Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Romans z koleżanką z pracy, facet z inteligencją tłoka i inne anonimowe opowieści

63 604  
262   45  
Dziś dowiecie się m.in. jakiego hasła lepiej nie ustawiać w laptopie, poznacie efekty roztrzepania na zakupach, dowiecie się dlaczego lepiej nie podpaść dentystce i poznacie pozytywny efekt koronawirusa.

#1.


Kiedyś, gdy chodziłam jeszcze w gimnazjum, ustawiłam sobie hasło na laptopie. Było to "ch*j-dupa-pi*da". Tak, wiem, to dość głupie jak na 16-letnią dziewczynę, ale stwierdziłam, że nikt go w życiu nie zgadnie, a ja łatwo zapamiętam i będę cieszyła się tak bardzo potrzebną mi w tym czasie prywatnością.

Laptop był już po różnego rodzaju wypadkach, więc trochę szwankowały mu głośniki. Powtarzałam mamie, że może kupimy nowego laptopa, albo chociaż dokupię do niego głośniki. Któregoś dnia gdy wychodziłam ze szkoły zadzwoniła do mnie mama, że jest w serwisie komputerowym z moim laptopem i że pan naprawi mi głośniki. Wtedy stało się najgorsze..."Córcia, podaj mi tylko hasło do laptopa, pan sprawdzi, czy to nie wina systemu". Spanikowałam, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Wpadłam więc na pomysł, żeby dała mi do telefonu tego serwisanta.
- Dzień dobry, jakie ma pani hasło?
- Błagam, proszę nic nie mówić mamie, a moje hasło to ch*uj-d*pa-pi*da.

Słyszałam jego śmiech jeszcze przez długi czas. Ale głośniki naprawił.

#2.

Człowiek uczy się całe życie. Ja na przykład niedawno nauczyłem się, że w przypadku umawiania się z dziewczyną zatrudnioną w tej samej firmie co ty warto dowiedzieć się, z którymi innymi kolegami z pracy wcześniej się umawiała. Tak na wypadek tego, gdyby jej byłym facetem okazał się twój chorobliwie o nią zazdrosny przełożony. Atmosfera w robocie jest teraz grobowo niezręczna...

#3.


Muszę uczciwie przyznać, że nie jestem dobrym kierowcą. Z reguły trzymam się prawego pasa i jestem przysłowiową "babą za kółkiem". Mojej dzisiejszej historii nie zrozumieją pewnie dobrzy kierowcy, ale ja przeżyłam chwile grozy.
Wracając z pracy przejeżdżam przez dwupasmową drogę kończącą się dwupasmowym rondem. Z reguły, jak na mnie przystało, trzymam się prawego pasa. Dzisiaj widząc dziadka za kierownicą, który jechał nawet wolniej niż ja, postanowiłam go wyprzedzić. Moje szaleństwo na lewym pasie skończyło się w momencie, gdy całe towarzystwo na jezdni zobaczyło stojący obok patrol policji i zwolniło. Nie zdążyłam wyprzedzić dziadka i dojechałam do ronda na lewym pasie...
Opisane przeze mnie miejsce jest bardzo ruchliwe. Po wjechaniu z lewego pasa na środek ronda nie potrafiłam z niego zjechać. Nikt mnie nie chciał wpuścić. Kręciłam się w kółko i kółko nie mogąc się zatrzymać, by nie tamować ruchu. Jak dla mnie przeżycie jak z horroru.

Po przejechaniu kilkunastu okrążeń w chwilowym zatorze samochodowym, udało mi się zjechać z tego strasznego miejsca.

Gdy widzicie zrozpaczoną kobietę jeżdżącą w kółko ronda - ustąpcie jej pierwszeństwa, bo może już tam jeździ od kilku godzin.

#4.

Wybrałam się z tatą do sklepu. Jestem trochę roztrzepaną osobą i strasznie dużo gadam, jak więc na mnie przystało, całe zakupy nie zamykała mi się jadaczka. Chodziłam z karteczką i opowiadając tacie o produktach wkładałam je do koszyka. W pewnym momencie zdziwiło mnie to, że połowę tego, co wkładam, on zaraz wyciąga i podąża szybkim krokiem w dalsze alejki.

Nawet nie wiecie jak się czułam, kiedy zorientowałam się po kilku minutach, że chodziłam za obcym facetem i gadając do niego jak idiotka, wsadzałam mu różne produkty do koszyka. Dziwi mnie tylko to, że nic mi nie powiedział...


#5.


Z cyklu jak ciemni potrafią być faceci.

Z Pawłem znamy się od wielu, wielu lat (licząc praktycznie w dziesiątkach). Coś zawsze między nami było, szczeniackie zauroczenia, różne śmieszne historie. Słowem - mamy przeszłość. Od lat jesteśmy we w miarę regularnym kontakcie.

Po tym krótkim słowie wstępu: Paweł odezwał się do mnie na wiosnę i wtedy zaczęliśmy dosyć często pisać, o wszystkim. Pod koniec lata okazało się, że rozstał się ze swoją wieloletnią partnerką. Cały czas traktowałam tę relację jako kumpelską, bo nawet nie dopuszczałam myśli, że po tylu latach nadal może być coś na rzeczy. Dopóki nie napisał do mnie zaraz po tym, jak go rzuciła, dopóki nie zaczął mi pisać, że jest pewna dziewczyna, o której myśli od lat i zawsze czegoś z nią chciał, ale jakoś nigdy do końca się nie udało, dopóki nie zaczął mówić, że w jednej kwestii pozostanie tajemniczy. Cały czas to traktowałam z dystansem. Aż nie zaprosił mnie na kolację. Nie chciał powiedzieć, gdzie idziemy. Wtedy zaczęłam trochę się zastanawiać... No przyznacie, wyglądało to podejrzanie.

W końcu nadszedł ten wieczór. Faktycznie, fancy restauracja, zarezerwowany stolik - myślę sobie najs. Zamówiliśmy driny, no i skoro mnie zaprosił, to nie wezmę drogiego jedzenia, bo to tak głupio trochę. Wieczór płynie, wspominamy stare czasy, aż tu nagle typ zaczyna mi wylewnie opowiadać o znajomej, która mu się podoba. Tak, znałam ją - i tak, to był najtrudniejszy do zachowania poker face w moim życiu. W mojej głowie rozgrywał się właśnie festiwal śmiechu i żenady. Łzawe historie o tym, że ta laska poczuła się jak nagroda pocieszenia po byłej płynęły do końca wieczora.

Finał tej historii jest najpiękniejszy: koleś zapłacił za nas, owszem - żeby wyjść na gentlemana. Gdy kelnerka odeszła, szeptem dodał "podliczę cię i wyślę ci numer mojego konta". Ani się zbyt nie najadłam, ani się nie bawiłam szampańsko, a mój portfel zubożał o stówkę. Tyle dobrze, że chociaż mnie odprowadził na przystanek.

Morał z tego taki płynie:
Kiedy myślisz o lasce jak o ziomalu,
to nie zamawiaj stolika w super lokalu,
idźcie na kebsa albo do maka,
gdzie każdy sam zapłaci za swego kurczaka.

#6.

Latem wybrałem się z kumplem o świcie na ryby. Dla relaksu, co by odpocząć od stresów dnia codziennego. Jako iż dość dawno się nie widzieliśmy, od razu zaczęliśmy dosyć wcześnie sobie umilać czas alkoholem, nad rzekę dotarliśmy już w stanie mocno wskazującym. A że dodatkowo była bardzo duża mgła, to nie za bardzo widzieliśmy, jak daleko zarzuciliśmy spławiki. Zarzuciliśmy i dalej sobie piwkowaliśmy w najlepsze, aż w końcu zmógł nas sen.
Rano okazało się, że nic nie złapaliśmy. Nic dziwnego w sumie, gdyż jak się okazało, wędki były zarzucone w przeciwną stronę niż rzeka...

#7.


Historia za stażu w gabinecie dentystycznym.

Do gabinetu przyszła kobieta w celu usunięcia kamienia nazębnego, którego nagromadziło się dość dużo. W trakcie zabiegu pacjentka zaczęła odczuwać dość silny ból i poprosiła u znieczulenia. Jednak dentystka, u której miałam staż, powiedziała tylko coś w stylu "dasz radę, tylu ludzi wytrzymuje bez znieczulenia, taki ból to nic w porównaniu z porodem". Zdziwiło mnie to trochę, ale w końcu to ona miała dyplom i doświadczenie, więc nie zamierzałam podważać jej kompetencji.

Po skończonej wizycie ciekawość wzięła górę i zapytałam dentystkę dlaczego tak postąpiła. Odpowiedziała, że ta pani to jej wieloletnia pacjentka. Pracuje jako położna w szpitalu i w zeszłym roku odbierała jej poród. Na kilkukrotną prośbę o znieczulenie usłyszała tylko "dasz radę, młoda jesteś, nie będę zawracać głowy lekarzowi, tyle kobiet urodziło bez znieczulenia, to ty też możesz".

Efekt był taki, że dentystka miała traumę po porodzie i przez miesiąc nawet nie zbliżała się do dziecka, bo za każdym razem gdy na nie patrzyła, przypominał się jej potworny ból, jakiego doświadczyła. Wtedy postanowiła dać do zrozumienia położnej, że leczenie zębów również można wytrzymać bez znieczulenia, ale takie męczenie się w imię idei jest bezcelowe i jeśli ktoś nie może wytrzymać, to należy zrobić wszystko, by złagodzić jego ból.

#8.

Mój szef, właściciel dużej firmy z naszego regionu, zawsze wylatuje kilka razy do roku ze swoją żoną na luksusowe wczasy. W tym roku pandemia pokrzyżowała ich plany urlopowe, dlatego dopiero we wrześniu miał polecieć na tydzień do Tunezji na naprawdę wypasione wczasy all inclusive w jakimś luksusowym hotelu. Niestety kilka dni przed wylotem wyszedł mu pozytywny wynik badań na koronawirusa, jego żona została objęta kwarantanną, więc nie mogli polecieć, a było już za późno na odwołanie wyjazdu.

Trzy dni przed terminem wylotu szef zadzwonił do mnie i powiedział, że zawsze cenił moją pracę i że jeśli chcę, to mogę lecieć z dziewczyną zamiast nich. W pierwszej chwili pomyślałem, że super, taka okazja nie zdarza się co dzień, normalnie gwiazdka z nieba, ale po chwili zapytałem go, czy zamiast mnie mógłby lecieć ktoś inny. Początkowo trochę się zdziwił, ale po chwili wyraził zgodę.

I w ten oto sposób na najbardziej luksusowe wczasy w życiu polecieli moi rodzice. Za darmo, bez żadnych kosztów. Nigdy nie było ich stać na ekskluzywne wyjazdy, a zawsze marzyli o egzotycznej podróży. Nawet nie wiecie, ile radości sprawił im ten wyjazd, jacy zachwyceni wrócili i jacy szczęśliwi.

Tak oto okazało się, że nawet koronawirus może dać komuś radość. A szef po powrocie do pracy powiedział mi, że zaimponowałem mu tym, że zamiast sam skorzystać, wolałem przekazać wyjazd rodzicom, postanowił dać mi bardziej odpowiedzialne stanowisko i wysłać na kilka kursów, dzięki czemu więcej zarabiam i kto wie, może kiedyś sam sobie kupię taką wycieczkę.
8

Oglądany: 63604x | Komentarzy: 45 | Okejek: 262 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało