Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

„Kolega znalazł na strychu starą wazę”, czyli co zrobić, kiedy budzi się sumienie

33 576  
72   11  
Wszędzie na świecie obowiązują – wydawałoby się – te same zasady. Nie twoje? Nie zabierasz. Twoje? Nie zostawiasz. A jednak każdego roku tysiące turystów uznają, że „poczęstowanie się drobną pamiątką nikomu przecież nie może zaszkodzić”. Szkodzi, i to bardzo.

18811451ac34d2b1.jpg

Tu kamyk z ciekawym wzorkiem, tam efektowna muszelka. Fragment skorupki, odłamek mozaiki. Pozornie nic wielkiego, rzeczy bez wartości. Materialnej. Bo naukową mają jednak ogromną. Gdyby zebrać wszystkie te „drobiazgi bez znaczenia” – przytulone przez domorosłych kolekcjonerów o lepkich rączkach – w jedno miejsce, powstałoby imponujące stanowisko archeologiczne. Wielokrotnie większe od jakiegokolwiek dotąd odkrytego przez naukowców.

Aż chciałoby się ogrodzić wszystkie warte uwagi miejsca kilkumetrowym płotem i ukryć je przed amatorami cudzej własności – ale nie tędy droga. Nie po to badacze z całego świata prowadzą swoje prace. Chodzi o to, by dowiedzieć się jak najwięcej o przeszłości, a następnie pokazać ją ludziom. Taką, jaka była. W im większym stopniu nienaruszoną, tym lepiej.

1881135fed2aba12.jpg


„Proszę, zabierzcie je z powrotem. Przynoszą pecha”, napisała w liście do… biura turystycznego w Pompejach pewna Kanadyjka, która historyczne miasto obok Neapolu nawiedziła piętnaście lat wcześniej.

Do listu dołączone były odłamki starożytnej amfory, fragmenty mozaiki i kilka innych przedmiotów zabranych ukradkiem w 2005 roku. Nicole – jak się podpisała – miała wówczas nieco ponad dwadzieścia lat i „chciała zabrać dla siebie kawałek historii, którego nie miałby nikt inny”. Ale bezmyślne kradzieże, dokonywane pod wpływem impulsu – i mylnego poczucia, że „mała pamiątka się należy” – dokonywane są nie tylko przez młodych i głupich. Przeciwnie, mają niestety długą tradycję.

Przykład z samej góry

188113796e89acc3.jpg

Wygodnie byłoby wskazać jednego winnego, którego śladem podążają współcześni złodziejaszkowie. Wymagałoby to jednak założenia, że tym ostatnim przyświeca coś więcej niż zwykła głupota. Sięgnijmy jednak nieco wstecz, do XVIII wieku, kiedy Pompeje zrabowane zostały po raz pierwszy w tak znaczący sposób. Winowajcą był ówczesny władca Królestwa Neapolu, który postanowił… starożytnymi artefaktami przyozdobić sobie pałac. Nie oglądając się na nic, zabrał praktycznie wszystko, co tylko zabrać się dało.

Bestialski wręcz wandalizm – chciałoby się powiedzieć. Szczęście w nieszczęściu, że bezcenne przedmioty nie rozpłynęły się po całym świecie. Większość zatrzymała się w oddalonym o nieco ponad dwadzieścia kilometrów Neapolu. Dzisiaj znajdują się w lokalnym muzeum historii… aczkolwiek nie był to z pewnością cel, jaki przyświecał wysoko postawionemu grabieżcy.

Zachłanni władcy i przypadkowi turyści to współcześnie tylko część problemu, jaki spędza sen z powiek archeologom. Tych pierwszych, zainteresowanych starymi eksponatami zamiast bardziej przystającym do XXI wieku bogactwem, można pewnie policzyć na palcach jednej dłoni. Ci drudzy mają mocno utrudnione zadanie. Nie tak łatwo już, w dobie kontroli na każdym kroku, spakować zabytek do walizki i przewieźć go przez granicę. Pojawili się jednak hobbystyczni czy wręcz zawodowi „poszukiwacze skarbów”, którzy doskonale wiedzą nie tylko czego i gdzie szukać, ale też jak swoje znaleziska później przemycić i sprzedać.

Operują… wszędzie. Rabują stanowiska archeologiczne – zarówno te już odkryte, jak i dopiero wyczekujące na gruntowne przebadanie. Buszują na lądzie, w miejscach dawnych osad, na plażach, ale też pod wodą w poszukiwaniu pozostałości zatopionych okrętów, licząc na wypełnione złotem skrzynie. Legalne poszukiwania są możliwe – wymagają jednak dopełnienia mnóstwa formalności, spełnienia licznych warunków, a przede wszystkim kosztują krocie. Dla tych, którzy się na nie decydują, to częstokroć przygoda, na którą decydują się znudzeni nadmiarem gotówki. Inwestycja – rzadko kiedy.

1881138f3485af54.jpg

„Kradzieże w stanowiskach archeologicznych nie są niestety czymś niezwykłym”, zaznacza Nick Booth z Society for Museum Archaeology.

Society for Museum Archaeology to grupa zrzeszająca specjalistów z całej Wielkiej Brytanii – badaczy, muzealników, ale też pasjonatów, którzy swoją wiedzą i doświadczeniem, a czasem po prostu zaangażowaniem, chcą przyczynić się do rozwoju nauki.

„Turyści szukają pamiątki, czegoś co uwieczni ich wizytę, więc zwyczajnie podnoszą coś z ziemi i zabierają”, tłumaczy Morag Kersel, archeolog z DePaul University badający przypadki kradzieży i niszczenia kulturowego dziedzictwa. „Zwykle to coś drobnego, łatwego do przeniesienia. Coś, co doda autentyczności opowieściom z podróży po powrocie do domu”, dodaje.

Wszyscy zgadzają się, że przedmiot pochodzący bezpośrednio z odwiedzonego miejsca ma większą wartość od pamiątkowej fotografii. Niestety dla wielu to wystarczający argument do przywłaszczania sobie cudzej własności. Nie widzą w tym kradzieży – choć przecież tym właśnie jest.

Jeden odłamek to (nie) problem

188113984d922765.jpg

Zabranie pojedynczego okrucha starej wazy czy talerza nie wydaje się istotne. W samych Pompejach jest ich tak wiele, że wręcz nie sposób w nie nie wdepnąć. Wartość? Marginalna – niektórzy posuwają się do twierdzenia, że nie ma znaczenia, czy odłamek naczynia ma kilka, kilkaset czy kilka tysięcy lat, to wciąż śmieć. Prawdziwym problemem jest jednak skala zjawiska rozkradania miejsc archeologicznych. I choć 99% wynoszonych w ten sposób pozostałości jest z naukowego punktu widzenia bezużyteczna, bo i tak nie dałoby się przyporządkować ich do konkretnego obiektu czy przeprowadzić na ich podstawie znaczących badań, to wciąż pozostaje kwestia 1% – tego, co dla badaczy naprawdę istotne.

Nie da się wskazać turystom, co mogą sobie bezpiecznie zabrać do domu, a co koniecznie muszą zostawić na miejscu. Kiedy zaś turystów są setki tysięcy, a nawet miliony, problem – ze względu właśnie na skalę – staje się poważny.

„Gdyby każdy w ten sposób postępował [zabierał „pamiątkę”], szybko okazałoby się, że na miejscu niewiele zostało”, wyjaśnia Eric Poehler z University of Massachusetts Amherst, który w samych Pompejach spędził ponad 20 lat.

Paczka od skruszonego złodzieja

188114013ddd5b76.jpg

Co jakiś czas – być może ostatnio nawet coraz częściej – zdarza się, że zrabowane eksponaty wracają do „domu”. Skruszeni złodzieje najczęściej kontaktują się z lokalnymi muzeami, informując, że podczas porządków w rzeczach po rodzicach czy dziadkach znaleźli takie a nie inne przedmioty. Pytają, co powinni z nimi zrobić. Z jakiegoś powodu nikt nie mówi otwarcie, że sam w miejscu takim czy owakim, roku pańskiego konkretnego, przytulił to i owo. Odrobina szczerości bardzo ułatwiłaby odesłanie skradzionych eksponatów do miejsca, z którego pochodzą. Bez tego ustalenie źródła zabytków jest znacznie trudniejsze.

W przypadku archeologicznych znalezisk bardzo często ważny jest nie tylko sam przedmiot, ale też miejsce, w którym został znaleziony, jego kontekst. Sposób ułożenia. To wiele informacji, jakie można odczytać – pod warunkiem że eksponat „w magiczny sposób” nie zaszyje się na kilkadziesiąt lat na drugim końcu świata, by po czasie objawić się jak zapomniany kuzyn na odczytaniu testamentu dziadka.

Żeby było jeszcze ciekawiej, niektórzy amatorzy cudzej własności nie ograniczają się bynajmniej do „bezwartościowych” drobiazgów, pozostałości przedmiotów codziennego użytku. Ci najbardziej zdeterminowani potrafią wynieść nawet… ludzkie czaszki. Ta konkretna wyniesiona została ze zniszczonej podczas II wojny światowej kaplicy metodystów. Nie brakuje też „hurtowników” – jak wtedy, kiedy jedno z muzeów na Florydzie właściwie dzień po dniu odbierało kartony wypełnione okruchami wiekowej ceramiki.

Zwrócić nauce to, co do nauki należało

18811419bb28e547.jpg

Co powinien zrobić ktoś, kto we własnych – czy też „rodzinnych” – zbiorach natrafił na przedmioty o potencjalnej wartości archeologicznej, zapewne wyniesione nielegalnie? Skontaktować się z osobami odpowiadającymi za konkretne stanowiska badawcze – jeśli wiadomo, skąd przedmioty pochodzą (można użyć klasycznej formułki „kolega pyta…”). Jeśli nie wiadomo, wsparcia powinni udzielić pracownicy lokalnych muzeów archeologicznych i uczelni. To oni wskażą dalszą drogę, a przede wszystkim ocenią, czy zwrot eksponatu (bądź tylko „eksponatu”) ma sens. Być może niekiedy konieczne będzie pofatygowanie się do ambasady lub konsulatu państwa, z którego pochodzi przedmiot.

Jakie grożą konsekwencje? Zazwyczaj… żadne. Prawo karze za kradzież, wandalizm, niszczenie. Za zwrot własności – praktycznie nigdy. Tym bardziej że często nie sposób – nie da się albo nie opłaca się – ustalić szczegółów wykroczenia i wskazać jednocześnie sprawcy. Czy warto podjąć wysiłek? Zdecydowanie tak. Przede wszystkim w imię nauki – ale i dla dobra własnego sumienia.

1881143cc091bbb8.jpg

Nicole, Kanadyjka wspomniana na początku tego artykułu, jest przekonana, że przedmioty, które zabrała w Pompejach jako młoda dziewczyna, mają moc. W tym przypadku – negatywną.

„Mam 36 lat, za sobą dwa nowotwory piersi. Ostatni zakończył się podwójną mastektomią”, mówi. „Moja rodzina i ja wpadliśmy w kłopoty finansowe. Jesteśmy dobrymi ludźmi i nie chcę, żeby ta klątwa przeszła na resztę rodziny albo dzieci”.

W swoim liście Nicole stwierdza, że odrobiła lekcję i prosi o wybaczenie. I choć opowieści o klątwach i magicznej mocy można śmiało włożyć między bajki, to jednak Kanadyjka nie jest wcale wyjątkiem. Coraz więcej osób postanawia pozbyć się budzących wyrzuty sumienia przedmiotów. Dla wielu oznacza to posypanie głowy popiołem i odesłania eksponatów – zazwyczaj anonimowo – osobom, które prawdopodobnie wiedziały będą, co zrobić z nimi dalej.

Niektórzy jednak posuwają się do czegoś zupełnie innego, chcąc na skradzionych artefaktach jeszcze zarobić. W 2015 roku zdumienie wzbudziła „cegła”, którą wystawiono na sprzedaż na eBayu. Jak z rozbrajającą szczerością wyznano w opisie, została zabrana z Pompejów w 1958 roku. Miało to dowieść autentyczności eksponatu i zarazem podnieść jego cenę. Dowiodło jedynie tego, że złodziejska bezczelność nie zna granic.
8

Oglądany: 33576x | Komentarzy: 11 | Okejek: 72 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.04

19.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało