Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zemsta na teściowej, Mareczek policjant i inne anonimowe opowieści

48 854  
277   65  
Dziś przeczytacie m.in. wspomnienie beznadziejnej synowej, dowiecie się, że prawdziwych przyjaciół naprawdę poznaje się w biedzie, a na koniec poznacie Mareczka policjanta.


#1.

Kupowałam od takiej starszej, sympatycznej pani pyszne ciasta domowego wypieku na różne okazje typu urodziny, imieniny. Któregoś razu poskarżyła mi się, że bardzo źle jej pod względem finansowym, a że znałam ją, lubiłam i miałam możliwość, żeby to zrobić, chciałam wręczyć jej pieniążki, żeby miała za co żyć. Pani się absolutnie nie zgodziła, ale po dłuższych negocjacjach ustaliłyśmy, że będzie mi pomagać w pracach domowych, robić zakupy, itp. Obie byłyśmy bardzo zadowolone, bo dla mnie jej pomoc była nieoceniona, a ona mogła uczciwie dorobić.
Tak było do czasu, kiedy o tym dowiedziała się moja teściowa. Zadzwoniła do mnie, że nie jestem prawdziwą kobietą, bo nie mogę sama sobie posprzątać, tylko wydaję pieniądze jej synka. No to ja jej tłumaczę, że po pierwsze nie pieniądze jej synka, tylko że ponieważ mam swoją firmę i ile pracy wykonam, tyle zarobię, to dzięki temu, że ktoś inny zajmuje się sprzątaniem ja mogę więcej zarobić, a jeśli nie, to mogę spędzić czas z dziećmi, a nie na sprzątaniu i że ta pani dzięki temu też ma środki do życia itd...
Ona na to, że mi się w dupie poprzewracało i się rozłączyła, żeby całej rodzince opowiedzieć jaką ma beznadziejną synową.

A coś anonimowego?
Mam nadzieję, że nigdy się nie dowie, że po tym doprawiłam jej porcję zupy środkiem na przeczyszczenie... No ale przecież prawdziwe kobiety nie srają, więc nie mogło jej zaszkodzić :D

#2.

Dziś, po roku związku mój facet wreszcie powiedział, że mnie kocha. I pewnie cieszyłabym się zamiast narzekać, gdyby nie okoliczności, w których to nastąpiło.

To podniosłe wyznanie usłyszałam, kiedy źle się poczułam i wróciłam szybciej z pracy. Nakryłam go w moim mieszkaniu, w moim łóżku, z jakąś gówniarą. „Kocham cię. Z nią to tylko seks” - wypłakał. W sumie to były chyba ostatnie słowa, jakie do mnie powiedział, bo nigdy więcej nie chcę go widzieć.

#3.

Mój brat ma 31 lat i jest totalną fleją, choć on nazywa to oszczędnością. Nie spuszcza po sobie wody, gdy korzysta z toalety, bo "oszczędza" wodę. Ze spłuczki korzysta dopiero wtedy, gdy widzi, że kibel może się zapchać lub gdy wie, że ktoś do niego przyjdzie. Kąpie się raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie, bo uważa, że pracując zdalnie "się nie wybrudził". Gdy już bierze kąpiel, nie wypuszcza wody z wanny, wykorzystuje ją później "do spuszczania wody" w kiblu (gdy już musi to zrobić). Papier toaletowy ma jedynie "dla gości". Sam potrafi podetrzeć się wszystkim: kartką papieru, paragonem, kawałkiem gazety, a nawet tymi ubraniami, które są w koszu na pranie (bo przecież i tak wrzuci je później do pralki, to można je "dobrudzić").

Potrafi do oporu korzystać z jednego talerza, kubka czy patelni, by nie musieć ich myć. Jeśli w pracy nie ma akurat wideokonferencji, to chodzi nago po mieszkaniu (mieszka sam), by nie brudzić ubrań. Gdy już się ubierze, potrafi bardzo długo tych ubrań nie zmieniać (o ile nie musi nigdzie wyjść). Nie przeszkadza mu nawet to, że ubrania zaczynają śmierdzieć, bo twierdzi, że "własnego smrodu się nie czuje".

Skąd o tym wszystkim wiem? Bo chwali się swoimi sposobami na oszczędzanie i tym, że nie ma takich wysokich rachunków jak ja.

A jednocześnie, gdy już wychodzi z domu, to zawsze jest zadbany, wyperfumowany i świetnie ubrany. Na brak zainteresowania ze strony pań nie może narzekać. Bardzo współczuję kobiecie, którą oczaruje i która wyląduje w tym syfie...

#4.

Dość dawno temu, bo w 8. klasie, przyszłam do szkoły strasznie źle się czując, mianowicie miałam jelitówkę. Na nic było proszenie mamy, abym została w domu, jak to w tamtym czasie było, szkoła to świętość, na własny pogrzeb dopiero po lekcjach.

Ból brzucha, rozwolnienie, w dodatku temperatura na dworze była tak wysoka, że aż robiło się słabo. Lekcja, nagle czuję, że muszę wyjść za potrzebą, i to dość szybko, bo jelita dawały po garach. Wyglądałam dość niewyraźnie, więc nauczycielka, jako asekurację, wysłała ze mną koleżankę z ławki. Łazienka, ja siedzę na kibelku, koleżanka czeka za drzwiami. Nagle czuję, że robi mi się słabo, jakiś głuchy dźwięk w uszach, mgła przed oczami. Zdążyłam jednak otworzyć drzwi i zawołać koleżankę, mówiąc, że chyba zemdleję i momentalnie zsunęłam się z kibelka.

I z tego miejsca jeszcze raz dziękuję tej koleżance, która błyskawicznie przed zawołaniem higienistki, że tak dosłownie napiszę, PODTARŁA MI TYŁEK, podciągnęła majtki, spodnie i wytargała z toalety :-)

#5.

Moja mama jest brunetką. Mój tata jest brunetem. Ja (najstarszy syn) jestem brunetem o bardzo ciemnej karnacji (kiedyś byłem przez to nawet uznany za Włocha). Moja młodsza siostra jest brunetką, ale z "nie za ciemną, nie za jasną cerą". A mój najmłodszy brat? Mój najmłodszy brat jest blondynem z bardzo jasną cerą.

Jaki wniosek wyciągnęli moi rodzice?
Toner się kończył.

#6.

Jestem dzieckiem alkoholika, DDA. W terapii od lat, leczę depresję i zaburzenia odżywiania. Często jest mi ciężko samej ze sobą. Kiedy chodziłam do szkoły, marzyłam o spotkaniu kogoś, kto pomoże mi wyrwać się z tego domu, z kim zacznę inne życie, takie jak chcę. Od zawsze wiedziałam, że bardzo łatwo powiela się schematy z domu. Ciężko nam postępować inaczej, bo to jedyny wzór, który znamy, i nawet jeśli takie życie sprawia ból, to jest znajome, mamy z domu wyniesione sposoby, by to przeżyć. To tyle z teorii. Oczywiście obiecywałam sobie, że ze mną tak nie będzie. Starałam się być uważna.

Związałam się z chłopakiem, który jest wierzący i to była dla mnie gwarancja, że nigdy nie stoczy się jak mój ojciec. Dużo poświęciliśmy czasu, by omówić nasze oczekiwania i wyobrażenia na temat wspólnego życia. Wydawało się pięknie, zakochałam się. Jego ojciec też był alkoholikiem. Uznałam, że będąc podobni do siebie, lepiej się zrozumiemy. Przed ślubem przyznał mi się, że jest uzależniony od pornografii. Bardzo się tego wstydził i to odbierało mu poczucie własnej wartości. Zapewniłam go, że razem sobie z tym poradzimy, chociaż w ogóle nie rozumiałam problemu ani jak można mu pomóc.

Po ślubie było cudownie i wspaniale. Po dwóch latach coś zaczęło w nim pękać, zaczął mieć myśli samobójcze. Na szczęście zgłosił się do psychologa, miał terapię przez ok. 2 lata. Przez te dwa lata bardzo się zmienił, zrobił się dla mnie oschły i zimny. Zaczął wyrażać złość i gniew wobec kobiet, szczególnie wobec swojej matki, ale mi też często się obrywało. Zresztą ja z nim żyję na co dzień i ciągle musiałam się stykać z tym chamstwem z jego strony. Po zakończeniu terapii zaczął trochę łagodnieć, tłumaczyłam mu, jak działa na mnie jego zachowanie. Ale nigdy już nie było tak jak dawniej.

Jesteśmy teraz po ślubie 15 lat. Przez ostatnie lata często ma napady gniewu, takie dziwne stany, które trwają po kilka lub kilkanaście dni. Potem niby jest spokojny i dobrze się czuje, aż do następnego razu. Nie umie powiedzieć, co wywołuje ten PMS, nie da się z nim rozmawiać, kiedy go to nachodzi. Starałam się to cierpliwie znosić, ale ostatnio poczułam, że za każdym tym epizodem coraz bardziej tracę do niego zaufanie. Bo za każdym razem muszę się nasłuchać obelżywych słów, podłego zachowania. Ciężko mi potem zachowywać się jak gdyby nigdy nic. Ciężko mi już nawet powiedzieć, że go kocham.

Przestałam się do niego odzywać, bo wtedy unikam jego chamskich odpowiedzi. Trwa to już drugi miesiąc. I wygląda na to, że jemu to w ogóle nie przeszkadza. To bardzo przykre. Dużo czytam i słucham podcastów i programów o DDA i współuzależnionych. Widzę teraz, że powieliłam schemat patologicznych rodzin. Tak bardzo tęsknię za miłością, czułością, ciepłym domem. A mieszkam z samolubem, który ma mnie za nic.

#7.

Historia sprzed paru lat.

Kiedyś mieszkałem w małej miejscowości, wiecie – wszyscy wszystkich znają.
Pracowałem w starostwie powiatowym przy wydawaniu pozwoleń na budowę. Dojeżdżałem komunikacją publiczną aż do momentu, kiedy kupiłem od swojego brata samochód.
Pewnego dnia jechałem samochodem do pracy. Dzień zaczynał się jak każdy inny, standard. Ale nie tym razem. W trakcie mojej jazdy zauważyłem stojący na poboczu radiowóz i wychodzącego z niego policjanta, który wchodzi na drogę i macha lizakiem w celu zatrzymania mnie. Myślę – o kij mu chodzi, jadę przepisowo, na kacu nie jestem... Dobra, staję. Patrzę, a to taki znajomy z drugiej wsi, Mareczek. Otwieram okno i mówię do niego:
- Mareczek, nudzi ci się? Do roboty się spóźnię. Co ty normalnych ludzi zatrzymujesz?
- Nie Mareczek, tylko starszy aspirant $#@#@. Dowód, prawo jazdy i OC.
Pomyślałem, że pewnie ma służbę z jakimś ch*jem, ogarnąłem się i rozmawiałem jak z obcym. Pełny szacunek. Summa summarum – przetrzepał mi cały samochód. Dostałem mandat 100 zł i zabrał mi dowód rejestracyjny. Nie wiedziałem o kij mu chodzi, żony mu nie tykałem, ale dobra, trzeba żyć dalej. Pojechałem na przegląd, dowód odzyskałem, git.

Minęło parę tygodni.
Siedzę za biurkiem, uzupełniam dokumenty, popijam kawę. Przychodzi interesant, który, a jakże, okazał się Mareczkiem Policjantem. Kładzie mi dokumentację na biurku i mówi, że chce pozwolenie na budowę domu. Pomyślałem, że karma wraca...

Minęło 8 miesięcy. Mareczek nadal nie miał pozwolenia na budowę. A ja co rusz dostawałem mandaty za pierdoły. Sytuacja trochę męcząca, ale ani ja, ani on nie odpuszczamy.

Pewnego razu w weekend siedzę w pizzerii z bratem, popijam piwko, patrzę, a tu wchodzi Mareczek z kolegami. Myślę – będzie dym. Zmęczony całą sytuacją i trochę podcięty podchodzę do Mareczka i mówię „chodź do baru na jednego, musimy wyjaśnić sprawę”. Wziąłem butelkę na bar, piliśmy i rozmawialiśmy.
Okazało się, że podejrzewa żonę o zdradę, a kiedyś ktoś powiedział mu, że widział mój samochód pod jego domem, kiedy on miał służbę. Dlatego jest tak cięty na mnie.
Kopara mi opadła, ale po długiej rozmowie wyjaśniliśmy sobie wszystko i mi jednak uwierzył, że nic takiego nie miało miejsca.
Od tej rozmowy ja miałem spokój z policją, on dostał pozwolenie na budowę.

A wracając do tamtego wieczoru – kiedy nasza rozmowa z Mareczkiem się skończyła, wracałem z bratem do domu. Brat pyta się, skąd znam tego faceta i czy to dobry kolega. Mówię mu, że to długa historia, ale moim kolegą nie jest.
Brat: „To dobrze, bo kiedyś ruchałem jego żonę”.

W poprzednim odcinku m.in. pożegnanie z babcią o więzienny podryw

10

Oglądany: 48854x | Komentarzy: 65 | Okejek: 277 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.10

18.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało