Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Podglądam ludzi w pracy cz. II

47 966  
470   45  
Moja ostatnia wrzutka przypadła Wam do gustu i przyznam się, że nie spodziewałem się takiej reakcji. Skoro jednak się spodobało, to dorzucam kilka kolejnych historii. Te są „grubszego” kalibru i bardziej charakterystyczne (rozpoznawalne), ale mam nadzieję, że nikt mi po głowie nie da za poniższe teksty. Miłego czytania!
Tekst w oryginale pojawił się jako jeden z tematów na forum JM.

*****

#1. Komplement

Na sklep wpadł typowy Mati: łysa głowa, spodnie dresowe, bluza z kapturem, ruchy jakby pakował co najmniej jeden dzień na siłowni. Patrzę na niego przez cały czas, bo jestem niemal pewny, że coś wywinie. I nie myliłem się. Mati podchodzi do regału z czekoladami, wyciąga łapkę, bierze cztery duże czekolady i „myk” – chowa je do rękawa bluzy. Jeszcze się porządnie rozejrzał, czy aby nikt nie widział „zajścia” i spokojnie, gibiąc się na boki, wychodzi ze sklepu. Dobiegłem do niego, zatrzymuję. Krótka piłka – wiedział, o co chodzi. Nawet się nie stawiał – powiem więcej, był grzeczny. Idziemy na zaplecze, wzywamy policję. Mati niewiele mówi. I dobrze – przynajmniej wie, że lekko wtopił.

Przyjeżdża policja, wchodzą na magazyn. I padają standardowe pytania:

- Co tam zabrałeś? – rozpoczyna policjant. Ogląda Matiego jak eksponat, z każdej strony.
- Nic nie zabrałem – mówi Mati z niesamowitą pewnością.

Oooo, no powiem, że zostałem zaskoczony! Policjant spojrzał w moją stronę, więc natychmiast mówię, że Mati ma schowane czekolady w lewym rękawie.

- Dobra, wyciągaj, co tam masz – nakazuje policjant.

Mati wstaje, wyciąga te pięć czekolad, odkłada na paleciaka.

- Ja ich nie chciałem ukraść, tylko zapomniałem zapłacić, co nie?
- Taaaaa, zapomniałeś – mruczy policjant i wyciąga notatnik.

Mati jednak idzie w zaparte.

- No, przecież mówię, co nie? Tak mi się jakoś do rękawa wpadły...
- Wpadły ci... do rękawa...? – pyta policjant.
- Eeee, no, wpadły? Kurna, no zdarzyło się jakoś...

Policjant podparł się pod boki i patrzy na Matiego z politowaniem.

- Wy wszyscy jesteście debilami czy ty jesteś wyjątkowy?

Złodziej ma zwiechę. Widać, że nad czymś myśli.

- No, kurna, no... panie, dziękuję! – wypala z zadowoleniem.
- Za co??? – zdziwił się policjant.
- No, za komplement, no nie?
- Jaki komplement?!

Nawet ja się zdziwiłem.

- No, że jestem wyjątkowy, no! – stwierdził z radością Mati.


#2. Rozmyślił się i spłynął

Ta sytuacja była o tyle dziwna, że zdarzyła się gdy dopiero wchodziłem na obiekt. Idę sobie spokojnie i z daleka widzę, jak Seba daje nura pod „kołowrotkiem”. Pod pachą trzyma dwie duże kawy. Że tak to ujmę – wpadł mi wprost w ramiona. Odrzucił wspomniane kawy i daje się zaprowadzić na zaplecze. Musiał wciągnąć srogie piguły, ponieważ macha rękami jakby zaraz miał coś tańczyć i mówi coś do siebie. Nawet sobie odpowiadał na jakieś pytania.

Osobliwa sytuacja, dlatego trzymam się kilka metrów za nim. Wchodzimy na zaplecze, telefon na policję. Seba oparł się o ścianę, założył nogę na nogę i ciągle coś mruczy pod nosem. Głowa zaczyna też mu latać, jakby miał światłowstręt. I nagle rozmyślił się i rzucił biegiem w stronę drzwi...

Jak wiecie, w większości sklepów drzwi prowadzące na zaplecze są wahadłowe. I z powodu przepisów BHP muszą posiadać okienka. Po to, że jakby ktoś jechał paleciakiem przez drzwi, to żeby druga osoba nie wpadła pod paleciaka. Dlatego NIE WOLNO przebiegać przez drzwi. O czym Seba nie wiedział.

Akurat pani Kasia wracała paleciakiem i Seba, próbując pchnąć drzwi na pełnej prędkości, wkomponował się twarzą w to okienko. Kasia jest wrażliwa, toteż widząc rozpłaszczonego i spływającego (już nieprzytomnego) Sebę, wydarła się na cały sklep. Gość spłynął po drzwiach jak postać z kreskówki. Chwilę zajęło przywrócenie mu świadomości, ale był mocno obity i musiał jechać – w asyście policji – do szpitala. Ja z kolei miałem napady śmiechu przez tę sytuację.

#3. Stiptiz na zapleczu

Na osiedlowym sklepie pojawiła się złodziejka. Dowiedziałem się tego od innych kierowników obiektów – na moim jeszcze nie była. Widziałem zdjęcia, dlatego wiedziałem na kogo zwrócić szczególną uwagę.

Była to drobna, dość młoda dziewczyna o charakterystycznych rudych włosach zakręconych jak chrupki Cheetos. Nazwałem ją Grażyna. Ruda Grażyna (taka ciekawostka: w mojej pracy często złodzieje mają jakiś przydomek, gdy są NN. Po to, aby łatwiej było ogarnąć, o kim rozmawiamy itd.). I tak się złożyło, że Grażyna przyszła w końcu na mój obiekt. Ubrana była w oliwkową bluzkę na ramiączkach, granatową bluzę z kapturem (dużo za dużą) i wojskowe spodnie „urban camo”, również bardzo luźne (info dla pań: urban camo to takie spodnie w jasne plamy). Ubiór w tym zdarzeniu jest bardzo ważny!

Wchodzi, szybciutko idzie na dział z alkoholem, łapie dwa piwa i „sru”, pakuje je w spodnie. Potem dwa kolejne i czyni to samo. Tak „wyposażona” opuszcza sklep. Ujęcie bajecznie proste.

Zbliżam się do niej i z daleka widzę, że jednak prosto nie będzie, bo Grażyna wzięła jakieś tabletki i na pewno nie była to witamina C. Jeszcze nie podszedłem, aby cokolwiek powiedzieć, a ona...

- Fiuuuuu, złapie mnie pan, hę? – zagaduje w sposób... perwersyjny. A przynajmniej jakąś lubieżność w jej tonie wyczułem. Ale wiecie, piguły.
- A żebyś wiedziała. Zawracaj i na zaplecze – nakazuję.

Idzie, wymachując rękami. Czyni nimi jakieś fale „à la breakdance”, buja się na boki. Pływa. I co jeszcze lepsze, idzie na zaplecze, jakby znała drogę od dawna. Lądujemy na zapleczu. Moje pierwsze pytanie do niej, to czy wymaga pomocy medycznej.

- A, co? Chcesz mi zrobić usta-usta?
- Nie. Ale twoje zachowanie nie jest normalne – odpowiadam.

Różnie to bywa. Serio, czasami ludzie po prostu padają na ziemię, jak są po pigułach i mają stres. Choć ona była wyluzowana.

Wyciągam telefon. Dziewczyna zaczyna na mnie krzyczeć:
- Co zrobiłam?! Dlaczego mnie zatrzymujesz tutaj?!
- Ukradłaś alkohol – odpowiadam spokojnie.
- Tak? To niby gdzie go schowałam?!

Teraz sytuacja potoczyła się nader szybko. Zaskoczenie było ogromne!
Zdjęła tę czarną bluzę do połowy, tak że zawisła na łokciach.

- Co, mam się rozebrać?! Chcesz mnie dokładnie przeszukać? – mówi to i zrzuca bluzę, szarpie tę oliwkową koszulkę na ramiączkach.


Zaplątała się o głowę. Ja mówię stanowczo, aby przestała (bo nawet nie mogę teraz do niej podejść), a ona rozbiera się. Nie miała stanika. Uprzedzając pytania – figura, że ho-ho-ho! Stoję jak wryty, a dziewczyna rozpina guzik w spodniach i zrzuca spodnie. Dlaczego strój był taki ważny? Bo te cholerne spodnie miały podwójną nogawkę (to znaczy takie „dno”) i mimo że opadły, tych piw nie było widać! Cała sytuacja z jej rozbieraniem się trwała może dziesięć sekund.

Krzyk dziewczyny zainteresował osoby z biura i bardzo szybko pojawiła się KS-ka i zastępczyni. Stanęły jak zamurowane i z opadniętymi szczekami patrzyły na wpół nagą kobitę.

- Pan z ochrony chce mnie przeszukać – rzuciła, wyprostowując się i tym samym prezentując to, co dała jej natura.

Nakazałem jej się ubrać. Szła w zaparte, że tego nie zrobi. Po kilkunastu minutach przyjechał patrol. Panowie też się nie zbliżyli do kobiety, tylko wezwali karetkę. Napiszę krótko – gdy ją już wynosili, próbowała różnych świńskich tekstów do medyczek i policjantów.

#4. Duel

Jedna ze złodziejek była lepsza od innych. Staruszka, sześćdziesiąt lat, ale z wyglądu co najwyżej „czterdziestka”. Szczupła, zwinna, sprawna. Kradła w kilku miejscach i miała piekielnie dobrą metodę. Nie zdradzę jej, ale jej pomysł na „znikanie” rzeczy był mocno przemyślany i bardzo trudny do wyśledzenia.

Dlatego gdy już znałem jej metodę, byłem z siebie zadowolony. Musiałem spędzić ponad dziesięć godzin na monitorach, aby dokładnie poznać, jak kobieta działa. A działała szybko – oj, bardzo szybko. Jak wspomniałem – wypracowała niemal doskonały system. Więc gdy przyszła na obiekt – co mnie ucieszyło – wiedziałem, że po prostu muszę dać z siebie sto dziesięć procent, żeby ją drapnąć na gorącym uczynku. Udało się – złapałem ją, dostała mandat. Po sprawie.
Prawie.

Kilka tygodni później przejeżdżam obok jednego z podlegających mi obiektów. Ten jest położony na drugim końcu miasta od miejsca, gdzie kradła Spryciula. Patrzę przez okno samochodu i widzę tę właśnie kobietę. Zaparkowała swój pojazd, wychodzi i idzie na... mój obiekt. Natychmiast udałem się na tyły. Teraz muszę podkreślić, że metoda tej babki to był serio jeden z lepszych wyczynów, jakie widziałem – dlatego miałem do niej pewien szacunek. I niemal całkowitą pewność, że jeśli spróbuje coś ukraść, to wymyśli coś „nowego”.

Wchodzę do biura, siadam na monitorki i patrzę na każdy jej ruch. Skupienie na maksa... Spryciula kupuje, ale nic nie kradnie.

Czyżby się nawróciła? – myślę.

Ale nie... w takie rzeczy nie wierzę. Więc albo już coś ukradła (co oznacza, że jest lepsza ode mnie), albo dopiero to zrobi. Mam jeszcze szansę! Ale kobita idzie do kasy, staje w kolejce i... nic. Nagle podnosi głowę, patrzy wprost w kamerę i uśmiecha się. Oj, aż mnie ciary przeszły! Czyli coś ukradła. Ale... kiedy? Jak? Co?!


Wykłada towar. Mam około trzydziestu sekund albo ona wygra. Nie dam się! Odpalam najważniejsze kamery, daję powiększenie jak w CSI, cofam klatka po klatce... I wiecie co? To był najpłynniejszy złodziejski ruch, jaki widziałem. Schowała do torebki drogą kawę tak szybko i niemal niezauważalnie, że dało się to zobaczyć tylko w dwóch albo trzech klatkach (cały ruch!).

Idę ją zatrzymać. Kobieta już odjeżdża wózkiem od kasy i na mój widok oznajmia z radością:
- Tym razem nic nie ukradłam! – mówiąc to, uśmiecha się promiennie.
- Ma pani schowaną kawę XYZ w torebce...
- Kurwa... – mówi cicho i opuszcza głowę.
Wygrałem.
2

Oglądany: 47966x | Komentarzy: 45 | Okejek: 470 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

05.03

04.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało