Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Trzeba zejść ze sceny niepokonanym! - niestety ci artyści nie dostali takiej szansy i ich ostatnie występy były katastrofalne

67 342  
175   49  
To normalne, że ostatnie występy wielkich artystów z miejsca wzbudzają wielkie zainteresowanie fanów. Oczywiście najlepiej by było, aby ten finalny popis był godnym zwieńczeniem kariery, taką wisienką na torcie, efektownym wykrzyknikiem na końcu zdania. Niestety nie każdy mógł mieć takie „szczęście” jak Heath Ledger, który rolą Jokera zapracował sobie na pośmiertnego Oscara. Czasem zdarza się, że ostatni występ utalentowanej gwiazdy jest jedną wielką katastrofą…

#1. Gene Kelly – jego występ „Xanadu” posłużył za wielką inspirację...

Kto nie kojarzy „Deszczowej piosenki”? Kelly był artystą uwielbianym w szczytowym momencie swej kariery, czyli w latach 50., kiedy to w całości poświęcił się aktorstwu filmowemu. Wcześniej swój taneczny warsztat rozwijał na broadwayowskich deskach. Gene występował u boku największych gwiazd kina, a za swój dorobek dostał Oscara. Nagroda ta tylko zmotywowała gwiazdora do kontynuowania kariery, a nawet i do szukania nowych jej ścieżek. Oprócz tańczenia, śpiewania i rozwijania aktorskiego talentu, Kelly zabrał się też za reżyserię.


Ostatnim filmem gwiazdora był „Xanadu”, nakręcony w 1980 roku. Mimo że później zdarzało mu się udzielać w serialach telewizyjnych, to właśnie „taneczny” występ w tej produkcji uznawany jest za zwieńczenie jego artystycznej działalności. Kelly pojawił się na ekranie u boku Olivii Newton-John w produkcji, która została zjechana przez krytyków i spotkała się z, delikatnie mówiąc, chłodną reakcją widzów. Co zaskakujące – wielkim hitem okazała się za to ścieżka dźwiękowa z „Xanadu”.


Film ten był tak marny, że… posłużył komuś za inspirację. Tym kimś był John J.B. Wilson – amerykański publicysta, który to po obejrzeniu „Xanadu” zorganizował pierwszą galę rozdania Złotych Malin! Na pocieszenie trzeba tu jednak zaznaczyć, że tę niezbyt zaszczytną nagrodę przyznano twórcom innego musicalu („Can’t Stop the Music”).

#2. Groucho Marx – zagrał Boga w filmie, który boski absolutnie nie był

Charakterystycznego komika z domalowanym wąsem kojarzy się głównie z jego występów w filmach produkowanych od lat 20. do 50. ubiegłego wieku. To wówczas świat oszalał na punkcie braci Marx, jednak sam Groucho pojawił się na teatralnej scenie już w 1905 roku, jako śpiewak. 63 lata później, po dekadach owocnej kariery, gwiazdor po raz ostatni stanął przed kamerą. Zagrał „Boga” – gangsterskiego szefa wszystkich szefów – w filmie „Skidoo”, produkcji mającej wykpiwać amerykańską hippisowską kontrkulturę.


Groucho szykując się do roli w filmie, gdzie głównym elementem fabuły jest LSD, sam kilkukrotnie przyjął dawkę tego psychodeliku. Dzięki temu doświadczeniu komik wiedział, jak zagrać osobę będącą pod wpływem „kwasu”. I chociaż jego występ został oceniony pozytywnie, to film okazał się wielką klapą finansową oraz ofiarą bezlitosnej krytyki ze strony widzów. Wygląda na to, że twórca tego „dzieła” Otto Preminger, pisząc scenariusz do „Skidoo”, mógł jednak nie eksperymentować z LSD, bo finalny efekt okazał się nieco zbyt, nazwijmy to, „ekscentryczny”.


#3. Bela Lugosi – upokarzający koniec wielkiego wampira

Dla tego węgierskiego artysty rola tytułowego wampira w produkcji „Drakula” z 1933 roku była zarówno błogosławieństwem, jak i prawdziwym przekleństwem. Po zagraniu słynnego krwiopijcy aktor ten na resztę życia został zaszufladkowany jako posępna gwiazda horrorów. Nie zmienia to oczywiście faktu, że w tego typu dziełach Lugosi zawsze wypadał rewelacyjnie.


Pod koniec lat 30. Bela zaczął podupadać na zdrowiu – cierpiał na rwę kulszową, a środkiem przynoszącym artyście ulgę była morfina, a później także i metadon. Od obu substancji Lugosi z czasem uzależnił się, co bardzo odbiło się na jego karierze – aktor spotkał się ze sporym ostracyzmem ze strony filmowców i zaczął dostawać coraz mniej propozycji występów w dobrze płatnych produkcjach.
Pomocną dłoń do podstarzałego, walczącego z nałogiem artysty wyciągnął Ed Wood – twórca niskobudżetowych gniotów, który to po latach dorobił się tytułu „najgorszego reżysera w historii”. Bela wystąpił w dwóch produkcjach stworzonych przez Wooda, a następnie trafił na odwyk, po którego odbyciu chciał ponownie wrócić do współpracy z Edem. Jednym z projektów, w jakim węgierski gwiazdor miał wziąć udział, był „Dr. Acula” – film zapowiadający się na podróbkę najsłynniejszej produkcji, w której Lugosi zagrał. Wood nakręcił kilka próbnych nagrań z Belą ubranym w swoją „ikoniczną” szatę legendarnego wampira. Niestety, 16 sierpnia 1956 roku aktor zmarł na zawał. Wówczas to reżyser wkomponował wspomniane testowe klipy do swojego „Planu 9 z kosmosu” – prawdopodobnie najgorszego filmu, jaki kiedykolwiek nakręcono.


#4. John Belushi – nieoczekiwana zamiana miejsc i związana z nią porażka

W 1981 roku na ekrany kin wkroczyła komedia pt. „Sąsiedzi”, której to siłą napędową miał być występ dwóch, uwielbianych przez widzów, komików – Dana Aykroyda oraz Johna Belushiego.
Ten film nie miał prawa ponieść klęski – do pracy przy nim zatrudniono producentów „Szczęk”, za kamerą usiadł John G. Avildsen, reżyser oscarowego „Rocky’ego”, a za scenariusz odpowiedzialny był komediowy weteran i człowiek odpowiedzialny za serial „M.A.S.H.” – Larry Gelbart. Cóż więc nawaliło? Ano dosłownie na chwilę przed rozpoczęciem zdjęć Aykroyd i Belushi zamienili się swoimi rolami – Dan zagrał szalonego, głośnego i przesadnie ekspresyjnego lekkoducha, a John wcielił się w postać opanowanego, statecznego przedstawiciela klasy średniej.


Obaj aktorzy co chwilę wprowadzali zmiany do scenariusza i wdawali się z reżyserem w awantury. Dużym problemem było też nadużywanie narkotyków przez Belushiego.
Chociaż film nie zaliczył finansowej klapy, to fani dość chłodno potraktowali tę produkcję, bo nie byli przyzwyczajeni do tego, aby komicy grali tak różne role od tych, do których zdążyli swoich fanów przyzwyczaić. Niestety John nie zdążył obronić swojego autorytetu jakimś lepszym występem. Cztery miesiące po zakończeniu zdjęć do „Sąsiadów” komik zmarł po przedawkowaniu speedballa – narkotyku będącego połączeniem heroiny i kokainy.

#5. Amy Winehouse – podczas swoich ostatnich występów była tak pijana, że publiczność kazała jej wypi#rdalać ze sceny

Na koniec ktoś z zupełnie innej branży. Jak to śpiewał Grzegorz Markowski – ze sceny należy zejść niepokonanym. Niestety, alkohol potrafi człowieka pokonać, zanim ten na scenie w ogóle się pojawi...
Ostatni występ posiadaczki jednego z najlepszych głosów w historii współczesnej muzyki był wielkim spektaklem żenady. W czerwcu 2011 roku Amy rozpoczęła swoje europejskie tournée od występu w Belgradzie. Artystka była tak bardzo nietrzeźwa, że nie tylko nie była w stanie zapamiętać nazwy miasta, w którym występuje, ale także i imion swoich kolegów z zespołu! Zapomniała również tekstu śpiewanych przez siebie kompozycji.


Zataczająca się, wykonująca niezbyt skoordynowane ruchy piosenkarka nie wzbudziła zbyt dużej sympatii u widzów, którzy niemało zapłacili, aby zobaczyć swoją idolkę na żywo. Amy została wygwizdana i zmuszona do przerwania tego żenującego występu. Reszta trasy została odwołana, a artystka trafiła na odwyk.



Na scenę wróciła jeszcze jeden raz – miesiąc po feralnym występie pojawiła się u boku Dionne Bromfield, swojej córki chrzestnej, podczas jej koncertu. Amy tym razem, na szczęście, nie próbowała śpiewać. Trzy dni później Winehouse została znaleziona martwa w swoim domu. Powodem śmierci było śmiertelne zatrucie alkoholem po okresie abstynencji.

Nie zapominamy też o koszmarnym "Street Fighterze", w którym na naszych oczach umierał wspaniały Raul Julia!

Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
7

Oglądany: 67342x | Komentarzy: 49 | Okejek: 175 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało