Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Co mają wspólnego geneza słowa niedźwiedź, Kallisto i precesja osi Ziemi? Przeczytaj

28 961  
433   45  
Jestem fanatykiem xkcd. Pół regału za#ebane jego książkami. Bojownicy, którzy stażem na Joe Monsterze dorównują wiekowi Maryli Rodowicz, powinni kojarzyć serię artykułów na postawie komiksów pochodzących z jego strony. Dziś natomiast chciałbym skupić się na jednym z nowszych komiksów i „trochę” rozszerzyć tematykę, którą porusza.
Niedźwiedzie to takie Voldemorty w realu

l_186364106168467XKCD.jpg
Tłumaczenie sponsorowane przez Segoe Print i PowerPoint.

Nie tylko w kulturach germańskich, jak sugeruje powyższy komiks od xkcd, ale i w słowiańskich wierzono, że wypowiedzenie imienia tego bydlaka, który może się nażreć, a potem idzie spać na kilka miesięcy (jak ja mu zazdroszczę...) spowoduje, że - niczym Krwawa Mary - wyłoni się znikąd i zacznie siać śmierć i zniszczenie. Postanowili oni zatem zastąpić je określeniem *„medvě̀dь” (czyli *medъ – miód + *(j)ěsti – jeść). Powszechnie uważa się, że słowo to w języku prasłowiańskim oznaczało „miodojada” lub, bardziej dostojnie, „Tego, Który Je Miód”. Nasi pradziadowie zadbali o to, żebyśmy z lasu mogli wywołać jedynie wilka, a nie kudłatą bestię potężnej postury i wzrostu. Dziękujemy!

Spotkać można się również z ludową interpretacją pochodzenia tego słowa. Pilipiuk w swojej książce „Czarownik Iwanow” niedźwiedzia nazywał „Tym-Który-Zna-Miód” (od prasłowiańskiego *medъ + *věděti, czyli znać, wiedzieć). Jednakże etymologia ludowa jest również odpowiedzialna za Włochy pochodzące od włosów, Częstochowę wywodzącą się ze słów „często” oraz „chować się”, czy Zakopane, które „no, he, he, cały czas jest pod śniegiem”. Tymczasem Włochy to państwo zamieszkiwane przez Wołochów, czyli obcych, Częstoch, prawdopodobny założyciel miasta, swoje imię zawdzięcza częstowaniu, a kopaniem po staropolsku określano karczowanie lasów.
Wróćmy do niedźwiedzia, ponieważ można tu zauważyć jeszcze jeden ciekawy proces występujący w języku oraz wśród ludzi posługujących się nim. Starożytne ludy wierzyły, że ich słowa mają moc sprawczą, że to, co wypowiedzą – stanie się. Unikali oni zatem takich zwrotów, aby nie kusić losu. Taki proces nazywany jest tabuizacją.
Brzmi znajomo? Nie brzmi?

O osobie, która jest w stanie agonalnym, często mówi się, że „jest jedną nogą w grobie”, o martwej – że „kopnęła w kalendarz”. Ludzie nie są chorzy psychicznie, tylko mają „żółte papiery”. O otyłej osobie mówi się, że jest „puszysta”. Miesiączka to „kobieca przypadłość”. Eufemizmy są przejawem tabuizacji językowej i mimo tego że od czasu, gdy ludzie tworzyli plemiona, a nie międzynarodowe cywilizacje, minęły grube tysiąclecia, to wciąż w wyrażaniu opinii na temat rzeczywistości jesteśmy ograniczani przez tabu.

Jaka zatem, według naszych pradziadów, była faktyczna nazwa niedźwiedzia? Tego nie wie nikt. Nawet hebrajskie „dov” pochodzi od protoafroazjatyckiego „dabb”, oznaczającego po prostu duże zwierzę. W praindoeuropejskim funkcjonowało słowo „rkto”. Sugeruje się, że słowo to oznaczało „niszczący”. Od niego zresztą pochodzi greckie „arktos” czy łacińskie „ursus”. Słowo „Arktyka” pochodzi właśnie od faktu, że gwiazdozbiory Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy zawsze znajdowały się na północy. Gdyby pokazać starożytnemu Grekowi biegun północny, byłby zapewne szczerze zdziwiony, że można tam znaleźć, nomen omen, niedźwiedzie.

Ludzie to w ogóle mają wyobraźnię. Wyjdzie taki jeden z drugim w nocy, rozłoży się na łące, walnie kielicha albo dwa, a potem widzi jakieś smoki, łabędzie lub niedźwiedzie na niebie. I tym oto subtelnym sposobem przechodzimy do greckiego mitu o Kallisto i jej synu, Arkasie.

l_1863643e7fd869f1822_Alexander_Jamie.jpg
Jak do tego doszło - nie wiem.

Otóż wszyscy dobrze wiedzą, że Zeus (łac. Jowisz) był jebaką i ruchał co popadnie, mimo że miał żonę, Herę (łac. Junona). Jedną z jego zdobyczy była nimfa Kallisto, która urodziła mu syna, Arkasa. Wkurzona zdradą męża Hera zamieniła Kallisto w niedźwiedzicę. Lata mijały, Arkas podrósł i został łowczym, niedźwiedzica Kallisto natomiast obżerała się i szła spać na kilka miesięcy w ciągu roku (jak ja jej zazdroszczę...). A że Herze nie dość było zemsty, to zaprowadziła Arkasa w okolice, w których urzędowała jego matka. Gdy ten zobaczył niedźwiedzicę i wziął zamach oszczepem, Zeus zainterweniował i umieścił Kallisto oraz Arkasa na niebie, kolejno jako Wielką i Małą Niedźwiedzicę. Herze nie spodobało się, że ta lambadziara została w taki sposób uhonorowana, zatem poprosiła Okeanosa, władcę wód, aby zabronił tym niedźwiedziom odpoczywać w morzu. Półwysep Bałkański, na którym mieszkali starożytni Grecy, od południa, wschodu i zachodu graniczy z Morzem Śródziemnym, zatem Okeanos miał niewielki wybór. Ale ze swojej obietnicy wywiązał się koncertowo, ponieważ nie dość, że przez niego Niedźwiedzice, niczym Czechy, nie miały dostępu do morza, to nie mogły nawet „dotknąć” ziemi i przez cały rok swojej wędrówki po sklepieniu niebieskim nie znikały pod horyzontem. Fenomen ten opisał również Homer w swojej Odysei:

Rad z wiatru, heroj żagiel rozpiął, i był wzdęty.
Siadł u steru i biegle przez ciemne odmęty
Łódź kierował. Nie przyszła nigdy nań drzemota;
W Plejady, w nie śpiącego wciąż patrzał Boota,
Toż w Niedźwiadka zwanego Wozem; gwiazda ona
Bowiem w miejscu się kręci, patrząc wciąż w Oriona,
A w morzu się, jak inne, nigdy nie zanurzy.

Konstelacje, które nigdy nie zachodzą za horyzont, nazywane są przez astronomów gwiazdozbiorami okołobiegunowymi.

l_1863642474dcc66Kallisto.jpg
Kallisto – dawniej i dzisiaj. Trzeba przyznać, że nie zestarzała się najlepiej...

I pewnie nie pisałbym o tym micie, gdyby nie fakt, że na szerokościach geograficznych, na których znajduje się Grecja, Wielka Niedźwiedzica zachodzi obecnie częściowo pod horyzont! Mało tego - w czasach, gdy stworzona została ta opowieść, gwiazdą polarną nie była Polaris należąca do konstelacji Małej Niedźwiedzicy, ale Thuban, będąca częścią konstelacji Smoka. Co więcej, za około tysiąc lat gwiazdą polarną zostanie Gamma Cephei, wokół której Polaris będzie krążyć!

Przy użyciu zaawansowanej technologii podróży w czasie, to znaczy programu Stellarium, udało mi się zwizualizować ruch wokół gwiazdy polarnej widoczny z Aten na przestrzeni tysiącleci (kolejno: sprzed ok. 3000 lat, współcześnie oraz za ok. 1000 lat). Ruch na nagraniu został mocno przyspieszony, ale nie martwcie się – wystarczy, że będąc konkretnie ululanym spojrzycie w niebo i dostaniecie taki sam efekt:


Dla porównania jeszcze widok współczesny z Aten (po lewej) i Krakowa (po prawej). Zwróćcie uwagę na różnicę w wysokości, na której znajduje się Polaris i zachodzącą za horyzont konstelację Wielkiej Niedźwiedzicy:


Zjawisko, które powoduje zmiany gwiazdy polarnej, nazywane jest precesją osi Ziemi. Jeśli nie wiecie czym jest precesja, to wyobraźcie sobie żyroskop. Jeśli nie wiecie czym jest żyroskop, wyobraźcie sobie bączka, którego prawdopodobnie widzieliście kiedyś w przedszkolu. A jeżeli waszą jedyną zabawką z czasów przedszkolnych był kij z kupą, to wyobraźcie sobie chwiejącego się żula stojącego w miejscu. W każdym z tych przypadków miejsce, w którym żyroskop/bączek/żul styka się z podłożem, wspomniany żyroskop/bączek/żul nie zmienia swojej pozycji. Ale za to im wyżej popatrzymy, tym bardziej widoczny jest ruch okrężny wokół pewnej osi. Taki sam ruch wykonuje nasza planeta, ale względem środka swojej masy, czyli praktycznie rzecz biorąc środka planety. Oznacza to, że oba bieguny zataczają koło, a jej środek pozostaje w miejscu (analogicznie do sytuacji, gdyby dwóch żuli złączonych stopami zawiesić w powietrzu i gdy jeden jest wychylony maksymalnie w lewo, to drugi jest wychylony maksymalnie w prawo). Ziemia jest jak takich dwóch pijaków zataczających górną częścią ciała okręgi wokół własnych stóp. Jednak w jej przypadku wykonanie pełnego okręgu zajmuje 26 000 lat.

No dobra, nie będę Was męczył. Tak wygląda ten ruch.

Sama Polaris też nie jest osią obrotu sklepienia niebieskiego, ale znajduje się na tyle blisko niego, że wydaje się być nieruchoma. W przybliżeniu znacznie łatwiej jest dostrzec ten efekt. Polaris najbliżej bieguna północnego nieba znajdzie się 24 marca 2100 roku, ale i tak będzie oddalona o 27 minuty kątowe od jego środka - niewiele mniej niż średnica kątowa tarczy Księżyca (a wydawał się Wam duży, nie?).
Wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu pragnę serdecznie podziękować za uwagę i - korzystając z terminologii znanej każdemu Bojownikowi – proszę, bądźcie delikatni, to mój pierwszy raz.
6

Oglądany: 28961x | Komentarzy: 45 | Okejek: 433 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

27.01

26.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało