Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Czy redakcja Cosmopolitan twierdzi, że "grube jest zdrowe"? Porównajmy dwie skrajnie różne opinie

62 801  
180   297  
Ja rozumiem, że każdy powinien czuć się dobrze w swoim ciele i że lansowane w mediach kanony piękna to kłamstwo, ale nie podoba mi się, gdy ktoś próbuje walczyć z medycznymi faktami i twierdzi, że otyłość jest zdrowa. Taka gafę popełniła ostatnio redakcja magazynu Cosmpolitan, Pismo postanowiło zrobić sobie reklamę publikując grafiki, których odbiór może mieć bardzo złe skutki.
To jednak moje zdanie. Bardzo chciałem wysłuchać argumentów kogoś, kto inaczej to odbiera. Dlatego też poprosiłem o komentarz Atittę - feministkę, której problem nadprogramowych kilogramów jest znany (a raczej był, bo teraz w jej życiu dominuje sport).
Jak najlepiej przekonać palacza, że nałóg nikotynowy to śmiertelne niebezpieczeństwo? Ano zakazać mu delektowania się fajkami w miejscach publicznych, bombardować go zdjęciami zjedzonych przez raczysko płuc, wbijać do głowy fakty na temat szkodliwości papierosów oraz usuwać z filmów bohaterów jarających szlugi. A teraz odpowiedzcie sobie na pytanie jak wielki byłby ryk oburzenia, gdyby tę sama metodę wykorzystać do walki z falą otyłości.

Wyobrażacie sobie strażników miejskich wlepiających mandaty otyłym ludziom za bycie "przy kości" na terenie przystanków autobusowych, albo kiedy idziesz ze swoją nieco utytą dziewczyną do restauracji i gdy już siedzicie przy stoliku podbiega do was zaaferowany kelner i woła: „Przepraszam! Tu nie wolno być grubym!”.



No, właśnie – otyłość, czyli choroba, która w każdym roku doprowadza do śmierci prawie 3 milionów osób, stała się jakimś wielkim tabu, a mówienie o jej zdrowotnych konsekwencjach, albo wręcz nakłanianie obywateli do zdrowego trybu życia jest dziś czynem wręcz ryzykownym. Pewne jest bowiem, że konsekwencją będzie tu ryk członkiń rozwścieczonych organizacji lewicowych. Prawdopodobnie w tym wrzasku pojawią się też biedolenia o szkalowaniu osób puszystych, nieludzkim fat-shamingu oraz o nieszczęśnikach, których obłość wynika z niedoczynności tarczycy, przyjściu na świat z masywnymi kośćmi, wrodzonym, genetycznym upośledzeniem. W żadnym wypadku przecież za otyłość nie jest odpowiedzialny brak ruchu i obżeranie się pampuchami! Tę przykrą tendencję do przesadnej wrażliwości na punkcie „piętnowania osób przy kości” przez długi czas można było obserwować wśród amerykańskich feministek. Okazało się jednak, że również i u nas grunt jest bardzo podatny na takie akcje. Pamiętacie zadymę, którą wokół pewnej bardzo pomysłowej akcji społecznej zrobił panie z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet?



W jaki sposób powinno się promować zdrowy tryb życia, sport, dietę i odchudzanie bez obawy, że ktoś się obrazi i zrobi nam wielką awanturę? Jak mówić o cywilizacyjnej chorobie, nieodwracalnie niszczącej zdrowie, a wręcz zabijającej miliony ludzi nie narażając się przy tym na oskarżenia o nietolerancję i kliniczną fat-fobię? No i właśnie tu wjeżdża zjawisko zwane „ciałopozytywnością”. W skrócie – jest to ruch społeczny, który za wszelką cenę dąży do uczenia nas akceptacji swojego ciała, a przy okazji za punkt honoru postawił sobie edukowanie ludzi na temat tolerancji osób o wyglądzie odbiegającym od utartych standardów. Efektem miałoby być zmniejszenie ilości zakompleksionych wrażliwców, a nawet walka z anoreksją, bulimią i innymi fizycznymi oraz psychicznymi skutkami ślepego dążenia za nierealnymi kanonami piękna. Idea wspaniała, nieprawdaż? Tylko właśnie jak to bywa ze wspaniałymi ideami – także i ta szybko pokryła się nowotworowymi guzami i agresywnie zaczęła uskuteczniać społeczny rozpierdol.



Zamiast znaleźć złoty środek pomiędzy promowaniem akceptacji swoich cielesnych niedoskonałości i jednoczesnym nakłanianiem do zmiany niezdrowego trybu życia, wprowadzenia diety i ruszenia opasłych zadów na zajęcia sportowe, organizacje związane z ruchem ciałopozytywności wykonały najgorsze posunięcie, jakie można było zrobić – zaczęły wmawiać zakompleksionym, grubym wrażliwcom, że wyglądają pięknie, a ich zdrowiu absolutnie nic nie zagraża, a jeśli ktoś zasugeruje im zrzucenie paru kilogramów, to mają pełne prawo czuć się atakowane, a wręcz werbalnie gwałcone. Żeby nie szukać zbyt daleko przypomnijmy nominację do Biologicznej Bzdury Roku. Wówczas to o włos od otrzymania tej nagrody minęły się Dziewuchy Dziewuchom, które zorganizowały akcję w mediach społecznościowych i usiłowały przekonać swoje czytelniczki do tego, że… otyłość nie powoduje chorób.



I w tym momencie dochodzimy do utrzymanego w podobnym tonie paskudztwa spłodzonego przez redakcję Cosmopolitan. W styczniowym numerze tego poczytnego magazynu pojawił się tekst, w którym to jedenaście pań opowiada swoją historię szukania samoakceptacji i prób wyzbycia się nawyku ciągłego porównywania się z innymi osobami. No i fajnie – artykuł jest dość motywujący, a jego przesłanie wydaje się czytelne i jak najbardziej pozytywne. Kontrowersje natomiast wzbudziły tekst, którym okraszono grafiki. Oto bowiem prezentowane są nam bohaterki tej publikacji. Zdjęciom towarzyszy duży napis „To jest zdrowe!” („This is healthy!”).

Wszystko zgadza się, gdy na fotografii widzimy np. wysportowaną dziewczynę uprawiającą boks. Problem pojawia się jednak w momencie gdy mamy przed nosem kobietę chorobliwie otyłą, a hasło nadal sugeruje, że osoba z tak wielką nadwagą jest wzorem zdrowia. Założenie było zapewne takie, żeby powiedzieć paniom z nadwagą coś w stylu: „Hej! Nie jesteś sama! Pokochaj siebie!”, wyszło natomiast tak, że w naturalnym odruchu „oceniania książki po okładce” potencjalny czytelnik dostaje w łeb grubym (!) kłamstwem.



Zestawienie fotografii osoby, nie bójmy się tego powiedzieć, chorej z hasłem „To jest zdrowe!”, nawet jeśli intencje redakcji były inne (co może sugerować treść artykułu) jest jawnym gwałtem na medycznych faktach i oznaką szkodliwej ignorancji. Rozumiem chęć sprzeciwstawiania utrwalonemu w telewizji, filmach porno oraz teledyskach wizerunkowi długonogiej, wychudzonej seks-bomby i naprawdę fajnie by było, aby w takich środkach przekazu prezentowano bardziej realistyczny wygląd przedstawicieli homo sapiens, ale ta akcja jest po prostu szkodliwa. Równie dobrze można by Ryszarda Riedla zrobić twarzą projektu zachęcającego dzieci do wysypiania się, jedzenia soczystych cytrusów i unikania używek.
Puśćmy wodze wyobraźni jeszcze na chwilę...















Grube nie jest zdrowe! - wyjaśnijmy to sobie i nie bójmy się o tym mówić głośno, nawet kosztem spieczenia sobie tyłków ogniem zianym przez rozjuszone feministki.

Akcje w stylu Cosmo nie tylko robią więcej szkody niż pożytku, ale i ich twórcy, wkładając gigantyczne pokłady energii w walkę z faktami, odsuwają na bok inny problem, z jakim realnie borykają się otyłe, szukające samoakceptacji osoby, które często muszą przelać wiadra potu, aby zrzucić swoją monstrualną wagę. Zamiast wmawiać wszystkim, że otyłość jest fajna i zdrowa może warto by zwrócić uwagę na zjawisko internetowego hejtu wymierzonego w grubasów, którzy zwlekli się z tapczanu i zmotywowani zaczęli pracę nad sobą? Takie osoby często chwalą się swoimi wynikami w sieci. Mimo że większość z nas nie podejdzie do krągłej pani wypluwającej płuca na bieżni i nie rzuci jej tekstu w stylu: „Idź być gruba gdzie indziej!”, to już w Internecie, za zasłoną anonimowości, łatwiej jest kanapowemu hejterowi wylać swoją, zazwyczaj związaną z małą kuśką, frustrację. Pół biedy, gdy ofiarą takiego wyrzygu jest jakiś oswojony z sieciowymi pawianami redaktor z Joemonstera, gorzej gdy dostanie się tłuściochowi, który jest na dobrej drodze do odzyskania swojego zdrowia i ciężko walczy, aby pozbyć się kompleksów. Śmianie się z otyłej osoby ćwiczącej w siłowni jest porównywalne do nabijania się z alkoholika uczęszczającego na spotkania AA!


Ciałopozytywnością nie powinno być wmawianie grubym, że są piękni, ani przekonywanie do tego reszty. Jeśli naprawdę zależy ci na dobru drugiej osoby, pomóż jej pracować nad sobą i zmotywuj dobrym słowem, nawet gdy wyników masakrowania się w klubie fitness od razu nie widać. Jakby nie patrzeć – zazwyczaj taki ktoś nie walczy tylko o swój wygląd, ale przede wszystkim – o swoje zdrowie. A mówią, że to ono jest najważniejsze.

A teraz parę słów od Atitty:

Absolutnie nie odebrałam okładki „Cosmo” jako manifestu tego, że otyłość jest zdrowa. Nie jest. Na okładce widzimy duże dziewczyny. Na pierwszy rzut oka sama miałam klasyczny „wtf?”. Wtedy zobaczyłam drobniejszy druk. I wystarczy go przeczytać. Wtedy dowiemy się, że kobiety o których mowa mówią, że zdrowo jest się ruszać. Nie „być grubym”. Na tym można zakończyć, ale nie. Otóż ślepi na drobniejszy druk i głusi na tłumaczenie państwo najmądrzejsi twierdzą, że to promowanie otyłości, że straszne, okropne a w ogóle to nieestetyczne i jak tak można, przecież oni chcą, żeby z okładek spoglądały piękne kobiety. Piękne czyli jakie? Dla kogo piękne? Jak w takim razie gruby ma schudnąć? W zaciszu domowym a na siłowni i wśród ludzi pojawić się dopiero jako ten łabędź piękny i wiotki? Ludzie są różni - grubi, chudzi, głupi, mądrzy, blondyni, bruneci, o jasnej karnacji i ciemnej a nawet pośredniej. I oni są. I w ogóle co znaczy sam termin „promocja otyłości”? Rozumiem, że wychodzę na ulicę i szczupłe dziewczyny widząc mnie mówią: „O łał, super od dzisiaj postanawiam sobie, że będę gruba!!! Ale czad! Rzucam moje zdrowe nawyki, przestaję ćwiczyć, będę jadła śmieciowe żarcie bo to jest to!”.



Wiecie co najczęściej słyszę od dużych dziewczyn, które czasem mnie zagadują? „Jak to robisz, że się nie przejmujesz tym, że na ciebie patrzą albo się śmieją?”. Żadna nawet nie zapyta czy patrzą i czy się śmieją, tylko jak to robię że mnie to nie boli. Kiedyś bolało - dzisiaj raczej śmieszy. Uwielbiam aktywność fizyczną. Dużo ćwiczę, ostatnio kiedy mnie poniosło policzyłam, że w tygodniu przeznaczyłam na ćwiczenia 23 godziny! Standardowo jest to 9-13 godzin. Jem zdrowo, pilnuję makro bo potrzebuję siły, gdyż moje aktywności są bardzo wymagające. Nie zamierzam wymieniać chorób, z którymi się zmagam bo nikogo to nie powinno interesować i nie zadowalam się wynikiem „jak na osobę z… jest dobrze” tylko po prostu skupiam się na treningu. Pokazuję się na Instagramie, na Facebooku; po kolejnym tekście kogośtam, że promuję otyłość, że to okropne i w ogóle jak tak można piszę o sobie, że jestem influenserką fatnessową.



Serio? Myślicie, że nie mamy w domu lustra i nie wiemy, że jesteśmy grubi? Że należy nam o tym przypomnieć na każdym kroku? Naprawdę uważacie, że na miejscu jest wbijanie mi się na profil i pytanie dlaczego się pokazuję w takiej czy innej pozie? Bo to robię i to moje konto i pokazuję na nim co chcę. Kiedy mignie mi przed oczami profil, który mi się nie podoba, bądź mnie nie interesuje po prostu nie wchodzę tam. A nawet jeśli potraktuję coś jako ciekawostkę przyrodniczą i sobie popatrzę nie mam misji nawracania kogoś na jedynie słuszną drogę. Co ciekawe nie spotkałam się nigdy ze słowem krytyki od osób trenujących daną dyscyplinę. Oni wiedzą ile kosztuje osiągnięcie wyników a kiedy warunki fizyczne nie sprzyjają - tym bardziej.



Nie znam grubego, który jest szczęśliwy z powodu tego, że jest jaki jest. Nie znam również szczupłego, który zobaczywszy grubą osobę stwierdził, że teraz to on kurde rzuca zdrowy styl życia i będzie gruby. Odwrotnie - owszem.

Otyłość nie jest zdrowa, nie twierdzę tak absolutnie. Okładka „Cosmo” również tego nie robi. Moim zdaniem zachęca do aktywności. Grupą docelową tej okładki i artykułu, który reklamuje są osoby, które nie ćwiczą, nie idą na siłownię, na basen bo się wstydzą i boją się reakcji otoczenia. Ta okładka mówi: „Ej, zobaczcie - możecie, tak samo jak ja. Zakładajcie ledżiny, dresy i dawajcie”. Bo gruby jest oceniany. Jak szczupła osoba wywali się na rolkach - kurde no ćwiczy sobie coś, nie wyszło kiedyś wyjdzie. Wywala się na rolkach gruby - hue, hue, grubas się wywalił, gdyby był szczupły na bank umiałby od razu skakać na rolkach i zasuwać slalom. Bo przecież ten grubasek taki pocieszny jest i jeszcze sadło mu się wylewa, i matko jaką ścierkę na siebie założył, ale kolekcje size+ ubrań sportowych jest nie na miejscu gdyż albowiem promuje otyłość. Czyli: ej ty, gruby, rusz się z kanapy, ale ćwicz w swoim worku w domu i pokaż się nam jak już będziesz wystarczająco estetyczny.



Moim zdaniem ci, którzy tego nie widzą z jakiegoś powodu czują się lepsi i mają po prostu jakąś dziwną przyjemność z wytykania ludziom ich odmienności i uzmysławiania im, żeby poszli sobie być grubymi gdzie indziej. Zresztą temat dowalania grubemu jest nośny. Ta okładka jest dobra. To typowy clickbait. Osiągnęła cel - mówi się o niej, więcej dziewczyn sięgnie po pismo i może kogoś zmotywuje, lub pomoże w uporaniu się ze strachem. Bardziej oczywiście widoczne są głosy oburzonych, gruby zmotywuje się po cichu. I dobrze, choćby po cichu byle skutecznie.
43

Oglądany: 62801x | Komentarzy: 297 | Okejek: 180 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

07.12

06.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało