Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Dla filmowców kategoria NC-17 to prawdziwa zagłada. Czasem jednak potrzeba sprytnego fortelu, aby uniknąć takiego losu!

56 652  
316   33  
Nigdy nie wiesz kiedy nad twoim filmem zawiśnie surowe oko cenzora, które z przenikliwością godną samego Sherlocka zacznie doszukiwać się przesadnej przemocy, golizny i wszelkiej masy bezeceństw, które to skażą to dzieło na zagładę, jaką jest kategoria NC-17. Produkcja stygmatyzowana tym pozornie niewinnym oznaczeniem często jest dla filmowców wyrokiem, który skazuje efekt ich długiej pracy na słabą oglądalność, a co za tym idzie – mizerne wyniki finansowe ze sprzedaży biletów. Aby ratować się przed taką katastrofą, trzeba więc iść na pewne ustępstwa…
Jest zasadnicza różnica pomiędzy nadawaną przez Motion Picture Association of America kategorią R a NC-17. Z punktu widzenia producentów ta pierwsza jest po prostu bardziej opłacalna, bo z jednej strony sygnalizuje, że film jest produkcją przeznaczoną dla osób dorosłych, z drugiej jednak zezwala osobom mającym mniej niż 17 lat jej obejrzenie, pod warunkiem, że taki widz przyjdzie do kina ze swoim rodzicem lub pełnoletnim opiekunem. Natomiast znacznie gorzej sytuacja się ma w przypadku kategorii NC-17. Ta bowiem kategorycznie zabrania uczestnictwa w seansie jakimkolwiek małolatom, nawet jeśli pragnęliby zaciągnąć do kinowej sali swoją 90-letnią babcię. Nie i kropka.
Filmowcy kombinują więc jak tylko mogą, aby uniknąć wpadnięcia w pułapkę NC-17 i zgadzają się na pewne ustępstwa tylko po to, aby ich dzieło mogło dostać kategorię R.

„American Pie” – nieco krótsze grzmocenie szarlotki

Nakręcona w 1999 roku komedia o licealistach, którzy przeżywają apogeum hormonalnej burzy, miała być skierowana do osób w takim właśnie wieku. Tymczasem obrońcy moralności z MPAA powiedzieli głośne i wyraźne „Takiego wała!”. Powód? Oczywiście chodziło o słynną scenę, w której grany przez Jasona Biggsa bohater niezdrowo podniecony zostaje przez ciepłą szarlotkę i postanawia dokonać na niej czynności penetracyjnych. Cenzorzy uznali, że tenże akt jest zbyt szokujący dla młodocianego widza i film trzeba przemontować, aby mógł on dostać kategorię R. Szybko okazało się, że żadna z proponowanych przez twórców „American Pie” wersja tej sceny nie podobała się surowym zgredom z MPAA. Jakimś jednak cudem udało się przepchnąć tę, która została bardzo delikatnie przycięta – po prostu wykasowano parę „pchnięć”, które wykonywał Jason i voilà! Nagle produkcja nadawała się dla młodszych odbiorców. Magia!


„Zack i Miri kręcą porno” – scena z kupą i uparty Kevin Smith

W dość sympatycznej, aczkolwiek nie zawsze najwyższych lotów komedii Kevina Smitha pojawia się fragment, w której para aktorów porno odgrywająca scenę seksu analnego zostaje wystraszona przez zbyt energicznie wkraczającego na plan bohatera. W wyniku tego najścia dziewczyna (grana przez prawdziwą gwiazdkę kina dla dorosłych - Katie Morgan) traci kontrolę nad zwieraczami i, no cóż, „brudzi” twarz leżącego na ziemi kamerzysty…



Specjaliści z MPAA uznali, że reżyser zdecydowanie przegiął i że takie rzeczy nie przejdą. Tak się jednak składa, że Kevin Smith należy do upartych i cholernie wygadanych facetów. Filmowiec zaczął pertraktować: „OK. Będzie mniej ruszania tyłkiem, mogę nawet wyj#bać jakieś inne ujęcie, ale pozwólcie mi zostawić scenę z gównem!”. Smith miał parę sensownych argumentów – jednym z nich było przywoływanie serii „Jackass”, w której fekalne żarty z całkiem prawdziwymi odchodami uchodziły twórcom na sucho. Reżyser w swoim stylu tak długo naciskał cenzorów i tłumaczył im, że to przecież tylko komedia i że dla świętego spokoju może nawet wyciszyć dźwięk uderzającej w twarz biednego „kamerzysty” kupy. W końcu zmęczeni upartym filmowcem członkowie MPAA pozwolili mu scenę zachować.

„Oczy szeroko zamknięte” – wystarczy szczypta CGI

Praca nad tą produkcją była dla aktorów prawdziwym piekłem – film ten miał być bowiem realizowany przez pół roku, ale ostatecznie robota się nieco przeciągnęła i ostatecznie trwało to wszystko 400 dni. Dosłownie parę dni po obejrzeniu finalnej wersji swojego dzieła zmarł Stanley Kubrick, pozostawiając producentom film, który – jak się okazało – nie miał szans na otrzymanie kategorii R! Oczywiście powodem była tu słynna scena „mistycznej” orgii. Z szacunku do Kubricka nikt nawet nie rozważał sugestii wycięcia „paru scen”. Zamiast tego producenci zwrócili się po pomoc do specjalistów od CGI, którzy bardzo sprytnie wstawili w niektóre ujęcia postacie w powłóczystych płaszczach. Zrobili to w taki sposób, że zasłaniały one wszystkich „kłopotliwych” golasów. Podobno do dziś miłośnicy ostatniego dzieła Kubricka kłócą się, które postaci są realne, a które to efekt pracy komputerowych grafików.


„Cooler” – włosy łonowe nie przejdą!

Nakręcony w 2003 roku „Cooler” to historia człowieka, który emanuje swoim pechem do tego stopnia, że zaraża nim osoby trzecie. Mężczyzna zatrudniony zostaje w kasynie, aby skutecznie „eliminować” szczęściarzy dorabiających się fortun na hazardzie. Problem zaczyna się w momencie gdy bohater zakochuje się w swojej koleżance z pracy i nieoczekiwanie traci swoje zdolności.
To zadziwiające, że ten ciepły melodramat mógł dostać kategorię NC-17 – przemocy w nim tyle, co kot napłakał, a i seksu w nim również nie za dużo. No, może poza jedną, dość „grzeczną”, sceną.


Cenzorom nie podobało się jednak to, że w jednym ujęciu przez krótką chwilę widać włosy łonowe aktorki Marii Bello. Aby film mógł dostać kategorię R, trzeba było usunąć z tej sceny niecałe dwie sekundy materiału!

„American Psycho” – problem z lustrem

Reżyserka Mary Harron biorąc na warsztat powieść Breta Eastona Ellisa pt. „American Psycho” wiedziała, że prosi się o kłopoty – książka pełna jest makabrycznie krwawych opisów i bardzo brutalnych scen. Trzeba było mocno stonować wiele fragmentów, ale mimo to w gotowej produkcji nadal było sporo okrucieństwa i przemocy. Harron spodziewała się więc, że MPAA może się czepić…



Nie przyszło jej jednak do głowy, że powodem owego czepiania się wcale nie będzie np. scena, w której główny bohater, Patrick Bateman, pląsając do kompozycji zespołu Huey Lewis and the News, roztrzaskuje toporem głowę swojego przyjaciela. Nie. Problemem okazał się fragment, w którym Patrick zaprasza do swojego apartamentu dwie panie lekkich obyczajów i podczas miłosnych igraszek, zamiast patrzeć na atrakcyjne damy, z ukontentowaniem podziwia swoje ciało w lustrze. Scena ta była szczególnie istotna dla pani reżyser – mówiła ona bowiem bardzo wiele o tym, jakim typem człowieka jest Bateman. Usunięto dosłownie parę sekund filmu. Potem je jednak przywrócono w wydaniu DVD.



„Nie czas na łzy” – podwójne standardy

W 1993 roku w niewielkim miasteczku Falls City położonym w amerykańskim stanie Nebraska doszło do morderstwa Brandona Teena – kobiety, która czuła się mężczyzną i ukrywała przed wszystkimi fakt, że nim nie jest. Dziewczyna została zgwałcona przez dwójkę lokalnych recydywistów. Po tym, jak zgłosiła sprawę na policję, ci sami zwyrodnialcy zamordowali ją. Te tragiczne wydarzenia stały się kanwą filmu „Nie czas na łzy” z Hillary Swank w roli Brandona.


Gotowa produkcja trafiła pod lupę MPAA i szybko okazało się, że konieczna jest cenzura jednej sceny. I nie – nie chodziło tu o zbyt dosadne przedstawienie gwałtu na dziewczynie, ale fragmentu, w którym grana przez Swank bohaterka uprawia oralny seks ze swoją ekranową partnerką. Aby udobruchać wzburzonych lesbijskimi harcami członków komisji, twórcy filmu zmuszeni zostali do drastycznych cięć. Jednocześnie tez podniosły się głosy oburzenia – jak to jest, że heteroseksualne gwałty są cacy, a już homoseksualne zbliżenia szczypią kogoś w oko?


„Kill Bill” – przemoc przestaje być przemocą, jeśli prezentowana jest w czerni i bieli

Przemoc, krew, flaki, seks i absolutny brak jakichkolwiek kompromisów to znaki firmowe Quentina Tarantino. Trudno wyobrazić sobie, aby ten reżyser był skłonny pójść na ustępstwa i usuwać ze swoich produkcji sceny, które komuś mogłyby się nie podobać. A jednak – członkowie MPAA bardzo pragnęli, aby twórca „Pulp Fiction” nieco ugrzecznił, trwającą 20 minut, krwawą jatkę z „Kill Billa”. Mowa oczywiście o arcybrutalnej rzezi, jakiej dokonuje główna bohaterka tej produkcji na członkach gangu Crazy 88.
Tarantino nie wyciął ze swojego dzieła nawet klatki materiału. Zamiast tego usunął z tej sceny… kolor. Fruwające kończyny i pozbawiona czerwonej barwy posoka nagle przestała być problemem i film zdobył kategorię R!

3

Oglądany: 56652x | Komentarzy: 33 | Okejek: 316 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.06

24.06

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało