Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Nazwali go Ghost Car - Chevrolet Camaro z roku 1979 używany podczas wojny w Bośni

48 206  
516   53  
Redaktor Coldseed zagaił mnie tymi słowy: „Ej, mam dla ciebie temat, który jest chyba fajny” i podał linka. Poczytałem i temat był rzeczywiście fajny, właśnie o tytułowym Camaro. Lecz ja zamiast tłumaczyć tekst i umieścić go tu postanowiłem, że w swoim stylu nieco rozwinę temat. Bo czemu by nie…

#1.

Zanim przejdziemy do opisu tego wyjątkowego samochodu, zapoznajmy się z samym Camaro. Co to jest i po co powstało. A powstało, bo… Ford tak chciał. Serio. W roku 1964 Ford wypuścił pierwszego Pony Cara, czyli Mustanga, który natychmiast stał się sprzedażowym hitem. Kiedy w kwietniu 1965 roku ogłoszono, że Chevrolet także będzie miał swojego Pony Cara, Mustanga będącego na rynku od roku zdążono opchnąć w liczbie 418 812 sztuk. Nic więc dziwnego, że Chevrolet także próbował uszczknąć coś dla siebie z tego smakowitego torciku. Camaro do sprzedaży trafiło we wrześniu 1966 roku, a w tym czasie Ford opchnął już ponad milion Mustangów (a chcieli ich sprzedać docelowo 75 000 sztuk przez cały okres produkcji). Pierwsza generacja Camaro była prawdziwym hitem. Od razu zaprojektowano go tak, by mógł pomieścić duże silniki i jego topowy motor to 7-litrowe V8 L72 o mocy 425 KM, podczas gdy topowa specjalna wersja Mustanga o nazwie Boss 429, pozbawiona klimatyzacji i paru innych udogodnień (7 litrów było za dużo na Mustanga i ledwo się tam mieściło), osiągała moc zaledwie 375 KM.

#2.

Zresztą każdy inny silnik w Camaro miał więcej mocy niż jego pojemnościowy odpowiednik w Mustangu. I wtedy to powstała legenda, że Camaro "to małe, złośliwe zwierzę, które zjada Mustangi". W roku 1970 zaprezentowano drugą generację Camaro i nadal bawiono się z Fordem (i Dodge'em, który w roku 1970 dołączył do piaskownicy, by się pobawić) w wyścigi w stylu kto wpakuje mocniejszy silnik do swojego auta. Absurdalne było to, że postanowiono pakować tylko mocniejsze silniki, nie zaprzątając sobie głowy takimi pierdołami jak lepsze zawieszenie czy skuteczniejsze hamulce. Auta miały przyspieszać, a co się będzie działo potem, to już sprawa właściciela. On ma myśleć i przewidywać.

#3.

Aż przyszedł rok 1972, nadszedł kryzys paliwowy i skończyło się wesołe szachowanie mocą. Większość producentów uznała, że niezależnie od pojemności, 220 KM to moc taka w sam raz akuratna. I w tym momencie płynnie przejdę do bohatera naszego artykułu. Jest to Camaro II generacji z roku 1979.

#4.

Bo trzeba Wam wiedzieć, że kryzys paliwowy dość znacznie ograniczył popyt na auta sportowe (a Camaro się do takich zaliczało) i Chevrolet, nie chcąc ładować fury pieniędzy w opracowanie nowego modelu, co jakiś czas udoskonalał już istniejący, wprowadzając drobne zmiany i produkując go do roku 1981. Prezentowany model to auto, które było już po wszystkich restylizacjach, czyli produkt z tak zwanej ostatniej serii. To, że Chevrolet odpuścił sobie ulepszanie Camaro nie oznacza, że użytkownicy także. Otóż oni kochali ten model i zabierali go ze sobą nawet… na wojnę.

#5.

Niejaki Helge Meyer kupił używanego Camaro od Amerykanów stacjonujących w bazie pod Frankfurtem. Całość kosztowała go 4000 marek. Samochód to model Z28 z 1979 roku z silnikiem V8 o pojemności 5.7 litra i mocą 185 koni mechanicznych. Samochód był koloru czarnego. Kiedy wybuchła wojna w Bośni, Helge postanowił, że uda się na nią wraz ze swoim Camaro! Ale samochód uległ znaczącym modyfikacjom i jak się okazało, naprawdę był tam potrzebny!

#6.

Generalnie samochód należał do Duńskich Sił Specjalnych, gdyż tam w czasie wojny służył Meyer. A ponieważ Dania była członkiem NATO, to Amerykanie znacząco zmodyfikowali i wyposażyli ten pojazd. Zamiast tylnej szyby został wspawany kawał stalowej płyty. Samochód został także opancerzony poprzez panele z kevlaru i bardziej wytrzymałe kuloodporne szyby. Pomalowany został farbą pochłaniającą podczerwień, a na koła zostały założone opony, które pozwalały się poruszać pojazdowi w razie ich przebicia.

#7.

To jednak nie wszystko, bo pojazd zyskał parę zabawek. W miejscu zderzaka pojawiło się potężne orurowanie, zaś rolę spojlera pełniły pługi służące do usuwania min. A ponieważ właściciel był Europejczykiem, to na jego polecenie zmodyfikowano zawieszenie i hamulce, po to, by pojazd wreszcie się jakoś normalnie prowadził i po ludzku hamował. Dodatkowo Amerykanie dorzucili wykrywacz ciepła, radiostację, dwie gaśnice i noktowizor.

#8.

Natomiast właściciel w miejsce logo Chevroleta umieścił gumową kaczuszkę. Ponoć specjalnie, by grać wrogowi na nosie. Amerykanie zajęli się także silnikiem. Z fabrycznych 185 KM podnieśli mu moc do 220 KM, dając wydajniejszy łapacz powietrza. Ale to nie wszystko. Gdy robiło się gorąco i Helge musiał dać dyla, miał on tajną broń znaną jako podtlenek azotu. A ta broń zmieniała wszystko. Silnik dysponował wtedy mocą 440 KM i do 200 km/h samochód przyspieszał w 13 sekund.

#9.

Jak opowiadał właściciel samochodu, nitro uratowało mu skórę parę razy. Samochód mógł zabrać ze sobą 400 kg ładunku i Meyer dostarczał nim ubrania, leki, bandaże, opatrunki i żywność do odciętych i otoczonych przez wroga oddziałów i ludności cywilnej. Ludzie z początku brali Meyra za szaleńca, który wtyka nos tam, gdzie nie trzeba, gdyż jeździł on bez munduru. Potem zaczęli myśleć, że jest on agentem CIA, aż w końcu... wypatrywali z utęsknieniem czarnego Camaro, które zawsze oznaczało dostawę najpotrzebniejszych środków.

#10.

Misje nie należały do bezpiecznych. Za dnia Helge musiał się ukrywać przed wrogą armią oraz policją, był kilkukrotnie ostrzelany, jednak zawsze udawało mu się uciec. Żołnierz ratował się doskonałą znajomością terenu i wszystkich pobocznych uliczek. Jak opowiadał, raz miał wyjątkowe szczęście, bo podczas dostarczania pomocy w Vukovarze został namierzony i trafiony przez snajpera. Akurat musiał wyjść z wozu, by zrobić przegląd terenu, kiedy padł strzał. Siła strzału odrzuciła hełm kilkanaście metrów dalej. Helge zabrał hełm, wsiadł do auta i odjechał.

#11.

Nie wiadomo kiedy czarne Camaro, jeżdżące z numerami SL MN93, uzyskało przydomek Ghost Camaro, ale wiadomo czemu - gdyż samochód był nieuchwytny i niewidoczny dla radarów.

#12.

Pojawiał się znikąd i wymykał się z pułapek, jakie na niego zastawiano. Sam Meyer wśród ludności i przyjaciół zyskał przydomek Boski Rambo, bo jawił się im jako bardzo uczynny i dobry, niosący pomoc bohater wojenny.

#13.

Za każdym razem, gdzie by się nie pojawił Boski Rambo, wzbudzał podobne emocje. Najpierw był strach i niedowierzanie, bo spotykał ludzi, których dopadło piekło wojny, którzy potracili bliskich i domy. A potem, gdy zaczynał obdzielać ludzi tym co przywiózł, cała ta niepewność znikała. Dorośli dostawali lekarstwa, ubrania i jedzenie, a dzieciaki - zabawki.

#14.

Do akcji włączyła się nawet firma LEGO, dając dzieciakom darmowe klocki. Bo trzeba Wam wiedzieć, że Meyer o dzieciach nie zapominał i nalegał, by każdorazowo zapakować zabawki, by dzieciom jakoś wynagrodzić traumę związaną z wojną. Przez następnych kilka zdjęć możecie obejrzeć niektóre tylko miejsca, gdzie dotarł czarny Camaro z pomocą humanitarną.

#15.

Wszystkie wypady Meyer finansował sam (jak mówił, jeden kosztował jakieś 1000 marek, a odbył ich około 160). Ale jak podkreśla, pieniądze nie są ważne. Liczą się uratowani ludzie i ich wdzięczność.

#16.

Od razu po zakończeniu działań wojennych, a przed wyjazdem do Danii, Helge wrócił w miejsca, w które dostarczał pomoc - i wszędzie był witany jak bohater.

#17.

Jakie są dalsze losy samochodu? Cóż, po powrocie do ojczystego kraju Meyer zabrał samochód ze sobą. W myśl zasady, że przyjaciół się nie opuszcza. Zwłaszcza takich, którzy uratowali życie. Samochód stanął w garażu żołnierza i został przemalowany na... pomarańczowo. Jednak wszystkie detale (w tym 5,7-litrowy silnik) pozostały nietknięte. Na tę chwilę samochód ma przebieg ponad miliona kilometrów.

#18.

Obecnie Camaro znów jest czarne. Powód? Właśnie jest kręcony film na podstawie książki wydanej w 2009 roku, a opisującej jego przygody.

#19.

#20.

Od chwili powrotu do ojczyzny Meyer nie wrócił nigdy na Bałkany.

#21.

#22.

I to na tyle, jeśli idzie o Samochód Ducha i Boskiego Rambo. Fajnie jest wiedzieć, że na tym świecie są ludzie, którzy potrafią bezinteresownie nieść dobro.
Źródła: 1, 2, 3, 4
4

Oglądany: 48206x | Komentarzy: 53 | Okejek: 516 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało