Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Bardzo roztrzepana dziewczyna, niezbyt udana randka i inne anonimowe opowieści

58 960  
294   37  
Dziś przeczytacie m.in. dziecięce wspomnienie o ciężarze odpowiedzialności, będzie też o bardzo roztrzepanej dziewczynie, bracie-śmieszku i niezbyt udanej randce.


#1.

Mając jakieś 5 lat, byłam z rodzicami na festynie w naszej miejscowości. Odbywała się tam konkurencja 3 drużyn: czerwonej, zielonej i niebieskiej. Zawodnicy biegali, coś przenosili na czas, była konkurencja ze skakanką. Mimo że stałam z rodzicami z przodu widowni, nie skupiłam się na tym, co się działo na boisku. Skupiłam się natomiast na ślicznej cekinowej torebce, mieniącej się wszystkimi kolorami tęczy, należącej do pani, która stała obok.
Nagle podszedł do mnie pan wodzirej całej imprezy, przyłożył mi mikrofon do ust i zapytał "Jak masz na imię, dziewczynko?". Odpowiedziałam, że Ania. "Aniu, masz decydujący głos, powiedz, która drużyna wygrała?" Ja zmieszana, zawstydzona, przestraszona, bo przecież nie przyglądałam się szczególnie poczynaniom drużyn, ale powiedziałam "Niebiescy" (tylko dlatego, że lubiłam kolor niebieski).

Niebiescy oczywiście okrzyki radości. Spora część widowni niby klaskała, ale słyszałam pojedyncze głosy "Cooo? Byli najgorsi!", "Ślepa ta gówniara?", "Powinni wygrać czerwoni", kilka osób gwizdało, ale wodzirej imprezy jak to wodzirej "Super, bawimy się, brawo dla zwycięzców, gratulacje"...

I na tym mogłoby się to zakończyć, gdyby nie fakt, że czułam się z tym wszystkim bardzo źle.
Resztę czasu na festynie byłam przybita, miałam poczucie, że może wyrządziłam krzywdę innym uczestnikom, może będą mieć do mnie pretensje oni i inni ludzie z widowni. Bałam się nawet patrzeć na tych ludzi. Marudziłam rodzicom, żeby wracać już do domu, ale oni chcieli jeszcze zostać.
Kulminacją był moment, gdy do taty podszedł pan z zielonej drużyny. W myślach widziałam jak wyrzuca mi niesprawiedliwy werdykt, już prawie się rozpłakałam, ale okazał się on być kolegą taty z pracy, więc chwilę pogadali i poszedł sobie jak gdyby nic.

Dziś nawet się z tego śmieję, bo wiem, że której z drużyn bym nie wybrała, zawsze pojawiłyby się w tłumie głosy niezadowolonych, ale wtedy dla mnie była to bardzo trudna sytuacja bo (w moim poczuciu) miałam decydować o czyimś życiu i śmierci, niosłam ciężar strachu, niepewność, czy to była dobra decyzja, czy nikt mnie teraz nie zlinczuje, czy nikt publicznie nie powie "to przez ciebie przegraliśmy". Ech... co te dzieci mają w głowach ;)

#2.

Moja dziewczyna bywa strasznie roztrzepana, ale dziś to już przegięła. Zadzwoniła do mnie z płaczem, że złamała kluczyk w zamku swojego samochodu i że spóźni się na obiad do mamy. Wybiegłem więc przed dom, aby ratować sytuację. Okazało się, że usiłowała otworzyć drzwi w aucie sąsiada z klatki obok...

Gdyby pojazdy były identyczne, to może i potrafiłbym to zrozumieć, ale jedyną wspólną cechą pomiędzy oboma samochodami jest ich kolor. Cała reszta – od marki, rozmiarów, przez wygląd karoserii jest zupełnie inna! No i teraz pojechała do mamy Uberem, a ja siedzę ze złamanym kluczem i zastanawiam się, jak to wszystko wytłumaczę sąsiadowi.

#3.

Mój brat pracuje w zakładzie pogrzebowym. A konkretniej - jest kierowcą karawanu.

Jako że często przejeżdża obok mojej uczelni, to czasem podrzuca mnie do domu. Oczywiście prywatnym samochodem i bez "pogrzebowego" mundurka.

Pewnego dnia zadzwonił i zapytał, o której kończę, bo niedługo kończy pracę, to może mnie wziąć do domu. Jako że miałam już ostatnie zajęcia, to się zgodziłam. Myślałam, że przyjedzie jak zwykle swoim samochodem i ubrany w normalne ciuchy. Nie doceniłam brata-śmieszka.

Wyobraźcie sobie miny ludzi, kiedy pod uczelnię podjeżdża karawan, wysiada z niego człowiek od stóp do głów ubrany na czarno i z grobową miną oznajmia: "Marta, na ciebie już czas...".

#4.

Od dwóch lat spotykałam się z pewnym facetem. Obydwoje pracowaliśmy na różne zmiany, więc nie mieliśmy bardzo dużo czasu dla siebie. Mimo to staraliśmy się spędzać ze sobą czas, a on często odwiedzał mnie w moim mieszkaniu, bo sam mieszkał pod miastem i był problem z dojazdem. Były rodzinne spotkania, wspólne wycieczki, pikniki, weekendowe wyjazdy. Wszystko układało się wspaniale i byłam naprawdę szczęśliwa.
Snuliśmy wspólne plany na przyszłość, mówiliśmy o domu i dzieciach.
Myślałam się, że trafiłam na tego jedynego. Ale tego, że trzy tygodnie po tym, jak zdecydowaliśmy starać się o dziecko on oświadczy się innej lasce, to się zupełnie nie spodziewałam.

Czuję się jak idiotka, wykorzystywana i oszukiwana przez tyle czasu, okłamywana prosto w twarz. Koleżanki i rodzina pytają o niego, a ja wstydzę się wyznać im prawdę, że byłam tylko jego zabawką, odskocznią od jego prawdziwego życia.
Dobrze przynajmniej, że nie zdążyłam zajść w ciążę.

#5.

Historia o tym, jak wiele zwierzęta potrafią wnieść w nasze życie.

Lipiec 2015, godzina może z trzecia, wracam ze sklepu nocnego z sokiem, spoglądając w okna w moim bloku, świeciło się tylko u mnie, najwyraźniej tylko ja intensywnie chodzę spać o 6.

Jestem w posiadaniu nielubianych przez wielu szczurów domowych. Konkretnie mam ich 10. W lato zazwyczaj ich klatka na noc stoi w kuchni, gdyż przy zamkniętym oknie jest to najzimniejsze pomieszczenie w mieszkaniu, a zwierzęta te pomimo wysokiej temperatury otoczenia lubią spać na sobie, wszystkie razem.

Wróciłam do domu, weszłam do kuchni i odruchowo poszłam do szczurków się z nimi przywitać, cholernie się przeraziłam, kiedy cała dziesiątka bezskutecznie usiłowała wydostać się z klatki, siedziały na dole w kuwecie i patrzyły na mnie przerażonymi wielkimi oczami, otworzyłam klatkę i całe stado natychmiast uciekło, gęsiego, do przeciwnego pomieszczenia w domu, najdalej kuchni, do mojego łóżka.
Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że coś jest nie tak, skoro one to czują, a ja nie - oświeciło mnie, czyżby to gaz? Zadzwoniłam na pogotowie gazowe opisując sytuację, z początku mnie wyśmiali, ale po chwili jednak przełączyli na straż pożarną. Wysłali dwie jednostki.

Okazało się, że sąsiadowi z piętra wyżej ulatniał się tlenek węgla. Ewakuowano całą klatkę schodową (15 rodzin). Zajęto się problemem i po trzech godzinach mogliśmy wrócić do domów.

Jak wiadomo, tlenek węgla jest bezwonny i gdybym nie zwróciła uwagi na zachowanie szczurów po powrocie do domu, być może ktoś by tego nie przeżył, być może poszłabym spać w niewiedzy i już się nie obudziła.

I niech mi jeszcze ktoś powie, że szczury są obrzydliwe i głupie... Dzięki nim nadal żyję.

#6.

Zainstaluj sobie Tindera, mówiły. Będzie fajnie, mówiły. No to zainstalowałam, aby choć trochę dowartościować się i może poznać kogoś, kto sprawi, że przestanę myśleć o sobie jako o wyjątkowo szpetnym „pasztecie”.
Umówiłam się na randkę z jednym facetem. Czekałam na niego w pubie. Przyszedł, spojrzał na mnie od góry do dołu, przywitał się i powiedział, że leci po piwo i że zaraz wróci. Nie wrócił.

#7.

Historia sprzed dwudziestu paru lat.
Ja młoda (piękna), w ciąży. To był chłodny, wiosenny dzień. Ostro pokłóciłam się z mężem. Wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Szłam przed siebie wkurzona na maksa. W miejsce, gdzie zawsze siedzieliśmy z lubym - na plac zabaw. Huśtawki zawsze mnie relaksowały.
Plac był pusty. Zajęłam miejsce na huśtawce i kołysałam się lekko. W pewnej chwili na plac przyszedł tata z dzieckiem. Chłopiec miał może... 2 latka. Młody popatrzył na mnie i krzycząc "mama" ruszył w moją stronę. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy ojca, który ze smutnymi oczami mówi "malutki, to nie mama".

Ów pan zagadał do mnie później. Spytał co robię tam sama i pokazując na ciążowy brzuch zażartował, że to chyba jeszcze nie pora na plac zabaw. Od słowa do słowa zaczęliśmy się otwierać. Opowiedział mi, że mama chłopca niedawno zmarła w wypadku, a do niego nadal to nie dotarło. Powiedział, żebym nie gniewała się na męża, bo nikt nie jest idealny, a łatwo można wszystko stracić. Wyznał, że jestem bardzo podobna do mamy chłopca.
Łzy stanęły mi w oczach. Powiedziałam chłopcu, że co prawda nie jestem jego mamą, ale mogę zostać jego przyjaciółką. Zaraz po tym znalazł mnie mój mąż i powiedział tylko "próbowałem za tobą nie iść, ale nie potrafię". Pożegnałam się z mężczyzną i w drodze do domu wytłumaczyłam wszystko ukochanemu. Po urodzeniu córeczki często spotykaliśmy się na placu zabaw i w parku.

W tę sobotę spotkaliśmy się znowu wszyscy razem. Nie jestem już przyjaciółką chłopca. Jestem jego teściową. Chcąc nie chcąc, los doprowadził do tego, że mówi do mnie "mamo".
No i fajnie :)

W poprzednim odcinku m.in. wspaniały tata oraz baba za kierownicą

8

Oglądany: 58960x | Komentarzy: 37 | Okejek: 294 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało