Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

James Randi - iluzjonista, który brutalnie demaskował szarlatanów

53 462  
339   79  
Parę dni temu zmarł James Randi. Wielu z was o tym człowieku nie słyszało, chociaż z całą pewnością doszły was słuchy o pewnym „zakładzie”, którego Randi był autorem. Ten, słynący z wielkiej uprzejmości, kanadyjski dżentelmen zaoferował kiedyś nagrodę miliona dolarów dla osoby, która będzie w stanie udowodnić istnienie jakiegokolwiek zjawiska paranormalnego. Przez długie dekady James był prawdziwą zmorą magików, jasnowidzów, telepatów i bioenergoterapeutów i sprawił, że kariera niejednego uduchowionego szarlatana legła w gruzach.
Zanim jednak został najbardziej znanym demaskatorem ezoterycznych oszustów, Randi dał się poznać jako iluzjonista – i to całkiem niezły, warto odnotować. Jego przygoda z tą formą sztuki zaczęła się od… wypadku rowerowego, w którym młody James miał nieszczęście brać udział. Połamany i unieruchomiony gipsem chłopak przez trzynaście miesięcy zaczytywał się w książkach o czarach. Wbrew ponurym wizjom lekarzy, którzy uważali, że Randi nigdy nie będzie już mógł chodzić, pacjent odzyskał pełnię władz w nogach. Do cna pochłonięty chęcią zostania iluzjonistą, James wkrótce potem porzucił szkołę i razem z grupą cyrkową jeździł po Kanadzie pokazując magiczne sztuczki. Później pracował jako mentalista w nocnych klubach, gdzie zabawiał zamroczoną procentami klientelę.



Człowiek, który później bez żadnej litości demaskował oszustów deklarujących ich rzekomo paranormalne moce, sam przez jakiś czas, z pełną premedytacją wciskał ludziom kit. Zatrudnił się bowiem w pewnym tabloidzie jako astrolog i był odpowiedzialny za prowadzenie horoskopu. W praktyce kopiował on całe zdania z „branżowych” pism i wklejał je losowo do kolumn w dziale, który miał pod opieką.

Przez wiele lat, jako Amazing Randi, James profesjonalnie zajmował się pokazami iluzji. Był nie tylko częstym gościem znanych programów rozrywkowych, ale i twórcą popisowych numerów scenicznych dla wielkiej gwiazdy rocka, jaką był Alice Cooper. To właśnie on skonstruował dla muzyka słynną gilotynę, która to podczas występów, służyła do efektownej dekapitacji artysty. Randi pojawiał się też na scenie jako szalony kat, który pastwił się nad rockmanem.

https://www.youtube.com/watch?v=SxTE5c-CWz8
W międzyczasie James rozszerzył też swoje sztuczki o tak efektowne numery, jak na przykład uwalnianie się z kaftana bezpieczeństwa będąc zawieszonym nad wodospadem Niagara, czy bycie zamkniętym na godzinę i 44 minuty pod wodą w niewielkiej skrzyni. Tym ostatnim popisem pobił nawet światowy rekord, który to wcześniej został ustanowiony przez Harry’ego Houdiniego! Z najsłynniejszym iluzjonistą w historii łączyła Randiego jeszcze jedna rzecz, ale o tym za chwilę.



Podczas jednego ze swoich występów, pewien mężczyzna publicznie zarzucił Randiemu oszustwo. James, który właśnie za pomocą „magii” wyginał łyżeczkę odparł dość zaskoczony: „Tak, rzeczywiście, jestem oszustem, kanciarzem, szarlatanem. Tym się właśnie zajmuję. Wszystko, co tu zrobiłem, było trikiem”. Wzburzony widz odparł: „Jesteś oszustem, ponieważ udajesz, że robisz te triki, ale w rzeczywistości używasz mocy psychicznych i zwodzisz nas, nie przyznając się do tego!”. Przyznajcie, że dla dobrego iluzjonisty taki zarzut musi być wyjątkową nobilitacją. Bardzo możliwe, że to wówczas Randi uznał, że wiele osób wierzy w najbardziej nawet ewidentne oszustwa, które sprzedaje im się pod płaszczykiem ezoteryki, magii lub natchnionego wizjonerstwa. Być może to wtedy też James postanowił rozprawić się ze znanym izraelskim iluzjonistą – Urim Gellerem, który to na lewo i prawo chwalił się posiadaniem przez siebie magicznych zdolności.



W 1973 roku Uri został poproszony o wywiad w „The Tonight Show”. Przygotowany na rozmowę, nie spodziewał się, że prowadzący ten program dziennikarz – Johnny Carson dogadał się z Randim i wspólnie zamierzają sprawdzić, czy Geller faktycznie dysponuje jakimiś paranormalnymi mocami. Zamiast udzielić wywiadu, Uri został poproszony pokazanie swoich zdolności na rekwizytach, które dostarczył James (ówcześnie zadbawszy o to, aby żaden z przedmiotów nie posiadał „udogodnień”, które umożliwiłyby magikowi dokonanie oszustwa). Dla Gellera musiały to być najbardziej upokarzające chwile w życiu, kiedy to raz za razem próbował wykonać swoją sztuczkę, a ta nie chciała mu się udać. Uri usiłował potem tłumaczyć swoje porażki tym, że czuł zbyt dużą presję i chwilowo zabrakło mu mocy, co niestety jeszcze bardziej go pogrążyło.

https://www.youtube.com/watch?v=TNKmhv9uoiQ
Wiele lat później zhańbiony magik usiłował wydębić od Randiego i założonej przez niego organizacji Committee for Scientific Investigation of Claims of the Paranormal (Komitetu Naukowego Badania Spraw Uważanych za Paranormalne) odszkodowanie. Uri sprawę sądową przegrał i musiał zapłacić 120 tysięcy dolarów kary za złożenie niepoważnego pozwu… Na trwającym dwie dekady konflikcie z izraelskim magikiem skorzystał tylko Randi - z ukontentowaniem demonstrował on kolejne triki Gellera, a nawet napisał książkę, w której dogłębnie przeanalizował wszystkie oszustwa swej ofiary.



Od tego momentu Randi nie był już tylko magikiem, ale przede wszystkim stał się znany ze swojego zaangażowania jako człowiek, który walczy z szarlatanerią i oszustami zarabiającymi na ludzkiej naiwności. Znów stał się częstym gościem programów telewizyjnych, gdzie zamiast wyginać łyżeczki i przecinać kobiety na pół, pojawiał się „cały na biało”, aby zaskoczyć i „zmasakrować” rzekomych magików wciskających prowadzącym kit o swoich cudownych mocach.

https://youtu.be/7CASghTzNhc
Zagrożeni mogli czuć się nie tylko magicy, którzy uważali, że potrafią przewracać kartki książek za pomocą swoich myśli, a w rzeczywistości robili to dyskretnie dmuchając nozdrzem na papier, ale także i szarlatani, uzdrowiciele i osoby, które uważały, że posiadają zdolność kontaktowania się ze zmarłymi.

W swojej misji Randi bardzo przypominał wspomnianego Harry’ego Houdiniego, który również w pewnym momencie swojej kariery dużo energii włożył w obnażanie nieuczciwych praktyk niektórych kolegów po fachu i cynicznych „magów” obnoszących się ze swoimi nadnaturalnymi zdolnościami. Legendarny iluzjonista należał do stowarzyszenia Scientific American, które wyznaczyło sowitą nagrodę pieniężną dla każdego śmiałka, który komisyjnie udowodniłby swoje, rzekomo cudowne, moce. Houdini miał w zwyczaju zjawiać się incognito na seansach spirytystycznych w towarzystwie dziennikarza i policjanta, a następnie w efektowny sposób kompromitować oszusta wskazując stosowane przez niego triki. Jako ciekawostkę należy tu dodać fakt, że demaskatorskie przedsięwzięcia Harry’ego kosztowały go zerwanie długoletniej przyjaźni z Arthurem Conanem Doylem – autorem poczytnych powieści o przygodach Sherlocka Holmesa. Pisarz ten głęboko wierzył w spirytualizm i był święcie przekonany, że wiele z numerów Houdiniego wynikało z nadprzyrodzonych zdolności tego magika.



W 1986 roku Fundacja MacArthura postanowiła przyznać Randiemu 272 tysiące dolarów pomocy w jego projekcie demaskowania uzdrowicieli i znanych, telewizyjnych kaznodziei, którzy leczą zapalenie migdałków cudownym dotknięciem dłoni. Pomoc w tym przedsięwzięciu zaoferował Jamesowi Johnny Carson, który ponownie zaprosił go do swojego programu. Tam znany demaskator szarlatanerii podzielił się z widzami wynikiem swojego śledztwa w sprawie popularnego teleewangelisty – Petera Popoffa. Człowiek ten niczym prawdziwa gwiazda rocka szalał na scenie wygłaszając tyrady o jezusowych cudach, a następnie uzdrawiał staruszki i nawiązywał telepatyczną łączność z ich zmarłymi mężami. Randi wraz ze swoją ekipą pojawił się na takim spotkaniu i za pomocą skanerów radiowych odkrył, że za rzekome cuda odpowiada zwykła technologia. Elisabeth - żona kaznodziei za pomocą nadajników przekazywała mu szczegółowe informacje o konkretnych osobach z publiczności. Peter natomiast miał ukryty w uchu malutki odbiornik, dzięki któremu dowiadywał się od swojej małżonki rzeczy, które uczestnicy spotkania zapisywali wcześniej w formularzach.

https://www.youtube.com/watch?v=p6BoV0AIPl4
Dodatkowej pikanterii dodawał fakt, że Elisabeth miała dość niewyparzony język. Ludziom Randiego udało się zarejestrować np. takie słowa, które kierowała do męża: „Wybierz tę grubą czarną babę z tyłu! Tylko trzymaj łapy z dala od tych cyców! Widzę cię!”. Innym zaś razem żona Petera zaśmiewała się do łez, kiedy ten „leczył” raka jąder jednego z obecnych na widowni mężczyzn. Po tym, jak James zdemaskował oszustwo teleewangelisty na Popoff posypały się gromy. W ciągu kilku miesięcy medialny szarlatan został bankrutem. Po wielu latach, nie nauczony niczego tym kompromitującym doświadczeniem, wrócił jednak do swojego zawodu.



Mimo że Randi zawsze był wielkim sceptykiem jeśli chodzi o zjawiska paranormalne, to do każdego z przeprowadzonych przez siebie badań podchodził bardzo profesjonalnie, ściśle trzymając się ustalonego przez siebie protokołu – dzięki temu, jeśli osoba, której „moce” były badane, rzeczywiście posiadałaby jakiekolwiek magiczne zdolności, trudno by było to ukryć. Mało tego – możecie sobie wyobrazić, jak bardzo James był pewien swoich przekonań, skoro założona przez niego fundacja (The James Randi Educational Foundation) wyznaczyła nagrodę 1000000 dolarów dla osoby, która udowodni istnienie jakiegokolwiek zjawiska paranormalnego. Wielkim wydarzeniem mogło być poddanie takiemu badaniu Sylvii Browne – znanej także i w Polsce medium, która opisywała swoje parapsychologiczne zdolności w serii bestsellerowych książek. Pisarka zaakceptowała zaproszenie Randiego i publicznie zgodziła się wziąć udział w teście, jednak ostatecznie zmieniła zdanie. James umieścił na swojej stronie internetowej zegar, który odliczał tygodnie od momentu, kiedy Browne przyjęła wyzwanie. W końcu jednak czasomierz został usunięty, bo Sylvia dokonała swego żywota…



Wzięcia udziału w badaniach Jamesa odmówił też Jim McCormick – biznesmen, który wprowadził na rynek ADE 651 - urządzenie służące do wykrywania ładunków wybuchowych i każdą sztukę sprzedawał za 60 tysięcy dolców. Rząd Iraku wydał na te ustrojstwa 68 milionów dolarów! Randi, który uważał, że produkty te działają równie skutecznie, co różdżki radiestezyjne, chciał w obecności McCormicka przetestować wiarygodność ADE 651 i gotów był zapłacić biznesmenowi milion dolarów, jeśli urządzenie faktycznie wykrywałoby bomby. Biznesmen wyzwania nie przyjął. Na szczęście nie było to potrzebne, aby zdemaskować oszustwo. Okazało się, że gadżet przez niego sprzedawany został skonstruowany na bazie wartego 2 dolary wykrywacza piłeczek golfowych. Szkoda tylko, że zanim McCormick poszedł za kratki, życie straciło setki irackich cywili, którzy musieli boleśnie przekonać się, że ADE 651 to zwykły bubel.



Do walki o milion baksów startowało sporo śmiałków. Żaden z nich nie przeszedł nawet wstępnych testów. Żaden, oprócz jednego. Dwanaście lat temu magik Seth Raphael zaskoczył Randiego i wykonał numer, którego słynny demaskator nie mógł podważyć i był gotów zapłacić iluzjoniście obiecaną sumę. Potem okazało się, że cały ten spektakl był jedynie primaaprilisowym żartem.

James zmarł 20 października tego roku. Miał 92 lata i do samego końca był prawdziwym postrachem żerujących na ludziach szarlatanów. Bali się go zarówno telewizyjni uzdrowiciele, homeopaci, gadający z nieboszczykami parapsychologiczni cudacy oraz przepowiadający przyszłość jasnowidzowie. Trochę szkoda, że tacy „pogromcy mitów” nie działają u nas. Mamy tu przecież znachorów leczących zawały wykałaczką, a w Internecie świetnie sprzedają się działa orgonitowe oraz odpromienniki 5 G...
3

Oglądany: 53462x | Komentarzy: 79 | Okejek: 339 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.11

22.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało