Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

"E.T." - gra, która zniszczyła Atari!

24 988  
133   45  
Jeśli masz to zrobić źle, to najlepiej w ogóle tego nie rób! - to naczelna zasada, którą w idealnym świecie kierować się powinien każdy. Niestety, życie tak proste nie jest. Czasem trzeba zakasać rękawy i stworzyć „na szybko” lipną prowizorkę, tylko po to, aby wywiązać się z za późno podpisanej umowy. Prawie 40 lat temu, w epoce, kiedy gry video dopiero raczkowały, Atari „popełniło” największą wtopę w historii cyfrowej rozrywki. Afera związana z tym produktem do dziś odbija się echem przy każdej okazji, gdy porusza się temat fatalnych programów komputerowych.
Był rok 1981, kiedy liczący sobie 24 lata utalentowany programista, Howard Scott Warshaw, nie spełniwszy się zawodowo w firmie Hewlett-Packard, przyjął bardzo kuszącą propozycję pracy w Atari – ówczesnym gigancie branży informatycznej. Dowodzone przez Nolana Bushnella przedsiębiorstwo cztery lata wcześniej wydało na świat prawdziwie rewolucyjne cudo. Była to konsola Atari 2600 – jedno z pierwszych tego typu urządzeń, które obsługiwało programy zapisane na przenośnych modułach zwanych kartridżami.
Warshaw miał być odpowiedzialny za tworzenie gier w czasach, kiedy szczytem graficznego luksusu był produkcje w stylu „Pac Mana”. Młody programista szybko stał się żywą legendą dzięki swojemu pierwszemu dziełu.


Wydany w 1982 roku kartridż z „Yars’ Revenge” oferował graczom coś, z czym posiadacze Atari 2600 jeszcze nie mieli do czynienia. Rzadko bowiem człowiek ma okazję wcielić się w rolę latającego owada walczącego z laserowym działem! Produkcja ta z miejsca stała się wielkim hitem, a przed młodym informatykiem pojawiło się kolejne zadanie. Oto bowiem Atari uzyskało prawa do stworzenia gry opartej na wielkim kinowym przeboju. Mowa o „Poszukiwaczach zaginionej Arki”. Warshaw miał zostać pierwszym w historii człowiekiem, który przeniósłby filmową historię na komputerowy ekran. Stworzenie tej pozycji zajęło Howardowi 10 miesięcy. Z gotowym produktem programista poleciał do samego Stevena Spielberga, aby pochwalić się efektem swojej pracy.
„To niesamowite! Czuję się, jakbym oglądał film!” - rzekł reżyser, patrząc na kupkę kolorowych pikseli, które migały na ekranie. Równie entuzjastycznie zareagowali miłośnicy komputerowej rozrywki – Indiana Jones podbił zarówno serca kinomanów, jak i zapalonych atarowców.


Trzeba było iść za ciosem. I to szybko. Do kin właśnie miała trafić kolejna produkcja Spielberga. Firma Warner, która w 1976 roku kupiła Atari Inc., nie bała się zaryzykować i gotowa była słono zapłacić za prawa do uczynienia filmowego kosmity bohaterem gry komputerowej. I znowu człowiekiem odpowiedzialnym za ten projekt miał zostać Warshaw. Tym jednak razem uzdolniony programista nie dostał 10 miesięcy na uporanie się z tym zadaniem. Pięć tygodni i ani dnia dłużej! – takie ultimatum usłyszał młody informatyk. Zbliżały się wakacje, a włodarze Atari pragnęli zaatakować rynek w tym właśnie okresie. Czemu Howard nie został o swoim zadaniu poinformowany wcześniej? Cóż – negocjacje pomiędzy przedstawicielami komputerowej marki a Spielbergiem ciągnęły są aż do czerwca 1982 roku i dopiero wówczas, za obłędną sumę 25 milionów dolarów, Atari dostało zielone światło na realizację tego projektu.

Warshaw, mimo bardzo krótkiego czasu, który dostał na stworzenie gry, był nad wyraz entuzjastycznie nastawiony do swojego zadania. Prawdopodobnie było to spowodowane dość „luźną” atmosferą panującą w Atari. Musicie bowiem wiedzieć, że firma ta była wówczas jednym z najszybciej rozwijających się przedsiębiorstw w USA, a ten wielki sukces odbił się nieco na pracownikach, którzy zaczęli dość przesadnie wspomagać się w swojej pracy wszelkiej maści używkami i alkoholem. Legendy mówią, że słodkim zapachem trawki można było się odurzyć przechodząc tylko koło siedziby Atari…
Warshaw miał w ciągu 36 godzin przedstawić szefostwu pierwszy szkic gry. Fabuła filmu przestała mieć dla programisty jakiekolwiek znaczenie, a zamiast niej Howard wybrał jeden fragment „E.T”, w której przyjazny kosmita konstruuje urządzenie umożliwiające mu skontaktowanie się z jego ziomkami. Washaw wymyślił więc sobie, że jego gra będzie polegała na łażeniu ufoludkiem po planszy i zbieraniu żelastwa potrzebnego do zbudowania komunikatora. Voilà!


Gotowy projekt został przez Warshawa zaniesiony na biurko Spielberga. Reżyser zapoznał się z pomysłem programisty i zapytał: „A nie mógłbyś zrobić czegoś w stylu Pac-Mana?”. Howard wierzył jednak, że jego projekt jest znacznie bardziej nowatorski niż proponowane przez Stevena „odgrzewanie kotleta” i kontynuował pracę nad swoim projektem.
Pięć tygodni później gra była gotowa. Jako że Warshaw skończył swoją pracę dosłownie w ostatnim momencie, władze Atari podjęły decyzję o pominięciu dość istotnej procedury, którą zazwyczaj trzeba było wdrożyć przed wypuszczeniem produktu na rynek. Mowa o zleceniu przetestowania programu przez niezależne osoby. Być może gdyby szefostwie firmy nie spieszyło się tak z wydaniem „E.T.”, gracze poinformowaliby ich, jak koszmarnym gównem była ta gra. Absolutnie pewni sukcesu biznesmeni przekonani byli jednak, że nawet jeśli dzieło Warshawa będzie nieco słabsze niż jego poprzednie twory, to „E.T.” i tak będzie się sprzedawał niczym cieple bułeczki. Tak przecież było z konsolową edycją „Pac Mana” – chociaż krytycy nie zostawili na tej wersji suchej nitki, to kartridże i tak rozeszły się błyskawicznie.


Gra była praktycznie niefunkcjonalna. Bohater przechodził pomiędzy planszami, co i rusz trafiając na miejsce startu, ponadto pikselowy ufok co i rusz blokował się na różnych przeszkodach, doprowadzając grających do spazmatycznej frustracji.
Początkowo „E.T.” sprzedawał się całkiem nieźle, jednak już po pierwszych dniach od premiery do siedziby Atari zaczęli przychodzić niezadowoleni gracze, aby w dosadny sposób wygarnąć Warshawowi swoje niezadowolenie związane z zakupem tak felernego programu. Chociaż do końca 1982 roku sprzedało się 2,6 miliona egzemplarzy tej gry, wkrótce ludzie zaczęli zwracać nośniki do sklepów (dość szybko oddano prawie 700 tysięcy kartridżów).



Plotka o kaszaniastym produkcie Atari rozeszła się drogą pantoflową i dzieciaki zaczęły inwestować forsę swoich rodziców w „Pitfalla” – znakomitą grę wydaną przez Activision. Atari przeliczyło się i zostało z pokaźną ilością niesprzedanych gier, a do siedziby firmy cały czas spływały kolejne kartridże odsyłane im przez niezadowolonych właścicieli sklepów z komputerami. Ówczesny dyrektor Atari Ray Kassar wspominał, że łącznie do firmowych magazynów trafiły 4 miliony kartridżów!
Ta kolosalna wtopa doprowadziła do poważnego kryzysu w Atari. Przedsiębiorstwo straciło swoją dominującą pozycję na rynku, mnóstwo pracowników zostało zwolnionych, a sytuacji wcale nie pomógł potężny krach na rynku gier. W 1983 roku szefem Atari został Jack Tramiel, a właściwie Jacek Trzmiel, łódzki Żyd, założyciel firmy Commodore, który zupełnie zreorganizował swoją nową firmę i wkrótce podbił rynek komputerem Atari ST.


Co się stało z setkami kilogramów kartridżów z feralną grą? Ano urządzono im pogrzeb. W październiku 1983 roku na wysypisko śmieci w Alamogordo (Nowy Meksyk) zaczęły przyjeżdżać ciężarówki wyładowane nośnikami zabranymi z magazynu Atari w El Paso. Cały ten szmelc został zmiażdżony kołami pojazdów i zakopany. Łącznie było to 14 wywrotek pełnych kartridżów, niesprzedanych konsol, dżojstików i innych śmieci. Przez lata sądzono, że to szalone przedsięwzięcie było jedynie miejską legendą, jednak w 2013 roku agencja Fuel Entertainment zdobyła prawo do przeszukania terenu wysypiska. Szybko okazało się, że pod ziemią znajduje się góra skarbów sprzed 30 lat. Entuzjaści wykopujący nieco utytłane kartridże z „E.T.” w symboliczny sposób rozdrapali też rany dawnych pracowników Atari, którzy – z całą pewnością – na nowo przeżyli spektakularną klęskę najgorszej gry, jaka kiedykolwiek powstała!

7

Oglądany: 24988x | Komentarzy: 45 | Okejek: 133 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

17.10

16.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało