Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Legendy z Dolnego i Górnego Śląska, w których tkwi ziarno prawdy!

39 363  
238   20  
Mówią, że to legendy, bzdury i dyrdymały. Podobno te historie nie miały prawa się wydarzyć. A jednak! Większość z nich żyje w pamięci starych ludzi. Przekazują je ustnie kolejnym pokoleniom. Potem ktoś coś doda albo odejmie. W taki sposób właśnie powstają opowieści o białych damach nawiedzających pałace, księżniczkach spacerujących korytarzami starych zamków czy też o innych zjawach ukazujących się nocą w opuszczonych budynkach.
Ale ja nie o tym! Dziś chcę rzucić nieco światła na to, co od lat uznane jest za legendę, a wcale nie musi nią być. Niektóre bajki znajdują odzwierciedlenie w prawdzie i można znaleźć twarde dowody na potwierdzenie ich autentyczności. Zapraszam Was więc w wirtualną podróż po tajemniczych zakątkach Dolnego i Górnego Śląska.

#1. Dziewczynka pochowana w szklanej trumnie


Gdzieś w polu, kawałek drogi od dawnego majątku dominialnego w Cesarzowicach, stała niewielka kapliczka, którą do dziś pamiętają niektórzy mieszkańcy tej niewielkiej dolnośląskiej wioski. W obiekcie znajdowała się figurka Matki Boskiej, która oczywiście - według relacji lokalsów - była niezwykle piękna. Po tym, jak zakończyła się wojna, nowi mieszkańcy miejscowości z jakiegoś powodu zdecydowali się na to, aby zajrzeć w podziemie tej małej budowli.

Okazała się ona grobowcem, gdzie znaleziono kilka trumien. Jeśli wierzyć legendzie, spoczywali tam właściciele niedalekiego pałacu. Pośród nieboszczyków była także mała dziewczynka, którą pochowano w szklanej trumnie. Była młodziutka i ubrana w bardzo ładną sukieneczkę. Jej ciało było zabalsamowane, co powodowało, że zapisała się ona w pamięci mieszkańców jako śpiący aniołek. Możliwe, że była ona córeczką właściciela cesarzowickiego majątku, która podobno zmarła przedwcześnie z powodu choroby. Legenda legendą, ale po przeprowadzeniu gruntownego śledztwa można śmiało mówić o tym, że historia ta jest przynajmniej prawdopodobna.

#2. Staw samobójców w województwie dolnośląskim

Zrzut-ekranu-2020-12-1-o-18-14-59

Staw, w którym dwoje młodych popełniło samobójstwo, nieistniejący mały kościół, stare groby i krzyż, który z niewiadomych przyczyn stoi niedaleko akwenu. Jest taka legenda, jakoby dawnymi laty nad stawem zlokalizowanym pomiędzy wsiami Białków, Klęka i Owieczki doszło do wielkiej tragedii. Starzy mieszkańcy okolicznych miejscowości opowiadają, że po tym, gdy przybyli na te ziemie, jeszcze przez jakiś czas zamieszkiwali je również Niemcy, którzy to z kolei upierali się, że nad niedaleko położonym stawem niegdyś stała świątynia. Według opowieści pobrać miała się tam para zakochanych. Mimo iż ceremonia zaślubin się udała, to państwo młodzi z niewidomych przyczyn chwilę po sakramentalnym „tak” zdecydowali się na samobójczą śmierć.

Staw jest, fragmenty murowanej budowli znajdującej się tuż nad nim również, a więc i topielcy musieli być. Istnieją tam podobno też groby, o których lokali mówią, że to mogiły samobójców. Pozostaje jedynie próba odpowiedzenia sobie na pytanie o to, z jakiego powodu zdecydowali się oni na taki krok. Według przekazów ustnych kościółek miał płonąć w trakcie zaślubin fatalnej pary. Mówili, że to efekt gniewu Bożego. Za cóż Bóg mógłby być tak rozgniewany? Ano za to, że na ślubnym kobiercu stanęło rodzeństwo.

#3. Opuszczona wędzarnia — jedna z firm polskiego milionera

Część źródeł podaje, że obiekt funkcjonował od 1986, ale to nieprawda, ponieważ można dotrzeć do pracowników, którzy byli tam zatrudnieni na przełomie lat 1980/81. Właścicielem zakładu był tajemniczy milioner, który przez jakiś czas na początku lat dziewięćdziesiątych znajdował się na liście stu najbogatszych Polaków.

Jedna z miejskich legend opowiada o tym, że pierwszym przysłowiowym gwoździem do trumny, który spowodował, że milioner zbankrutował, był zakup sportowego mercedesa. Milioner miał podobno wybrać się po niego za granicę, ale po zakupie - już na przejściu granicznym - okazało się, że pojazd jest kradziony i tym samym nie może być wwieziony do Polski. Może w tym miejscu skończyłyby się wszystkie kłopoty, gdyby gość nie postanowił sforsować przejścia granicznego i siłą wjechać do kraju. Co ciekawe, policja zgarnęła go dopiero kilkaset kilometrów dalej. Sprawę bardzo szybko zamieciono pod dywan, ale od tego czasu dobra passa milionera prysła. Jednak czy to prawda? Nie wiadomo!

#4. Trzy grzesznice z zamku Zimnik


Według lokalnych legend dotyczących miejscowości Bagno, dawnymi laty w legendarnym zamku Zimnik żyły trzy kobiety, które wiodły żywot pełen rozpusty i za nic w świecie nie chciały wyjść za mąż. Było to konkretne średniowiecze, więc sprawa jest przynajmniej podejrzana - w tamtym czasie niezamężna kobieta śmiało mówiąca o swoich potrzebach była doskonałym materiałem na urządzenie, że tak to ujmę, ogniska. W powieści jest mowa o tym, że gdy kobiety się zestarzały, zadrżały o to, jaki los spotka je po śmierci i zapragnęły przeprosić Boga za swoje grzechy. Po poradę udały się do czarownicy, a ta poleciła im, aby zasadziły one trzy lipy - wszystkie korzeniami ku górze - obok pobliskiej świątyni. Jeśli drzewka się przyjmą, oznaczać to będzie, że grzechy zostały im wybaczone. I jakoś tam wyszło, że lipy faktycznie urosły.

Bajka? Może. Jednak lipy stare tak, że mózg się marszczy, naprawdę rosną przy kościele w Bagnie. Według legend trzy grzesznice zamieszkiwać miały zamek Zimnik. Po warowni śladu nie ma, jednak grodzisko w Bagnie jeszcze w XIX wieku opisywane było jako Kaltenhausen, czyli „zimne domy”. Zamek miał należeć do księcia Konrada - może był to Konrad II Oleśnicki, który datami pasuje do tej opowieści, a i miał po co bywać w Bagnie, ponieważ znajduje się ono nieopodal Wrocławia, gdzie miał on swoje posiadłości. Może więc trzy bagienne grzesznice znalazły bogatego sponsora i to właśnie dlatego mogły prowadzić tak nietypowy żywot w średniowieczu?

#5. Nawiedzony Wrocław - maksymalne poniżenie

Zrzut-ekranu-2020-12-1-o-18-15-24

Pomiędzy wrocławskimi kamieniczkami Jasia i Małgosi a wejściem do kościoła świętej Elżbiety dawnymi laty pochowano 21 czeladników. Wszystko dlatego, że podnieśli oni bunt przeciwko swoim przełożonym, czy jak też inaczej nazwać tych, co bata nad innymi kręcili. Jako karę za ich występek wyznaczono poniżenie. Takie maksymalne - pogrzebano ich pod płytami chodnikowymi, które prowadzą aż do kościoła. Przechodnie mieli przez wieki deptać po szczątkach buntowników.

Legenda? Otóż niezupełnie. Tych 21 nieszczęśników pochowanych między Jasiem i Małgosią a kościołem św. Elżbiety było uczestnikami wydarzeń z 18 lipca 1418 roku. Wówczas grupa rzemieślników i reszty lokalnej biedoty z Wrocławia udała się do ratusza i tam przedstawili oni swoje żądania odnośnie do poprawy warunków ich życia.

Nie zostali oni oczywiście wysłuchani przez władze, więc - krótko mówiąc - zdenerwowali się nieco i wtargnęli siłą do ratusza. Wytargali stamtąd sześciu urzędników i publicznie skrócili ich o głowy. Wśród zamordowanych był również burmistrz miasta Mikołaj Freiber. Po tych wydarzeniach rozemocjonowany tłum powrócił do ratusza, gdzie odszukał resztę rajców ukrywających się w wieży i zrzucił ich wszystkich na bruk.

W roku 1420 miasto zostało zdobyte przez Zygmunta Luksemburskiego, który to wydał wyrok śmierci na przywódców opisanego buntu. W jeden z marcowych dni ośmiu katów obcięło głowy 21 powstańców. Głowy ich wystawiono na murach miejskich, aby zniechęcić innych do występowania przeciwko władzy. Co było potem? Pochowano ich tak, by przez setki lat deptali po nich przechodnie. Metoda najwyraźniej była skuteczna, ponieważ nie odnotowano innych wystąpień przeciwko radzie miejskiej.

I cóż… Na dziś to tyle! Takich legend jest oczywiście więcej i - co ciekawe - można znaleźć potwierdzenie na to, że w większości z nich tkwi jakieś ziarenko prawdy. Trzeba mieć tylko wprawne oko i być nieco elastycznym historycznie, czyli po prostu umieć czytać między wierszami. Trzymajcie się i do następnego!

Źródła: 1
11

Oglądany: 39363x | Komentarzy: 20 | Okejek: 238 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało