Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Przez 10 lat badałem nawiedzony pałac

36 426  
127   95  
Dziś trochę z innej beczki. Postanowiłem opowiedzieć wam o miejscu, nad którym spędziłem prawie 10 lat, badając je od zera. Opowiem o wszystkich wydarzeniach jakie miały miejsce i o dziwnych sytuacjach związanych z tym budynkiem.
l_1214159714b67bbIMG_0759.jpg

#1. Początki

Czas około 17 lat temu. Udało mi się dorwać swoją pierwszą lustrzankę w życiu i zacząć swoją przygodę z fotografią kliszową. Piękny, obdrapany, ale wciąż sprawny model Zenita ET. Sprzęt jest, chęci są i trzeba przetestować gdzieś to cudo techniki. Zaopatrzyłem się w czarno-białą kliszę, wziąłem znajomą i pojechaliśmy do pewnego miejsca, które kiedyś rzuciło mi się w oczy. Stary zniszczony pałacyk gdzieś poza miastem. Trochę posiedzieliśmy w tym miejscu, porobiłem parę fotek i wróciliśmy do domu.

Nadszedł czas wywołania kliszy w zaprzyjaźnionym zakładzie fotograficznym. Pierwsza klisza, pierwsze zdjęcia z nowego nabytku. Otwieram, przeglądam i nagle „Co to kuźwa jest?”. Na jednym ze zdjęć w miejscu, gdzie nie miało prawa być żadnego światła, widać biały zarys postaci ludzkiej. Reszta zdjęć jest normalna, żadnego prześwietlenia, nic co zwróciłoby uwagę. Tylko to jedno zdjęcie. Wchodzę w wyszukiwarkę i wpisuję dane tego miejsca. Jedyne co na tamte czasy wyskoczyło to „Ogrody pałacowe z XIX wieku”. Nic więcej, żadnej informacji oprócz tej jednej linijki tekstu. Nie będzie łatwo.

l_121416067a8c8f3IMG_0763.jpg

#2. Wstępne badania

Zacząłem chodzić po bibliotekach, Książnicy Podlaskiej i szukać czegokolwiek. Nie mogłem znaleźć żadnych opracowań o tym miejscu i znajdowałem to nazwisko właścicieli, to kilka strzępków informacji, gdzieś wzmianka o przegranej w karty, jeszcze w innym przekleństwa na rodzinę ze strony mieszkańców wsi. Zaczynało to wyglądać, jakby ktoś dał wam porozrzucane puzzle, ale nie dał obrazka jaki macie z tego złożyć, do tego wiele puzzli jest nie z tego zestawu i kombinuj człowieku. Zacząłem prowadzić segregator z małymi zapiskami i siedziałem zastanawiając się, czy to do siebie pasuje czy nie. W końcu po bardzo długim czasie zaczął pojawiać się ogólnikowy obraz tej historii. O ile o pierwszych właścicielach było mało informacji i za bardzo nie rzucali się „w oczy” na kartach historii, o tyle druga rodzina już lubiła trochę zaszaleć.

Pojawiają się wzmianki o morderstwach, otruciach i dziwnych zaginięciach. Mieszkańcy wsi boją się tych właścicieli i zarzucają im zabawy z czarną magią i okultyzmem (czasy romantyzmu). W późniejszych latach znajduję nawet fragment w miejscowej gazecie. W dziale czymś z rodzaju „ciekawostki i czy wiesz że” zamieszczono fragment wpisu księdza z jednej z kronik. Okazuje się, że to wpis z parafii, do której należał pałacyk, a wpis traktuje o pogrzebie ostatniego właściciela pałacu i mówi mniej więcej „Gdy wyprowadzano trumnę, to nad pałacem zebrały się ciemne burzowe chmury, a na drodze do kościoła ludzie ustawili beczki z płonącą smołą na przypomnienie, że całą wieczność będzie się smażył w piekle”. Cóż, nie brzmi to za bardzo optymistycznie i daje pewne potwierdzenie tego, co zebrało się wcześniej.

l_1214161ee51583cIMG_0764.jpg

#3. Rozmowy z ludźmi

Po ślęczeniu nad skrawkami stwierdziłem, że pora zasięgnąć opinii okolicznych mieszkańców, ale tych, którzy mieli kontakt lub informacje od ludzi znających ostatnich mieszkańców. Szukam zatem najstarszych osób w okolicy, które mogą coś wiedzieć. Dowiaduję się o tym, że miejsce to w okresie międzywojennym i trochę po II WŚ było wykorzystywane jako miejsce zabaw dla miejscowej ludności – ot, takie wiejskie potańcówki. Kolejną mroczną rzeczą jest to, że w trakcie tych potańcówek powiesiło się w tym pałacu 8 osób. Nie dawało to przesadnego optymizmu i zwracało uwagę, że coś może być na rzeczy.

Kolejnymi osobami jakie chciałem zapytać o to miejsce byli ówcześni właściciele. Pałac i jego tereny były w posiadaniu rodziny amiszów (Grek i Polka wiodący życie bez udogodnień). Prowadzili oni mały zajazd w centrum miasta, gdzie przez drzwi widziałem jak oświetlają pomieszczenie lampą naftową, zaś terenu dookoła pałacu używali jako swojej małej farmy. Odwiedziłem ich w centrum miasta i przedstawiłem się, zacząłem pytać o ich zajazd i byli wręcz przemili. Do czasu aż zmieniłem temat i zapytałem o pałac. Zostałem wyzwany od najgorszych, obrzucany wiązankami przeklinającymi całe pokolenia wstecz, a następnie zatrzaśnięto mi drzwi przed nosem. Coś mi tu nie grało. Wszystkie te wiązanki, niechęć do tematu… Zacząłem kombinować w inną stronę. Czy ten pałac oddziałuje jakoś na inne osoby? Coś się w nim do tej pory dzieje? Te wszystkie pytania spowodowały, że postanowiłem odwiedzić to miejsce nocą.

l_121416390d495a4IMG_0770.jpg

#4. Pierwsze nocne wyprawy

Jak postanowiłem, tak zrobiliśmy, poszliśmy ekipą (nie miałem odwagi pójść do tego miejsca samemu w nocy) do pałacu. Od tej pierwszej wyprawy przyjęło się też to, że na każdą kolejną wyruszaliśmy z tego samego miejsca i szliśmy 7 km piechotą do samego pałacu, a później znów powrót tą samą drogą. W późniejszych wyprawach miało to swoje uzasadnienie, gdyż znaliśmy historyczne granice terenów tej rodziny i mogliśmy obserwować zachowania ludzi, a te czasem były dziwne.

Wróćmy jednak do pierwszej wyprawy. Gdy już podchodziliśmy do pałacu, w odległości może około kilkudziesięciu metrów zobaczyliśmy, że ktoś stoi na balkonie. Było to o tyle dziwne, że balkon sam w sobie nie posiadał żadnej podłogi i nie było możliwości wejścia na górę, bo podłoga z piętra już zdążyła zawalić się na parter, a ze schodów pozostało jedynie kilka stopni. Po chwili jedna osoba pokazała nam na inne okno, w którym też było widać postać, która stoi w pałacu. W tym momencie zapaliła nam się czerwona lampka i stwierdziliśmy „Nope, to nie ten czas i olewamy”. Wystraszeni jak jasna cholera wróciliśmy w stronę miasta. Po wejściu na leśną drogę szliśmy spokojnie do czasu, aż stanęliśmy wszyscy jak wryci. Na hasło, że samochód się zbliża, usłyszeliśmy kroki po piachu, jakby schodzące na pobocze, mimo iż jeszcze nikt nie zszedł z asfaltu. Ciśnienie wyskoczyło w górę momentalnie. W ciszy wróciliśmy do domów.

Nie dawało to jednak spokoju i człowiek cały czas się zastanawiał, czy to było realne, co to było, jakieś mary czy zwidy? Ale jak to możliwe, że kilka osób widziało to tak wyraźnie w jednym momencie? Zacząłem czytać o takich sytuacjach z poziomu psychologów i psychiatrii i doszedłem do wniosku, że mogliśmy to sobie wmówić, nakręcając się wzajemnie, i wpłynąć na to, co widzą inni, opowiadając im swoje odczucia. Podchodziło to pod styl psychozy zbiorczej. Zastanawiałem się jak to ugryźć i jak zapobiec na przyszłość nakręcaniu się wzajemnie. Ze znajomym stwierdziliśmy, że będąc na miejscu, o niczym nie mówimy, i dopiero w drodze powrotnej możemy dać jakieś sugestie czy opowiedzieć to, co sami widzieliśmy, by skonfrontować to z wrażeniami innych osób.
Odwiedzaliśmy to miejsce kilka razy w nocy, ale przeważnie nic się nie działo. Do czasu kolejnej sytuacji.

l_1214164561d3548IMG_0772.jpg

Jest ciepła, sierpniowa noc. Wyruszyliśmy do pałacu w 5-osobowej ekipie. Idą sami znajomi, którzy nie mieli wcześniej żadnej styczności z tego typu miejscami i za bardzo im nie mówimy gdzie dokładnie i w jakim celu idziemy. To była wyprawa, gdzie po raz pierwszy znajomy wziął aparat cyfrowy (na tamte czasy zwykła kompaktówka była bardzo drogą zabawką i mnie nie było na nią stać). Tak wyposażeni w jeden aparat i dwie latarki dochodzimy do miejsca docelowego. Wsi przy pałacu.

Zerwała się straszna ulewa i postanowiliśmy odczekać ten moment, aż przestanie padać i będziemy mogli wejść do pałacu. Siedzimy sobie spokojnie pod betonowym przystankiem, żartując w najlepsze, gdy nagle 30 m od nas za domem przywalił piorun. Huk był tak głośny i przeszła nas taka fala, że aż zjeżyło mi włosy na plecach. To był dopiero początek i po chwili drugi piorun uderzył w latarnię około 15 m od nas, jednocześnie pozbawiając prądu całą wieś. Zapadły ciemności. Po chwili jednak znajomy wyciąga aparat i zaczyna robić zdjęcie za zdjęciem. Lekko zdziwiony zapalam latarkę i patrzę na niego. Jest przerażony i blady jak trup. Postanowiliśmy przeczekać deszcz i wrócić do domu, jeszcze nie pytam go o co chodzi, wedle zasady, jaką przyjąłem. Deszcz przeszedł i zaczynamy się zbierać w drogę powrotną. Znajomy z jakim robiłem większość wypraw wstał, poszedł za przystanek i tylko powiedział „wracamy, i to szybko”. Ruszyliśmy w drogę, a po odejściu od tego miejsca kilka kilometrów zapytałem go o co chodzi i co widział. Powiedział, że gdy wyszedł za przystanek i spojrzał w stronę pałacu, zobaczył białą postać przesuwającą się po polu, coś wielkości dziecka. Nie drążyłem dalej tematu. Po jakimś czasie zadzwoniłem do tego znajomego, który wziął aparat i zapytałem, jak się czuje. Ochłonął już na tyle, by opowiedzieć co się dokładnie stało. Gdy zgasło światło, to po drugiej stronie drogi zobaczył postać małego chłopca siedzącą na krawężniku. Próbował mu zrobić zdjęcia, ale po próbie odczytania ich na komputerze wszystkie wyświetlały się jako „błąd pliku”, mimo iż wcześniejsze zdjęcia z początku spaceru pokazywały się normalnie.

Więcej o zdarzeniach jakie miały miejsce możecie obejrzeć poniżej. Jest to film opowiadający moje przygody u innej osoby na kanale (pierwsza część filmu).


Kolejne kilka razy poszliśmy do pałacu i dalej nic się nie działo. Powoli zrezygnowani odsunęliśmy się od tematu i chcieliśmy porzucić dalsze badania, aż raz znajomi namówili nas, by wybrać się tam jeszcze po raz ostatni. Standardowo doszliśmy piechotą do wsi i już mieliśmy wejść na drogę prowadzącą bezpośrednio do budynku, gdy nagle poczułem ogromny strach i poczucie, że nie powinniśmy tego robić. Powiedziałem o tym innym, lecz oni jakby się tym nie przejęli. W tym ten znajomy, z którym byłem zawsze na każdej wyprawie. Został ze mną tylko jeden kolega. Usiedliśmy na krawężniku i patrzyliśmy w stronę polany na snopy przesuwających się powoli latarek. Wciąż nie mogłem się pozbyć tego uczucia, że coś jest nie tak. Raptem w całej wsi tylko nad nami zgasła latarnia. Ot, zwarcie jakich wiele, zwłaszcza na odludziach. Po minucie zobaczyliśmy, że znajomi będąc już jakieś 50 m od pałacu, zaczynają iść w bok w stronę miasta i kierować się do głównej drogi. Wstałem i poszedłem z kumplem, bo co będziemy tak siedzieć i czekać na nic. Pójdziemy i przetniemy im drogę powrotną. Zapytałem dlaczego zawrócili i nie poszli wprost do nas, a nadkładali tak dużo drogi. Ten znajomy, z którym chodziłem zawsze, powiedział „To ty nie widziałeś, że coś obok was stoi przy drodze?”.

Było jeszcze kilka wypraw, na których coś się działo i są one wymienione wyżej w filmie, po jednej z nich stwierdziłem, że jednak nie chcę do tego wracać, nie chcę się więcej bawić w poszukiwanie miejsc nawiedzonych i porzuciłem temat.

l_1214170e577bdd2IMG_0789.jpg

Jakiś czas później dałem się namówić swojej kobiecie i wrócić do pałacu ten jeden raz. Wyprawa zakończyła się w połowie drogi między wsią a pałacem, gdy wszyscy jednocześnie usłyszeliśmy jakby biegającego konia dookoła nas, choć noc była bezchmurna i polana była całkowicie pusta.

Tutaj historia z pałacem urwała się na kilka lat, aż wiele osób zaczęło mnie wypytywać o historię tego miejsca i o wszystkie informacje, jakie zamieściłem w internecie. Okazało się, że poza suchą historią z kronik cała „żywa” historia i przekazy okolicznych mieszkańców pochodzą z moich badań. Poczułem się trochę wykorzystany, bo wiele osób prosząc mnie o historie, tworzyło później swoje artykuły, podpisując je jako swoje informacje, a po zwróceniu uwagi grożono mi nie raz, bo gdy okaże się, że to nie oni zebrali informacje, to stracą „reputację”.

W tym roku stało się coś, czego się zarzekałem, że już nie zrobię. Po rozmowach i wymianach informacji z twórcą, który stworzył powyższy filmik, postanowiłem póki jestem w kraju sprawdzić to miejsce po raz ostatni. Trochę z sercem w gardle, trochę z obawami, ale jednocześnie z poczuciem, że jedynie mały procent wypraw okazywał się p„rzerażający”. Wróciłem, wszedłem do tego miejsca w środku nocy przy pełni księżyca. Efekt macie poniżej.


Wiem, że dla wielu może to się wydać dziwne i wielu jest sceptyków w tym temacie, lecz mogę wam powiedzieć jedno. Sam zacząłem jako sceptyk, a skończyłem jako osoba, która nie chce już takich miejsc badać. Przeszedłem na urban exploring, bo nie wiąże się on z nawiedzonymi miejscami, a pozwala tak jak wcześniej badać historię od zera, pozwala poczuć ten przemijający czas, ale w nieco lżejszym wydaniu.

Co do zdjęcia, od którego to się wszystko zaczęło – nie wiem gdzie, nie wiem kiedy papierowa kopia zaginęła, a elektroniczny skan jest prawdopodobnie na dysku, który leży w szufladzie i może uda mi się kiedyś odzyskać z niego dane.

Po więcej historii zapraszam tradycyjnie na Facebooka.
55

Oglądany: 36426x | Komentarzy: 95 | Okejek: 127 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało