Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Eddie Van Halen był nie tylko wybitnym gitarzystą, ale i... absolutnym szaleńcem!

32 590  
148   15  
Jako że w ostatnich latach opuściło nas wielu wspaniałych muzyków, dostaliśmy wiarygodną wiadomość od zaprzyjaźnionego wróżbity, że w zaświatach planowane jest utworzenie jedynej w swym rodzaju grupy złożonej z gigantów ciężkiego grania. W dalszym ciągu nie wiadomo, czy wokalistą zostanie Lemmy Kilmister czy może Chris Cornell, ale pewne jest, że na wiośle grać będzie Eddie Van Halen – człowiek posiadający „kostkę przeznaczenia” i wymiatacz, bez którego nie byłoby współczesnego rocka!
Jego kawałki zna każdy szanujący się miłośnik muzyki. Mało jednak mówi się o tym, że ten charyzmatyczny gitarzysta był też cholernym ekscentrykiem, którego czyny niekiedy ocierały się o radosne szaleństwo. Cóż, gwiazdom rocka można wybaczyć pewne, odbiegające od szeroko pojętych norm, zachowania!

#1. Pewnego razu sterroryzował Freda Dursta, aby odzyskać swoją gitarę

Andrew Bennett, autor książki „Eruption in the Canyon”, dowiedział się od Eddiego o pewnym incydencie, który to miał miejsce kilkanaście lat temu, kiedy to muzyk został zaproszony do wspólnego jammowania z grupą Limp Bizkit. Van Halen przez jakiś czas świetnie bawił się z Fredem Durstem i jego kumplami, jednak atmosfera nieco pogorszyła się, kiedy jeden z muzyków biorących udział w tym spotkaniu odpalił jointa. Gitarzysta praktycznie odpalał papierosa od papierosa, jednak nigdy nie był fanem marihuany. Do tego stopnia, że widząc krążącego z rąk do rąk skręta, wstał i praktycznie bez słowa wyszedł, zostawiając na sali cały swój sprzęt.



Następnego dnia bezskutecznie usiłował skontaktować się z Durstem. W końcu zirytowany postanowił osobiście odzyskać swoje graty. Parę lat wcześniej Van Halen zakupił na aukcji ciężką, opancerzoną ciężarówkę wojskową i to właśnie nią przejechał całe Los Angeles aż do Beverly Hills. Fred musiał być nieźle zdziwiony, kiedy pojazd przypominający czołg wjechał do jego ogródka, a do domu wparował wściekły Eddie z włosami spiętymi w stylu samurajskiego wojownika. Gitarzysta nie posiadał na sobie koszulki, ubrany był w jeansy przewiązane sznurkiem, a na nogach miał wojskowe buty owinięte taśmą klejącą. Na domiar złego w dłoni trzymał kawał gnata wymierzonego w czoło Dursta. Broni nie opuścił aż do chwili, kiedy jego manele nie zostały załadowane do auta.

#2. Pochował kumpla razem ze swoją „kultową” gitarą

Eddie przyjaźnił się z gitarzystą grupy Pantera – Dimebagiem Darrellem. Panowie wspólnie imprezowali i dużo rozmawiali o muzyce oraz o instrumentach. Dime był ponoć bardzo zainteresowany kupnem jednej z gitar, które posiadał Van Halen. Ten zaoferował mu przygotowanie dla niego specjalnego, stworzonego z myślą tylko o nim instrumentu. Niestety obietnica ta nigdy nie została spełniona. Niedługo po tej konwersacji Darrell grał wraz ze swym zespołem Damageplan w mieście Columbus. Podczas występu jakiś psychopata otworzył ogień w kierunku muzyków. Zginęło wówczas trzech uczestników koncertu oraz Dime, którego mimo prób resuscytacji nie udało się uratować.



Van Halen postanowił złożyć szczególny hołd dla swojego kumpla i złożył razem z nim do grobu gitarę. Jednak nie był to instrument, który Eddie miał dla Darrella przygotować, ale słynne, absolutnie bezcenne wiosło. To samo, które widnieje na tylnej okładce klasycznego już albumu „Van Halen II”!



#3. Kiedyś nagrał soundtrack do pornola

Jeśli jesteś fanem tego muzyka, to wypada, abyś wszedł w posiadanie płyty DVD z „Sacred Sin” - filmem dla dorosłych nakręconym w 2006 roku. I nie – nie mówimy tu o jakimś artystycznym, wysmakowanym erotyku eksplorującym zagadnienia zmysłowego napięcia i powoli rosnącego pożądania pomiędzy parą kochanków, tylko o bezczelnym, nie pozostawiającym absolutnie nic dla wyobraźni pornolu z waginami, cyckami, penetracją, słabym aktorstwem oraz odrobiną całkiem miłej dla oka akrobatyki. Do tej właśnie produkcji Eddie nagrał dwa numery („Catherine” oraz „Rise”). Zrobił to, ponieważ reżyser tego dziełka Michael Ninn był jego dobrym kumplem, a sam Van Halen uważał go za Spielberga kina XXX. Cóż, czego nie robi się dla ziomeczków...



#4. Przeszkodził w pracy Michaelowi Jacksonowi, a ten nawet się nie obraził…

Na początku lat 80. Król Popu pracował nad albumem „Thriller”. Jeden z numerów miał być utrzymany w klimacie rockowym. Jako że Jackson nigdy nie był szczególnym fanem ciężkiego grania, chciał znaleźć kompromis pomiędzy muzyką, którą sam tworzył, a rockowym brzmieniem. Pracujący z Jacko producent Quincy Jones skontaktował się więc ze swoim dobrym kolegą Van Halenem i poprosił go o przysługę. Eddie chętnie zgodził się spędzić parę godzin w studiu i pomóc Michaelowi w nagraniu numeru „Beat it”. Nie chciał za to żadnych pieniędzy ani nawet nie domagał się, aby jego nazwisko widniało na liście autorów nagrania.



Podczas prac nad kompozycją Jackson wyszedł ze studia. Wówczas to Eddie, nie pytając nikogo o zdanie, przeaaranżował sporą część tego kawałka, tym samym „niszcząc” to, co dotąd zostało już nagrane. Kiedy wrócił Michael, gitarzysta od razu przyznał się do swego występku. Piosenkarz miał pełne prawo być wściekłym na muzyka, jednak po zapoznaniu się ze zmianami, które Van Halen naniósł, wpadł w istny zachwyt i dał mu pełną artystyczną kontrolę nad tym kawałkiem. „Beat it” podbiło serca fanów Jacksona, którzy szybko zorientowali się też kto był autorem słynnej gitarowej solówki…

https://www.youtube.com/watch?v=fVzZELu1YoI

#5. Stworzył niezniszczalną gitarę. Potem był wściekły, ponieważ… nie mógł jej zniszczyć

Eddie znany był z tego, że oprócz grania na gitarze, sam też usprawniał swoje instrumenty. Wynikiem takiego eksperymentowania było wiosło, które Van Halen nazwał Wolfgangiem, na cześć swego syna (który to imię to dostał w formie hołdu dla Mozarta, ma się rozumieć!). Gitara ta to prawdziwy czołg wśród gitar – ciężka, praktycznie niezniszczalna, maszyna do siania scenicznego rozpierdzielu! W jednym z wywiadów muzyk skarżył się, że podczas jednego z koncertów poniosła go energia i usiłował roztrzaskać Wolfganga o ziemię, jednak skurczybyk okazał się wyjątkowo twardym zawodnikiem i za żadne skarby nie chciał się podporządkować pragnieniom swego właściciela. Van Halen był z tego powodu wyjątkowo wkurzony.


Źródła: 1, 2, 3, 4, 5
3

Oglądany: 32590x | Komentarzy: 15 | Okejek: 148 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

01.12

30.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało