Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

7 rzeczy, które warto wiedzieć o współczesnej Rumunii

68 289  
313   52  
Ci, którzy w Rumunii byli jeszcze kilkanaście lat temu, dzisiaj prawdopodobnie nie poznaliby tego kraju. Zmienia się w niesamowicie szybkim tempie. A zatem najwyższa pora przyjrzeć się związanym z nim historiom.

#1. Rosja jest ostatnim krajem, jakiemu warto by zaufać, a jednak Rumuni się skusili

1863391e0228af11.jpg

Kiedy w Europie spustoszenie siała w najlepsze I wojna światowa, Rumuni pilnie potrzebowali miejsca, w którym mogliby ukryć swój „narodowy skarb”, a w nim całe mnóstwo bezcennych przedmiotów, archiwa, a także – bagatela – jakieś 120 ton złota. Czy zadecydowała desperacja, czy przekonanie o przyjaźni Rosji, czy też jeszcze inne powody, trudno powiedzieć. Grunt, że ładunek wysłany został do Moskwy. Początkowo jednym pociągiem, w grudniu 1916 roku, później – latem – kolejnym, gdy uznano, że trzeba ochronić jeszcze klejnoty i dzieła sztuki. Zaraz po wojnie, gdy tylko niebezpieczeństwo ustanie, cały skarb miał wrócić do Rumunii. Dość na tym, że… tyle go widziano. Ale oddajmy Rosjanom sprawiedliwość. Dokumenty odesłali. I nawet trochę złota – podobno około 30 kilogramów.


#2. Z dnia na dzień w Rumunii spadła liczba naukowców za kratami

1863392ed8c3b982.jpg

Przez pewien czas w Rumunii funkcjonowało dość specyficzne prawo – prawo niemal wprost stworzone do tego, by go nadużywać. Pozwalało bowiem na skrócenie wyroku więzienia o 30 dni w zamian za… każdą napisaną podczas odsiadki książkę naukową. W 2014 roku powstało w ten sposób 90 rozpraw, w 2015 – już 340. Tak oto Gigi Becali, właściciel klubu piłkarskiego Steaua Bukareszt, spłodził dwie księgi, polityk Nicolae Vasilescu wysilił się na dziewięć, a biznesmen Dinel Staicu poprzestał na siedmiu. I w tyle właśnie godzin – siedem – powstać miała książka, która ostatecznie uświadomiła ustawodawcy, że produkowane prace nie mają żadnej wartości, są pisane na zamówienie przez osoby z zewnątrz, plagiat goni plagiat, a całe prawo jest totalnie bez sensu. Wtedy je zawieszono.


#3. Detektyw Columbo musiał tłumaczyć się przed rumuńskim narodem

186339306d2760f3.jpg

Serial o detektywie Columbo cieszył się ogromną popularnością nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na całym świecie. W Polsce wciąż można znaleźć jego wielbicieli… choć pewnie nie aż tak zaangażowanych jak w Rumunii. To właśnie tam zakończenie produkcji serialu ściągnęło nad kraj widmo zamieszek. Jak to w ogóle możliwe? Columbo był dla Rumunów pewnego rodzaju oknem na świat. Władze obawiały się więc, że ludzie dojdą do wniosku, iż to nie Amerykanie zakończyli produkcję, tylko rząd Rumunii wprowadził cenzurę, by zapobiec propagowaniu niepomyślnych treści. Władze Rumunii były tak zdeterminowane, że skontaktowały się z Departamentem Stanu USA, by ten zobowiązał Petera Falka, odtwórcę tytułowej roli, do nagrania oświadczenia, wyjaśniającego przyczyny końca Columbo. Co też aktor uczynił – odczytując na wizji fonetycznie zapisany tekst po rumuńsku.


#4. Rumuni wznieśli „odcinanie przeszłości grubą kreską” na naprawdę wysoki poziom

186339489df4b8b4.jpg

Koniec lat 80. nie był dla Rumunii dobrym czasem. Kryzys ekonomiczny, absurdalne inwestycje – jak gigantyczny Pałac Parlamentu w Bukareszcie – zadufanego w sobie dyktatora Nicolae Ceaușescu, wreszcie braki prądu i niedobory żywności. To nie koniec serialu Columbo, a pogarszająca się sytuacja doprowadziła ostatecznie do wybuchu buntu w Rumunii w grudniu 1989 roku. Obalono Ceaușescu, zaczęła się rewolucja. Uciekającego dyktatora szybko schwytano i postawiono przed trybunałem wojskowym. Nocolae oraz jego żona Elena kilka godzin później zostali rozstrzelani – jako ostatnie ofiary dozwolonej jeszcze wówczas kary śmierci. Zniesiono ją zaledwie po kilku tygodniach, a stosowne zmiany do konstytucji wprowadzono w 1991 roku.


#5. To nie przypadek, że Rumunia jest 2. największym producentem śliwek na świecie

1863395e468c2af5.jpg

Rumunia jest drugim na świecie producentem śliwek, ustępując pod tym względem wyłącznie Chinom, a wyprzedzając wielokrotnie przecież większe Stany Zjednoczone, wcale niemałe Indie czy Ukrainę. Skąd tak ogromna miłość Rumunów do owoców, czyżby frutariańska dieta trafiła tu na szczególnie podatny grunt? Chciałoby się powiedzieć, że właśnie o to chodzi – a przynajmniej o zdrowe żywienie. Ale jak w wielu tego typu przypadkach, rzeczywistość jest bardziej brutalna. Aż 75% produkowanych w Rumunii śliwek wykorzystywana jest na miejscu. Wytwarza się z nich tuicę, tradycyjną rumuńską śliwowicę o zawartości od 24 do 65% alkoholu, będącą też podstawą produkcji rumuńskiej brandy.


#6. Rumunia ma swój Trójkąt Bermudzki – równie prawdziwy jak ten oryginalny

1863397ee24d3da6.jpg

Gdyby komuś zamarzyło się zniknąć w niewyjaśnionych okolicznościach, wcale nie musi udawać się na Bermudy, do tamtejszego „trójkąta”, będącego rzekomo (epi)centrum tajemniczych wydarzeń. Podobne właściwości ma ponoć las Hoia-Baciu na przedmieściach Kluż-Napoka w północno-zachodniej Rumunii. Dziwnie zdeformowane drzewa – to akurat daje się potwierdzić – oraz liczne zaginięcia ludzi – te z kolei głównie legendarne – sprawiły, że las zyskał sławę miejsca dziwnych mocy. Przyciąga wielbicieli zjawisk nadprzyrodzonych, okultyzmu, a także… licznych turystów. Ci ostatni zjeżdżają się, by oglądać drzewa albo… tych pierwszych. Mity o lesie Hoia-Baciu są miejscowym na rękę – sami zresztą odpowiadają za ich generowanie. Stanowią bowiem zastrzyk dla turystyki.


#7. Rumuni skomputeryzowali się sami, na przekór rządowi

18633965a5206527.jpg

W latach 80., jeszcze przed obaleniem komunistycznego dyktatora Ceaușescu, Rumunia była krajem niemal całkowicie zamkniętym, wyjazd za granicę był dla zwykłych obywateli absolutnie niemożliwy. Kto zresztą mógł myśleć o podróżowaniu, kiedy w kraju masowo – dla oszczędności – wyłączano prąd czy ogrzewanie. A jednak nawet w tak absurdalnych warunkach zdołało w Rumunii powstać „komputerowe podziemie”. Składane w Braszowie komputery CoBra (kopia brytyjskiego ZX Spectrum) mogły trafić wyłącznie do kontrolowanych przez państwo przedsiębiorstw. Nie było mowy o tym, by znalazły się w prywatnych rękach. Co nie znaczy, że tam ostatecznie nie trafiały. Siła sprawcza łapówek powodowała, że poszczególne podzespoły „wyciekały” z fabryki i trafiały w ręce ambitnej młodzieży, która montowała je w całość, zapoczątkowując „komputerową rewolucję”. Proceder zachodził na wcale niemałą skalę, a wielu spośród uzdolnionych studentów znalazło później pracę w czymś, co dzisiaj można śmiało nazwać wczesnym IT.

5

Oglądany: 68289x | Komentarzy: 52 | Okejek: 313 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.07

24.07

23.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało