę na profilówce. Odtąd rodzice tracą możliwość publikacji własnych treści, a błagania o zaprzestanie publikowania zdjęć robionych podczas posiedzeń na nocniku nie przynoszą skutku. Oj tam, oj tam, przecież to taki słodziaczek! Nie pomagają nawet mniej lub bardziej subtelne sugestie rodziny i znajomych. Ostrzeżenia o fakcie, że to właśnie platformy społecznościowe są najlepszym źródłem zbiorów zdjęć na pedofilskich forach, również nie działają im na wyobraźnię. Zdaje się, że tacy rodzice tracą nie tylko hasło do swojego konta na Facebooku, ale też resztki zdrowego rozsądku…

#2. Influencerki "parentingowe"

Nie ma nic złego w contencie dla rodziców, którzy chcą być jeszcze lepsi w wychowywaniu swoich pociech. Treści wysokiej jakości zawsze na propsie. Problem pojawia się wtedy, gdy najbardziej popularne w tej kategorii są osoby, które zwyczajnie czerpią korzyści majątkowe z publikowania wizerunku swojego dziecka. Tutaj królują stylóweczki pięknie ubranych brzdąców w jeszcze piękniejszych wózkach i dokumentacja każdej pięknej chwili z życia rodzinnego. Podobno ich dzieci ani nie brudzą pieluch, ani nie wpadają w trudne do wytłumaczenia histerie. Jaki jest ich sekret? Po prostu są lepsi od ciebie, plugawy przeciętniaku!

Od typowej instagramowej „madki” różnią się głównie liczbą obserwujących, jakością publikowanych zdjęć oraz skalą żebractwa. Bo czym więcej może różnić się napastowanie marek produkujących papki dla dzieci od wysyłania wiadomości do osób sprzedających używane rzeczy na OLX-ie? Cóż, przekonamy się za kilka lat podczas oglądania relacji z przebiegu terapii nastolatków odzianych w drogie ciuchy…


#3. Gloryfikacja influencerów i innych celebrytów

Skoro już o osobach cieszących się dużymi zasięgami mowa – wiecie, że ci ludzie też defekują? Zupełnie jak my! No, przynajmniej ci z nas, których nie trawi akurat jakaś wstrętna choroba układu pokarmowego. Rozumiem, że można bardzo lubić czyjś internetowy wizerunek, ale wynoszenie na piedestał osób, które poza reklamowaniem kolejnej linii kosmetyków nie mają zbyt wiele do powiedzenia, to kolejny dowód na postępującą idiokrację. Obserwując najpopularniejsze postacie polskiej sceny influencerskiej, coraz trudniej z optymizmem patrzeć na przyszłość naszej planety…



#4. Celebracja złych postaw i toksycznych zachowań

Wszyscy wiedzą, że dobry zawodnik „League of Legends” musi chędożyć matki innych graczy, a bez wiązanki przekleństw nie da się wykręcić pentakilla. Im bardziej przeginasz, tym lepiej. Lajki i followersy na Instagramie się zgadzają. Najkrótsza droga do „fejmu”? Alkohol, patostreamy i dręczenie osób chorych umysłowo to doskonały trop. Najgorszy jest ten brak refleksji nad wpływem na umysły dzieciaków, którzy oglądają twoje filmiki. Nieważne, że wychowujesz jakąś część młodego pokolenia na małych porąbańców. Ważne, że statystyki się zgadzają i wjeżdża kolejna współpraca.


#5. To tylko takie żarciki!

Postanowiłeś oblać obcą osobę na ulicy gorącym kisielem malinowym, żeby sprawdzić, jak zareaguje? Nie no, luz, przecież to tylko PRANK! Nie jesteś pospolitym wioskowym głupkiem, tylko ZNANYM YOUTUBEREM. Boki zrywać! To niesamowite, że w 2021 roku ktoś jeszcze ogląda takie bzdury.

Kanały oparte na takich „żartach” prędzej czy później podążają jedną z dwóch dróg. Albo przeginasz coraz bardziej i kończysz z kartoteką kryminalną (pozdrówki dla Kamerzysty), albo widzowie się nudzą i idą oglądać wartościowe treści na kanale Roberta Makłowicza. Tak naprawdę zabawne są tylko te urocze pary, które robią sobie nawzajem zupełnie nieustawione żarty. W tej całej karuzeli śmiechu i ja pozwoliłem sobie na dowcip. Że niby nieśmieszny? Cóż, starałem się trzymać poziom…


#6. Fake newsy i inne manipulacje

Fałszywe informacje chętnie podawane dalej stały się już prawdziwą plagą. Z klikalnych treści tworzonych dla zarabiania na wyświetlanych reklamach przepoczwarzyły się w narzędzie dezinformacji zmieniające losy świata. Renesans teorii spiskowych, rosnące w siłę ruchy antyszczepionkowe, Brexit czy wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA to tylko kilka głośniejszych efektów internetowej manipulacji masami przyklejonymi do smartfonów.

Tu sprawa jest już nawet nie tyle irytująca, co straszna. O „szurach i foliarzach” najłatwiej jest powiedzieć, że są głupi. Sprawa jest jednak o wiele bardziej skomplikowana, gdy pomyślimy o zaawansowanej sztucznej inteligencji i armii growth hackerów pracujących nad tym, byśmy jak najwięcej uwagi poświęcali treściom w ich serwisach. A jeśli coś się dobrze klika, to musi być dobre, c’nie? Polaryzacja społeczeństwa, odzieranie ludzi z prywatności i zamykanie ich w bańkach informacyjnych to tylko taki tam malutki skutek uboczny



#7. Nie jestem dziwką, jestem sex workerką!

Pandemia sprawiła, że oswojenie się z pracą zdalną mocno przyspieszyło. Zmieniło to też oblicze zarabiania ciałem. Jeszcze do niedawna trzeba było odważyć się na wykonanie telefonu, by oralnie (nomen omen) ustalić szczegóły i spotkać się w ustalonym wcześniej lokalu mieszczącym się w kamienicy jakiegoś polityka. Dziś musisz wziąć sprawy w swoje ręce i wykupić abonament na OnlyFans, by pooglądać pikantne fotki i filmy jakiejś przedsiębiorczej instagramowej „modelki”.

Nie mnie oceniać, ale temat stał się już tak mainstreamowy, że niedługo co druga osoba niezależnie od płci, z jaką się identyfikuje, będzie handlować swoimi nudesami. Dziś seks-kamerki, oddawanie się za pieniądze i nagie treści „premium” to już nie prostytucja, tylko „sex working”. Co więcej, nie tylko nie naraża cię już na ostracyzm, a dodaje wręcz animuszu…

18980720d108ffe7.jpg

To tylko 7 irytujących trendów, jeśli są jakieś, które powinny znaleźć się na liście, dorzućcie w komentarzach

23

Oglądany: 54051x | Komentarzy: 69 | Okejek: 142 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało