Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zrozumieć filozofa, czyli tęgie łby nieco przystępniej: Wolter

13 176  
35   17  
Jest problem z Wolterem*. Tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego niemal wszyscy o nim słyszeli. Niby był filozofem, ale nie do końca. Historykiem? Raczej średnim. Popularnym i świetnym pisarzem? W swoim czasie tak, ale czy historia nie zapomniała o jego dziełach literackich? Może sztuki teatralne pisał udanie? Lepiej przemilczeć tę kwestię. Czy był osobowością? O, tak! I to jeszcze jaką!


Życie Woltera było tak pełne przygód i ciekawych wydarzeń, że moglibyśmy nimi obdarzyć cały naród białoruski, a jeszcze zostałoby coś dla kilku Łotyszy... Dziś moglibyśmy określić go mianem influencera filozoficzno-politycznego. Posiadał bardzo zręczne pióro, dzięki któremu z łatwością przekazywał to, co chciał przekazać, niemal wwiercając się do umysłów nie tylko ludzi z wyższych sfer, ale także, a może przede wszystkim, do ludu. Jednak umiejętność ta była równocześnie jego przekleństwem, bowiem to, co proste, zazwyczaj traci z czasem powab.

Tak właśnie jest z jego twórczością - stała się zbyt toporna, momentami wręcz prostacka, przez co zdecydowana większość jego dzieł „została w przeszłości”. Choć należy uczciwie przyznać, że swoją robotę te pisma zrobiły i to trzeba im oddać, pomimo że nie przetrwały próby czasu.

W naszych czasach Wolter znany jest głównie z pojedynczych cytatów, zatem świetnie odnalazłby się na szablonowym memie, np. tym z Paulo Coelho, z tą różnicą, że znane cytaty Francuza są nieco bardziej łebskie. A dlaczego zajmujemy się nim, jeśli jest taki „nieświeży i przeszły”? Bo jakże on oddziaływał na swoją epokę! Jakież zasługi posiada za rozpowszechnianie filozofii! OK, w bardzo populistycznej wersji, ale jednak! No i to poruszenie i uświadamianie mas, które skutkowało rewolucją francuską (oczywiście nie on jeden przyczynił się do buntu, ale miał kolosalne znaczenie).

Ale dajmy spokój już temu zaznajamianiu się z Wolterem jako postacią historyczną, dajmy mu się wypowiedzieć, bo jeszcze się obrazi i pójdzie hen w zasmogowany Londyn, pozostawiając mnie z niczym [Wolter faktycznie był bardzo kłótliwym człowiekiem - przyp. aut.]. Może nic odkrywczego nam nie powie, wszak własnego systemu filozoficznego nie miał, posługiwał się dość eklektycznymi poglądami, które często i ochoczo poddawał zmianom, ale taką niespokojną i niezdecydowaną duszą już ten Francuz był…

Obaj niespiesznym krokiem oddalamy się od tłumu i gwaru, chcąc swobodnie porozmawiać. Gdy tylko rzeczywistość wokół nas stała się względnie spokojna, odezwałem się:

Ja: Nie spodziewałem się spotkać pana akurat w Londynie… - chciałem jeszcze coś dodać, ale nerwowy tik na twarzy mojego rozmówcy uświadomił mnie, że lepiej zamilknąć.

Wolter: Wie pan… - zagaił wreszcie, po dłuższej chwili niezręcznej ciszy - ... Francuzi to głupcy i zacofańcy. Obcując z nimi, można jedynie duchowo sczeznąć, bo wszelkie nowości są przez nich piętnowane i wyśmiewane. A tfu! [Tak naprawdę Wolter musiał opuścić Francję, bo inaczej musiałby spędzić kilka ładnych miesięcy w Bastylii, czyli więzieniu. Już raz przesiedział tam 11 miesięcy ⟨za dwa utwory/pamflety, choć tylko jeden z nich był jego autorstwa⟩, za drugim razem tylko miesiąc, właśnie dzięki przyrzeczeniu o czasowej emigracji ⟨pisząc zwięźle: za kłótnię z pewnym wysoko urodzonym jegomościem⟩ - przyp. aut.]

J:
A Anglicy jacy są? Bardziej otwarci? - próbowałem odejść od niewygodnego tematu.

W: Angole to w ogóle inni ludzie: praktyczni. I jacy oświeceni! [Wolter faktycznie był zauroczony Anglikami i ich empiryzmem oraz rozwiniętym przyrodoznawstwem; precyzując: Lockiem, a jeszcze bardziej Newtonem - przyp. aut.]

J: Sam miałem styczność z pewnym zacnym dżentelmenem, więc muszę przyznać panu rację. A co pan sądzi o tych kwakrach, których widzieliśmy przed chwilą, wierzy pan w ich objawienie? [Aluzja stanie się jaśniejsza po przeczytaniu poprzedniego artykułu - przyp. aut.]

W: Banialuki. Objawienie czy wiara w autorytet jakiejś wspólnoty religijnej to droga donikąd; posługując się takim środkiem lokomocji zwłaszcza prawdę omija się szerokim łukiem. To rozum jest miarą prawdy!

J: Skąd w takim razie ten rozum zdobył tyle mocy, jeśli nie przez objawienie?

W: Rozum został uformowany na drodze doświadczenia, to jasne; bez doświadczenia nie ma rozumu. Dlatego każdy z nas ma rozum, bo żyjąc, ma się różne doświadczenia, to się tłumaczy samo przez się. Gdyby rozum był dany przez objawienie, to niektórzy tego rozumu byliby pozbawieni, co jest nonsensem, bo widzimy, że każdy rozum posiada.

J: Tak, jednak co człowiek, to inny rodzaj rozwoju rozumu, u niektórych występuje nawet pewnego rodzaju stagnacja… - zauważyłem skwapliwie.

W: Rozum jest u wszystkich taki sam, równocześnie zdolny jest on do niebywałego rozwoju, a nawet jest stworzony do tego ciągłego rozszerzania, choć oczywiście nie wszyscy pracują nad jego rozbudową, co martwi. Jednak zawsze znajdą się wybitne jednostki, które krok po kroku będą pchać rozum ku postępowi, który to jest nieograniczony i nie do zahamowania.

J: Jeżeli tak wielka jest siła rozumu, czy używając go, da się przezwyciężyć zło? Wszak wiara w Boga daje nadzieję ku temu… - wytoczyłem jedno z najcięższych dział.

W: Dajmy spokój nadprzyrodzonym fantazmatom. [Wbrew pozorom Wolter nie był ateistą, lecz deistą, zresztą tak jak Locke i wielu innych wolnomyślicieli empirycznych - przyp. aut.]** Zgodzę się, iż są one wygodne, ale jeśli chcemy rozmawiać poważnie, to lepiej nie oddalajmy się od rozumu - popatrzył na mnie z wyrzutem. - Zło jest i nie da się temu zaprzeczyć, ani całkowicie wyplenić. Naszym celem może być jedynie naprawa zła panoszącego się po tym świecie oraz ulga w cierpieniu.

J: No ale jak?! Jak żyć?

W: Należy wieść takie życie, by umierając, uważało się je za słuszne i godne. Należy czynić innym tak, jak chcielibyśmy czynić sobie samemu. Powiedziałem już, że zła, cierpienia także, nie pozbędziemy się zupełnie, ale zmniejszyć ich występowanie już tak. Cierpienie należy zmniejszać, współdziałając ze sprawiedliwością. [M.in. takie myśli silnie oddziałały na lud, który żył w wiecznej niesprawiedliwości i cierpieniu, ciemiężony przez szlachtę i kler - przyp. aut.]

J: Mnie uczono, że w tym życiu można, a nawet należy znosić pokornie cierpienie, bo po śmierci zostanie nam to wynagrodzone. Ostatni zostaną pierwszymi i…

W: Co za bezczelny cham! [Wolter miał faktycznie porywczy charakter i rzadko gryzł się w język, przez to miał wielu wrogów - przyp. aut.] Po raz kolejny tłumaczę jak dziecku: religijne doktryny to bajki dla niewolników! Świat jest taki, jaki jest! Nie ma tego i tamtego świata, jest tylko ten, na który pan patrzy. Nie ma duszy i ciała, jest tylko ciało, a w nim rozum! Nie ma nadprzyrodzonych sił i przyrodzonych! Są tylko przyrodzone, czyli naturalne! Ludzie, obudźcie się! - Wrzeszczał jak opętany, przez co zrobiło mi się głupio i odechciało rozmawiać, lecz on nie przestawał i dalejże krzyczeń na mnie i do wszystkich wkoło: - Zamiast żyć życiem jakie macie, to zajmujecie się fikcjami! Weźcie te swoje istnienie za fraki, potrząśnijcie nim i żyjcie!...

W tym momencie przyspieszyłem kroku, by jak najszybciej oddalić się od Francuza, lecz ten nie ustępował i ruszył za mną, wrzeszcząc te swoje komunały:

W: ...By rozwijać rozum! By powstrzymywać cierpienie i zło!...

Wykorzystałem swój młody wiek i już za chwilę zgubiłem go za winklem, ale jego głos było słychać jeszcze dosyć wyraźnie:

W: ...By stała się powszechna sprawiedliwość!...


Nieco uspokojony, choć nadal szukając dogodnej drogi ucieczki, napotkałem w jednej z bram @joemamut***, który chyba spostrzegł, że potrzebuję schronienia, bo po krótkiej wymianie spojrzeń podniósł dłoń i wskazał na nieodległy kościół. Ruszyłem żwawym krokiem ku świątyni, a wchodząc już na teren ją okalający, zauważyłem okrąglutkiego kleryka, którego w mig rozpoznałem. Był to George Berkeley...



*Wolter (Voltaire), właśc. François-Marie Arouet (1694-1778) - francuski pisarz, filozof i historyk. Człowiek ambitny i niespokojny, żądny poklasku i poszanowania. Charakter tak rozedrgany i kłótliwy, że ilość jego awantur bliska jest ilości jego zmian w poglądach filozoficznych. Zna go prawie każdy, choć tak naprawdę nie wiadomo za co konkretnie.

**Jego wypowiedzi o Bogu:
1. Nie mogę pojąć, by ten zegar (świat) mógł istnieć, a nie było zegarmistrza (Boga).
2. Gdyby Boga nie było, należałoby Go wymyślić.
3. Pierwszym prorokiem był pierwszy nikczemnik, który spotkał grupę frajerów.


***George Berkeley pojawia się na specjalne życzenie @joemamut, więc oczywiste jest, że i on sam musiał się tu zjawić, bowiem w pierwotnym założeniu Irlandczyka miało w ogóle tutaj nie być, ale dlaczego, opowiem w następnym artykule. Gdybyście chcieli także podrzucić jakiegoś filozofa, to śmiało. Oczywiście wiadomo, że szybkość pojawienia się danego myśliciela zależy od czasów, w jakich żył oraz od biegu podróży głównego bohatera, podszywającego się pod moje „Ja”. ;)

Źródła:


  1. Listy i powiastki filozoficzne - Wolter, Wyd. Altaya i De Agostini.
  2. Historia filozofii, Tom II - Władysław Tatarkiewicz, Wyd. PWN.

PS Co do dzieł Woltera: są one proste, przystępne i czyta się łatwo i dosyć przyjemnie. Choć większość powiastek pozbawiona jest „wielkości”. Wyjątkiem jest może Kandyd, czyli optymizm, który daje radę.

W poprzednim odcinku: Locke

17

Oglądany: 13176x | Komentarzy: 17 | Okejek: 35 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

11.05

10.05

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało