Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zrozumieć filozofa, czyli tęgie łby nieco przystępniej: Kartezjusz cz. II

30 149  
77   71  
Bóg mi wybaczy. To jego fach - miał rzec na łożu śmierci Heinrich Heine, niemiecki poeta i dramaturg. Myśl ta z góry zakłada istnienie Stwórcy, ale czy da się udowodnić jego byt? Czy zwyczajnie musimy dać za wygraną i zaakceptować stan niewiedzy? Wszak wiara polega na tym, że wierzy się bez dowodów… A jak poradził sobie z tym problemem Kartezjusz?


Wróćmy do rozmowy z Filozofem, przechodząc płynnie z problemu poznania (nie chodzi wcale o stolicę Pyrlandii) do zagadnienia najwyższego Absolutu (nie chodzi o napój bogów).

Jesteśmy w takim razie ponownie w gabinecie Kartezjusza, który właśnie kończy palić fajkę i patrzy z politowaniem na nieopierzonego pismaka. Tenże dziennikarzyna chodzi nerwowo po pracowni myśliciela i czuje spory niepokój - bo co, jeśli za kilka chwil jego dotychczasowe przekonania legną w gruzach, jak niegdyś legło w gruzach przekonanie o polskiej martyrologii (czy legło faktycznie?)? Co, jeśli okaże się, że nasze dotychczasowe życie było życiem w błędzie? Jeśli argumenty staną się na tyle silne, by nie można było ich zbić? Czy zdolni jesteśmy do tego, by pośrodku swego życia zmienić wartości na odmienne? Czy warto zdobyć się na taki wysiłek? - zastanawiał się niedoświadczony gryzmoła, pragnąc w tej chwili wykonywać jakiś randomowy zawód, bez przymuszenia słuchania odmiennych przekonań kogokolwiek. A jeśli już słuchać, to jakiegoś typowego Janusza, bo jego przekonania można z czystym sumieniem puścić mimo uszu i żyć szczęśliwie…



Kartezjusz: Ekhm! - Gospodarz dał znać, iż czas na kontynuowanie wywiadu.

Ja: Jak w takim razie zapatruje się pan na istotę Boga? Istnieje on czy nie?

K: Wy, młodzi ludzie, nie macie za grosz szacunku dla umysłu ludzkiego. Aaaaatfuuuuu! - Splunął na boku. - Od razu chcecie wiedzieć, zostać POINFORMOWANI. A dlaczego by nie samemu sprawdzić się w tych rozważaniach? Wiadomo, żeście płytcy w zwojach, ale pierw trzeba szukać drogi, później celu. A najlepiej znaleźć przewodnika, który wskaże drogę, ale cel osiągnąć musicie sami.

J: Będzie pan zatem moim przewodnikiem?

K: Mogę być, ale to zależy od pana, czy pójdzie pan po śladach moich wskazań.

J: Obiecuję!

K: Obiecanki-macanki. W każdym razie… Wierzy pan w Stworzyciela czy nie, hmm?

J: No raczej nie. Na pewno wątpię, jeśli już.

K: No i bardzo dobrze. Już wcześniej ustaliliśmy, że wątpienie jest podstawą najwyższej pewności. Ustaliliśmy także, iż to JA, o którym każdy z nas może być przekonanym, że istnieje, jest prawdą nadrzędną, podwaliną pod wszystko inne, kamieniem węgielnym przed dalszym rozważaniem.

J: Zgoda, ale jak to ma się do bytu Wszechmogącego?

K: Dobrze, że pytasz; szkoda, że w tak głupi sposób. Powoli, głupcze, a i sedno myśli dojrzysz. Ech. Pomyśl: mając pewność istnienia własnej jaźni, jakie masz o niej mniemanie?

J: Dosyć jasne, o dziwo.

K: Dobrze. A czy jesteś zdania, że jest ona doskonała?

J: No nie. Na pewno nie.

K: Wspaniale. Wobec tego mamy dość wyraźne pojęcie o jaźni, równocześnie widząc jej niedoskonałość. Nie istnieje sama przez się, lecz musi mieć przyczynę. Ostateczna przyczyna musi być doskonała, a więc jest Bogiem; Stwórcą, jakkolwiek rozumianym. Bo możemy z czystym sumieniem sądzić, iż nie ma człowieka, który uważałby się za ideał, prawda?

J: Taaak, aczkolwiek jest taki jeden, co by się mógł z tym nie zgodzić, taki Marcin Naj…

K: Nie znam człeka, ale musi być ubogi na umyśle… Wracając. Jeżeli mamy przekonanie o sobie, że nie jesteśmy doskonali, musi to być skonfrontowane z jakimś bytem doskonalszym od nas, bo skąd niby wiedzielibyśmy o swej niedoskonałości? Nie człowiek wymyślił ideę Boga, lecz została ona wytworzona w jego umyśle przez istotę doskonałą, czyli samego Boga. Jeśli więc posiadamy ideę Boga, to istnieje Bóg, który ją w naszym umyśle wytworzył.

J: Czyli istnienie Boga byłoby udowodnione naszą niedoskonałością?

K: Ogólnie ujmując - tak. Żadna bowiem rzecz nie może powstać z niczego, ani też rzecz doskonalsza nie może powstać z mniej doskonałej. Zatem to nie my wytworzyliśmy ideę Boga, ale to Bóg stworzył nas i wszczepił nam ideę o sobie.

J: No dobrze, ale jak pan w ogóle zdefiniuje nazwę „Bóg” (jako postać)?

K: Pod nazwą Boga rozumiem pewną substancję nieskończoną, niezależną, o najwyższym rozumie i mocy, która stworzyła mnie samego i wszystko inne, co istnieje. O ile istnieje, heh.

J: A jeśli wątpię w to? Oczywiście tylko teoretycznie, nie zamierzam się panu przeciwstawiać, tak znamienitej personie...

K: Każdy człowiek na tej planecie, każde społeczeństwo czy plemię jest w stanie spostrzec w sobie pewne niedostatki, które umiejscawiają człowieka poniżej idealnego bytu. Co niechybnie skutkowało pojawieniem się idei Boga, wszechpotężnego stworzyciela i jednocześnie podtrzymującego to stworzenie. Stąd łatwo pojąć dlaczego każde, nawet dzikie społeczności mają w swej podstawie samostanowienia wyobrażenie o Najwyższym. Zatem wątpić można i nawet trzeba, ale na końcu i tak pozostaje prawda - w tym wypadku nasza niższość przed ideałem.

J: Ale są znane przecież przypadki niewielkich plemion, gdzie nie ma idei Boga, czy pojedynczych ludzi dorastających w dziczy, z dala od ludzkich osad. Co z nimi?

K: Co do zbiorowisk ludzkich, na ich piedestale zawsze był obecny Bóg, ale w różnej postaci. Czasem jest to Słońce, nieokreślony duch świata, czasem rodzaj drzewa (np. dąb, przez swe właściwości), a czasem jest to przywiązanie do praw natury. Lecz temu wszystkiemu towarzyszy zawsze uwielbienie do Doskonałości, dążenie do niej i cześć oddawana temuż.

J: A co z osobami wychowanymi przez zwierzęta?

K: Tu głównie wchodzi w grę uwielbienie dla natury - zwierząt, drzew czy wody - i to te obiekty stają się w pewnym sensie boskie dla tego rodzaju ludzi.

J: Dość odważne te tezy. Już sobie wyobrażam, jak pana hejtowali w tamtych czasach.

K: Dość powiedzieć, że groził mi niewielki stosik, a co najmniej procesik z inkwizycją, jak wcześniej zabawiał się z nią Galileusz. Dlatego wolałem uciec do Szwecji.

J: Kościół z pewnością nie mógł zgodzić się na takiego Boga, dość laickiego, można nawet rzec.

K: Bóg osobowy jest niemożliwy, nie da się wyprowadzić takiej prawdy.

J: W takim razie nasz Stwórca to - nieco wypłaszczając - prawa matematyczno-fizyczne, które utrzymują świat w ryzach?

K: Wszystko chcecie wypłaszczać, pismaki wstrętne… Jeśli chodzi o zrównanie Boga z Przyrodą, to zrobił to Spinoza już po mojej śmierci, więc jego proszę pytać. Teraz przyszła kolej na kakao. Swoją drogą, ci Aztekowie mieli niezły pomysł z tym napojem… Już za samo to warto dziękować Kolumbowi za wyprawy do Nowego Świata. Nie sądzi pan?

J: Wolę yerba mate…

K: Ech, w sumie na jedno wychodzi. Oba napoje zza Wielkiej Wody…

J: Napomknę teraz tylko, że w kontynuacji naszej wściekle interesującej rozmowy zadam pytania, które zanotowałem sobie podczas wywiadu, a są niezwykle istotne.

K: Na przykład?

J: Jeśli Bóg (czy substancja boska) jest wszechwładny i nieskończenie dobry, dlaczego istnieje tyle zła na świecie?

K: Nie ma łatwiejszych pytań, młody człowieczku… - Filozof popatrzył z politowaniem na swego interlokutora. Bardzo współczuł mu niewiedzy i zagubienia w tak prostym przecież świecie…

Ale przerwa. Do biura wjechało kakao, które pozwoliło Kartezjuszowi rozpłynąć się w słodko-pikantnym samouwielbieniu… Natomiast młody redaktorzyna ciumkał powoli z czarki i zastanawiał się w myślach: Istnieje Bóg czy nie? A może to tylko zwykła fizyka? Nieprzerwany mechanizm naturalnych praw istnienia? Fantasmagoria?


*Kartezjusz - wł. René Descartes (1596-1650), francuski filozof, fizyk i matematyk, jeden z najwybitniejszych uczonych XVII w. Ojciec nowożytnej refleksji, tradycyjnego europejskiego sposobu myślenia i krytycznego uprawiania nauki.

**Wszelkie zagadnienia filozoficzne są czerpane z myśli omawianego filozofa, które to nie są tożsame z poglądami autora czy redakcji. Artykuł ma na celu przybliżenie systemu danego myśliciela - nie ocenianie lub wartościowanie. Przywoływane zagadnienia są ujęte w sposób ogólny, bez zagłębiania się w niuanse. Oczywistym jest, że aby zdobyć odpowiednią wiedzę o danym filozofie, należy zapoznać się z całą jego twórczością, życiem, a najlepiej jeszcze różnymi interpretacjami ich nauk. Powyższy tekst może być jedynie progiem wstępu do wpłynięcia na suchego przestwór oceanu kontemplacji.

***Źródła:
  1. Rozprawa o metodzie - Kartezjusz. Wyd. Onepress.
  2. Medytacje o pierwszej filozofii Tom I i II - Kartezjusz. Wyd. Naukowe PWN.
  3. Historia filozofii Tom II - W. Tatarkiewicz. Wyd. Naukowe PWN.
  4. Cytat Heinrich Heine - Wikicytaty.
PS O Kartezjuszu będzie jeszcze jedna część wraz z odpowiedziami na niektóre pytania bojowników, które znalazły się pod poprzednim artem i być może znajdą się także i pod tym. A następnie jakiś kolejny tęgi łeb.

PS2 Zdaję sobie sprawę, że jest to - mówiąc Gombrowiczem - upupianie filozofii, ale inaczej nikt się tym nie zainteresuje :P Na serio warto samemu sięgnąć po te księgi! Zachęcam!

Część I

16

Oglądany: 30149x | Komentarzy: 71 | Okejek: 77 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.04

14.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało