Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Koronkowe naprawy żony oraz inne historie z życia małżeńskiego Shameusa wzięte

55 401  
487   91  
Kolega od podglądania ludzi, czyli Shameus, ma swoją osobistą żonę. I owa żona to naprawdę niezły gagatek jest. Dlatego nie przedłużając, oddajmy głos autorowi:
Myśleliście, że moja małża nic nie odjaniepawla? No to się przeliczyliście. Ja, w sumie, też. Bo cholera jedna robi wiele, aby zejść z tego świata.

#1. Odpowietrzanie kaloryfera – zalane mieszkanie


No cóż, zdarza się każdemu... Zadzwoniła do mnie i oznajmiła, że sezon grzewczy się zaczął i kaloryfery „odkręcone”, ale nie grzeją. Powiedziałem, żeby po prostu zaczekała, aż wrócę. No, nie do końca zrozumiała moje słowa i postanowiła – a jakże! – zadziałać sama. Ponieważ pochowałem narzędzia, postanowiła odkręcić „dzyndzel” odpowietrznika monetą. I odkręciła, durna, tak że wykręciła cały, bo – jak stwierdziła – syczało cały czas. Ale jak już ciśnienie poszło, to nie dała rady wkręcić, bo spanikowała. I tym zajebistym sposobem osuszyła pion, ponieważ administracja musiała reagować w piwnicy. Koszt zabawy 550 pln – osuszenie pionu + wstawienie „dzyndzla”. Panele do wymiany, dywanik dziecięcy do wywalenia. Smród w mieszkaniu bezcenny.

#2. Smarowanie drzwi – stłuczone lustro

Jak mówię, że zrobię, to zrobię – i nie musi mi przypominać co pół roku. I, ku mojemu zdziwieniu, sama zabrała się do roboty. Ja akurat miałem urlop i do głowy mi nie przyszło, że tak to się skończy. Na początku nawet miałem ubaw. Ale do rzeczy.
Mamy w łazience drzwi z Castoramy, takie z okienkami – lekkie, kartonowe wypełnienie. Skrzypią. I mojej małży przeszkadza to w nocy. To nic, że NIKT ich w nocy nie rusza. Ostentacyjnie sama, w mojej obecności, postanowiła je nasmarować. Wyciągnęła z szuflady olej maszynowy, wzięła łom (to znaczy łom kuchenny – taką szpatułkę, którą usuwa brud z garnków, metalowe toto), podważyła drzwi i zaczęła smarować. Nastękała się, namarudziła, ale szło jej – przyznam – dobrze. Do czasu. Jak już miała opuścić drzwi, to ten łom ruszyła za bardzo i drzwi wyskoczyły z zawiasów. I padło tak, że ich nie utrzymała i wywaliły się na umywalkę i lustro. Umywalka przetrwała manewr, lustro nie.
Komentarz mojej żony na mój niepohamowany śmiech:
- Co się, k****, cieszysz jak debil?

#3. Awaria instalacji – prawie zostałem szczęśliwym wdowcem


Jestem w pracy. Mam 16 połączeń nieodebranych. O! Coś się dzieje. Oddzwaniam.
- Stefan, k***, instalacja się pali! Pali się!!!
Ja akurat mam tę moc, jak każdy mąż, że mogę ugasić pożar przez telefon. To znaczy, gdyby była jakaś instytucja, która może pomóc w trakcie pożaru... a nie, czekaj... Moja żona nie ogarnia numerów alarmowych. Ale o co chodzi? Mamy w bloku z wielkiej płyty starą rozdzielnię. Ta rozdzielnia podlicznikowa od dawna szwankuje, ale był elektryk i podłubał tam. W sensie, naprawił. Rzecz w tym, że styki pod bezpiecznikami się okopciły (czego nie wiedziałem) i robiły opór. Opór doprowadził do tego, że kilka kabli się przegrzało i straciły izolację. I to ustrojstwo zaczęło iskrzyć, a dodatkowo wybijać bezpieczniki. I teraz dialog, od początku:
- Stefan, k***, instalacja się pali! Pali się!!!
- Co się pali?!
- Skrzynka iskrzy, iskry jak w spawarce!!!
- Dzwoń po pogotowie energetyczne, wybij bezpieczniki!
(tutaj dość długie tłumaczenie wciśnięcia czerwonego guziczka)
- Już dobrze, przestało. Co teraz?
- Czekaj na elektryka.
- No, Stefan, a jak zacznie się znów iskrzyć i palić, to mam to wodą polać?
(robię facepalma takiego, że aż nie wierzę w moją małżę).
- Jak chcesz mnie na siłę uszczęśliwić, to tak...
- ...eee, czyli nie?

I czas na inne historie:

#4.

Dojechałem do pracy (jeżdżę na obiekty handlowe na południu Polski). Dzwoni żona.
- Dojechałeś?
- Tak.
- Gdzie dzisiaj jesteś?
- W Niemodlinie.
- Aha... A masz tam paczkomat?
- No mam.
- To ci wyślę kod, odbierzesz paczkę.
- Zamówiłaś paczkę? Do Niemodlina?
- [cisza]
- DO NIEMODLINA?!
- Nieważne.

#5.

- Coś ty kupił?
- No... Kalendarz adwentowy z czekoladkami. To miałem kupić, prawda?
- Grudzień ma 31 dni, a tu są tylko 24 okienka.
- [milczę]
- [żona milczy]
- Jezus, szopka, narodziny? Dzwoni ci coś?
- [BARDZO WYMOWNA CISZA]
Spaliła buraka i poszła.
14

Oglądany: 55401x | Komentarzy: 91 | Okejek: 487 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało