Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Nie o taki trójkąt chodziło, uwięzione w szkole i inne anonimowe opowieści

74 718  
338   55  
Dziś przeczytacie m.in. o przełamaniu nieśmiałości i zagadaniu do pięknej dziewczyny oraz o miłosnych igraszkach w niezbyt dużym aucie, a także poznacie naprawdę kochaną wnuczkę.

#1.

Rzecz działa się na drugim roku moich studiów, pierwszego dnia na uczelni po przerwie świątecznej. Zaznaczę jeszcze, że nigdy nie byłem śmiały wobec dziewczyn, ale ciężko nad tym pracowałem. A więc do rzeczy...

Po zajęciach, odbierając kurtkę z szatni, zauważyłem również zbierającą się do wyjścia dziewczynę drobnej postury z długimi blond włosami i śliczną twarzą, no po prostu cudo. Zwróciłem uwagę na ilość walizek, toreb i reklamówek, które miała przy sobie i na to, że chciała się do tego wszystkiego zabrać sama. Pomyślałem, że to idealna okazja, żeby zagadać i zaproponować pomocną dłoń, niczym rycerz w lśniącej zbroi. W końcu byłem po zajęciach i mogłem ją odprowadzić do przystanku albo gdziekolwiek planowała z tym wszystkim iść. Mimo kołatającego serca i trzęsących się rąk, jak pomyślałem, tak zrobiłem. Podchodzę i mówię: "Cześć, może ci pomóc z tymi torbami?". Uroczo się uśmiechając, odpowiedziała, że w sumie przyda się jej pomoc i widać było, że była bardzo wdzięczna. Już mam się zabierać do części jej tobołów, ale najpierw zapytałem (jakby to miało jakieś znaczenie), w którą stronę idzie. Pokazała ręką, że idzie w prawo. Ja z tego całego stresu, niewiele myśląc, odruchowo pokazałem stronę, w którą się zwykle udaję - w lewo i powiedziałem: "No ja niestety idę w tę stronę". Obróciłem się na pięcie i poszedłem w swoją stronę. Dziarskim krokiem wracałem do domu cały dumny z siebie, że udało mi się, chociaż zagadać do fajnej dziewczyny.
Dopiero kiedy usiadłem na spokojnie w domu, zdałem sobie sprawę, co ja zrobiłem...


#2.

Podczas wakacji pojechaliśmy z moją piękną żoną w zaciszne miejsce niedaleko naszego domu. Stamtąd można bowiem podziwiać spadające gwiazdy i… no cóż – oddać się miłosnym uniesieniom. No i tak też właśnie zrobiliśmy.

Kiedy akcja była już mocno rozkręcona, nieoczekiwanie, jakby z nicości, wyłonił się za nami samochód. Pech był podwójny – raz, że nasza miejscówka jest na takim zadupiu, że nigdy wcześniej nikt nam nie zakłócił naszych harców, a dwa, że autem okazał się radiowóz! W panice zaczęliśmy się ubierać, co wcale nie jest łatwe, kiedy człowiek jest rozebrany do rosołu we wnętrzu przyciasnego punciaka. Stróż prawa tymczasem podszedł do naszego okna i poświecił latarką. Akurat zastał mnie usiłującego wciągnąć sobie na nogi spodnie, które jak na złość zaklinowały mi się na wysokości łydek. Policjant popatrzył chwilę na ten tragikomiczny spektakl, zaśmiał się „hue, hue, hue”, wrócił do swojego pojazdu i odjechał.

Dopiero kiedy emocje opadły zorientowałem się, że przez ostatnie, dłużące się w nieskończoność, minuty próbowałem naciągnąć na siebie spodnie mojej żony.

#3.

Mam 18 lat i pracowałam w klubie go-go tylko po to, żeby zarobić wystarczająco na wynajem pokoju na pół roku.
U mnie w domu brakuje ogrzewania i ciepłej wody, więc chcę chociaż jedną zimę spędzić w cieple.

#4.

Dwa lata temu rozwiodłam się po blisko 25 latach małżeństwa. Wychowaliśmy razem dwoje dzieci, doczekaliśmy wnuka, jednak mój mąż stwierdził, że ma za mało wrażeń, że od życia oczekuje czegoś jeszcze i odszedł. Nie powiem, bolało, ale pogodziłam się już z tym i nawet myślałam, że z szacunku do siebie i ze względu na wszystkie wspólne dobre lata będziemy potrafili ze sobą rozmawiać. Myliłam się.

Spotkaliśmy się wczoraj przypadkiem w sklepie, był z jakąś kobietą. Złego słowa bym mu nie powiedziała, przecież ma prawo spotykać się, z kim chce, jest wolny. Myślałam, że nas sobie przedstawi, że się przywita, w końcu coś nas łączyło, kupę lat byliśmy ze sobą, całe nasze dorosłe życie. Uśmiechnęłam się do niego i chciałam się przywitać, on jednak wybrał inną opcję - udał, że mnie w ogóle nie zna...

Poczułam się, jakbym dostała w twarz. Jednym małym gestem przekreślił jakiekolwiek szanse na to, że kiedyś, gdy spotkamy się na ślubie naszych dzieci czy urodzinach wnuków, będziemy potrafili siąść i wspomnieć miłe chwile. Jestem dla niego teraz kimś, kogo kiedyś znał, a nawet gorzej, bo do dawnych znajomych człowiek się przyznaje.

Serce mi pęka, ale dzieciom nie powiem, nie chcę, żeby to zdarzenie miało wpływ na ich wzajemne stosunki.


#5.

Moja babcia mieszka na wsi i utrzymuje się z renty oraz sprzedaje jajka, mleko i ser, bo ma kury i krowy. Jako dziecko widziałam, że ma ciężko. A ona jako babcia lubiła rozpieszczać swoje wnuki, a ja często u niej nocowałam. Regularnie dawała mi 10 zł na małe co nieco. Kiedy mama mnie już odbierała, wkładałam te pieniądze, które dostałam, pod obrus czy między pościele. Chciałam, żeby babcia miała jak najwięcej pieniędzy, dlatego tak robiłam. Gdy znowu przyjeżdżałam, babcia często mi opowiadała, że ma szczęście, bo często znajduje dychy w domu.

Teraz, patrząc z perspektywy już starszej siebie, jestem dumna ze swojego postępowania.


#6.

Robię coś, za co pewnie pójdę do piekła, ale warto będzie.

Moja znajoma zorganizowała imprezę, na którą przyszła moja była kobieta, która zostawiła mnie kilka lat temu, bo jak to określiła, byłem za mało zaradny i spokojny (czytaj biedny i nudny). Zadeklarowałem się, że nie będę pił i będę kierowcą i porozwożę ludzi. Chodziło mi tylko o odegranie się.

Moja sytuacja materialna bardzo się od tamtego czasu poprawiła. Wtedy jeździłem szrotem, teraz jeżdżę autem za ponad 60 tys. i nie mogłem pozwolić, żeby tego nie zobaczyła. Zacząłem jej opowiadać o mojej obecnej pracy, gdzieś tam napomknąłem, że robi się zimno, że muszę grzejnik w kuchni odpowietrzyć, oczywiście było to powiedziane tak, żeby zaczęła pytać o chatę (będąc z nią, mieszkałem z rodzicami, a teraz mam coś swojego). Nie rozczarowałem się – pytała. Wymieniliśmy się numerami telefonów i moja była połknęła haczyk.

Pierwsze spotkania są już za nami. Z miesiąc czasu podymam, a później powiem jej, że jest za mało zaradna i za spokojna i że jednak potrzebuję kogoś innego. Niech się poczuje wykorzystana.

#7.

W dzieciństwie na wycieczce szkolnej zatrzymaliśmy się autokarem przy jakimś hotelu, gdyż dużo dzieciaków miało pilną potrzebę, w tym ja. Wychowawczyni prosiła personel, by wpuścili nas do WC. Nie bardzo chcieli się zgodzić, ale się udało. Gdy już skorzystałem z pisuaru, nacisnąłem przycisk do spłukiwania, który się zablokował i woda wraz z uryną zaczęła się wylewać na posadzkę. Kombinowałem, by to jakoś naprawić, ale się nie udało. Zawołałem nauczycielkę, która gdy to zobaczyła, wzięła mnie za rękę, zawołała resztę dzieciaków i oddaliliśmy się w ekspresowym tempie, nie informując nikogo z personelu o zdarzeniu.

Przez kilkanaście lat miałem awersję do korzystania z pisuaru, bo bałem się, że to się powtórzy. A do dzisiaj dziwię się, że nauczycielka tego nie zgłosiła, tylko uciekła.

#8.

Pewnego razu poszedłem ze swoją dziewczyną na jakąś imprezę, osiemnastka czy coś w tym stylu. Siedzieliśmy przy stoliku i gadaliśmy, aż nagle podeszła jej przyjaciółka i pyta się nas: "Trójkąty są dla chłopaków czy dla dziewczyn?". Jako że jestem osobą lubiącą dyskusje i ogólnie temat relacji damsko-męskich, z pasją zacząłem swą przemowę, że raczej dla chłopaków, bo to fajnie mieć dwie dziewczyny, no i takie tam, wiadomo.

Dziewczyna słuchała uważnie i patrzyła na mnie z miną w stylu "No no, mów dalej, zaraz cię zabiję" (nie od razu zdałem sobie z tego sprawę), a wyraz twarzy jej przyjaciółki mówił "Co ty pieprzysz w ogóle człowieku, dobrze się czujesz?". Gdy po kilku minutach zakończyłem swój monolog, usłyszałem od tejże przyjaciółki: "Ale mi chodziło o znaczek na drzwiach toalety"...

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie.

#9.

Wiosną zeszłego roku, przed Dniami Otwartymi Szkoły, zostałam poproszona wraz z koleżanką o pomoc w przygotowaniu tego arcyważnego wydarzenia. Brakowało rąk do pracy, ponieważ akurat trwał sezon praktyk zawodowych.

Oddano nas do dyspozycji nauczycielowi, którego średnio lubimy, no ale zwolniono nas ze wszystkich zajęć tego dnia, więc kto by nie poszedł? Pan umieścił nas w jednej z sal, w której tego dnia nie odbywały się żadne lekcje. Wewnątrz było dużo elektroniki (telewizor, rzutniki, laptopy, etc.), więc "dla bezpieczeństwa" zostałyśmy zamknięte od zewnątrz. Robimy swoje, gadu-gadu, muzyczka gra. Tak beztrosko mija jedna godzina, potem druga, trzecia... piąta. Zaczynamy się zastanawiać, dlaczego jeszcze nikt do nas nie zajrzał, ale szybko dochodzimy do wniosku, że nauczyciele nas lubią, ufają nam i nie czują potrzeby kontrolowania nas. Upajamy się naszą "władzą" i jedziemy dalej z pracami.


Godzina siódma, po dzwonku mamy wychodzić do domu, a my wciąż zamknięte. Przecież o nas nie zapomnieli, prawda? Możemy tego nauczyciela nie lubić, ale to jednak nauczyciel. Zaczyna się ósma godzina. A my w sali. Zaczynamy się zastanawiać, czy krzyczeć, walić w drzwi... no ale przecież to tak głupio, nauczycielowi widocznie coś na przerwie wpadło, a my zrobimy z siebie nienormalne idiotki.

Zaczyna się godzina dziewiąta (!). Do sali, razem z drzwiami, futryną oraz kawałkiem ściany, wpada Pan Nielubiany. Fryzura niczym piorun w pietruszkę, lico koloru dorodnego buraczka, łachy rozwiane wieczornym wiatrem... I rzecze do nas te oto (pamiętne) słowa:
- O ku*wa! Dziewczyny! Zapomniałem o was! W domu mi się przypomniało!

Kurtyna.
10

Oglądany: 74718x | Komentarzy: 55 | Okejek: 338 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

26.01

25.01

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało