Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

10 najmocniejszych slasherów

36 780  
77   22  
Slasher to najpopularniejszy podgatunek horroru. Nic więc dziwnego, że pośród setek szrotów znalazło się wiele perełek. Wszyscy znamy klasyki jak „Halloween”, „Piątek, trzynastego”, czy „Scream”, więc w tym zestawieniu wybrałem filmy mniej znane czy mniej oczywiste. Oto najlepsze slashery (z tych mniej znanych).

#10. Laid to Rest



Młoda dziewczyna budzi się w zakładzie pogrzebowym wewnątrz trumny. Nie pamięta kim jest ani jak się tam znalazła. Zaczyna ją ścigać morderca w metalowej masce. Dziewczyna poznaje się z przypadkowym kulawym mężczyzną i miejscowym informatykiem. Razem będą musieli stawić czoła chromowej czaszce.

„Laid to Rest” to niezależny slasher z 2009 roku. To typowe kino tego gatunku bez silenia się na coś oryginalnego. Główny bad guy w chromowej masce (i z kamerą na ramieniu, niczym Predator z działkiem laserowym) wygląda złowieszczo i tajemniczo.
Może i zachowanie bohaterów, którzy proszą się o kosę na każdym kroku jest nieco denerwujące, ale rekompensuje to spora dawka soczystego, dobrze wykonanego gore (w końcu killer niejeden raz robi użytek ze swego wielkiego, ząbkowanego noża).

Druga część jest bezpośrednią kontynuacją i również jest warta obejrzenia.

#9. The Burning



Grupa dzieciaków na letnim obozie przypadkowo doprowadza do wypadku, w którym bardzo poparzony zostaje dozorca Cropsy. Po 5 latach Cropsy wraca do obozu wyposażony w wielgachny sekator, by szukać zemsty na młodocianej gawiedzi.

„The Burning” to obozowy slasher na najwyższym poziomie. Nie ma tu co prawda nic innowacyjnego dla gatunku, tylko powielane klisze, ale są to klisze zrealizowane w sposób wzorowy. Morderca zaczyna działać dopiero w drugiej połowie filmu, ale dzięki temu mamy czas poznać bohaterów i pooglądać typowe obozowe życie: konflikty między pensjonariuszami, buzujące hormony, letnie romanse… które zostają brutalnie ukrócone przez ostrza sekatora.

Jucha leje się gęsto i w drugiej połowie filmu często. Za efekty specjalne odpowiedzialny był sam Tom Savini, którego prace mogliście podziwiać w dziesiątkach horrorów, m.in. w „Piątek, trzynastego”, czy „Maniacu”, więc nie ma lipy.

Muzyka wpada w ucho, aktorstwo daje radę, a reżyseria sprawnie to wszystko łączy.
Polecam wszelkim fanom slasherów z lat 80.

#8. Pieces



W kampusie uniwersyteckim zamaskowany osobnik wyrzyna studentów przy pomocy piły mechanicznej i kolekcjonuje odcięte części ciała. Prowadzone jest w tej sprawie śledztwo policyjne.

Fabuła prosta jak konstrukcja cepa, co nie przeszkadza w niezłej zabawie. Jeśli chcecie zobaczyć prawdziwą wyrzynkę piłą łańcuchową, to olejcie Teksańską Masakrę i od razu chwytajcie za Pieces. Dekapitacje, odcinanie kończyn, przecinanie na pół, a wszystko to w wiadrach posoki.

Masa debilnych wręcz i niepotrzebnych scen sprawia, że „Szczątki” nadają się idealnie pod wieczór z dobrym towarzystwem (niech wspomnę tylko o scenie z nauczycielem-karateką, która nic nie wnosi do fabuły, a została dołączona do fabuły tylko dlatego, że reżyser notorycznie kręcił klony filmów z Bruce'em Lee w Rzymie).

Opus magnum to scena, w której dziewczyna ucieka przed mordercą z piłą mechaniczną, przy windzie widzi podejrzanego typa ubranego w czarny płaszcz, czarny kapelusz i chowającego za plecami piłę mechaniczną, a mimo to nie kojarzy faktu, iż może to być morderca.
Dla takich scen poprzetykanych pierwszoligową wyrzynką warto go obejrzeć!

#7. Terrifier



Dwie dziewczyny wracają w noc Halloween przez miasto. W pewnym momencie dostrzegają w zaułku dziwnego mężczyznę przebranego za klauna, który zaczyna podążać ich tropem. Okazuje się, że mężczyzna ma mordercze zamiary, a zbrodni dokonuje przy całym arsenale śmiercionośnych narzędzi.

„Terrifier” to niskobudżetowy B-klasowy slasher, który co prawda fabułę ma szczątkową, bo oto morderca przebrany za klauna bez żadnego powodu morduje przypadkowe osoby, ale ma dwie duże zalety, które czynią go smakowitym kąskiem dla każdego fana B-klasowych wyrzynek.

Pierwsza to sama postać klauna, który jest dość przerażający. Jego kostium, makijaż i powierzchownie spokojne zachowanie, które miejscami zmienia się w dziką chęć brutalnych mordów, jeży włos na głowie.
Drugi plus to znakomite, realistyczne i pomysłowe sceny gore. Od obcinania palców, przez skórowanie, po znany ze średniowiecza sposób egzekucji polegający na podwieszeniu delikwenta do góry nogami, a następnie przepiłowywaniu go od krocza w dół.

Prosty, dobry slasher dla fanów krwawej sieki.

#6. My Bloody Valentine



Wśród górniczej społeczności krąży opowieść o mordercy z kilofem w ręku, zabijającym ludzi w dniu świętego Walentego za krzywdy, których niegdyś doznał. A walentynki tuż-tuż.

“My Bloody Valentine” to kultowy slasher z początku lat 80. Mamy tu bardzo fajnego killera w czarnym stroju i masce przeciwgazowej, kroczącego z kilofem (ale zabijającego na różne sposoby, tak że będzie różnorodnie). Mamy duszną, hermetyczną atmosferę górniczego miasteczka i jego małej społeczności, żwawe tempo ze sporą ilością zabójstw równomiernie porozkładanych w czasie trwania no i wreszcie - w wersji uncut wydanej dopiero w 2009 roku - dobre, krwawe (jednak nie przesadzone) sceny morderstw.

Realizacyjnie stoi na dobrym poziomie, a postacie nie są papierowym mięsem armatnim znanym z wielu ówczesnych slasherów. Idealny na walentynki.

#5. Hatchet



Grupa turystów wybiera się na bagna Luizjany, aby nocą zwiedzać mokradła z pokładu łodzi. Miejscowa legenda głosi, że tragicznie zmarły zdeformowany mieszkaniec bagien Victor Crowley powraca z zaświatów, by szukać zemsty. Wkrótce bohaterowie będą musieli stawić czoła Victorowi i jego wielkiemu toporowi.

„Hatchet” to hołd dla slasherów z lat 80. Mamy w nim wszystkie klisze, jakie zawierały najlepsze slashery, jak odosobnione miejsce akcji (tutaj: ponure bagna Nowego Orleanu skryte w gęstwinie i okryte całunem mgły), typowe archetypy postaci, charakterystycznego zabójcę, który wszedł na stałe do panteonu ikon horroru, a w końcu masę świetnych scen gore zrealizowanych na najwyższym poziomie.

Ilość prutych flaków i wylanych wiader juchy przyprawia o zawrót głowy, ale wszystko to jest podane w lekkim, nieco campowym sosie. Dodajmy, że wystąpili tu Robert Englund, Kane Hodden i Tony Todd i mamy przepis na slasher idealny.

Nieźle wypadają również jego dwa kolejne sequele, które są zrealizowane na tym samym poziomie. Trzymać się z daleka natomiast zalecam od części czwartej.

#4. Don’t Go in the Woods



Grupa turystów spaceruje się po zalesionych wzgórzach stanu Utah. Sielanka zamienia się w piekło, gdy wielki włochaty mieszkaniec gór zbiera krwawe żniwo wśród urlopowiczów.
„Don’t go in the Woods” to tani, obskurny slasher, w którym scenariusza za bardzo nie ma, a warstwie realizacyjnej można wiele zarzucić - jak całkowicie amatorskie aktorstwo czy słabo słyszalne dialogi.

Gdy jednak wybaczymy mu te niedociągnięcia, może dać sporo frajdy. Zacznijmy od tego, że film jest dość krwawy. Jucha leje się często, bodycount jest duży i trup pada dosłownie co 5 minut, przez co nie ma czasu na nudę. W dodatku mordy są zróżnicowane, mamy i odcinane kończyny, i twarz wpadającą w sidła, i szlachtowanie przy pomocy dzidy, a wszystko to przy rozlewaniu wiader czerwonej farby.

Kolejny atut to killer, którym jest leśny dziad – potężny dzikus ubrany w futra, dzierżący swoją wielką włochatą dzidę... Serio, ma taki kij z ostrzem pokryty futrem. Tylko wciąż się zastanawiam, czemu on nosi koraliki na twarzy...

Film raczej dla koneserów obskury, ale to jedna z najlepszych produkcji, jeśli chodzi o niskobudżetowe slashery.

#3. Slaughter High



Grupa licealistów prześladuje swojego nerdowskiego kolegę Marty’ego. Poprzez nieudany żart ten zostaje ciężko poparzony i opuszcza szkołę. Wiele lat później paczka dawnych przyjaciół zostaje zaproszona na spotkanie klasowe w opuszczonym budynku szkoły. Marty planuje krwawą zemstę.

„Slaughter High” to bardzo niedoceniony slasher z 1985 roku. Przede wszystkim cechuje się dość mrocznym klimatem, który buduje posępna muzyka oraz miejsce osadzenia akcji, jakim jest budynek opuszczonej szkoły pełen mrocznych korytarzy i sprzętu pozostawionego na pastwę czasu.

Robotę robi też wygląd antagonisty, który na twarz założył dość upiorną maskę błazna. Wybornie wypadają także sceny morderstw, które są również zróżnicowane. Jednemu z bohaterów flaki wyjdą na wierzch, inny zostanie spalony za pomocą prądu, a kolejny będzie miał bliskie spotkanie z kosiarką.

„Slaughter High” to mroczny, nieźle nakręcony film, który pokazuje, że spotkania klasowe mogą być niezbyt przyjemne, jeśli w szkole byliśmy dupkiem dla lokalnego dziwaka.

#2. Sleepaway Camp



Nastoletnia Angela po stracie brata w wypadku przyjeżdża na letni obóz nad jeziorem. Dziewczynka jest cicha i zamknięta w sobie. Część pensjonariuszy i przebywających tam dzieci prześladuje dziewczynkę. Wszyscy oni wkrótce giną w tajemniczych okolicznościach.

Fabuła prezentuje typowe życie na letnim obozie, gdzie grasuje morderca wyrzynający ludzi, którzy nie są zbyt mili dla młodej Angeli. To, co go wyróżnia, to zabijanie przy pomocy narzędzi, które można znaleźć w kurorcie, jak gar gotującej się wody czy ul pełen wściekłych pszczół. Ciekawie również wypada fakt, że do samego końca tożsamość mordercy nie jest znana.

Największą zaletą filmu jest jednak mroczne, całkowicie porąbane zakończenie, które stało się już ikoną kina grozy. Koniecznie zobaczcie.

#1. Blood Rage



Młodociany Todd zostaje zamknięty w zakładzie dla obłąkanych po tym, gdy zamordował z zimną krwią faceta w kinie samochodowym. Jego brat bliźniak Terry wiedzie spokojne i wygodne życie, mieszkając z matką, obracając dziewczynę i bawiąc się z kolegami. Po 10 latach Todd ucieka i wraca do rodzinnego domu, gdzie dochodzi do regularnej masakry.

Blood Rage” to wyborny slasher, gdzie trup ściele się wyjątkowo gęsto. Zabójca nie ma zamaskowanej twarzy, a blond czuprynę, ale zarzyna swe ofiary z zimną krwią, niczym kolejne wcielenie Jasona. W ruch idzie zarówno siekiera, maczeta jak i widelec do grilla. Mamy tu mnóstwo kozackich scen gore, jak obcinanie głowy, przepoławianie, pozbawianie członków i szlachtowanie maczetą. Wszystkiemu przygrywa wpadająca w ucho synthpopowa muzyka, aktorstwo jest niezłe, a finał satysfakcjonujący.

Może i wymuskany blondas nie jest zbyt straszny, ale jego psycholski uśmiech przyprawia o ciarki. Polecam.

Zestawienie to obejrzycie też na YouTube na kanale o horrorach horrorshowPL:


Zobacz też: 14 najlepszych horrorów 2020 roku

27

Oglądany: 36780x | Komentarzy: 22 | Okejek: 77 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało