Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Podróżowanie autostopem cz.1 - strona techniczna

20 469  
99   42  
Dalekie podróże - kto o nich nie marzy? Ja zacząłem na poważnie na studiach, postanowiłem, że po odebraniu dyplomu jadę po górską Koronę Bałkanów. Niby osiem szczytów rozrzuconych po półwyspie, niby blisko, no i to niby zrobiło swoje.

1865308d632af7738732709_19928770574.jpg

Zadanie okazało się trudniejsze, niż mogłem przypuszczać, zwłaszcza że ruszyłem mając 10 USD i 20 EUR w kieszeni… W trakcie pierwszej wyprawy w lipcu 2018 roku zdobyłem 4 z 8 szczytów. Kolejne dwa rok później. W 2020 miałem zamiar dokończyć koronę, jednak wiadomo… Do Grecji nie udało się nawet wjechać. Więc odwiedziłem Turcję, kołek Grekom w… plecy, a najlepiej ciupaga.

1865314a86acfc5IMG_20180727_111428.jpg

Ale nie o tym miałem pisać, miało być o technicznej stronie podróżowania z wykorzystaniem środka transportu o nazwie „autostop”.

Wychodzisz z domu bladym świtem czy kiedy ci tam pasuje, idziesz na drogę, przeważnie na znany ci tzw. „wylot”, stajesz na drodze z 20 kg plecakiem i kartonem wyciągniętym ze śmietnika, na którym kilka minut wcześniej napisałeś nazwę pierwszej miejscowości, do której chcesz dotrzeć.

186530908a56ac5IMG_20180720_062802.jpg

Ludzie cię mijają, patrzą się jak na wariata, bo o co chodzi? Co on, nie ma fury? Może bezdomny? Niektórzy z niewiadomych powodów pokazują ci „OK” albo „fuck” i jadą dalej - myślisz sobie - biedni ludzie, związani kredytami i zobowiązaniami, nie rozumieją, nie wiedzą, co to wolność… W duszy tłumaczysz sobie, że to nic takiego, przecież „oni” cię nie znają.

Zatrzymuje się pierwsze auto, miejsce dyskusyjne, bo obszar wydzielony z ruchu na wyjeździe ze stacji benzynowej - krótka pogadanka z kierowcą „czy jedzie pan do/przez” albo „czy mógłbym z panem do/gdzieś po drodze” i albo jedziesz, albo masz niefart i łapiesz dalej. Czasami lądujesz wieczorem Bóg wie gdzie i musisz sobie znaleźć jakiś nocleg, może przystanek autobusowy, choć miejsce niezbyt, bo ktoś może cię zobaczyć i zacząć robić problemy, a jak się trafi jakaś „wesoła” gromada, to spanie w takim miejscu może się skończyć nawet i bitką

To może do lasu albo na pole? O, to jest już jakiś plan, las lepszy, bo jest gdzie powiesić plandekę, a jak mamy, to i hamak.

18653182e50d77f116115548_1592370704.jpg

18653153ff065f1IMG_20180806_200501.jpg

Spanie na polu to już ostateczność, nie wiadomo co może w nocy przyleźć albo przypełzać, ale jak nie ma wyjścia, to i ściernisko dobre, choć nad ranem będzie wilgotno i rano stracisz jakieś dwie godziny na ogarnięcie tego gnoju.
W miejskiej dżungli zdarzało mi się spać na stercie kamieni, na falochronach, w krzakach w parku - różnie bywało.

18653172490f23fIMG_20180804_062310.jpg

A rano, cóż, jak już ogarnąłeś graty, to zostaje coś zjeść, umyć się (o ile masz gdzie) i ruszać dalej. Jak masz stację benzynową albo jakieś inne miejsce gdzie jest toaleta, to możesz się umyć i zrobić pranie - tak, potrafię się cały umyć w zlewie na stacji benzynowej i zrobić tam pranie…

18653100af4b562IMG_20180720_195909.jpg

A jak nie masz takiej miejscówki, to pozostaje tylko szukać jakiejś rzeki albo jeziora i tam się ogarnąć. Czasami robią się z tego ciekawe akcje. Przychodzisz nad rzekę, zaczynasz się myć i nagle ktoś do ciebie krzyczy co tam odpi… robisz. Zaraz zaczyna się pogaducha w stylu skąd, jak, a czego w rzece/jeziorze, co ty domu nie masz itd. itp. I albo na tym się kończy, albo kończy się na jakimś poczęstunku.

1865316920d9536IMG_20180803_160425.jpg

Noclegi to w ogóle długi temat, czasami człowiek wyląduje pod mostem 4 m nad autostradą albo pół metra nad rwącym górskim potokiem, ale zdarzało się też spać w dobrych hotelach całkiem za darmo, bo ktoś chciał po prostu nam pomóc - miałem dwie takie akcje, jedną w Tiranie, a drugą w Bułgarii. Najciekawiej zaczyna się robić jak już gdzieś wyjedziemy i lądujemy w kraju, w którym nie idzie się dogadać po angielsku… Pokazywanie na mapie gdzie chcemy dojechać, pokazywanie, że nie mamy gotówki na płatny transport, a zagadywanie kierowców to już w ogóle - albo się dogadasz, albo ktoś ci pomoże chociaż dotrzeć w lepszą miejscówkę, a jak się nie dogadasz, to trudno.

A, zapomniałbym, zagadywanie kierowców… Następny dobry temat. Lądujesz na jakimś parkingu obok stacji benzynowej i zaczynasz ogarniać co stoi, co zaraz będzie ruszać, co dopiero podjechało i zaczynasz chodzić i zagadywać, starając się kulturalnie, ale treściwie zaprezentować swoją osobę i to czego od kogoś oczekujesz, przy okazji robiąc maksymalnie pozytywne wrażenie. Sztuka zagadywania to jest jedna z tych rzeczy, których większość nie jest w stanie przeskoczyć, kontakt z obcym człowiekiem zdemotywował do takich podróży już niejednego, a jeśli jeszcze w obcym języku, to o matko i córko…

Wracając do plecaka - 20 kg lub coś w tych okolicach, z czego około 2 kg to woda. Plecak nie musi być jakiś super duper, ale musi posiadać dwie cechy: zmieścić wszystko co potrzebne i być absurdalnie wytrzymały. To co jest w środku to indywidualna kwestia każdego podróżnika, ja upodobałem sobie plecak z Tesco, który mam już 5 lat, do tego tak samo stary i złachany śpiwór z tego samego marketu, karimata bundeswehr, plandeka, która zastępuje namiot, kurtka kupiona w sklepie z artykułami BHP, jedne długie spodnie typu bojówki i jedne krótkie - zrobione ze starych bojówek, trzy pasy skarpet, tyle samo gaci, dwa t-shirty, bluza z kapturem i w sumie tyle. Reszta to takie pierdoły jak menażko-manierka, im bardziej kompaktowa tym lepiej, jakaś czołówka, nóż z ostrzem stałym, krzesiwo, bo zapalniczka zawsze może się zepsuć, kompas, który już kilka razy w górach uratował mi moje przemoczone i zmarznięte dupsko, no i apteczka samochodowa albo nawet mniejsza. Tyle, tylko i aż tyle. Przeważnie jeżdżę w góry, więc musi być lekko, nie wejdę na grań np. Bośniackiego Maglicia ze zbyt dużym tobołem na garbie, tak samo na nasze Rysy, za ciężki plecak może się źle skończyć.

1865313da3d839cIMG_20180725_053508.jpg

Jedzenie to kolejna kwestia techniczna warta poruszenia. Nigdy nie robię zapasów na trasę, kupuję jedną, może dwie „zupki chińskie z Radomia” albo jedną konserwę i zawsze mam paczkę orzechów i 1,5 l wody w plecaku, a kolejne 0,5 l w kieszeni. Dlaczego nie bierze się dużych ilości żarcia na zapas na dłuższą podróż - bo po pierwsze, po co to targać, a po drugie z wyjątkiem strefy EUR za granicą ceny są takie jak u nas lub cenowo korzystniejsze, no i po trzecie jak coś się w plecaku popsuje, to możemy mieć spory problem z usunięciem niechcianego zapachu. Gdyby się wam rozwaliła puszka z makrelą, to jak myślicie, kiedy kierowca by was wyp... wyrzucił z auta?

Źródła: 1, 2
22

Oglądany: 20469x | Komentarzy: 42 | Okejek: 99 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

07.12

06.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało