Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Zapomniane tajemnice, które dopiero niedawno udało się wyjaśnić!

78 237  
277   29  
Zazwyczaj jak czegoś nie da się wytłumaczyć, pojawiają się dwie grupy fanatyków – jedni z całą stanowczością twierdzą, że doszło do boskiego cudu, drudzy zaś szukają odpowiedzi w działalności szarych ludzików z innego wymiaru. Tymczasem historia pokazuje, że niektóre tajemnice muszą „przeleżakować” długie lata, aby w końcu zostać rozwiązane.

Najstarsze amerykańskie zabójstwo. Znamy winnego!

Założona w 1607 roku osada Jamestown była pierwszym miejscem zamieszkania angielskich przybyszów w Północnej Ameryce i jednocześnie drugą najstarszą „amerykańską” osadą w historii (42 lata wcześniej Hiszpanie osiedlili się w St. Augustine na Florydzie). Dla badaczy jest to bardzo cenne stanowisko archeologiczne, a dzięki odkryciom tam dokonywanym pozyskać można wiele intrygujących informacji na temat pierwszych zarządców tych ziem. W 1996 roku wykopano tam na przykład szczątki młodego mężczyzny, który to został śmiertelnie postrzelony w nogę. Koło szkieletu nieszczęśnika znaleziono ołowianą kulę. Denat, którego opisano jako JR102C, był ofiarą najstarszego znanego badaczom zabójstwa osadnika na Nowej Ziemi.


W 2013 roku ustalono, że facet zmarł podczas pojedynku. Udało się dotrzeć do leciwych dokumentów, w których to odnotowano, że w 1624 roku doszło do strzelaniny pomiędzy niejakim George'em Harrisonem a lokalnym sprzedawcą, Richardem Stephensem. Ten ostatni miał więcej szczęścia i wyszedł z tego sporu obronną ręką.


Zagadka śmierci szwajcarskiej pary rozwiązana po 75 latach!

Marcelin i Francine Dumoulin, rodzice siedmiorga dzieci, żyli we wsi Chandolin u podnóża szwajcarskich Alp. Pani Mareclin była nauczycielką, a jej mąż prowadził zakład szewski. Pewnego dnia, pożegnawszy się z dziatwą, państwo Dumoulin poszli wydoić swoje krowy. Był to ostatni raz, kiedy ich widziano żywych. Przez 75 lat osierocone dzieci szukały jakichkolwiek śladów, które mogłyby dostarczyć informacji na temat losów zaginionej pary. Bezskutecznie.


Dopiero trzy lata temu tajemnica rozwiązała się sama. Topniejący na skutek zmian klimatu lodowiec odsłonił doskonale zachowane szczątki dwójki osób. Policjanci, którzy odkryli te zwłoki, zauważyli, że zmumifikowani denaci mieli na sobie ubrania z okresu II wojny światowej. Przy ciałach znaleziono też plecak, zegarek oraz butelki na mleko. Dopiero badania DNA potwierdziły, że „lodowe” mumie to faktycznie zaginieni wiele dekad wcześniej pan i pani Dumoulin.


Odnalezienie USS Indianapolis

Katastrofa krążownika USS Indianapolis zapisała się w historii północnoamerykańskiej marynarki wojennej jako tragedia, która pochłonęła największą ilość ludzkich żyć. Okręt ten był dla jankeskiej armii szczególnie ważny – to na jego pokładzie znalazły się elementy bomby atomowej Little Boy, którą dostarczono do bazy Tinian, skąd później w kierunku Hiroszimy i Nagasaki wystartowały amerykańskie samoloty. W drodze powrotnej krążownik namierzony został przez japońską łódź podwodną. Storpedowany poszedł na dno. Z 1196 żołnierzy, atak ten przeżyło ponad 900. Czy to dobra wiadomość? No, niestety – nie do końca.


Rozbitkowie przez cztery dni umierali z zimna, pragnienia i hiponatremii. Wielu z nich zostało też pożartych przez wygłodniałe rekiny. Ostatecznie, dzięki spostrzegawczej załodze samolotu patrolowego, udało się namierzyć dogorywających na tratwach 316 żołnierzy.
Przez 20 lat bezskutecznie szukano śladu wraku USS Indianapolis. Dopiero w 2016 roku pojawił się zaskakujący trop, który pomógł w zlokalizowaniu okrętu. Otóż jeden z marynarzy obecnych na pewnym statku z dużym przekonaniem twierdził, że zaginiony krążownik mijał się z ich jednostką 11 godzin przed katastrofą. Znając trasę tego statku, badaczom udało się wskazać miejsce, gdzie należałoby szukać wraku. Wyprawa sfinansowana przez współzałożyciela firmy Microsoft Paula Allena dość szybko namierzyła znajdujący się na głębokości ponad 5 kilometrów okręt.


Tajemnica „krwawych wodospadów”

Od ponad stu lat uczeni obserwują niecodzienne zjawisko, z którego słynie znajdujący się na Antarktydzie lodowiec Taylor. Otóż wodospady, które pojawiają się na jego powierzchni, często mają kolor brunatny, a czasem wręcz krwistoczerwony! Jeszcze do niedawna uważano, że za ten fenomen odpowiadają algi znajdujące się pod powierzchnią lodu. Prawda tymczasem jest zupełnie inna.



Wyniki ostatnich badań wskazują na to, że „winnymi” tego przedziwnego zjawiska są tlenki żelaza, które w momencie kontaktu z tlenem wchodzą z nim w reakcję chemiczną i nadają wodzie tak niecodzienną barwę. Pytanie tylko, jak ten związek chemiczny znalazł się w lodowej skorupie?

Korzystając z echosondy, kanadyjscy naukowcy odkryli, że wewnątrz lodowca uwięzione jest… jezioro! I to od dobrego miliona lat. Jakby tego było mało, akwen ten nie zamarzł, bo jego woda jest kilkukrotnie bardziej słona niż w oceanie!


Ostatni lot Barry’ego Troya

25 lutego 1958 roku porucznik William Thomas Barry Troy zasiadł za sterami myśliwca McDonnell F2H Banshee. Zarówno on, jak i dwóch innych kanadyjskich pilotów tych maszyn odbyć mieli rutynowe ćwiczenia u boku przedstawicieli amerykańskiej armii. Maszyna Troya nigdy nie dotarła jednak do celu, którym to była baza wojskowa na Florydzie. Zaraz po starcie samolot zniknął gdzieś w gęstej mgle i ślad po nim zaginął na całe 60 lat!


W 2017 roku mieszkańcy Florydy spotkali się z żywiołem, który poważnie zagrażał ich życiu. Zbliżający się huragan Irma z potężną siłą uderzył w półwysep. Zanim do tego doszło, udało się ewakuować ponad 6 milionów osób! Mimo to odnotowano ponad 100 ofiar śmiertelnych, a szkody wyrządzone przez cyklon oszacowano na grube miliardy dolarów.
Niedługo po przejściu huraganu strażnik pracujący w parku Hanna zauważył wyrzucone przez ocean śmieci. Wśród nich znalazł się fragment uprzęży spadochronowej z wyszytym na niej napisem „Lt. (P) Troy”. Przez długie dekady ta smutna „pamiątka” po zaginionym poruczniku prawdopodobnie spoczywała na dnie oceanu, a cyklon pomógł jej wypłynąć na powierzchnię. I chociaż dziś już wiadomo, że myśliwiec wpadł do akwenu, nie udało się zlokalizować ani jego wraku, ani tym bardziej szczątków pilota.



Źródła: 1, 2, 3, 4, 5, 6
7

Oglądany: 78237x | Komentarzy: 29 | Okejek: 277 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

04.03

03.03

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało