Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

10 przykładów dlaczego epoka wiktoriańska to okres, w którym życie było pełne narkotyków i kończyło się wczesną śmiercią III

50 491  
212   30  
Dzisiejsza podróż wstecz będzie pełna nieoczekiwanych zależności i powiązań, gdyż dowiecie się między innymi, co wspólnego mają bądź miały kraty na grobach z wampirami, sole trzeźwiące z wędrującymi kobiecymi organami oraz posłodzone płatki kukurydziane z... masturbacją.

#1.


Jeśli kiedykolwiek odwiedziłeś stary szkocki przykościelny cmentarz, być może natknąłeś się na żelazne kraty lub kamienne płyty chroniące grób. Nazywa się je mortsafe'ami i wiele osób wciąż uważa, że ich przesądni przodkowie używali ich do zatrzymania zmarłych w trumnach. Chociaż prawdą jest, że niektórzy obywatele epoki wiktoriańskiej wierzyli w wampiry i inne nadprzyrodzone istoty, prawda kryjąca się za mortsafe'ami jest nawet bardziej interesująca niż tenże mit.
Ciężkie przedmioty kładziono na grobie lub zamykano w trumnie (w formie klatki), aby chronić zmarłych przed rezurekcjonistami, czyli złodziejami ciał, którzy wykopywali świeże trupy i sprzedawali je chirurgom. Najbardziej znanymi rezurekcjonistami w tamtych czasów byli Burke i Hare, którzy na początku XIX wieku zaopatrywali chirurga Roberta Knoxa. Te hieny cmentarne, które w późniejszym okresie wzbogaciły swoją działalność także o morderstwa, grasowały na terenie Edynburga, co jest przyczyną, dla której większość ocalałych mortsafe'ów można znaleźć właśnie w Szkocji.
Żelazne klatki i inne urządzenia tego typu były drogie, dlatego popularne było „wypożyczanie” mortsafe'u na kilka miesięcy, dopóki ciało nie uległo rozkładowi, a zatem było bezużyteczne dla anatomów. Popularność mortsafe'ów zaczęła spadać po uchwaleniu ustawy o anatomii w 1832 roku.

#2.


Uważa się, że robienie lampionów z dyni wywodzi się z Irlandii, a tradycja ta została przeniesiona do Stanów Zjednoczonych przez irlandzkich imigrantów w XIX wieku. Wtedy właśnie Jack O'Lantern zaczął kojarzyć się z dyniami, a nie z tradycyjnie używanymi ziemniakami, rzepą i burakami.

#3.


Mówi się, że transport lotniczy pacjentów rozpoczął się podczas oblężenia Paryża w 1870 roku, gdy ranni żołnierze mieli być ewakuowani w bezpieczne miejsce przy wykorzystaniu balonów. Niektórzy uczeni nie są przekonani, że takie sytuacje naprawdę miały miejsce i łączą tę historyczną plotkę z popularnością opowieści Juliusza Verne'a.
Niezależnie od tego, czy loty balonem na noszach miały miejsce czy nie, pod koniec XIX wieku co najmniej kilka osób proponowało transport lotniczy pacjentów. Jednym z nich był Holender M. de Mooy, który zaprojektował system, w którym nosze można było zawiesić pod balonem, a ten z kolei miał być sterowany przez konie do miejsca udzielenia pomocy.

#4.

Kliknij i zobacz więcej!

Na początku XIX wieku wizyta w szpitalu była przerażającym przeżyciem. Nie było sanitariatów, a przez ściany przenikały zapachy śmierci, chorób, brudnych pościeli i nieupranej odzieży. Podczas gdy zamożniejsi znajdowali się pod opieką medyków we własnych domach, biedni byli zmuszeni znosić okropne warunki szpitalne, w których prawdopodobieństwo śmierci było trzy do pięciu razy większe niż w gospodarstwie domowym (dlatego też w tamtych czasach nazywano szpitale „domami śmierci”).
Nic dziwnego zatem, że środowisko szpitalne było idealnym miejscem do rozprzestrzeniania się zarówno chorób, jak i… insektów. Podczas gdy nadal uważano, że to pierwsze jest spowodowane przez miazmę, to drugie wydawało się łatwiejsze do pokonania. Szpital zaatakowany przez karaluchy lub wszy zawsze mógł zatrudnić specjalistę zwanego łapaczem insektów. W rzeczywistości taki ekspert ds. robali zarabiał więcej niż chirurg, którego pracę w tamtym czasie bardziej porównywano do zmagań fryzjera niż w pełni szanowanej profesji medycznej.

#5.


W świecie przed "teorią zarazków" brudne ubrania, niemyta pościel, ropiejące rany i ograniczony dostęp do czystej wody były standardem w szpitalach, w których lęgły się choroby i wybuchały epidemie np. różyczki czy cholery. Niestety, wielu chirurgów przyczyniło się do tej sytuacji, nie myjąc rąk, nie dezynfekując narzędzi chirurgicznych i… gloryfikując nasiąknięte krwią fartuchy chirurgiczne. Wierzono, że im brudniejszy był strój chirurga, tym bardziej oblegany i profesjonalny był jego właściciel. Niektórzy chirurdzy nosili nawet ubrania, które wcześniej należały do emerytowanych pracowników – na znak szacunku i podtrzymywania tradycji. Te przesiąknięte ropą i krwią, nigdy nieprane elementy ochronne gniły i wydzielały podły zapach, który z uczuciem nazywano „starym, dobrym szpitalnym smrodem”.
Sytuacja powoli zaczęła się zmieniać w połowie XIX wieku, kiedy kilku lekarzy (m.in.Joseph Lister, Ignaz Semmelweis, Thomas Dent Mütter) próbowało spopularyzować pranie stroju chirurgicznego i propagowało ideę sterylnej czystości, z powodu których często byli wyśmiewani.

#6.


Jak tam twoja histeria dzisiaj? Mam dla Ciebie dobrą wiadomość, okazuje się, że wystarczy się zrelaksować. Pij dużo mleka, zostań w swoim pokoju, nic nie rób, po prostu odpocznij. Wyrzuć pędzel do malowania, nie słuchaj muzyki, nie rozmawiaj z nikim, musisz się RELAKSOWAĆ. Co robisz z tą książką?! Odłóż to! Żadnych zajęć intelektualnych dla ciebie, po prostu RELAKS. Jak długo? Pół roku powinno załatwić sprawę. Ta właśnie "kuracja" zaproponowana przez Silasa Weira Mitchella około 1850 roku była popularnym sposobem leczenia histerii i innych zaburzeń psychicznych zdiagnozowanych w epoce wiktoriańskiej.
„Leczenie” polegało na unikaniu jakiejkolwiek aktywności fizycznej i intelektualnej do ekstremalnych poziomów, gdzie nawet normalna rozmowa lub czytanie książki było postrzegane jako zbyt męczące dla „rozhisteryzowanych” kobiet. Wśród pacjentów Mitchella było kilka znanych kobiet, takich jak Virginia Woolf i Charlotte Perkins Gilman.
Jak możecie sobie wyobrazić, kuracja polegająca na leżeniu w łóżku nie tylko nie pomagała, ale wręcz przyczyniała się do pogorszenia stanu pacjentek. Wiele kobiet zostało przymusowo umieszczonych w szpitalach psychiatrycznych, ponieważ z braku kontaktu ze światem zewnętrznym przez kilka miesięcy dosłownie popadały w obłęd.
W tym samym czasie doktor Mitchell zalecał swoim męskim pacjentom zmagającym się z podobnymi problemami dużo ćwiczeń na świeżym powietrzu...

#7.


W XIX wieku liczba mieszkańców Londynu prawie się potroiła, co uczyniło go największym miastem na świecie. Metropolia stała się także prawdziwym rajem dla szczurów. Te sprytne gryzonie szybko przejęły kontrolę nie tylko nad skomplikowanym systemem kanalizacyjnym miasta, ale także i budynki nad nim. Można je było znaleźć wszędzie, od rur i piwnic po strychy i gdziekolwiek pomiędzy. Pozbycie się tak wielu szczurów nie było łatwym zadaniem, a ludzie zatrudniali profesjonalnych łapaczy szczurów do pomocy w rozwiązaniu problemu.
Najsłynniejszym łowcą szczurów tamtych czasów był Jack Black, człowiek, który chwalił się, że pracuje dla samej królowej i przechadzał się po londyńskich ulicach w swoim ekstrawaganckim, kolorowym uniformie. Black stosował wiele metod, aby łapać i pozbywać się szczurów, ale głównie polegał na swoich tresowanych fretkach i czarnobrązowych terierach. Fretki ścigały i „wypędzały” szczury z podziemi i kanałów, a psy zabijały szczury na polecenie Blacka. Niektóre gospodarstwa domowe były nieco problematyczne, ponieważ fretki mogły utknąć w zakamarkach budynków. Z tego powodu Black musiał łapać szczury ręcznie lub używać bardziej tradycyjnych pułapek na szczury. Będąc płodnym przedsiębiorcą i kreatywnym biznesmenem, eksperymentował także ze szkoleniem innych zwierząt, takich jak szopy, borsuki, a nawet małpy, aby pomagały mu w usuwaniu szkodników!

#8.


W 1889 roku Caroline Hampton była utalentowaną młodą pielęgniarką pracującą w Szpitalu Johna Hopkinsa w Baltimore. Była naczelną pielęgniarką w zespole medycznym współpracującym z Williamem Halstedem, jednym z założycieli szpitala i znanym chirurgiem. Po kilku miesiącach asystowania na sali operacyjnej Caroline była bliska rezygnacji z zajmowanego stanowiska z powodu bolesnych pęcherzy i zapalenia skóry, które rozwinęło się w wyniku przestrzegania rygorystycznej procedury higienicznej Halsteda. Procedura ta obejmowała dezynfekcję rąk i narzędzi za pomocą wielu roztworów chemicznych.
Chirurg nie chciał rozstać się ze swoją ulubioną i najlepszą pielęgniarką, więc wpadł na genialny pomysł:
Zimą 1989 roku, nie pamiętam miesiąca, pielęgniarka kierująca moją salą operacyjną skarżyła się, że roztwory chlorku rtęci wywoływały zapalenie skóry rąk i dłoni. Ponieważ była niezwykle sprawną kobietą, rozważyłem tę sprawę i poprosiłem firmę Goodyear Rubber Company o wykonanie, w ramach eksperymentu, dwóch par cienkich gumowych rękawiczek z palcami. Podczas pracy w szpitalu okazały się one tak satysfakcjonujące, że zamówiono dodatkowe egzemplarze. (…) Po jakimś czasie asystenci tak przyzwyczaili się do pracy w rękawiczkach, że zauważyli, że są bardziej wydajni pracując w nich niż gołymi rękami.
Stosowanie gumowych rękawiczek uratowało nie tylko ręce pielęgniarek, ale także zdrowie pacjentów - szpital zmniejszył odsetek zakażeń pooperacyjnych z 17% do 2%. Kilka lat po tym, jak Halsted przedstawił swój wynalazek, rękawice zostały ulepszone i wysterylizowane przez mistrza teorii zarazków - Josepha Listera.

#9.


Czy jest coś bardziej wiktoriańskiego niż kobieta omdlewająca na kanapie po usłyszeniu niepokojących wiadomości? Od kobiet wręcz oczekiwano, że zemdleją, gdy tylko zdarzy się coś nieoczekiwanego i zaskakującego! W owych czasach sole trzeźwiące można było znaleźć nie tylko w damskiej torebce, ale także w kieszeni brytyjskiego policjanta. Bardziej zamożne kobiety nosiły sole w postaci namoczonych gąbek zamkniętych w ozdobnych, często srebrnych pojemnikach zwanych winegretami.
Skuteczność soli trzeźwiących znano od stuleci, ale nikt nie był w stanie zdefiniować, w jaki sposób one tak naprawdę działają. Podczas gdy wiktoriańscy lekarze i naukowcy wiedzieli o wpływie amoniaku na układ oddechowy, wiele osób nadal wierzyło, że silny zapach soli pomaga w zachęcaniu wędrującej macicy do powrotu na swoje miejsce, powołując się na teorie Hipokratesa na temat kobiecej histerii. Grek uważał, że wskutek braku aktywności seksualnej kobieca macica wysusza się i przemieszcza w górę "w poszukiwaniu wilgoci", uciskając serce, płuca i przeponę.

#10.


8 sierpnia 1894 roku John i William Kelloggowie byli zajęci przygotowywaniem muesli dla pacjentów sanatorium Battle Creek, gdzie starszy z braci (John) był kierownikiem. Gdy tylko ugotowali sporą partię pszenicy, wezwano ich do zajęcia się innymi pilnymi sprawami. Gdy wrócili do przygotowania posiłku, okazało się, że pszenica już zwietrzała. Trudno, żadne jedzenie nie mogło się zmarnować, więc bracia nie zważając na stan pszenicy postanowili dalej ją przetwarzać. Pszenica rozpadła się na płatki, co było dość zaskakujące, ale upiekli je i podali pacjentom sanatorium. Nowe płatki szybko odniosły sukces, do tego stopnia, że pacjenci kupowali je nawet w sanatorium, aby przywieźć z powrotem do domu!
Ten nieoczekiwany zwrot wydarzeń skłonił braci do masowej produkcji płatków. Aby jeszcze bardziej zwiększyć popularność produktu, William zaproponował dodanie cukru do smaku. Wtedy właśnie zaczęła się wielka rodzinna waśń u Kelloggów...
Sanatorium Battle Creek było wówczas własnością Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, którego gorliwym wyznawcą był doktor John Kellogg. Szczególnie skupiał się on na poglądach Kościoła na temat diety i zdrowia, które obejmowały promowanie abstynencji seksualnej. Ale co to ma wspólnego ze zbożami? Cóż, celem Johna było podawanie potraw tak mdłych i "bezpłciowych", jak to tylko możliwe, aby służyły jako anty-afrodyzjaki i zniechęcały do jakiejkolwiek aktywności seksualnej, a w szczególności masturbacji, którą uważał za śmiertelny grzech. Kiedyś powiedział nawet, że „ani zaraza, ani wojna, ani ospa, ani inne podobne choroby nie przyniosły skutków tak katastrofalnych dla ludzkości, jak zgubny nawyk onanizmu”. Tak więc, jak zapewne sobie dobrze wyobrażacie, John nie mógł pogodzić się z decyzją brata i rodzina postanowiła się rozstać.
To wydarzenie zapoczątkowało batalię prawną, która zakończyła się założeniem przez Willa własnej firmy, którą znamy dzisiaj jako Kellogg's.

W poprzednim odcinku

6

Oglądany: 50491x | Komentarzy: 30 | Okejek: 212 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.05

13.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało