Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Chcą nam odebrać naszą wolność! Czyli nadchodzą ograniczniki prędkości

58 597  
392   368  
Dawniej to były czasy, a teraz to nie ma czasów, czyli słów kilka o zbliżającej się zagładzie motoryzacji.
Coraz więcej producentów samochodów wprowadza fabryczne ograniczenia prędkości. Dawniej było to z reguły 250 km/h, ale ostatnio najpierw Volvo, a niedawno Renault i Dacia ogłosiły wprowadzenie ograniczenia do 180 km/h. W nawiązaniu do ostatniego artykułu i pewnej ilości komentarzy sugerujących ograniczanie ułańskiej wolności poprzez wprowadzanie przez producentów aut ograniczników prędkości, zdecydowałem się na przygotowanie małego FAQ na ten temat.

*w poniższych rozważaniach będę odnosił się do dróg szybkiego ruchu, w szczególności autostrad (A) i dróg ekspresowych (S).

l_1893814dfa79f53licznik.jpg
180 i basta!
Nie będę już mógł jeździć powyżej 180 km/h!
A to już teraz mogłeś to robić zgodnie z prawem? Obecnie w Polsce można poruszać się z maksymalną dopuszczalną prędkością 140 km/h, więc teoretycznie całe to zamieszanie moglibyśmy tu skończyć.
Ale autostrady są proste i 140 to za mało!
No nie do końca. Na każdej autostradzie występują łuki. Nawet jakby to mogła być prosta strzała o długości 500 km, to i tak zgodnie z przepisami należy wprowadzić łuki (pionowe lub poziome) co maksymalnie kilka kilometrów. Z prostej, notabene, przyczyny - żeby nie zasnąć za kierownicą. Do tego dochodzi jeszcze inna kwestia wynikająca z przepisów. Przy projektowaniu dróg wykorzystuje się pojęcie prędkości projektowej. W telegraficznym skrócie: jest to prędkość, która zapewnia bezpieczny przejazd po wilgotnej (w sensie lekkiego deszczu) drodze. I tu ciekawostka – maksymalna prędkość projektowa, na jaką projektuje się drogi, wynosi 120 km/h. Na suchej jezdni można jechać bezpiecznie ok. 20 km/h więcej, co powoduje, że już jadąc 140 km/h jesteś na granicy przyczepności. To trochę takie balansowanie na ostrzu noża.

l_1893807716914440312_FM_HIGHWAY_scal.jpg
Zieeeeeew...
To czemu pozwalają jeździć 140 km/h?
Nie wiem. Było dawniej 130 km/h, ale populistycznie (p)osłowie to podnieśli na zasadzie „bo tak”. I przy okazji, brakuje mi w polskiej legislacji znaków ograniczenia prędkości zależnych od warunków pogodowych.

Jakieś dziwne to Tempo 30...
I choć raz się z nimi zgadzam!
OK. Tylko weź pod uwagę, że cała infrastruktura jest projektowana, w najlepszym razie, na te 120 km/h. Nie chodzi tylko o szerokości pasów, parametry łuków, przechyłki, długości łącznic, ale także, a może przede wszystkim, urządzenia bezpieczeństwa ruchu drogowego. Miej po prostu świadomość, że jak wygrzmocisz w barierę drogową przy 180, a nawet 140 km/h, to ona po prostu może nie zadziałać tak, jak powinna. Co może przełożyć się negatywnie na Twoje lub innych zdrowie. Z kwestii bezpieczeństwa wynikają także niektóre ograniczenia prędkości. Mimo że sama jezdnia ma parametry do szybszej jazdy, to np. z powodu jakiejś przeszkody terenowej czy innego typu zastosowanej bariery wprowadzono ograniczenie prędkości na danym odcinku. Ponadto wszystkie łuki i łącznice były sprawdzone pod kątem zapewnienia odpowiedniej widoczności na drodze. Więc jak jedziesz za szybko, to inny kierowca może Cię nie zauważyć, bo po prostu nie miał takiej fizycznej możliwości.
Ja nie wjeżdżam w bariery!
Ty może nie, ale ktoś wjedzie. Co spowoduje pewne konsekwencje (od razu przepraszam za bezduszność). W przypadku prędkości autostradowych z reguły nie mówimy o kolizjach, a raczej o wypadkach, czyli sytuacjach, gdzie mniej lub bardziej ucierpiał materiał żywy. Patrząc z punktu widzenia szeroko pojętego budżetu państwa, tak kształtowały się koszty jednostkowe wypadków w 2018 roku:
  • Ofiary śmiertelnej - 2,4 mln zł
  • Ofiary ciężko rannej – 3,3 mln zł
  • Ofiary lekko rannej – 48,2 tys. zł
Warto zwrócić uwagę, że paradoksalnie dużo większym obciążeniem dla budżetu państwa są osoby ciężko ranne, które wymagają hospitalizacji i rehabilitacji. W teorii dla państwa jest taniej jak umrzesz, niż jak będziesz wyrywał się zaciekle z objęć kostuchy. Łącznie wypadki w roku kosztują nas ok. 56 mld zł. Tak, miliardów.
Oprócz hajsu, który mógłby być przeznaczony chociażby na budowę autostrad (cena: od kilkunastu do kilkudziesięciu mln zł/km) zamiast na pokrycie kosztów wypadków, dochodzi jeszcze koronny argument, wieńczący każdą medialną informację o wypadku drogowym – czyli jak długi był korek. O ile w obszarze zabudowanym zator drogowy (uliczny) stanowi mniejszy problem, bo są dostępne alternatywne trasy, tak w przypadku dróg szybkiego ruchu jest problem. To, co jest ich zaletą w normalnym stanie, przy wypadku jest ich przekleństwem. Z powodu ograniczenia dostępności (wjazdy tylko na węzłach + plus ogrodzenie na całej długości) nie ma szans na ominięcie takiej sytuacji. Czyli z powodu jednego zdarzenia jest zatkana cała jezdnia dla setek lub tysięcy osób. Może jakby ten ktoś jechał wolniej, to do całej sytuacji by nie doszło?

1893809e6bf95cegrubo_wcale.jpg
Tu już było raczej sztywniutko...
Ale jadąc 180 km/h, dojadę szybciej do celu!
Czysto hipotetycznie zakładając, że jesteś w stanie jechać ze średnią prędkością 180 km/h, zamiast 140 km/h. Ile zaoszczędzisz czasu na odcinku 100 km? Niecałe 10 minut? Poza tym, patrz pytanie wyżej.
Chcąc dojechać szybciej do celu, jedź wolniej, a paradoksalnie będziesz szybciej. Wszystko zależy od natężenia ruchu. Jeśli jedziesz szybko, potrzebujesz większych odstępów, niż jak jedziesz wolniej. Droga jest najbardziej efektywna, gdy jest w stanie przewieźć jak największą liczbę osób w jak najkrótszym czasie. W przypadku autostrad optymalną prędkością jest ok. 80-100 km/h w zależności od przekroju drogi. W pewnym sensie im jedziesz szybciej, tym wolniej jadą inni. Stąd też, zwłaszcza na Zachodzie w obszarach miejskich, stosowane są znaki zmiennej treści, wyświetlające ograniczenia prędkości w zależności od natężenia ruchu.
To wszystko nieważne. Moja bryka i ja jesteśmy niepokonani!
Tak. Może na parkingu pod Auchan. Jadąc po autostradzie, pamiętaj, że droga to nie tor, a Ty nie jesteś Kubicą.
Po pierwsze, nawet na autostradzie możesz natrafić na nieprzewidziane okoliczności: komuś pęknie opona albo spadnie bagaż, dziadek w berecie z antenką zajedzie Ci drogę, wyskoczy Ci sarna (która sforsowała ogrodzenie albo wlazła na węźle), dmuchnie Ci wiatr (a aerodynamika przy takich prędkościach już ma znaczenie).
Po drugie, Twoje auto to nie bolid. Mimo wszystkich systemów aktywnych i pasywnych one przy wysokich prędkościach przestają działać lub działają w bardzo ograniczonym zakresie. Do tego zapewne nie masz klatki bezpieczeństwa, homologowanego kasku i stroju z nomexu.
Po trzecie, nie masz takich umiejętności jak kierowcy wyścigowi lub rajdowi. Nie ten czas reakcji, nie ten sprzęt, nie te umiejętności. Może wśród swoich znajomych jesteś najlepszym kierowcą, ale to nie znaczy, że jesteś dobrym kierowcą.
Po czwarte, na torze ściga się określona liczba kierowców o zbliżonych umiejętnościach, jest odpowiednie zaplecze i infrastruktura oraz masz pewność, że nie będzie tam nikogo postronnego na jezdni. I nawet jak masz wszystkie powyższe atuty, to i tak możesz mieć podbramkową sytuację. Patrz: wypadek Grosjeana w Bahrajnie w 2020.
Pomimo umiejętności kierowcy, bolidu, toru z odpowiednim zabezpieczeniem i służbami - ledwo uszedł z życiem. Podsumowując, 1000 razy się uda, 1001 już nie.
Ja lubię szybko jeździć!
OK. Ale czy naprawdę odczuwasz jakąś frajdę, jadąc po nudnej, prostej autostradzie 180 km/h? Poniekąd może i jest to spowodowane przez jej szeroki pas drogowy, który potęguje wrażenie jazdy z niską prędkością (krajobraz za oknem prawie się nie przesuwa). Między innymi z tego powodu dużo większe wrażenie szybkości można poczuć na krętej drodze czy torze gokartowym. Zresztą, czy chcesz mi powiedzieć, że Ogier jadący na odcinkach specjalnych 150 km/h, bokiem, przez las, jedzie wolno? Zważ, że rajdówki rzadko kiedy mają tak zestopniowaną skrzynię, by móc jechać więcej niż 200 km/h.

l_18938087ec4663057834_maroko_atlas_w.jpg
Adrenalina gwarantowana już od 50 km/h
Ale mam super hamulce!
To bardzo dobrze! Miej tylko na uwadze, jak wygląda droga hamowania z prędkości 140 km/h, a jak z 180 km/h. Do zabawy i przemyśleń podrzucam link do prostego kalkulatora.
I dobry wzrok!
To świetnie! Tylko pogratulować. Jednak człowiek ewolucyjnie nie jest przystosowany do poruszania się z dużymi prędkościami. Przez tysiące lat było to maksymalnie kilkadziesiąt km/h, by dopiero na przestrzeni ostatnich paruset lat przekroczyć magiczną barierę 100 km/h. Ewolucja tak szybko niestety nie działa. I póki co, im szybciej jedziemy, tym mniej widzimy na boki, o czym można poczytać tu. Dlatego raczej nie będziesz mieć problemu, by zauważyć hamujący na Twoim pasie pojazd, ale tego z boku wykonującego manewr zmiany pasa możesz już nie zobaczyć na czas.
To teraz już wszędzie będą te ograniczniki?
Już teraz są - w postaci chociażby znaków drogowych ;). A te w samochodach zapewne będą coraz częściej stosowane w tej czy innej formie. W końcu wystarczy odpowiednio zestopniować skrzynię biegów... Jednak przyszłością będą zapewne technologie oparte o GPS lub komunikację radiową z infrastrukturą drogową, która najpierw przypomni o ograniczeniu prędkości, a w dalszej fazie może i nawet wymusi wskazaną prędkość pojazdu. I takie rzeczy to już może być pieśń nieodległej przyszłości. I to przyszłości opracowanej przez polskie tęgie umysły - odsyłam do projektu INZNAK realizowanego m.in. przez Politechnikę Gdańską i Akademię Górniczo-Hutniczą.

l_1893810ce5173a7z23145671IER_INZNAK.jpg
I tak zginie ostatnia wolność na tym świecie
116

Oglądany: 58597x | Komentarzy: 368 | Okejek: 392 osób