Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

PILNE! Jasnowidz Krzysztof Jackowski miał straszną wizję!

59 150  
160   88  
Czasem wszystko zaczyna się od jednego nieumyślnego kliknięcia myszką… Nie wiem kiedy to się stało, ale z jakiegoś mojego nie do końca przemyślanego wyboru wujek Google z uporem maniaka poleca mi codzienny „przegląd prasy” dostosowanej do moich gustów. I zawsze gdzieś pomiędzy artykułami o B-klasowym kinie grozy z lat 80., filmami porno z kadłubkami i instrukcjami budowania ładunków wybuchowych, zawsze, ale to zawsze, znajdzie się uśmiechnięta twarz Krzysztofa Jackowskiego – jasnowidza z Człuchowa, który to ma dla mnie bardzo złe wieści. Wszyscy umrzemy, wybuchnie wojna, ludzie będą stali w kolejkach po krew, a imigranci nas zjedzą i zatańczą na naszych grobach.
Ja naprawdę nic do tego pana nie mam, ale odkąd na ekranie mojego telefonu wyświetlają mi się nagłówki z kolejnymi przepowiedniami najsłynniejszego z polskich jasnowidzów, w ramach eksperymentu robię sobie ich zrzuty ekranu. Teraz patrzę na te obrazki, których w okresie ostatniego roku zgromadziłem już setki i z ręką na pompce przysięgam wam: nie znalazłem ani jednej dobrej wieści. Mamy wizje Trzeciej Wojny Światowej, bomb zrzucanych ludziom na głowy, jakichś trupów, krwi, flaków, strachu, ale nie ma na przykład radosnych nowin w stylu: „Widzę obniżenie podatków w 2021 roku!”, albo „ABBA nigdy się nie reaktywuje!”, czy też może „Tajemnicza zaraza dopadnie wszystkich pracowników Straży Miejskiej!”.
Kompletnie nie mam pojęcia czemu pana Jackowskiego nazywa się jasnowidzem, a nie czarnowidzem – takie określenie bardziej pasowałoby do poziomu optymizmu bijącego z jego przepowiedni.



No, dobra. O powodzie, dla którego lubimy gnębić się pesymistycznymi wiadomościami, powiemy sobie później. Najpierw jednak skupmy się na samym zjawisku „przepowiadania przyszłości”. W przypadku osób zajmujących się wróżeniem za pieniądze, mamy do czynienia z trikami zwanymi „zimnym odczytem”. Najczęściej osoba wróżąca będzie starała się nawiązać jak największą współpracę ze swoim rozmówcą i zdobyć jego zaufanie. To ważne, bo w końcu rozluźniony klient pokazuje po sobie znacznie więcej niż osoba zamknięta w sobie. W tym momencie taki ktoś jest zazwyczaj zalewany potokiem mniej lub bardziej sensownych informacji dot. rzekomych wizji. W końcu któraś z nich zbliży się do prawdy i uczestnik takiego spotkania zareaguje jakimś gestem, gwałtownym podniesieniem głowy, rumieńcem. To znak dla mistrza ceremonii, że złapał trop i będzie koło niego tak długo krążył, aż uda się mu wywrzeć wrażenie człowieka, który wie o swoim gościu więcej niż inna nieznajoma mu osoba.



Bardzo często to uczucie jest też zasługą tzw. „efektu Barnuma”, albo też zjawiska zwanego pod nazwą „efektu horoskopowego”. P.T. Barnum był amerykańskim prekursorem przemysłu rozrywkowego, który dorobił się fortuny na wciskaniu ludziom kitu i pomysłowo zaaranżowanej iluzji. Mimo że sam żył z m.in. organizowania wystaw, na których eksponatami były uzależnione od nikotyny karły oraz zmumifikowane syreny z Fidżi, to w rzeczywistości facet ten dość twardo stąpał po ziemi. Na jego cześć nazwano efekt bardzo ciekawej obserwacji psychologicznej. W 1948 roku pewien wykładowca, Bertram R. Forer, rozdał swoim studentom kartki ze specjalnymi testami. Na ich podstawie wykonano szczegółowe opisy osobowości każdej z osób biorących udział w tym doświadczeniu. Większość badanych była pod dużym wrażeniem celności tych analiz i w załączonym do arkuszów formularzu wystawiali im wysoką ocenę (w skali pięciopunktowej średnia wynosiła 4,26!).

Żaden ze studentów nie zdawał sobie sprawy, że każdy z nich dostał dokładnie ten sam opis. Trik polegał na tym, że analiza ta pełna była ogólników i prezentacji uniwersalnych dla każdego człowieka cech. Kiedy powiesz komuś, że ten np. ceni sobie swoją niezależność i że nie lubi przyjmować czyichś opinii bez posiadania twardych dowodów na ich prawdziwość, to większość rozmówców powie „Tak, to cały ja!”.



Efekt Barnuma można rozciągnąć też na zjawisko jasnowidzenia. „Widzę śmierć w twojej rodzinie!” - powie ci baba, łypiąc okiem w swoją szklaną kulę. Biorąc pod uwagę, że twoja familia to dziesiątki wujów, ciotek, kuzynów, dziadków, szwagrów i teściów, prawdopodobieństwo, że ktoś z nich w końcu „odpali wrotki” jest całkiem duże. W zasadzie równie dobrze można by przewidzieć suszę na Saharze, albo nowe przypadki pedofilii w Kościele. Człowiek nie zawsze posługuje się rozumem i czasem wręcz siłą odsuwa od siebie logiczne wyjaśnienia. Szczególnie gdy emocje biorą górę. Prawdopodobnie w takim właśnie momencie przypomni sobie słowa wróżki i uzna je za dowód istnienia paranormalnych zjawisk. To przypomina trochę reakcję wychowanego przez filmy z żółtymi napisami antyszczepionkowca na czyjąś śmierć w następstwie poszczepiennych efektów ubocznych. „Ha! A nie mówiłem!?” - ryknie zadowolony z siebie foliarz, nie biorąc pod uwagę rzeczowych statystyk, naukowego wyjaśnienia niepożądanych reakcji ludzkiego organizmu, czy nawet samego mechanizmu działania szczepień.

Taki „efekt Barnuma” da się też swobodnie połączyć z radosną działalnością telewizyjnych jasnowidzów. Zauważcie bowiem, że tego typu „profeci” bardzo starają się, aby ich wizje były jak najbardziej niewyraźne i dalekie od konkretów. W ten sposób można przecież „podpiąć” pod taką przepowiednię więcej, rzekomo przewidzianych, wydarzeń. Weźmy na tapet kilka przykładów.



Cóż, w momencie kiedy parę dni wcześniej cała Polska ogłoszona została „czerwoną strefą”, trudno spodziewać się zdejmowania obostrzeń. Równie dobrze tuż przed zachodem słońca można by było powiedzieć, że za godzinę będzie ciemno. Odpowiedzmy więc na zawarte w nagłówku pytanie. Co się zdarzyło w poniedziałek 30 października? Cóż, wprowadzono obowiązek noszenia maseczek w miejscach pracy – prawo to dotyczyło też osób, które nie miały żadnego kontaktu z klientami. Maseczka = kaganiec. Kaganiec = brak swobody. Logiczne.



Jasnowidz twierdził, że w listopadzie miało dojść do kilku dramatycznych wydarzeń, jednak tutaj chciałbym skupić się na żądaniach oddawania krwi. Otóż wyobraźcie sobie, że w 1972 roku Polski Czerwony Krzyż ustalił dni 22-26 listopada za Dni Honorowego Krwiodawstwa. Temu okresowi towarzyszą akcje propagandowe oraz uroczystości związane z tą zacną ideą. Nie ulega wątpliwości, że również i w tym roku, mimo ciężkiej pandemicznej sytuacji, mówiło się o potrzebie oddawania krwi. Kropki połączone! Jasnowidz znowu trafił w sedno!



A tutaj taka mała ciekawostka. Otóż 27 października jasnowidz przewidział „wojsko na ulicach”. Tymczasem dzień wcześniej na oficjalnej stronie Wojska Polskiego pojawiła się informacja o powołaniu żołnierzy do pomocy w utrzymywaniu bezpieczeństwa i porządku publicznego. A pobicia przez pracowników policji? Trudno, aby w momencie nasilenia się buntowniczych postaw obywateli zmęczonego napiętą sytuacją kraju nie dochodziło do incydentów, w których ktoś dostał w nos od mundurowego, któremu puściły nerwy. Tym bardziej że przecież do takich zajść regularnie dochodzi podczas obchodów Święta Niepodległości! Nie inaczej było w tym roku. Pamiętajcie, w nocy będzie ciemno...

Powiem wam szczerze, że sporo radochy sprawia mi odgrzebywanie mojego archiwum z przepowiedniami pana Krzysztofa, a następnie nurkowanie w historię ostatnich wydarzeń i przypisywanie kolejnych faktów celnym wizjom naszego narodowego jasnowidza. Polecam wam taką zabawę. Daje to całkiem sporo satysfakcji.

Na koniec, tak jak obiecałem, chciałem poruszyć jeszcze jeden wątek. Czemu lepiej „sprzedają się” posępne wróżby niż optymistyczne wiadomości? Psycholog i laureat Nagrody Nobla Daniel Kahneman uważa, że często wręcz podświadomie szukamy potwierdzenia naszych negatywnych obaw w np. krzykliwych nagłówkach tabloidów. Ponadto dowiedziono, że stymulowanie się pesymistycznymi wiadomościami opisującymi np. czyjąś krzywdę stymuluje nasz układ nagrody. Z jakiegoś powodu ludzka, elektryczno-chemiczna zupa gotuje się wówczas, a palec na myszce chętniej klika w nagłówek, z którego wylewa się człowiecza tragedia. W zalewie mniej lub bardziej „zwykłych” wiadomości, mocniejszą reakcję mózgu wywoła nagłówek w stylu „PILNE! SZOK! Krzysztof Jackowski miał tak katastrofalną wizję, że zamknął się w sobie i nie chce wyjść!”. Trudno się więc dziwić, że najlepiej klikane artykuły zazwyczaj nie biją po oczach optymizmem. My chyba po prostu lubimy stymulować się czarnymi wizjami.



I na koniec jeszcze taka mała ciekawostka – James Randi, znany na całym świecie były iluzjonista, który za życiowy cel postawił sobie walkę z naciągaczami i demaskowanie fałszywych doniesień o zjawiskach paranormalnych, założył fundację oferującą milion dolarów każdemu, kto komisyjnie, w kontrolowanych warunkach, dowiedzie swoich nadprzyrodzonych umiejętności (które to sam Randi zwykł nazywać mianem „trele-morele”). Paręnaście lat temu jasnowidz z Człuchowa miał spróbować swych sił w tym teście. Niestety pan Jackowski odrzucił tę propozycję, wytykając fundacji stronniczość. Nie wyraził też zgody na proponowane przez Sopockie Towarzystwo Naukowe badanie, które mogłoby dowieść jego nadnaturalnych zdolności. Co więc sprawia, że w ogóle ludzie chcą wierzyć przepowiedniom naszego medialnego jasnowidza? Może to, że jego wizje bywają celne? Pamiętajcie, w nocy będzie ciemno, a na Saharze zapanuje susza...

Jako że ostatnio pandemia jakby trochę się uspokajała i wszyscy mamy nadzieję, że słoneczko skutecznie pozwoli nam zapomnieć o kilkunastu miesiącach towarzyskiej posuchy, to mamy jeszcze dla Was prognozę pogody na lato.


20

Oglądany: 59150x | Komentarzy: 88 | Okejek: 160 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

16.10

15.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało