Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Brytyjczyk kupił rower w Chinach i wrócił na nim do Anglii

48 755  
369   48  
23-letni Brytyjczyk Josh Reid kupił rower swojej ulubionej marki bezpośrednio w fabryce w Szanghaju i postanowił dostać się do swojego domu w Newcastle w Anglii w nieco szalony sposób - na zupełnie nowym żelaznym koniu! Mężczyzna przejechał 14 967 kilometrów przez 15 krajów.
Chińskie fabryki produkują większość rowerów na świecie, nawet te sprzedawane w Wielkiej Brytanii... jako amerykańskie. Postanowiłem wyeliminować pośredników i zaimportować własny rower - ale w trudniejszy sposób, wracając nim do mojego domu w Newcastle z Chin, przemierzając 9300 mil (14 967 km) przez 15 krajów.
Giant of Taiwan produkuje rowery dla wielu czołowych amerykańskich i brytyjskich firm rowerowych, ale sprzedaje także rowery pod marką Giant. Po zakończeniu mojej zwykłej turystycznej podróży do Chin w 2019 roku zdecydowałem się odebrać taki rower z fabryki firmy w Szanghaju.

Kliknij i zobacz więcej!
23-letni Josh był traktowany jak członek rodziny królewskiej w fabryce Giant niedaleko Szanghaju. Następnie wyruszył do Newcastle.

Po lunchu (pracownicy fabryki traktowali mnie po królewsku) przypiąłem bagaże do roweru, który mogłem z łatwością kupić w Europie, i wyruszyłem w długą podróż do domu.

Kliknij i zobacz więcej!
Josh podziwia tęczowe góry w Narodowym Parku Geologicznym Zhangye Danxia w Chinach.


Kliknij i zobacz więcej!
Ujęcie z drona przedstawiające legowisko Josha, zdjęcie zrobiono w Chinach.


Kliknij i zobacz więcej!
Zdjęcie Josha z cyklistą z Chin, który zaśpiewał mu piosenkę.

Rozpocząłem podróż pod koniec lipca, podczas fali upałów, sypiając w hotelach (zmuszony przez chińską policję - są dość surowi wobec niezależnych podróżników, chociaż czasem też kupowali mi jedzenie), ale częściej biwakowałem przy drodze w śpiworze. Nie spakowałem namiotu: za ciężki. Chciałem szybko jechać do domu. W końcu często pokonywałem nawet 200 mil dziennie (322 km).

Kliknij i zobacz więcej!
Josh przejechał prawie 15 tysięcy kilometrów przez 15 krajów podczas swojej epickiej wyprawy rowerowej z Szanghaju do Newcastle.

Chiny mają kilka światowej klasy ścieżek rowerowych - żadnych innych nie widziałem, dopóki nie dotarłem do Europy. Po opuszczeniu Xi'an - domu wojowników z terakoty - podążałem wzdłuż starożytnego Jedwabnego Szlaku, ale w przeciwieństwie do większości zachodnich rowerzystów, jechałem ze wschodu na zachód.

Kliknij i zobacz więcej!
Przełęcz w Kirgistanie.

Z dala od wielkich miast nie było wielu dróg do wyboru, co sprawiało, że nawigacja była łatwa. Opuściłem Chiny, wjechałem do Kazachstanu i udałem się do największego miasta w kraju, Ałma-Aty, gdzie skorzystałem z masażu w jednej z miejskich łaźni publicznych. To był pierwszy posmak normalności od jakiegoś czasu, jeśli można nazwać normalnością bycie bitym liśćmi dębu, a potem pływanie na golasa, gdy inni nadzy mężczyźni nurkowali wokół mnie.

Kliknij i zobacz więcej!
Josh przejeżdżający obok jurt w Kirgistanie, gdzie wjechał na Trakt Pamirski.


Kliknij i zobacz więcej!
Opisując tę nieco komiczną scenę w Kirgistanie, Josh powiedział: „Przejechałem obok tych gości, próbujących wepchnąć kozy do 4x4. Wsadzali jedną, a tymczasem druga wyskakiwała, więc gonili ją wokół samochodu”.


Kliknij i zobacz więcej!
Zapierający dech w piersiach krajobraz: na szlakach górskich w Kirgistanie.

Zamiast jechać płaską, pustynną trasą przez Kazachstan, pojechałem jedną z najdzikszych i najwyżej położonych dróg na świecie, Traktem Pamirskim, osiągając w pewnym momencie wysokość 4655 metrów nad poziomem morza. Ta wijąca się, przeważnie żwirowa droga - często nazywana dachem świata - prowadziła mnie przez Kirgistan i Tadżykistan, gdzie jechałem 250 mil (402 km) wzdłuż granicy z Afganistanem.

Kliknij i zobacz więcej!
Przerwa na przekąskę w Kirgistanie na środku Traktu Pamirskiego - konsumpcja tradycyjnego chleba kupionego na targu w Oszu, drugim co do wielkości mieście w kraju.


Kliknij i zobacz więcej!
Zjazd do wioski Sary Tasz w Kirgistanie. Josh powiedział o tym zdjęciu: „Pomyślałem sobie „to są imponujące chmury”, ale gdy się zbliżałem, to zacząłem zdawać sobie sprawę, że nie są to chmury, ale ogromne góry”.

W tadżyckiej wiosce zapytałem przechodnia, gdzie mogę się przespać - zadzwonił do znajomych, którzy powiedzieli, że zajmą się mną ich dziadkowie. I tak się stało - nakarmili mnie, prosząc, by im nie płacić. Ta gościnność - tak mile widziana i tak wzruszająca - była normą w całej Azji Środkowej. Podczas mojej podróży zostałem zaproszony do spania w kilku meczetach i przebywałem w domach wielu ludzi, wliczając w to nocleg w przydrożnym stoisku z arbuzami.

Kliknij i zobacz więcej!
Pasterze, którzy gościli Josha i francuskiego turystę na szczycie przełęczy w Tadżykistanie. Josh powiedział: „Uratowali nas przed bardzo zimną nocą. Pozwolili nam dzielić drewnianą platformę, na której spali, i zapewnili nam jedzenie”.


Kliknij i zobacz więcej!
To zdjęcie zostało zrobione w Tadżykistanie (poniżej rzeka Pandż, poza kadrem). Wszystkie farmy, pola i wzgórza znajdują się w Afganistanie.


Kliknij i zobacz więcej!
Przybycie do Samarkandy w Uzbekistanie, gdzie Josh mógł podziwiać oświetlone piękne budowle.


Kliknij i zobacz więcej!
Przed Registanem, sercem starożytnego miasta Samarkanda.


Kliknij i zobacz więcej!
Stragan z arbuzami w Uzbekistanie, gdzie nocował Josh.


Kliknij i zobacz więcej!
Czas na uzupełnienie płynów obok pięknego niebieskiego minaretu w Chiwie w Uzbekistanie.


Kliknij i zobacz więcej!
Pedałując obok wielbłądów na pustyni w Kazachstanie.


Kliknij i zobacz więcej!
Czas na wyrównanie opalenizny w słońcu Kazachstanu.

Kupiłem małego drona w sklepie DJI w Szanghaju, ale nie przypuszczałem, że w niektórych krajach będzie to "gorący towar". Przed wjazdem do Uzbekistanu przeczytałem, że osoby przyłapane na imporcie drona mogą zostać skazane na trzy lata więzienia. Podzieliłem maszynę najlepiej jak potrafiłem i rozłożyłem charakterystyczne części do moich kilku toreb, mając nadzieję, że nie zostaną dokładnie przeszukane. Nie musiałem się martwić odprawą celną - najwyraźniej uważano, że podróżujący na rowerze nie stanowią zagrożenia.

Kliknij i zobacz więcej!
Koczowanie w Kazachstańskim obszarze kontroli celnej przez 36 godzin, w oczekiwaniu na transport przez Morze Kaspijskie.

Z irańską policją religijną mogło być jednak inaczej, więc zdecydowałem się przekroczyć Morze Kaspijskie, zamiast jechać drogą lądową przez Iran. Nie ma regularnego promu, ale jeśli obozujesz w porcie Aktau w Kazachstanie, możesz w końcu wskoczyć na statek towarowy płynący w pożądanym kierunku.

Po 36 godzinach oczekiwania wsiadłem na statek, który następnie stał na kotwicy przez kolejne 36 godzin.

W Azerbejdżanie znów wskoczyłem na rower i, posilając się granatami i słodką herbatą, dotarłem do Gruzji w dzień lub dwa.

Pierwsze oznaki jesieni ostrzegały mnie, że zbliża się zima i że lepiej się ubrać - nie miałam ani ekwipunku, ani ubrania, które pozwolą mi przetrwać zimno.

Najszybszym i najłatwiejszym sposobem przejechania przez Turcję był przejazd wybrzeżem Morza Czarnego aż do Stambułu.

Po przepłynięciu promem przez Bosfor Azja w końcu była za mną.

Kliknij i zobacz więcej!
Niezbyt luksusowe miejsce do spania Josha przy serbskiej drodze.

Z Budapesztu jechałem oznakowaną trasą rowerową Eurovelo wzdłuż Dunaju, mając austriackie Alpy po lewej stronie. Przejechałem szybko przez Luksemburg i Niemcy, ponownie korzystając ze ścieżek rowerowych.

Kliknij i zobacz więcej!
Przekraczanie mostu łańcuchowego Széchenyi na Dunaju, który łączy Budę i Peszt.

W Holandii zatrzymałem się w europejskiej siedzibie Gianta i zostałem ugoszczony kolejnym prawdziwie królewskim poczęstunkiem.

Kliknij i zobacz więcej!
Josh z Frankiem Veltmanem, drugim szefem Giant Europe w fabryce rowerów Giant w Lelystad w Holandii. Josh powiedział: "Oprócz zaserwowania mi kolejnego posiłku, mili ludzie w Giant wymienili zużyte opony i wykonali serwisowanie roweru".

Prawie z nastaniem zimy, jadąc przez kilka godzin z Amsterdamu, dotarłem do portu Ijmuiden, skąd wsiadłem na prom DFDS do Newcastle i domu, jakieś cztery miesiące po opuszczeniu Szanghaju. W kolejną podróż - już pewnie z dzieckiem - wybiorę się na pewno z dodatkowym fotelikiem rowerowym.

5

Oglądany: 48755x | Komentarzy: 48 | Okejek: 369 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało