Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

„Czasem nawet agonia jest dla osób uzależnionych bardziej atrakcyjna, niż życie na trzeźwo”

48 289  
152   90  
Tym razem na poważnie: z Gosią Sztandke, psychoterapeutką, specjalistką terapii uzależnień rozmawia w imieniu Joe Monstera Paweł Kłoda. Pani Małgorzata prowadzi terapię indywidualną z osobami doświadczającymi trudności w relacjach interpersonalnych, cierpiącymi z powodu zaburzeń lękowych, odczuwającymi obniżony nastrój. Specjalizuje się także w prowadzeniu grup terapeutycznych DDA/DDD. Jest autorką badań naukowych dotyczących pomiaru poziomu lęku jako stanu u Dorosłych Dzieci Alkoholików. Jako terapeutka uzależnień wspiera w wychodzeniu z nałogów – zarówno tych mających swoje źródło w środkach psychoaktywnych, jak również z uzależnień behawioralnych. Założycielka Ośrodka Psychoterapii Metyda.

Dlaczego ludzie tak łatwo się uzależniają?

Bo to jest bardzo atrakcyjne. W przypadku środków psychoaktywnych nie musisz wykonać żadnego wysiłku jak masz „doła”, nie musisz iść pobiegać, nawiązać kontaktów społecznych, przełamywać swojego niskiego poczucia wartości, bo to wymaga pracy nad sobą. Natomiast w przypadku używki masz natychmiastowe rezultaty, nagle doświadczasz iluzji bycia kimś innym: wyjątkowym, wszechmocnym.

To ciekawe co mówisz o wysiłku w kontekście pracy nad sobą, ponieważ jednym ze współczesnych nałogów jest zbyt mocny nacisk na tężyznę fizyczną. Czytałem m.in. o bigoreksji, czyli przesadnej dbałości o własną sylwetkę, czy ortoreksji, to jest nadmiernej koncentracji na zdrowym jedzeniu.

To są uzależnienia behawioralne, czyli nałogowe zachowania powiązane z zaburzeniami odżywiania. Przesadna, obsesyjna koncentracja na zdrowym odżywianiu lub, jak w przypadku bigoreksji - na wyglądzie, funkcjonuje podobnie jak anoreksja. Skupienie swojego życia na jedzeniu czy wyglądzie jest uzależnieniem, dodaje ci to wartości, poczucia sprawczości. Związane jest to z utrzymaniem kontroli - jak dużo rzeczy w swoim życiu nie kontroluję, to mogę chociaż wpływać na to, co jem, na swoją wagę, wygląd. Problem zaczyna się, gdy pojawia się lęk, ogromne poczucie winy np. przed lub po zjedzeniu czegoś spoza listy „zdrowych” produktów, bądź w przypadku treningu – pominięcie jednego, albo niewykonania założonej liczby powtórzeń.

Jak się w tym wszystkim odnaleźć, skoro granica między zdrowiem a uzależnieniem bywa nieraz nikła?

Też się nad tym często zastanawiałam, miałam dylemat zwłaszcza jeśli chodzi o sport. Doszłam do odpowiedzi następującej: uzależnienie zaczyna się, kiedy w naszym życiu narażamy się na ryzyko i straty, czyli: pomimo tego, że mam kontuzję, biegam dalej. Osoba uzależniona ma trudność ze zrobieniem przerwy na np. regenerację organizmu. W przypadku niemożności wykonania planu treningowego pojawia się ogromy dyskomfort, złość czy lęk.

Płacimy konkretną cenę za nasz nałóg.

Dokładnie. Wiem, że dana czynność oprócz przyjemności przynosi szkody w moim życiu - w różny sposób, ale dalej w nią brnę, nie potrafię bez niej żyć i wokół tej czynności kręci się moje życie. Cierpi na tym przede wszystkim moje zdrowie, rodzina, finanse. To jest uzależnienie.

Kiedy rodzina powinna się zorientować, że na przykład tata – biegacz popadł w uzależnienie?

Taka osoba nie przyjmuje do wiadomości, że szkodzi sobie, a także swojej rodzinie. Pojawia się mechanizm zaprzeczania – racjonalizacji. Osoba ta czerpie tak dużo przyjemności ze swojego uzależnienia, że nie jest w stanie ograniczyć danej czynności. Wręcz przeciwnie, jej uwaga koncentruje się tylko na tym. Chce więcej, chce mocniej - związane jest to z wyrzutem endorfin tzw. ”hormonu szczęścia”. Dodatkowo jest to pasja, coś co postrzegane jest jako zdrowe, dobre, modne. Sygnały alarmujące to: zagrożenie zdrowia, nie wykonywanie bądź znaczne zaniedbywanie swoich obowiązków rodzicielskich, wycofanie się z relacji z ludźmi, lub długi, które generuje „pasja”.

Wygląda na to, że termin „uzależnienie” to bardzo szerokie pojęcie.

Jeśli spojrzeć na ten temat pod kątem psychologicznym, to zarówno uzależnienia od środków psychoaktywnych jak i te behawioralne, czyli od różnych zachowań, rządzą się podobnymi mechanizmami.

Możesz o nich opowiedzieć?

Zacznę od “rozdwojonego Ja”, czyli utworzenia się alter ego. Nazywam to jasną i ciemną stroną mocy. Jasna strona mocy, czyli „trzeźwe Ja” – to nasze bazowe przekonania na własny temat, które często są negatywne, opatrzone dużą dawką lęku, chociażby przed oceną innych. Ciemna strona zaczyna się w momencie, kiedy taka osoba sięga po używkę lub np. zaczyna pochałniać ją gra komputerowa. Natychmiast zmienia postrzeganie samego siebie, znikają kompleksy i trudne emocje. Pojawia się pewność siebie, poczucie sprawczości. Nasza ciemna strona mocy staje się dla nas bardzo atrakcyjna, chcemy jej więcej, częściej. Nasz mózg się tego uczy. Jasna strona mocy, czyli nasze bazowe „Ja”, staje się nudne i nie do zniesienia.

Jaki jest drugi mechanizm?

To nałogowe regulowanie emocji, czyli osoba z problemami emocjonalnymi pod wpływem używki lub danego zachowania doznaje błyskawicznie ulgi. Znika lęk, ogromne napięcie. Kiedy na przykład gramy w gry komputerowe, to odpływamy, wyłączamy się ze świata rzeczywistego. W przypadku seksoholizmu, napięcie rozładowujemy poprzez orgazm. To daje chwilowe uczucie ulgi i szczęścia.

I trzeci?

Iluzji i zaprzeczania, czyli jak nasz mózg ma na przykład nawyk zażywania substancji, to generuje nam myśli: przecież wszyscy piją, wszyscy palą, wszyscy biorą. Zaczynamy tłumaczyć, racjonalizować sobie, kombinować, planować, manipulować innymi tak, aby ponownie skorzystać z używki, bądź móc wykonywać daną czynność. Pojawią się np. myśli, że przychodzenie do pracy pod wpływem marihuany to norma. Zaczynamy otaczać się społecznością, w której każdy pije, pali czy gra całymi dniami. Nie dostrzegamy nałogu i jego szkodliwości, a wszelkie uwagi ze strony bliskich nieuzależnionych osób traktujemy jako atak.

Z jakimi problemami pacjenci zgłaszają się do ciebie najczęściej?

Alkohol, marihuana, kokaina, zaburzenia odżywiania, seksoholizm, uzależnienie od pornografii.

Seksoholizm i uzależnienie od pornografii to wciąż teamt tabu?

Tak, a niestety są osoby, które na oglądanie pornografii przeznaczają nawet kilka godzin dziennie. Tracą na ten czas kontakt z życiem, odpływają. Są już w takim stanie, że te czynności przynoszą im szkodę, a mimo to, nie potrafią przeżyć dnia bez pornografii. Ich myśli obsesyjnie krążą wokół tego tematu, co uniemożliwia im normalnie funkcjonować.

A jak to jest z marihuaną, czy faktycznie palacze mają rację, mówiąc o niskiej szkodliwości tego nałogu dla zdrowia?

Marihuana powoduje zespół amotywacyjny. Zaczynasz odpływać w swojej głowie, wykonujesz działania, ale tylko w swojej wyobraźni. Powoli wycofujesz się z życia społecznego. Zasiadasz w fotelu, myślisz ile w życiu zrobisz i osiągniesz, planujesz, a faktycznie nie dzieje się nic. Niby jest niska szkodliwość, ale marihuana zawiera THC, a ta zmienia świadomość: zakłada różowe okulary i działa jak normalny narkotyk. Jeśli masz niskie poczucie własnej wartości, to to jest magiczny środek, po którym często czujesz się lepiej, ale równolegle uzależniasz się od niego.

Niskie poczucie własnej wartości to kolejny problem współczesnego świata. Wystarczy przejrzeć Facebooka lub Instagrama, żeby zobaczyć, jak ludzie zakłamują rzeczywistość, tzn. pokazują wyidealizowane życie.

Kreacje internetowe również są uzależniające. Często takie osoby mają w sobie mnóstwo bólu, lęku, a media społecznościowe “leczą” ich z kompleksów, dają możliwość kreowania nowej osobowości. Dostają oklaski, lajki, czują się wreszcie lubiani, a tak naprawdę ukrywają się pod maską.

Zdarzają ci się pacjenci, którzy cierpią na FOMO (Fear of missing out - lęk przed brakiem internetu i mediów społecznościowych – red.)?

Jeszcze nie, choć to coraz bardziej znane zjawisko. Korzystanie z mediów jest bardzo uzależniające. Wiem, że powstały już programy terapeutyczne dedykowane tej kwestii.

Trudno wyzwolić się z nałogu?

Trudno, zwłaszcza od środków psychoaktywnych. Cholernie ciężko wychodzi się na przykład z alkoholizmu. Mówi się, że jedna na dziesięć osób jest w stanie poradzić sobie z problemem, ale nie chciałabym też kategoryzować, bo są osoby, które szybko z tego uzależnienia potrafią wyjść. Tutaj kluczem jest osobowość osoby chorej i na ile to jest uzależnienie od nałogowego regulowania emocji, a na ile to jest sposób na życie. Jak ktoś ma jakieś traumy z dzieciństwa i stosuje alkohol, aby nie czuć, to trzeba z taką osobą pracować zarówno nad zatrzymaniem nałogu, ale też nad bólem, bo uzależnienie jest u niego skutkiem, sposobem na radzenie sobie z trudnymi emocjami.

Znaczna część uzależnionych to osoby, dla których alkohol staje się towarzyszem, przyjacielem - lubią pić i ten stan. Zdecydowanie trudnej jest im utrzymać abstynencję, także po leczeniu. Czasem nawet agonia dla takich osób jest bardziej atrakcyjna, niż życie na trzeźwo. Zwłaszcza, że wraz z rozwojem uzależnienia zwiększa się ilość problemów - konsekwencji picia. Coraz trudniej jest też konfrontować się z rzeczywistością.

Według danych WHO (Światowa Organizacja Zdrowia – red.) już 2030. roku depresja będzie na pierwszym miejscu najczęstszych chorób na świecie. Nieleczona może prowadzić do prób samobójczych i śmierci osób na nią cierpiących. Wśród chorych występuje wysoki wskaźnik alkoholizmu i innych używek.

Tu sprawa jest dosyć złożona, ponieważ alkohol jest depresantem, czyli substancją sprzyjającą rozwojowi, nasilaniu się depresji. Często spożywanie alkoholu jest właśnie główną przyczyną tej choroby. Zauważyłam, że ludzie są coraz bardziej świadomi depresji, mało mówi się natomiast o zaburzeniach lękowych czy obsesyjno-kompulsywnych. W moim gabinecie pojawia się zdecydowanie więcej pacjentów z tymi przypadłościami. We wszystkich tych zaburzeniach robi się błędne koło – biorę używkę, bo źle się czuję, a w rezultacie objawy choroby nasilają się, ponieważ próbuję sobie pomóc czymś, co mi bardzo szkodzi.

Z jakimi lękami mierzą się twoi pacjenci?

Głównie są to lęki przed oceną innych, lęk społeczny, lęk przed utratą kontroli. Życie w zagrożeniu. Zdarza się, że na przykład ktoś dostaje ataku w metrze, dusi się, wydaje mu się, że zaraz dostanie zawału i wkrótce umrze. Chorzy często udają się do lekarzy szukając somatycznych przyczyn ich dolegliwości, na przykład choroby serca, nie zdając sobie sprawy, że cierpią z powodów psychologicznych.

Z czego wynikają te lęki i jaki to ma związek z uzależnieniem?

Zauważ, że od małego jesteśmy oceniani. W przedszkolu są „buźki” oceniające nasze zachowanie. To czy jestem dobrym, czy tym złym – niegrzecznym. Niestety nadal bardzo rzadko bierze się pod uwagę temperament dziecka, czy np. poziom jego napięcia emocjonalnego. Od szóstego czy siódmego roku życia idziemy do szkoły i zaczynamy być recenzowani, porównywani. Cały ten system ma też wpływ na to, co się dzieje w domach tych dzieci. Rodzice żyją w napięciu analizując wyniki ich pociech, to jak nauczyciel ocenia ich dzieci. Reagują złością na skargi, niezadowolenie nauczycieli. Upragnione stają się czerwone paski, piątkowe oceny. U dzieci wykształca się przekonanie: jestem wartościowy, kochany, lubiany jak mam piątki. Kolega z trójką jest gorszy. Tu zaczynają się często obsesje i lęk przed byciem np. średnim, przeciętnym. Pojawia się presja i właśnie lęk przed oceną, odrzuceniem społecznym. Niestety w radzeniu sobie z tym w okresie nastoletnim pomagają nierzadko używki, ale i kontrola wagi, wyglądu. Ogromna chęć doświadczania swojego alter ego.

Następnie wkraczają social media, a w nich nasze wyidealizowane światy. Kolejne błędne koło.

Zgadza się.

Osobom uzależnionym należy współczuć?

Wychodzę z założenia, że należy współczuć, ale nie nosić na ramionach ciężaru za drugą osobę. Czyli nie mówimy: “Ugotuję Ci rosołku, bo masz kaca”, tylko: “Współczuję ci, bo widzę, że cierpisz, ale musisz sobie pomóc sam”. Nie należy brać odpowiedzialności za tę osobę. To jest trudne zwłaszcza dla rodziny chorego.

Rodziny, bądź poszczególni jej członkowie, często wypierają problem, bagatelizują, zamiatają pod dywan.

To jest współuzależnienie, związane z mechanizmem iluzji i zaprzeczania. Uzależnienia mają swoje schematy, podobnie funkcjonują współuzależnienia. Nie tylko alkoholik choruje, ale również osoby współuzależnione, które uczą się zaprzeczać, bo przecież trudno konfrontować się z problemem, faktem, że współuzależniony musiałby wziąć odpowiedzialność za siebie lub rodzinę i przykładowo wyrzucić alkoholika z domu, bądź wezwać policję. Narażać się na wstyd, lęk przed stratą, cierpienie związane ze stawianiem granic czy bycie konsekwentnym. Łatwiej jest zamiatać problem pod dywan i mieć męża czy ojca w domu pod „niby” kontrolą. Mechanizm wypierania jest bardzo silny.

Od kogo powinno się zacząć rozwiązywać ten problem?

Od jednego i drugiego. Jeśli osoba współuzależniona każe się leczyć alkoholikowi, a sama nic nie robi, to sprzyja uzależnionemu. Ma chociażby trudność w stawianiu granic. Osoba współuzależniona powinna pójść na terapię, by lepiej radzić sobie z całą sytuacją. Zadbać o siebie, nauczyć się żyć swoim życiem, oddać odpowiedzialność za nałóg osobie uzależnionej.

Czy siłą można kogoś przekonać do terapii?

Nie ma opcji. Można jedynie mówić o tym głośno, odbierać komfort, stawiać granice: nie dawać pieniędzy, nie gotować itp. Stawiania granic nie mylmy z kontrolą - chowanie używki, sprawdzanie stanu, wąchanie - nic nie da prócz iluzji wpływu. Jeśli ktoś z powodu notorycznego nadużywania alkoholu leży nieprzytomny na podłodze, to należy zostawić go w tym miejscu, albo zadzwonić na policję, żeby na izbie wytrzeźwień doszedł do siebie, przemyślał swoje zachowanie, zdał sobie sprawę, że domownicy będą tak robić, bo im to przeszkadza, nie godzą się na ten stan. Tego typu decyzje są bardzo trudne dla rodzin. Dopiero jeśli ktoś postanowi, że chce się leczyć, to wtedy można mu pomóc, wtedy ma to sens. Ale podkreślam, że taka osoba nie będzie do tego chętna, póki nie zobaczy, że jej działania niosą za sobą konkretne konsekwencje, straty w jej życiu.

Ludzie uzależnieni zazwyczaj używają następującego argumentu: „Jak będę chciał, to przestanę. Nie muszę tego robić”.

To jest próba kontrolowania, jeden z elementów uzależnienia. Osoba chora mówi na przykład: „Udowodnię sobie i wam, że nie będę pił przez miesiąc”, ale po miesiącu znowu zaczyna wpadać w nałóg. To takie udowadnianie sobie na siłę, że jeszcze wszystko kontroluję, a tak naprawdę jest to psychologiczny okres regeneracji, przekonywania siebie i partnera, że nie ma problemu w używaniu alkoholu, narkotyków czy innych używek. Uzależnienie ma swoje fazy, nie trzeba codziennie palić czy pić, żeby nazwać się uzależnioną osobą. Z upływem czasu problem się tylko powiększa, środki psychoaktywne są bardzo podstępne. Heroina na przykład szybko uzależnia, kilka miesięcy i jesteś na dnie, błyskawicznie przechodzi się przez wszystkie fazy uzależnienia. Z alkoholem, marihuaną okres ten trwa zdecydowanie dłużej, przez co jest niezauważany, bagatelizowany.

Skala uzależnień od narkotyków jest tak duża jak kilka lat temu? Media już tak głośno nie alarmują w tej materii.

Myślę, że skala jest nawet większa. Kiedyś alkohol to była podstawa. Narkotyki oczywiście też, ale były trudniej dostępne. Aktualnie obniżył się zdecydowanie wiek osób eksperymentujących z używkami, po marihuanę sięgają już 11- latki. Młodzież ciągnie też do niebezpiecznych dopalaczy, MDMA, i z tego, co wiem pochodnych mefedronu. Na topie są również bardzo uzależniające leki psychotropowe z grupy benzodiazepiny. Duża część młodych ludzi regularnie ćpa. Niestety w mass mediach są inne, zastępcze, bzdurne tematy.

Kto bardziej potrzebuje terapeuty: młodzież czy rodzice.

Oczywiście młodzież potrzebuje wsparcia, terapii, ale rodzice też. Zazwyczaj znaczną przyczyną problemów u dzieci są niestety relacje z ich rodzicami. Kluczowe jest wychowanie, a że rodzice często mają deficyty miłości, poczucia własnej wartości to to wszystko przechodzi na ich pociechy. Jeśli dziecko ma bulimię, albo jest narkomanem należy z nim iść do terapeuty. Obowiązkowo również rodzice powinni udać się po pomoc, na własną terapię, bo to jest znak, że to oni w czymś nawalili, często zupełnie nieświadomie. Muszą za to wziąć odpowiedzialność, zadać sobie pytanie: co poszło nie tak? Czasu nie cofniemy, ale co możemy zrobić tu i teraz? Co musimy zmienić w sobie, aby pomóc naszemu dziecku? Czego ono od nas potrzebuje?

Często musisz się poddawać, kiedy widzisz, że pacjent nie reaguje na leczenie, na pomoc?

Mówię wtedy do pacjenta, żeby się zgłosił za jakiś czas, kiedy zdecyduje się sobie pomóc. Oczywiście daję szansę, ale jak już widzę, że ktoś kombinuje, to zwracam uwagę, że szkoda jego czasu i pieniędzy.

Czerpiesz satysfakcję ze swojej pracy, czy pomaganie ludziom uzależnionym to zderzenie z brutalną rzeczywistością, którego nie zakładałaś podczas studiowania?

Powodem rozpoczęcia studiów psychologii klinicznej było moje wcześniejsze zetknięcie się z szarą, osiedlową rzeczywistością, używkami, przemocą. Niewiele mnie zaskakuje w tej pracy. Ten zawód jest dla mnie coraz ciekawszy, z każdym dniem lubię go bardziej. Rośnie moje doświadczenie, lepiej rozumiem ten „matrix” ludzkich umysłów. Wchodzenie w zakamarki schematów ludzi jest fascynujące. Żyjemy w swoich głowach, w myślach, psychoterapia daje możliwość obejrzeć je, zrozumieć ich pochodzenie. To trochę jak puzlle poukładane z zakrytymi oczami. Terapia to proces oglądania tej układanki, rozsypania i ułożenia na nowo z innej, dorosłej już perspektywy. Nasze dorosłe życie, reakcje mogą być zdefiniowane przez jakieś wydarzenia z przedszkola. Ludzka podświadomość jest niesamowita. Psychoterapia może bardzo dużo zmienić w życiu.

Czy zawsze wiesz, w którą stronę musisz podążyć, kiedy pracujesz z dorosłymi pacjentami, których problem leży w dzieciństwie?

W większości przypadków tak, ale nie zawsze. Kiedy w procesie terapii stajemy z pacjentem „pod ścianą”, to korzystam z pomocy innego psychoterapeuty tzw. superwizora. To taka osoba, która z boku, obiektywnie patrzy na moją pracę z pacjentem i wysuwa swoje dodatkowe wnioski. W pracy terapeutycznej ważna jest relacja na linii terapeuta - pacjent. Często chorzy odtwarzają własne doświadczenia w relacjach z terapeutą, czyli na przykład odwzorowuje ze mną jakiś wątek relacji z matką. Wtedy superwizor, który patrzy na to z boku mówi: „Popatrz, pacjent zachowuje się tak i tak w kontakcie z tobą”. To bardzo pomaga ruszyć z miejsca, przełamać jakiś schemat działania pacjenta, a w rezultacie zmienić jego kluczowe postępowanie w relacjach z ludźmi. Ważne jest, by w poszukiwaniu terapeuty sprawdzać, czy korzysta on z superwizji w swojej pracy.

Często myślisz o pracy po godzinach?

Każdy z nas niekiedy myśli o pracy w czasie wolnym. Zdarza się, że jak pracuję z traumami, ludzkimi dramatami czy przemocą seksualną, to aż mnie w środku ściska, ale wtedy wiem, że muszę o siebie zadbać. To jest praca na emocjach i człowiek je chłonie, kiedy słucha, jak dorosła kobieta opowiada, że w czasie dzieciństwa gwałcił ją wujek. Zdajesz sobie sprawę, przez co przeszła ta osoba, a emocje potęguje fakt, że wtedy była małą dziewczynką. Jako terapeuta muszę być ponad tym, ale nie ukrywam, że emocje pojawiają się i czasem jest to trudne.

Czy interweniujesz w takich sprawach poza gabinetem?

Nie, to nie jest moja rola, to decyzja pacjentki, czy chce się zmierzyć z przeszłością. Trzeba pamiętać, że takie sprawy wiążą się z przedawnieniem. Jeśli przemoc czy zagrożenie życia występowałyby aktualnie, to wtedy interweniuję.

Chciałem na koniec zapytać o uzależnienie od władzy, czy taka choroba istnieje? I uznajmy, że nie rozmawiamy o polityce, a ogólnie o problemie.

Nie lubię dyskutować na kwestie polityczne, ale jeśli mówimy o samym uzależnieniu od władzy, to tak, taka choroba istnieje. To jest bardziej psychopatia. Sytuacja ma miejsce nie tylko w polityce, ale też np. w wielkich korporacjach. Do władzy dochodzą zwykle ludzie z pewnymi rysami. Takie osoby nie przeżywają lęku, nie mają refleksji, empatii, mają za to swój cel. Nie chciałabym jednak wchodzić w ten temat za głęboko.

Jesteś spokojna o kondycję ludzkości, czy masz obawy o jej coraz bardziej destrukcyjny tryb życia?

Wychodzę z założenia, że każde stulecie ma swoje dramaty, a jednak świat kręci się dalej. Przyjmuję go takim, jaki jest. Staram się robić swoje: zachęcać i pomagać innym w nie zmienianiu świata, ale swojego życia wewnętrznego, umysłowego. Od tego warto zacząć. To też wpływa na resztę, najbliższe otoczenie, społeczność, w której żyjemy.

Dziękuję za wywiad.

* * * *
Tego tematu nie da się wyczerpać w kilku zdaniach, więc jeśli macie jeszcze jakieś pytania, które chcielibyście zadać psychoterapeutce, to zapraszamy do komentarzy.

21

Oglądany: 48289x | Komentarzy: 90 | Okejek: 152 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

25.07

24.07

23.07

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało