Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

W białych rękawiczkach. 7 faktów o tym, jak naprawdę wyglądają kradzieże sztuki

34 139  
130   10  
Kto by nie chciał mieć w domu prawdziwego dzieła sztuki… Tych niestety jest ograniczona liczba, przez co ceny sięgają niebotycznego poziomu. To wystarczy, by wzbudzić zainteresowanie mistrzów złodziejskiego fachu (który sam, jak się okazuje, potrafi być sztuką).

#1. Cel namierzony



Można by pomyśleć, że wszelkiego rodzaju galerie sztuki i muzea to dla złodziei niemal supermarket – że to tam swoje kroki powinien kierować ktoś, kto miałby chęć przytulić coś wartościowego. Tymczasem statystyki pokazują zupełnie co innego – około 54% kradzieży dzieł sztuki ma miejsce w domach prywatnych kolekcjonerów. Kolejne 8% zachodzi w kościołach i miejscach kultu. Dopiero w dalszej kolejności uwaga włamywaczy skupia się na zdecydowanie lepiej chronionych muzeach.

#2. I co dalej



Każdego roku z rąk prawowitych (lub nie do końca prawowitych, z czym akurat wolą się nie afiszować) właścicieli znika 50 do nawet 100 tysięcy dzieł sztuki. Jaki procent udaje się odzyskać? Bardzo nieznaczny – według optymistycznych szacunków do właściciela wraca zaledwie co dziesiąte skradzione dzieło. Większość wywożona jest za granicę i ślad po nich ginie. Tylko w nielicznych, najbardziej medialnych przypadkach – i zwykle po długich bataliach prawnych – udaje się sprowadzić eksponat z powrotem do kraju, w którym został skradziony.

#3. Michał nie taki znowu Anioł



Michał Anioł zapisał się w historii jako jeden z najzdolniejszych rzeźbiarzy i malarzy, którego dzieła po dziś dzień wywierają ogromne wrażenie nawet na tych, którzy sztuką niespecjalnie się interesują. Warto jednak wiedzieć, że włoski artysta był też… jednym z najlepszych fałszerzy w dziejach. Od tego też zaczęła się jego kariera – od zastępowania oryginalnych dzieł innych artystów przygotowywanymi przez siebie i postarzonymi kopiami.

#4. I po Krzyku



Można by pomyśleć, że kradzież najbardziej znanych obrazów świata, do jakich bez wątpienia zalicza się Krzyk Muncha, wymagałaby iście filmowej finezji. Otóż nie. W 2004 roku dwóch uzbrojonych mężczyzn wbiegło – za dnia! – do muzeum w Oslo. Tam, na oczach osłupiałych turystów, rozcięli druty, którymi Krzyk oraz Madonna były przymocowane do ściany, po czym wskoczyli do czekającego przed wejściem audi i zniknęli przed przyjazdem policji (która była na miejscu po niecałej minucie!). Jak twierdzili świadkowie zdarzenia, i tak można było to zrobić lepiej – bo złodzieje podobno byli wyjątkowo niezdarni i nawet zdarzyło im się w pośpiechu upuścić obrazy.

#5. Dzieła niesprzedawalne



Tajemniczy miliarder gotowy zapłacić każdą cenę za to, by móc cieszyć oczy posiadaniem któregoś z najwspanialszych dzieł? To bardziej filmowy niż realny scenariusz – w rzeczywistości trudno byłoby wyobrazić sobie chwalenie się skradzionym arcydziełem nawet w gronie najbardziej zaufanych znajomych, byłoby to zbyt niebezpieczne. Na co więc liczą złodzieje? Na okup – tak jak w 1994 roku, kiedy z muzeum zniknęła jedna z mniej popularnych, ale wciąż bardzo wartościowych wersji wspomnianego wyżej Krzyku. Wówczas plan się akurat nie powiódł, ale wciąż prawdopodobieństwo powodzenia było zdecydowanie wyższe niż gdyby chcieć szukać ekscentrycznego bogacza gotowego wyłożyć bajońską sumę na coś, czym nie będzie mógł pochwalić się przed dosłownie nikim.

#6. Turysta czy policjant



Jak pokazują statystyki, najchętniej wybieraną przez złodziei sztuki metodą jest podawanie się za turystów. Mimo to do jednej z największych nierozwiązanych do tej pory kradzieży wykorzystano metodę na policjanta. W 1990 roku do Muzeum Isabelli Stewart Gardner w Bostonie weszło dwóch mężczyzn podających się za policjantów. Złodzieje skuli ochroniarzy jednego po drugim, po czym… zniknęli z trzynastoma obrazami wartymi łącznie 500 milionów dolarów! W 2018 roku FBI zdecydowało się podnieść nagrodę za pomoc w rozwiązaniu sprawy do 10 milionów, ale – jak przyznają specjaliści – bardzo prawdopodobne, że odpowiedzialni za spektakularną kradzież już nie żyją.

#7. Włamywacz-dżentelmen



W świecie prawdziwych, nie filmowych złodziei sztuki prawdziwą legendą jest Stéphane Breitwieser, dobiegający właśnie pięćdziesiątki Francuz, który przyznał się do kradzieży niemal 240 dzieł o łącznej wartości sięgającej 1,4 miliarda dolarów! Podróżował po Europie, pracował jako kelner, a w czasie wolnym… odwiedzał co mniejsze muzea i zabierał to, co miały najcenniejszego. Większość obrazów po prostu wyjmował z ram i wynosił ukryte pod płaszczem. Breitwieser wpadł ostatecznie w 2001 roku w Szwajcarii, a w 2005 roku skazany został na 26 miesięcy więzienia. Tym, czym się wyróżniał, było to, że – jak sam twierdził – kradł nie dla zysku, a z miłości do sztuki. Zdecydowana większość obrazów trafiała do domu jego matki, a nie na rynek. Niestety nie oznacza to, że po aresztowaniu złodzieja całość kolekcji udało się odzyskać. Matka Breitwiesera na wieść o aresztowaniu syna część dzieł zniszczyła, a część wrzuciła do rzeki, czyniąc o wiele większe szkody niż same kradzieże.
2

Oglądany: 34139x | Komentarzy: 10 | Okejek: 130 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

19.08

18.08

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało