Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Stosunki rodzinne, męskie przywileje w Polsce i inne anonimowe opowieści

71 992  
263   35  
Dziś przeczytacie m.in. o stosunkach rodzinnych, dowiecie się jak to jest mieć w naszym kraju męskie przywileje i poznacie nietypowy błąd poznawczy.


#1.

Mam ponad 30 lat i dobrą pracę. Moja siostra od zawsze była tą, która radziła
sobie gorzej. Rodzice obiecali nam nowe rowery za "czerwone paski"? Ja takowy miałam, ona nie. Obie dostałyśmy rower, bo inaczej "ona byłaby poszkodowana". No OK.

Zaraz po maturze siostra wyszła zaszła w ciążę i wyszła za mąż. Rodzice żeby jej pomóc na start pozwolili jej mieszkać w domu po dziadkach, który miał odziedziczyć ojciec. Wciąż OK. Ja studiuję, póki co nie planuję zakładać rodziny, na wynajmowanym jest spoko.
Kiedy kończyłam studia, siostra zdecydowała wyprowadzić się zagranicę, pracuje tam fizycznie za najniższą krajową. Przez 2 lata dom po dziadkach stał nieogrzewany i niszczał.

Akurat złożyło się tak, że rozstałam się po 8 latach związku z facetem. Szukałam mieszkania na wynajem, więc rodzice wpadli na pomysł "po co masz płacić obcym, jak tam dom stoi pusty i niszczeje?". Stwierdziłam, że super, ja zaoszczędzę, oni też będą mieli zysk, bo domem ktoś się zaopiekuje. W sumie sytuacja typu win-win.

Tymczasem okazało się, że dom jest ruiną. Trzeba w niego zainwestować kilkadziesiąt tysięcy (jak nie więcej), żeby miało to sens. W najpilniejsze prace zainwestowałam, ale stwierdziłam też, że w międzyczasie okolicę przejęli deweloperzy, w związku z tym z cichej wioski zrobił się moloch i na wyjazd z osiedla czekam tyle, że do pracy w najbliższym dużym mieście (10 km) dojeżdżam godzinę. Rodzice też w kółko powtarzali "dom zapiszemy w spadku A (siostrze), bo to było jej obiecane". Nic dziwnego więc, że nie mam ochoty w niego inwestować więcej niż to konieczne. Stwierdziłam, że odłożę pieniądze na wkład własny i kupię coś bliżej centrum, skoro nie jestem uwzględniona w żadnym "spadku".

Dziś w rozmowie pochwaliłam się mamie, że mam już na wkład własny na 2 pokoje w miarę blisko centrum dużego miasta, gdzie pracuję. Myślałam, że się ucieszy, że tak szybko mi poszło. Spodziewałam się czegoś w stylu "Brawo, córeczko! Jesteśmy z ciebie dumni", a usłyszałam, że jestem najgorszą córką na świecie, bo:
a) chcę się wyprowadzić 10 km od nich i "kto się będzie nami zajmował na starość, skoro twoja siostra wyjechała" (dodam, że oboje są w sile wieku, więc ta "starość" to może nadejść za 20 lat)
b) "dom zniszczeje i straci na wartości" (przypominam, że jedynym spadkobiercą jest siostra).

Po tym był jeszcze wyrzut, że odwiedzam ich zbyt rzadko (co weekend, siostra może raz do roku).

Od teraz zacznę się pojawiać chyba raz w miesiącu... albo do roku. Może wtedy docenią.

#2.

Mam w pracy zastęp pań, które ciągle mówią o nierówności płci, patriarchacie i o tym, że mężczyźni są bardziej uprzywilejowani. Moje koleżanki nie wiedzą o tym, że moja żona spotykała się z dwoma kochankami przez trzy lata naszego wspólnego życia, zadłużyła mnie, parę razy mnie pobiła, a wyprowadzając się zabrała ze sobą dwóch naszych synów. O prawa do widzenia się z nimi częściej niż raz w tygodniu walczyć muszę w sądzie, bo moja była partnerka skalkulowała sobie, że im mniej czasu z nimi spędzę, tym większe alimenty będę musiał płacić.

Ostatnia rozprawa miała miejsce wczoraj. Pani sędzia jasno dała mi do zrozumienia, że dzieci zostają z matką i w najlepszym wypadku dostanę prawo do spotykania się z moimi synami przez parę godzin, dwa razy w tygodniu.

No i ja się pytam - gdzie ten słynny patriarchat, nierówność płci i męskie przywileje?

#3.

Jako dziecko zawsze byłam chłopczycą i wszędzie mnie było pełno. Od dachów komórek po najwyższe drzewa. Często wybierałam się z grupą znajomych na tzw. szaber. Wpadaliśmy wieczorami na ogródki działkowe i jedliśmy sobie wszelkie owoce.
Tak było do tego feralnego dnia.

Na upatrzonej wcześniej działce rósł piękny winogron. Aż żal było się nie poczęstować. Wszyscy zrywali na dole, a ja weszłam na drzewo i stamtąd zrywałam pyszne owoce. Nagle szum wrzask i pisk! Z altanki wychodzi facet i goni towarzystwo, wszyscy w długą. A ja na drzewie! Nie było jak uciec. Zeskoczyłam, ale oczywiście tak niefortunnie, że skręciłam kostkę. Byłam bez szans. Facet mnie dopadł. Trochę się pienił, że dziewczyna, że takie zachowanie, że powie rodzicom itd.. Jakoś udało mi się go udobruchać i mnie puścił.

Mija dobrych kilka lat. Przyszła dorosłość, no i praca. Jakie było moje zdziwienie i zmieszanie, gdy moim kierownikiem, który siedzi biuro obok okazuje się ten sam facet! Z racji tego, że to aktualnie to pan przed emeryturą, więc i pamięć nie ta, temat pozostał nieruszony przez jakieś 5 lat. Lecz kiedyś nadarzyła się zakrapiana impreza pracownicza. I jak to po procentach, człowiek staje się szczery i wylewny... Opowiedziałam mu o tym zdarzeniu sprzed lat. Sytuację pamiętał, ale nie skojarzył, że to ja. Jego komentarz do sprawy był bezcenny: "Młoda, trzeba było mówić, że to ty, to bym ci sam narwał tego winogronu!"... Kij, że poznaliśmy się jakieś 15 lat później :)

W poniedziałek po powrocie do pracy na moim biurku leżała miska z winogronami z jego ogródka :)

#4.

Z cyklu "Najgorsza randka ever".
Akcja dzieje się ok. 10 lat temu. Ok. 30-letnia ja, sama, nie szukająca z wielu przyczyn faceta, i moja mamusia, kobieta "pragnąca" zięcia. Typ, który swata przy byle okazji, a to "Zosiu, przyjedź po mnie, bo późno, a ja u koleżanki" - koleżanka zawsze miała syna w moim wieku, "A ten Andrzej mojej koleżanki to taki fantastiko..." - jej wszystkie koleżanki miały cuuudownych synów. Więc któregoś dnia zgodziłam się na randkę w ciemno (tak, nie dość, że swaty, to jeszcze w ciemno).

Nadszedł TEN dzień, godzina zero, czekam w galerii w umówionym miejscu. 15 minut mija, cisza, nie ma chłopa, piszę esemesa "Gdzie jesteś, czekam już 15 min, chyba mnie nie wystawiłeś?". Otrzymuję odpowiedź "Korki, zaparkowałem, zaraz będę, szukaj faceta w brązowym sFetrze". Idzie, wysoki, nawet przystojny... Tylko ten sFeter, jak z tatusinej szafy, ale myślę "Zośka, nie skreślaj, to tylko sweterek, Zośka, charakter się liczy, nie styl!".
Przywitanie, standardowe teksty i komplementy itd... Film, a potem kawa i ciacho w kawiarni. Ale coś mi nie grało. Facet 30+, mieszka z rodzicami, sam, bez długoletnich czy krótkotrwałych związków, coś tu nie tak... Ale Zośka nie skreśla, dalej robi wywiad środowiskowy.

Zakończenie nawet udanej randki (tak w skrócie) - facet okazał się być gejem, który z powodu swojej pracy i rodziców nie chce wyjść z szafy, ale łazi na randki i czasem spotyka się z kobietami, żeby "inni nie gadali". Ukrywa swój związek z gościem w innym mieście, i jego tekst na koniec "Tylko nie mów nikomu, proszę, wymyśl jakąś bajkę..." .
Nie powiedziałam, w sumie i tak by nic z tego nie wyszło, bo nie pasowaliśmy do siebie ;).

Przypominając sobie niedawno tę historię, spytałam mamy, czy pamięta Andrzeja. Okazało się, że wyjechał do Niemiec i tam pracuje i ma "kogoś". Skurczysyn dalej nie powiedział rodzicom.

No cóż, Andrzeju, trzymaj się tam w wielkim świecie :D

#5.

Jak byłam mała, byłam bardzo ciekawska i nie wiedzieć czemu postanowiłam sprawdzić dokładniej swoją anatomię. Z ciekawości chciałam zobaczyć jak głęboko włożę palec w pupę. Były to czasy podstawówki, więc nie miało to żadnego podtekstu.
Podczas tego eksperymentu dotknęłam czegoś bardzo twardego i wystraszyłam się, że to kręgosłup. Pochwaliłam się potem koleżance, że dotknęłam kręgosłupa od drugiej strony... Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, że to była kupa.

Koleżance się nie przyznałam do błędu poznawczego.

#6.

Będąc na studiach musiałem kombinować, by jakoś przetrwać, rodzice nie byli bogaci, ja nie byłem jedynym dzieckiem w domu.

Na drugim roku studiów, gdy myślałem, że jakoś to będzie, zaczęły się moje problemy z zębami.
Oczywiście mogłem iść na NFZ, ale kolejki były bardzo długie, plomby inne niż takie, które wykruszą się po miesiącu - płatne, znieczulenie, które działa, a nie tylko jest - płatne. Ubytki zaczęły się powiększać, zęby boleć... Wtedy wpadłem na genialny pomysł.

Poszedłem na dział medycyna, znalazłem odpowiednią osobę i zgłosiłem się jako "materiał" do nauki dla studentów stomatologii.

Wyglądało to tak, że miałem za darmo leczony ząb, najlepszymi środkami, ale... robili to studenci. Najczęściej na raty - tzn. jeden robił przegląd, opisywał przy tym każdy ząb, każdy ubytek, potem drugi po nim powtarzał, a na koniec prowadzący zajęcia kontrolował. Tak samo z leczeniem. Jeden znieczulenie, drugi borowanie, trzeci coś, czwarty coś... Ostatecznie zrobienie jednego zęba zajmowało między 3 a 4 godzinami - ale było za darmo i porządnie, na mocnym znieczuleniu.
Łącznie wyleczyłem tak 5 zębów i pozbyłem się ósemek.
Wtedy uważałem, że to najlepszy deal życia, ale nikomu się nie przyznałem, bo z drugiej strony pokazywało to, jak spłukany jestem.

PS Na takie długie otwieranie paszczy mają specjalne rozwieracze, tak żeby nie trzeba było ciągle spinać mięśni. W trakcie zabiegu miałem na uszach słuchawki, a nad głową mały tv i oglądałem filmy. Dobrze to wspominam i chętnie do dentysty chodzę już normalnie.

#7.

Jakiś czas temu trafiłam na artykuł o samobójstwach wśród młodzieży. Ludzie w komentarzach pod artykułem dopytywali co takiego musi się wydarzyć, by skłonić młodą osobę do targnięcia się na swoje życie. Opowiem Wam, co kierowało mną.

Mieszkałam 10 km od Warszawy. Odkąd pamiętam mój dom rodzinny to krzyki, awantury, przemoc, poniżanie mnie, pretensje, że żyję. W szkole nie było lepiej. Zamknięta w sobie, wystraszona, nie umiałam zintegrować się z grupą, szybko stałam się kozłem ofiarnym. Byłam popychadłem, pasztetem bez przyjaciół i jakiegokolwiek wsparcia. Przewegetowałam tak całą moją edukację. W ostatni dzień matur, gdy wszyscy cieszyli się ze zdanego ustnego z angielskiego, gdy planowali na jakie studia pójdą, gdzie będą pracować, gdzie pojadą na wakacje, coś we mnie pękło. Ja nie miałam żadnego celu, żadnych marzeń. Zamiast żyć, ja walczyłam o przetrwanie, dusiłam się. Wróciłam do domu. Znowu te krzyki, dostałam w twarz, bo matka zbiła kubek i oczywiście była to moja wina.

Nie wytrzymałam. Miałam po prostu dość. Poszłam do szopy, wzięłam sznurek i udałam się do lasu. Chciałam, żeby skończył się ten strach, mój płacz, popychanie mnie, wyzywanie, chciałam ulgi. Chciałam po prostu świętego spokoju. Gdy byłam w lesie, potknęłam się o gałąź. Przewróciłam się twarzą na ziemię i chyba zemdlałam. Ocknęłam się po chwili z bolącą ręką i wielkim guzem z rozcięciem na czole. Rozbeczałam się, bo jestem tak beznadziejna, że nie potrafię się nawet zabić. Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Tyle razy byłam w tym lesie, a dopiero teraz zauważyłam jaki jest piękny. Mech, brzozy, śpiew ptaków i ta cisza, spokój, którego potrzebowałam. Zaczęłam głęboko oddychać, zaciągać się tym powietrzem, którego mi brakowało. Uświadomiłam sobie, że świat jednak jest piękny.

Wróciłam do domu, spakowałam się, zabrałam dwa naszyjniki po babci.
Wsiadłam w autobus do Warszawy. Sprzedałam tam w lombardzie te naszyjniki, wynajęłam pokój u starszej pani, znalazłam pracę na zmywaku. Z babcią mieszkało mi się cudownie. Ktoś o mnie dbał, gotował obiadki, pytał jak się czuję, był bezinteresownie miły. Byłam komuś potrzebna, robiłam zakupy i pomagałam sprzątać. W pracy poznałam przyjaciół i wreszcie ŻYŁAM.

Co ludzi popycha do popełnienia samobójstwa? Inni ludzie. Ludzie ludziom gotują ten los wmawiając im, że są nikim, że są niepotrzebni, nic nie warci. Wyładowując swoje frustracje, próbując podnieść poczucie własnej wartości, poniżając innych do tego stopnia, aż sam w to uwierzysz. Gdy życie to walka o przetrwanie, gdy nie masz marzeń, gdy chcesz żeby ta twoja wegetacja się skończyła, podjęcie tego kroku nie jest trudne, bo przecież nie traci się nic, bo nie ma się nic, jest się nikim.

Dziękuję Bogu, że wtedy się wywaliłam.

<<< W poprzednim odcinku m.in. podryw nauczycielki i męski okres

8

Oglądany: 71992x | Komentarzy: 35 | Okejek: 263 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

28.11

27.11

26.11

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało