Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

F. L. Wright. Jeden z niewielu architektów, których zapamiętała historia

26 921  
104   8  
Dzieła – podziwiane, często nieświadomie, przez miliony osób każdego dnia. Oni sami w większości pozostają jednak nieznani. Taki już los większości architektów, ale niektórym, tym naprawdę wybitnym, udaje się wyrwać ze schematu. Do nich z całą pewnością zaliczał zmarły w 1959 roku Frank Lloyd Wright.

#1. Jak wkurzyć artystę

1891570e38de40f1.jpg

Niezależnie od wieku, doświadczenia czy dziedziny sztuki – niemal każdy artysta słyszy bezinteresownie wygłaszane opinie, jakoby już się skończył, a jego czas przeminął. Nie inaczej było z Wrightem, który lata po swojej domniemanej "zawodowej śmierci" zaprojektował swoje największe i po dziś dzień najsłynniejsze dzieła. Kiedy krytycy – bądź krytykanci – uważali, że jest już zbyt stary czy wypalony, by wnieść jakikolwiek większy wkład w architekturę, Wright zaprojektował Fallingwater, unikatowy dom w Pensylwanii, oraz – prawdopodobnie najbardziej znane dzieło – budynek nowojorskiego Muzeum Guggenheima.

#2. Rodzice nie powinni wybierać przyszłości dla swoich dzieci (i jak przykład FLW temu przeczy)

1891571c4457cce2.jpg

Kiedy rodzice wybierają przyszłość dla swoich dzieci, bardzo często kończy się to katastrofą – i sprowadza zwykle do obciążania młodszego pokolenia kosztem własnych niespełnionych ambicji. W przypadku Franka Lloyda Wrighta było inaczej – i skończyło się spektakularnym sukcesem. Największe wsparcie przyszły architekt otrzymał ze strony swojej matki, która od początku wierzyła, że "jest stworzony do budowania wielkich rzeczy". Dlatego w jego dziecięcym pokoju umieszczała fotografie najsłynniejszych projektów, a kiedy rówieśnicy chodzili kopać piłkę, młody Frank bawił się tzw. Froebel gifts, zabawkami edukacyjnymi mającymi za zadanie rozwijać wyobraźnię przestrzenną.

#3. Przekleństwo klauzuli "na wyłączność"

1891572df81ff7a3.jpg

Zakaz konkurencji, rozumiany również jako zakaz pracy na własny rachunek, wzbudza wiele kontrowersji. Można zrozumieć argumenty zarówno jego zwolenników, jak i przeciwników, choć zwykle wszelkie spory kończą się na nieśmiertelnym "to zależy". Od branży, od czasów, od sytuacji. W przypadku Wrighta spór nie skończył się na "to zależy", a na uprzejmym "wyp...". To było kiedy za młodu pracował w Chicago, ucząc się w biurze innego wielkiego architekta, Louisa Sullivana. Gdy "mistrz" zorientował się, że uczeń dorabia sobie, przyjmując zlecenia na boku, z iście architektoniczną precyzją pokazał mu, gdzie znajdują się drzwi.

#4. Domek na prerii i styl architektoniczny, który nie ma z nim absolutnie nic wspólnego

1891573c61448ac4.jpg

Rozstanie z Sullivanem pozostało przede wszystkim formalnością, bo obaj architekci wydatnie przyczynili się do utworzenia i rozwinięcia "stylu preriowego" uznawanego za pierwszy prawdziwie amerykański styl w architekturze. Wcześniej stawiane budynki stanowiły wypadkową zapożyczeń stylów pochodzących z najróżniejszych stron świata. Tymczasem styl preriowy był oryginalny – zakładał wykorzystywanie naturalnych materiałów oraz preferowanie dużych, poziomych płaszczyzn. Zupełnie jak na szerokich i równych jak stół preriach. Kolejną cechą wyróżniającą preferowany przez Sullivana i Wrighta styl było współgranie budynku z krajobrazem, w jakim miał się znajdować.

#5. Ci, którzy twierdzą, że "nie da się zadbać o każdy szczegół", nigdy nie będą wybitni

18915744ec19a5a5.jpg

Choć Frank Lloyd Wright zapamiętany został jako jeden z największych propagatorów stylu preriowego, to sam architekt nie stronił od eksperymentów, co odzwierciedlają jego projekty – można w nich doszukać się nawiązań chociażby do klasycznej japońskiej architektury. Niezależnie jednak od tego, w jakim stylu Wright rysował dany budynek, wszystkie jego projekty łączyła wyjątkowa dbałość o szczegóły. Amerykanin nie ograniczał się wyłącznie do zewnętrznej bryły budynku, ale bardzo często osobiście odpowiadał za najmniejsze detale pomieszczeń w ich wnętrzu – od oświetlenia po umeblowanie.

#6. Projekt do szuflady, czyli jak wielki artysta nie dogadał się z wielką artystką

18915785b36c9496.jpg

Wydawałoby się, że praca dla znanej i bogatej osobistości to dla architekta – czy dowolnego innego artysty – spełnienie marzeń. Wyjątkowa okazja, by zrealizować plany bez jakichkolwiek ograniczeń – projektowych czy (zwłaszcza) finansowych, a przy tym zyskać ogromny rozgłos. Tak miało być i tym razem, kiedy do Franka Lloyda Wrighta po projekt zgłosiła się Marilyn Monroe. Architekt natychmiast przystał na współpracę i wkrótce potem zaprezentował projekt rozległego domu pełnego przestrzeni i organicznych (niegeometrycznych) kształtów, osadzonego wśród zieleni. Spełnienie marzeń – orzekł Wright. Odpada – zdecydowała Monroe. Uznała, że zaprojektowany przez Wrighta dom jest zdecydowanie za duży i za drogi jak na "proste życie", jakie aktorka prowadziła z Arthurem Millerem.

#7. Masakra w Taliesin – osobista tragedia w domu Wrighta

1891577424200e27.jpg

Życie prywatne Franka Lloyda Wrighta nigdy nie wzbudzało tylu emocji, co jego dokonania zawodowe. Z jednym wyjątkiem – wydarzenia, które zapisało się w historii jako "masakra w Taliesin". Taliesin w stanie Wisconsin był jednopiętrowym domem i pracownią na planie litery L, którą architekt zaprojektował sam dla siebie. Zatrudniał w nim kilkoro pracowników, którzy często spędzali w nim czas razem ze swoimi dziećmi.

Tak było i 15 sierpnia 1914 roku, kiedy FLW przebywał w Chicago. Pozostali na miejscu pracownicy jedli obiad, kiedy jeden z nich, Julian Carlton – uzbrojony w kanister z benzyną i siekierę – podpalił mieszkalną część budynku. Tych, którzy nie zginęli w ogniu, pozbawił życia ciosami siekierą. Śmierć poniosło wówczas siedem osób, tylko dwie zdołały się uratować. Carlton zaraz potem próbował popełnić samobójstwo, odratowano go jednak i osadzono w więzieniu. Tam zmarł kilka tygodni później śmiercią głodową – trucizna uniemożliwiła mu jedzenie. Jakie były motywy mężczyzny, nie ma pewności. Podejrzewa się jednak chorobę psychiczną, której objawy potęgowała perspektywa zwolnienia z pracy.
3

Oglądany: 26921x | Komentarzy: 8 | Okejek: 104 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.06

14.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało