Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Zrozumieć filozofa, czyli tęgie łby nieco przystępniej: Kartezjusz

50 681  
206   49  
"Filozof to ktoś, kogo świat zwykle nie akceptuje, ponieważ, jak się sądzi, nie przysparza on społeczeństwu ani przyjemności, ani pożytku." - miał stwierdzić David Hume, filozof (a jakżeby inaczej). I to oczywiście prawda, tak samo jak to, że nie jest to prawdą (he,he). Ot, zwykłe zawiłości filozoficzne, z którymi najlepiej samemu się zapoznać i wyrobić sobie o nich zdanie. Ale kto ma czas i ochotę na czytanie opasłych tomów? Zagłębianie się w skomplikowane niuanse? Rozróżnianie pozornie identycznych subtelności? Kto ma tak silne przekonanie o swej nieomylności, by wybrać jedno z dwóch sprzecznych ze sobą, ale równorzędnych rozważań?

Mimo wszystko czas przeznaczony na Netflixa, piwkowanie, granie w gry i podobne uciechy wydaje się dużo lepiej zagospodarowany, niż zgłębianie ciemnych zakamarków nikomu niepotrzebnych prawd i prawideł. Bo przecież świat, jaki jest, każdy widzi. 1+1=2. Wczoraj było wczoraj, dziś jest dziś, a jutro to jutro. Proste, nie? Na pszczeli ul drążyć temat?! Bóg? Może jest, może go nie ma. Szczęście? Czteropaczek, cycuszki i wygrany mecz (chociaż remis!) o honor polskich kopaczy. JA? Ja to Polak, dumny! Dusza? A na co to komu? Ciało? To bebech. Co nami kieruje? No wiadomo, rypcium-pypcium!

A gdyby tak przybliżyć poglądy tych najciekawszych filozoficznych kozaków w sposób przystępny, bez wikłania się w niepotrzebne niuanse? Spróbujmy!

Do pierwszej rozmowy (niekoniecznie w jednym akcie), zapraszam Kartezjusza*, olbrzyma wprost z XVII w.


Ja:
Dzień dobry, panie Kartezjuszu!

Kartezjusz: Witaj, dobry człowieku!

J: Chłodnawy dziś dzionek, prawda?

K: Było się ubrać cieplej, a nie marudzić bez sensu…

J: No tak… Śmieszny wąsik pan nosi… No i fryzura jak u Kopernika, inspirował się pan jego stylem?

K: Dziwne pytania zadajesz, młody człowieku. Wiem, że czasy macie trudne, ale dziennikarstwo mogłoby stać na wyższym poziomie niezależnie od okoliczności. Proszę o konkretne pytania, inaczej będę zmuszony wrócić do swoich grobowych spraw.

J: Przepraszam, znak czasów. Będę się jednak pilnował. Zatem… Hmmm… Znany jest pan z łacińskiego powiedzenia…

K: HA! Wiedziałem, że pan od tego zaczniesz. Wy, dziennikarze jesteście tacy przewidywalni… Ale tak, to ja jestem autorem słów cogito, ergo sum.

J: Myślę, więc jestem - tłumacząc na polski. Jak doniosłe było to twierdzenie na ówczesne czasy?

K: Och, każe mi pan wytłumaczyć niewytłumaczalne. Dość powiedzieć, że to wywróciło świat do góry nogami, a ja sam, zwłaszcza mój system filozofii stał się podwaliną pod nowożytną myśl i szereg systemów filozoficznych.

J: Ale co w tej myśli, prostej przecież, było takiego ważkiego, nowatorskiego?

K: Muszę zacząć od początku, drogi panie. Otóż w czasach kiedy żyłem, nie istniała wiedza pewna, której nie dałoby się podważyć. Taką nawet metodę (sceptycyzm metodyczny) przyjąłem jako sposób dojścia do pierwszej prawdy, niepodważalnej, która byłaby fundamentem prawd kolejnych. To było jak szukanie świętego Graala, nieco mityczne w początkach, ale im dalej w las, tym bardziej byłem przeświadczony o istnieniu twierdzenia, które oprze się wszystkim wątpliwościom. Może w pewnym momencie dostałem na tym punkcie bzika, ale nie poddawałem się…

J: Ja bym pewnie zwątpił dosyć szybko.

K: To z pewnością, liche umysły szybko ulegają zwątpieniu. Ja natomiast to wątpienie postanowiłem wykorzystać do własnych celów. Wątpienie, paradoksalnie, stało się moją ostoją pewności.

J: Można jaśniej?

K: Ech… Niech pan słucha bardzo uważnie i w najwyższym skupieniu: jeśli bowiem wątpię, to myślę; myśl istnieje (cogito est), choćbym śnił lub choćby mię zły demon wprowadzał w błąd. To, co myślę, może być snem lub błędem, ale że myślę, to jest niewątpliwe. Mogę mylić się w rozumowaniach, ale mogę się mylić tylko - jeśli myślę. Istnienia rzeczy zewnętrznych nie jesteśmy pewni, ale jesteśmy pewni istnienia własnych myśli.
J: Czy to nie przesadne wywyższenie myśli nad materią?

K: Ejże, głupcze! Co wiesz więcej o materii niż o swych myślach? W jaki sposób niepodważalny udowodnisz istnienie materii?

J: Yyyy… A jaźń jak pan udowodni? Hę?

K: Psiakrew! Mówiłem, słuchaj uważnie i w najwyższym skupieniu, pismaku! Istnienie jaźni wynika bezpośrednio z istnienia myśli. Jeśli bowiem jest myśl, to musi być ktoś, kto myśli. Myślę, więc jestem. A czym jestem? Istotą która myśli! Jaźń myśląca, czyli dusza, istnieje, choćby ciało moje było złudzeniem; istnieje więc niezależnie od ciała, jest niezależną substancją. Kapiszon?

J: No tak, tak. Pewnie, że tak. Rozumiem wszystko, co pan powiedział, doszczętnie.

K: Taa... Rozsądek jest rzeczą ze wszystkich na świecie najlepiej rozdzieloną, każdy bowiem sądzi, że jest w nią tak dobrze zaopatrzony, iż nawet ci, których we wszystkim innym najtrudniej jest zadowolić, nie zwykli pragnąć go więcej, niż posiadają. Ha, ha, ha.

J: Wróćmy do tematu prawd niepodważalnych. Czy faktycznie one takimi są? A co jeśli powiem, że wątpię, iż myśląc, mam pewność o swoim istnieniu?

K: Otóż to! Wątpi pan o tym? Zatem pan myśli, że wątpi, tak? W takim razie pan myśli i jest tego świadom, że wątpi, a kto jest tego świadom jeśli nie pańska jaźń? - to jest właśnie ta podwalina, której nie da się pominąć. To jest kwintesencja owej łaciny - cogito, ergo sum. Heh! Powróciliśmy do domu, nim z niego wyszliśmy!

J: Ok, zakumałem. Mamy już fundament, który określa nasze istnienie, lub ściślej ujmując - daje pewnik istnienia naszej jaźni. A co z kolejnymi prawdami wyrastającymi w tym ogrodzie?

K: Kolejną jest Bóg, to oczywiste.

J: Czyli że istnieje, czy nie istnieje?

K: Na to odpowiem potem. Teraz czas na palenie fajki, a pan musi teraz mi nie przeszkadzać, bo inaczej rozmów więcej nie będzie.

J: Dobrze, to ja przez ten czas pochodzę sobie po salonie.
Kartezjusz, rozparty na masywnym fotelu, przypatrywał się uważnie chuderlawemu dziennikarzowi, widząc w nim człowieka chcącego, ale niemogącego.
Pyk fajeczka.
Dym gęstniał, pytania się mnożyły, a myśli fruwały jak szalone po głowie. Istniały!

* Kartezjusz - wł. René Descartes (1596-1650), francuski filozof, fizyk i matematyk, jeden z najwybitniejszych uczonych XVII w. Ojciec nowożytnej refleksji, tradycyjnego europejskiego sposobu myślenia i krytycznego uprawiania nauki.

** Wszelkie zagadnienia filozoficzne są czerpane z myśli omawianego filozofa, które to nie są tożsame z poglądami autora czy redakcji. Artykuł ma na celu przybliżenie systemu danego myśliciela - nie ocenianie lub wartościowanie. Przywoływane zagadnienia są ujęte w sposób ogólny, bez zagłębiania się w niuanse. Oczywiste jest, że aby zdobyć odpowiednią wiedzę o danym filozofie, należy zapoznać się z całą jego twórczością, życiem, a najlepiej jeszcze różnymi interpretacjami jego nauk. Powyższy tekst może być jedynie progiem wstępu do wpłynięcia na suchego przestwór oceanu kontemplacji.

*** Źródła:
  1. Rozprawa o metodzie - Kartezjusz. Wyd. Onepress.
  2. Medytacje o pierwszej filozofii Tom I i II - Kartezjusz. Wyd. Naukowe PWN.
  3. Historia filozofii Tom II - W. Tatarkiewicz. Wyd. Naukowe PWN.
  4. Cytat Davida Hume’a - Wikicytaty.
PS. Jeśli się podobało to dawać znać i piszę kolejną część, raczej przedostatnią o Kartezjuszu, a potem wezmę kogoś innego na warsztat. Czekam na wici!
25

Oglądany: 50681x | Komentarzy: 49 | Okejek: 206 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

14.04

13.04

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało