Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Ci uczeni, za sprawą głoszonych przez siebie głupot, stali się ofiarami drwin. Dopiero po latach okazało się, że to oni mieli rację

68 419  
342   59  
Kiedy znany polski przedsiębiorca w swoim emocjonalnym monologu twierdził, że członkowie pewnej politycznej partii będą uprawiali z nami (ale niekoniecznie za naszą zgodą) miłość sodomicką, to wszyscyśmy sobie z niego dworowali. Tak to czasem jest, że słowa „szaleńców” puszczamy mimo uszu, aby potem, posypawszy głowę popiołem, przyznać, że czasem nawet i wariat może mówić z sensem.

Myjcie rączki przed operacjami!

Ignaz Semmelweis był żyjącym w XIX wieku lekarzem z wiedeńskiego szpitala. Największą zmorą tego szanowanego uczonego była ogromna śmiertelność kobiet na oddziale porodowym. Dodatkową zagadkę stanowił prawie dwukrotnie większy odsetek zgonów wśród pań rodzących dzieci w klinice należącej do uniwersytetu medycznego w porównaniu ze śmiertelnymi przypadkami na oddziale położniczym. Dla Semmelweisa rozwiązanie tej zagwozdki stanowiło niemalże punkt honoru.


W końcu lekarz doznał olśnienia po tym, jak jego przyjaciel zmarł na skutek infekcji, która wdała się w ranę, jaką przypadkowo zadał mu skalpelem jeden ze studentów, uczestniczących w prowadzonej przez niego sekcji zwłok. Dokładnie takie same objawy, z jakimi borykał się przed śmiercią nieszczęsny doktor, Ignaz obserwował u kobiet cierpiących na tzw. gorączkę połogową. Semmelweis uznał więc, że znacznie większa śmiertelność w klinice uniwersyteckiej związana jest z tym, że jej personel nie myje rąk po grzebaniu w trupach, a następnie tymi samymi rękoma przyjmuje porody. Wprowadzenie obowiązku mycia dłoni roztworem podchlorynu wapnia drastycznie zmniejszyło ilość zgonów wśród rodzących pań.


Kadra kliniki nie darzyła „dziwactw” Semmelweisa szczególną aprobatą, a w kuluarach mówiło się wręcz, że facet jest szalony, co w gruncie rzeczy było prawdą – Ignaz w istocie borykał się z chorobą psychiczną, która pod koniec życia mocno się pogłębiła.
Dopóki zalecenia lekarza dotyczyły jedynie mycia rąk, dyrekcja kliniki przymykała na to oczy, a nawet sugerowała innym pracownikom przestrzeganie wymyślonych przez Ignaza procedur. Kiedy jednak Semmelweis zapostulował, aby przed operacjami dezynfekować też przyrządy medyczne i narzędzia chirurgiczne, na jego głowę wylały się wiadra krytyki. Nie mogąc znieść przypisanej mu łatki wariata, Ignaz zrezygnował z dalszej pracy w szpitalu i zajął się pisaniem publikacji naukowych, w których starał się promować zachowanie odpowiednich warunków higienicznych podczas zabiegów porodowych. Tego typu artykuły spotkały się z negatywnym odzewem ówczesnych lekarzy, którzy uparcie twierdzili, że lepszym sposobem walki z gorączką połogową jest lewatywa albo upuszczanie pacjentce paru szklanek krwi…


Gdyby w latach 60. XIX wieku powszechna była już wiedza na temat chorób wywoływanych przez bakterie i wirusy, to Semmelweis umiałby swoje teorie podeprzeć naukowymi argumentami i być może zyskałby poparcie środowisk medycznych. Ośmieszany, wyzywany od szaleńców, lekarz pod koniec życia uciekał się do rozklejania na ulicach Wiednia plakatów głoszących, że każdy doktor z brudnymi rękoma jest mordercą kobiet.
Ignaz aż do śmierci uznawany był za zdziwaczałego wariata, a dopiero dwie dekady później jego twierdzenia zyskały aprobatę wśród osób związanych z medycyną. Duża w tym zasługa takich ludzi jak Louis Pasteur, który zwrócił uwagę świata nauki, prezentując swoje publikacje na temat chorobotwórczych działań niektórych bakterii.

To nie „złe powietrze” odpowiada za wybuchy epidemii!

Kiedy w średniowieczu kraje dziesiątkowane były przez epidemie, pojawiła się tzw. teoria miazmy, która tłumaczyła, że za choroby odpowiedzialne są gnilne wyziewy związane z rozkładem zwierząt, pochodzące z wnętrza Ziemi. To cuchnące „morowe powietrze” miało wdzierać się do ludzkiego ciała i czynić w nim spustoszenie. Jako sposób ochrony przed jego chorobotwórczym działaniem stosowano (a jakże!) upuszczanie krwi, lewatywy, a także sugerowano lekarzom noszenie specjalnych masek z charakterystycznymi „dziobami”, w których to umieszczano zioła - ich zadaniem było „niszczenie” morowego syfu. Na wszelki wypadek, co jakiś czas, gdzieniegdzie mordowano też Żydów, bo przecież to oni ostatecznie musieli za tym wszystkim stać…


Jeszcze w połowie XIX wieku, gdy w Soho, jednej z dzielnic Londynu, wybuchła epidemia cholery, uczeni uparcie zrzucali winę na morowe powietrze. Tymczasem brytyjski lekarz Jon Snow miał na ten temat inne zdanie. Potrzebował tylko dowodów. W chwili, gdy choroba w każdym tygodniu pochłaniała setki żyć, on chodził od drzwi do drzwi domów mieszkańców Soho i przeprowadzał z rodzinami chorych wywiady. Szybko doszedł do zaskakującego wniosku – większość z nich zaopatrywała się w wodę z tego samego ulicznego hydrantu na Broad Street. Okazało się, że odpowiedzialna za obsługę tego urządzenia firma Southwark and Vauxhall Waterworks Company serwowała wodę pobieraną z fragmentu Tamizy, w którym było wyjątkowo dużo zanieczyszczeń i ścieków z publicznych szaletów. Teorię Snowa poparł nawet jego dotychczasowy przeciwnik – wielebny Henry Whitehead. Dzięki ich sugestii zdemontowano rączkę z hydrantu, tym samym sprawiając, że stał się on całkiem bezużyteczny. Liczba chorych zaczęła spadać.


Władze Londynu nie do końca chciały przyznać lekarzowi rację, bo oznaczałoby to przyznanie się do tego, że mieszkańcy miasta zaopatrywani byli w wodę wypełnioną fekalną materią z koszmarnie zanieczyszczonej ściekami Tamizy. Parę lat później William Farr - inny przeciwnik teorii Snowa - uświadomił sobie słuszność jego twierdzeń, kiedy podobna epidemia wybuchła we wschodniej części Londynu. Nakazał on wówczas mieszkańcom dzielnicy picie jedynie przegotowanej wody. Musiało jednak minąć parę lat, zanim środowisko naukowe ostatecznie przyznało Jonowi rację, a władze miasta rozpoczęły przebudowę wodociągów.

Wędrujące kontynenty? Srogie piguły, milordzie!

Na wiele opinii można przymknąć oko, ale kiedy wyskakuje ci jakiś wariat i twierdzi, że kontynenty pływają po oceanach niczym jakieś totorowe wyspy, nikt o zdrowych zmysłach nie potraktuje takiej teorii poważnie. Niemiecki geofizyk Alfred Wegener upierał się jednak przy swoim. Spędził lata na badaniu podobieństw skamieniałości znajdujących się na różnych lądach, ponadto zauważył, że poszczególne kontynenty pasują do siebie niczym gigantyczne puzzle.


Wegener doszedł więc do wniosku, że 200 milionów lat temu istniał jeden wielki ląd, Pangea, który z czasem podzielił się na mniejsze części, a te zaczęły się od siebie oddalać. Jak by to miało nastąpić? Alfred twierdził, że fragmenty popękanej kry kontynentalnej są lżejsze niż gęsta magma, w której są one zanurzone. W wyniku działania sił związanych z ruchem obrotowym Ziemi, a także w efekcie kolizji z oceanicznymi płytami tektonicznymi, lądy miały przemieszczać się. Swoją teorię opisał w publikacji pt. „O pochodzeniu kontynentów i oceanów”, która doczekała się kilku edycji.


Książka cieszyła się przychylnym przyjęciem wszędzie, oprócz środowisk naukowych ze Stanów Zjednoczonych, które otwarcie wykpiły rewelacje głoszone przez niemieckiego geofizyka. Jego hipoteza dotycząca mechanizmów stojących za wędrówką kontynentów została brutalnie wyśmiana, a zauważone przez Wegenera podobieństwa w występujących na różnych kontynentach przedstawicielach fauny i flory tłumaczono tym, że w rzeczywistości masy lądu są ze sobą połączone, a ich łączenie i rozłączanie się związane jest z okresowymi powodziami.
Dobre cztery dekady później, kiedy australijski geolog Samuel Warren Carey opisał zjawisko rozrastania się dna oceanicznego, a inni uczeni sformułowali teorię przypisującą ruchy ziemskiej litosfery przemieszczaniem się względem siebie płyt tektonicznych, przypomniano sobie o Alfredzie Wegenerze, którego publikacje jeszcze nie tak niedawno wywoływały pospolity rechot wśród amerykańskich uczonych.


Źródła: 1, 2, 3, 4
2

Oglądany: 68419x | Komentarzy: 59 | Okejek: 342 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

15.04

14.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało