Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Makabryczny żart ojca, nauka pisana prawą ręką i inne anonimowe opowieści

48 077  
285   87  
Dziś przeczytacie także m.in. o dobrze wykorzystanym urodzinowym prezencie, przekonacie się, że pełnoletność to niekoniecznie dorosłość, będzie też o niegrzecznym dziecku i Świętym Mikołaju.

#1.


Rzadko kiedy mogę powiedzieć, że jestem z siebie szczególnie dumny. No ale wczoraj to, przyznaję, zrobiłem naprawdę dobry uczynek i mogę rzec, że dałbym sobie za to medal.

Miałem urodziny i wieczór spędziłem w towarzystwie najbliższych przyjaciół. Jeden z nich nie zdążył mi kupić prezentu, więc wręczył w moje ręce kopertę z banknotem stuzłotowym, mówiąc „Wydaj te pieniądze tak, abyś był szczęśliwy”.
Skończyliśmy imprezowanie koło pierwszej w nocy i zamówiłem Ubera. Przyjechał młody gość, który mówił jedynie po angielsku. Zauważyłem, że miał opuchnięty łuk brwiowy i podczas jazdy przykładał w to miejsce puszkę z jakimś zimnym napojem. Zapytałem, co się stało. Okazało się, że facet jest w Polsce od dosłownie kilku dni, pochodzi z jednego z krajów na wschodzie Europy i właśnie zaczął swoją przygodę z Uberem. Jak na złość trafił mu się pechowy kurs. Zabrał dwóch podpitych typów. Jeden z nich, najwyraźniej chcąc spełnić swój „patriotyczny” obowiązek, po zakończeniu podróży z dużą siłą trzasnął kierowcę pięścią w twarz.

Oczywiście chłopak zgłosił sprawę gdzie trzeba, ale widać było po nim, że czuje się mocno przytłoczony tą sytuacją. Powiedziałem mu, że miał po prostu pecha i że raczej jesteśmy gościnnym narodem, no ale cóż – w każdym narodzie trafiają się podludzie i troglodyci.

Kiedy podjechaliśmy pod dom zorientowałem się, że parę dni wcześniej przełączyłem uberowe płatności na transakcje gotówkowe, więc w przypływie impulsu wyciągnąłem z kieszeni mój prezent i wręczając kierowcy stuzłotowy banknot powiedziałem: „Nie wydawaj mi reszty. Wracaj do domu. Odpocznij. Nie chciałbym, abyś przez tę sytuację miał zepsuty wieczór”. Zostawiłem go z rozdziawioną buzią i radością w oczach.

Idąc w stronę mojej klatki, szczerzyłem się do siebie jak głupi. Prośba mojego kumpla została spełniona zgodnie z jego życzeniem, a nawet jeszcze sumienniej! Wydałem te pieniądze w taki sposób, że sprawiłem szczęście sobie i potrzebującemu wsparcia bliźniemu.

#2.

Moich 18. urodzin nie wspominam zbyt dobrze, ale jednym z niewielu plusów było to, że do moich oszczędności doszła spora sumka pieniędzy.
Postanowiłam się trochę rozerwać i odbić sobie nieudaną imprezę, więc gdy tylko nadarzyła się okazja, poleciałam na wagary do Paryża, a dokładniej bawiłam się w Disneylandzie.
Nikt się nie zorientował, co odwaliłam, bo powiedziałam rodzicom, że idę spać do koleżanki (wieczorem miałam odlot), a następnego dnia od rana niby były lekcje, zajęcia dodatkowe kończyłam o dwudziestej, więc zdążyłam wrócić do domu. Zwolnienie sobie sama napisałam (jeszcze nie było elektronicznych dzienników itp.).

Pierwszy raz poczułam się wtedy pełnoletnia i wolna. Może jedynie niezbyt dojrzała, ale żyje się tylko raz.

#3.


Mój 15-letni brat zrobił awanturę rodzicom, bo nie pozwolili mu zrobić tatuażu, stwierdził, że chce się wyprowadzić, że nas wszystkich nienawidzi...
Kolejnego dnia uciekł od dentysty ze strachu przed igiełką aplikującą znieczulenie.

#4.

Kiedy miałam jakieś 10 lat, mój ojciec alkoholik wymyślił głupi żart. Policja nazwała to żartem makabrycznym. Mianowicie położył się w kuchni na podłodze, z jego klatki piersiowej płynęła krew, obok leżał zakrwawiony nóż i list pożegnalny, który zauważyłyśmy dużo później.

Grałam z siostrą na komputerze, on zaczął nas wołać, że umiera i żeby zawołać mamę, która była w pracy (często tak krzyczał jak dużo wypił, więc nie zwracałyśmy uwagi). W końcu do niego poszłam, żeby się odczepił.
Wiadomo, zaczęłam krzyczeć, płakać. Starsza siostra zadzwoniła po mamę i karetkę. Przyjechała policja.
Okazało się, że to była krew zabitej świni.
W psychice ten widok pozostanie na zawsze.

Kilka lat później ojciec umarł. Zapił się. Różnie mnie ocenicie, ale to była dla mnie dobra wiadomość. Koniec piekła.
Jak to rodzina, na pogrzebie siedziałam za trumną. Przez całą uroczystość płakałam. Nie, nie było mi smutno. Zanosiłam się szlochem, bo cały czas myślałam, że wyjdzie z trumny i powie "żartowałem". Jak kiedyś.

#5.


Jak byłam mała, mama zabrała mnie do kina na mój pierwszy w życiu film w 3D. Była to dla mnie nowość, bardzo to przeżywałam, nie potrafiłam sobie wyobrazić jak to jest zobaczyć na tym wielkim ekranie trójwymiarowy obraz.

Do sali kinowej weszłam niezwykle przejęta, wniebowzięta i z szerokim uśmiechem spod znaku "łaaaał" :) Film był animowany i - jako że był to okres przedświąteczny - opowiadał o Świętym Mikołaju; niestety fabuły już zupełnie nie pamiętam.

Pamiętam za to doskonale scenę, w której ów Święty Mikołaj - obiekt uwielbienia wielu małych dzieci, w tym i także mój - przechadzał się po swoim pokoju i na głos sporządzał listę niegrzecznych dzieci, którym w tym roku podaruje rózgi. Więc po kolei wyliczał, że niegrzeczny był ten, ten, ten i... nagle - z podstępnym, okrutnym (tak zapamiętał to mózg małej dziewczynki) uśmiechem - powiedział, a właściwie krzyknął: "i wiem kto jeszcze był niegrzeczny!". Z tym swoim uśmieszkiem zaczął wodzić palcem po ekranie i - o, moje nieszczęście - wskazał na mnie i znów krzyknął: ... "TY!".

Zdębiałam. Ale jak to JA? Dlaczego? Przecież byłam grzeczna... Oczywiście natychmiast zrobiło mi się niemiłosiernie wstyd. Wiecie... wyobraźcie sobie: małe, wierzące w Świętego Mikołaja dziecko w obecności całego tłumu słyszy, że zostaje przez niego wytknięte, że było niegrzeczne i że nie dostanie prezentu. Dyskretnie - nadal paląc się ze wstydu - rozejrzałam się wokół, żeby sprawdzić, czy ktoś widział, że chodziło o mnie. Stwierdziłam, że tak - że wszyscy widzieli. I wszyscy wiedzą.
Czułam się strasznie! Schowałam się głębiej w fotel. Marzyłam, żeby film ("bajka") - na który przyszłam tak rozanielona - w końcu się skończył. Zaklinałam los, żeby jakimś cudem w kinie zabrakło prądu, bym mogła niepostrzeżenie, niezauważona wymknąć się na zewnątrz, unikając spojrzeń ludzi, którzy na pewno chcą zobaczyć twarz tej niegrzecznej dziewczynki, wyklętej przez Świętego Mikołaja...

Gdy wracałyśmy z mamą do domu, milczałam jak zaklęta. Udawałam, że nic się nie stało, że to nie ja. Chciałam wierzyć, że moja mama nie kapnęła się, że Mikołajowi chodziło o jej ukochaną córkę...

Nie wiedziałam, że każde dziecko zobaczyło - i pewnie przeżywało - to samo co ja.


#6.

Mam kolegę, który jest leworęczny. O dziwo, nauczył się pisać prawą ręką. Niedawno przy małej imprezie (i alkoholu) wyznał mi, jak tego dokonał.
Cóż, nie dokonał tego sam...
Jak był mały, gdy brał coś lewą ręką (kredkę, łyżkę czy sięgnął zabawkę), był rażony w tę rękę prądem przez ojca. Codziennie po kilkanaście, kilkadziesiąt razy.

Kilkuletnie dziecko było rażone prądem, bo jego ojciec sądził, że bycie leworęcznym to CHOROBA. Kolega obecnie ma 21 lat, więc to nie były czasy ciemnogrodu. Matka nie reagowała, a sąsiedzi słysząc płacz dziecka ignorowali całą sprawę.

Ludzie są gorsi niż zwierzęta.

#7.


Pracuję w domu dziecka od kilku lat. Uwielbiam swoją pracę, uwielbiam moje dzieci. Bo to są MOJE dzieci. Jestem dla nich mamą na zmiany - odrabiam z nimi lekcje, zaprowadzam i odbieram ze szkoły, jestem powierniczką sekretów, gotuję, sprzątam. Przytulam je, całuję i biorę na kolana. Ale moje dzieci to nie są "zwykłe" dzieci. To są dzieci z orzeczeniami, niepełnosprawnościami. Pełen zakres - zespoły, FAS-y, autyzmy, upośledzenia. Praca jest ciężka. Czasem niebezpieczna. I wiecie co boli mnie najbardziej? Dwie rzeczy - ludzie pro life oraz głupie teksty. Dlaczego bolą mnie prolajfy? Ano dlatego, że odkąd pracuję NIKT deklarujący się jako pro life, ani jedna osoba nie zadała sobie trudu, aby przyjść i zobaczyć, jak wygląda życie takich dzieci, natomiast są pierwsi do krzyczenia "TAKIE dziecko też ma prawo do życia!", albo coś w stylu "dzieci z zespołem Downa kochają bardziej, tylko mają inne buzie!". No więc nie. Te dzieciaczki, moje dzieci, pewnego dnia będą dorosłe. I to już nie będą aniołki z "inną buzią". To będą dorośli ludzie z dużym popędem seksualnym, silni.
Sytuacja z wczoraj - dziewczynka z zespołem Downa, lat 13. Niepohamowany apetyt, przez co waży 92 kg przy wzroście 170. Olbrzymia siła i problemy z percepcją, nie zdaje sobie sprawy, że używa dużej siły. A co więcej - czyjś ból ją cieszy. Uśmiecha się i mówi "szkoda, że nie mocniej!". Ta dziewczynka poproszona o kąpiel złapała mnie za nadgarstek i... wykręciła go. Jak lalce. Ból niesamowity. Ale to przecież tylko kochany aniołek "z inną buzią", co "kocha bardziej"... No nie.
Dziewczynka ma miesiączkę, od 3 dni odmawia kąpieli, mycia zębów, przyjmowania leków. Cuchnie od niej niesamowicie (zdarza jej się czasem zabrudzić kałem, bo nie zawsze "utrzyma"), śpi i chodzi w jednym ubraniu od 3 dni.

No i ja się pytam, gdzie te prolajfy? Gdzie te osoby mówiące o świętości życia, gdy to właśnie "święte życie" siedzi w pokoju z kupą w majtkach, brudne, agresywne i stanowiące zagrożenie?
17

Oglądany: 48077x | Komentarzy: 87 | Okejek: 285 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało