Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Historia oszusta, który wiedział, że wkrótce umrze i zawarł pakt ze śmiercią

33 128  
144   14  
Osoba, która wie, że wkrótce umrze, jest zdolna do najbardziej desperackich działań i ma zero poszanowania dla obowiązującego prawa...
Zrezygnować i spokojnie czekać na śmierć lub zawrzeć z nią pakt i żyć jakby każdy dzień miał być ostatnim? Mark Olmsted, jeden z najbardziej pozbawionych skrupułów i obdarzonych wielkim fuksem oszustów naszych czasów, wybrał to drugie.

Kliknij i zobacz więcej!

Bracia Luke i Mark Olmsted byli bardzo różni. Luke, starszy o dwa lata, wyróżniał się zamiłowaniem do ciężkiej pracy i życzliwością. Atletyczny, wesoły i odważny, zawsze mierzył się z problemami z podniesioną głową. Mark mógł się pochwalić przebiegłym umysłem i sprytem - starał się unikać problemów, a nie z nimi walczyć.

Ale bracia mieli coś wspólnego - obaj byli gejami. Mark nie ukrywał swojej orientacji i gdy nadszedł czas, opowiedział rodzinie wszystko tak, jak jest. Luke, o którego upodobaniach seksualnych nikt nie wiedział, był zły na swojego brata za jego "coming out", który zdenerwował ich rodziców. Dopiero kilka lat później przyznał się młodszemu bratu.

Kliknij i zobacz więcej!
Mark Olmsted (po lewej) i jego brat Luke w 1974 roku. Później, kiedy obaj zarazili się wirusem HIV, ich więź zacieśniła się.

W tym czasie Luke przygotowywał się do egzaminów wstępnych do szkoły medycznej, a Mark studiował w nowojorskiej szkole filmowej. Pewnego dnia Luke poprosił swojego bardziej doświadczonego brata, aby pokazał mu miejsca spotkań gejów w Nowym Jorku i okazało się, że był to początek końca. Działo się to w latach 80., kiedy AIDS zabiło tysiące homoseksualistów. Niewiele wiadomo było o chorobie, a stosowane na nią leki były nieskuteczne i bardzo toksyczne.

Prowadząc klubowe życie pełne przygód miłosnych, bracia niemal jednocześnie zarazili się wirusem HIV. Luke zwierzył się Markowi ze swoich podejrzeń, ale Mark zapewniał go, że ryzyko zachorowania nie jest tak duże. U niego samego pierwsze objawy choroby - kilkutygodniowa gorączka i obrzęk węzłów chłonnych - pojawiły się już kilka tygodni po rozmowie, ale zdecydował się nie mówić nic starszemu bratu.

Kliknij i zobacz więcej!

Na jakiś czas drogi braci się rozeszły. W 1988 roku Luke i Mark spotkali się w mieszkaniu Marka na Brooklynie i od razu zwrócili uwagę na straszne zmiany, które nastąpiły w ich wyglądzie. Obaj byli niesamowicie szczupli i już zaczęli cierpieć na słabą odporność. W 1990 roku Luke, już lekarz, zaproponował Markowi przeprowadzkę z nim do Kalifornii. Ten zaś nie porzucił nadziei na zostanie scenarzystą, a w Los Angeles szanse na wejście do branży filmowej były znacznie większe niż w Nowym Jorku.

Był jeszcze jeden powód, który skłonił braci do zamieszkania razem. Dogadali się, że jeśli jednego z nich choroba położy, drugi będzie się nim opiekować do końca.

Po przeprowadzce do Miasta Aniołów Mark Olmsted podjął pracę w agencji reklamowej, ale nadal pisał scenariusze. Choroba Luke'a postępowała szybciej. Pracując w klinice prowadzącej badania nad AIDS, Luke miał dostęp do najnowocześniejszych leków i procedur w tamtym czasie. Starszy z braci eksperymentował na sobie, przetaczając krew, pijąc własny mocz, przyjmował selen i cynk, wstrzykiwał sobie wątpliwe szczepionki, a nawet opalał się godzinami w solarium. Nic nie pomogło i w lutym 1991 roku Luke zmarł w ramionach swojego brata w wieku 34 lat.

Kliknij i zobacz więcej!

Śmierć brata, jakkolwiek przewidywalna, głęboko wstrząsnęła Markiem. Musiał także obserwować bolesną śmierć wielu swoich znajomych gejów. Tracił przyjaciół i znajomych prawie co tydzień i był bliski całkowitej rozpaczy. Statystyki pokazują, że 80% Amerykanów, u których zdiagnozowano HIV przed 1996 rokiem, zmarło. To pół miliona ludzi, przeważnie w bardzo młodym wieku.

Mark Olmsted zrozumiał, że jego kolej nadejdzie bardzo szybko i dlatego zdecydował, że w obliczu rychłej śmierci nie powinien obawiać się żadnych problemów z prawem. Miał wybór - zaakceptować wszystko takim, jakim jest i wrócić do ciasnego mieszkania na Brooklynie lub zagrać va banque i pomieszkać przyjemnie w Los Angeles. Mark wybrał to drugie i natychmiast zaczął działać.

Mieszkanie, które bracia wynajmowali w Los Angeles, kosztowało Luke'a 850 dolarów miesięcznie. Skromna pensja Marka nie wystarczyłaby, by je opłacić. Ale na koncie bankowym Luke'a leżało 10 000 dolarów, które można było wykorzystać bez większych trudności. Mark podpisywał czeki za swojego umierającego brata od kilku miesięcy, więc po prostu postanowił robić to nadal.

Kliknij i zobacz więcej!

Jako jedyny krewny i bezpośredni spadkobierca, Mark powinien wysłać kopie aktu zgonu swojego brata do banków i innych instytucji. Oczywiście nie zrobił tego i nadal pobierał rentę inwalidzką zamiast zmarłego brata.

Miesiąc po śmierci Luke'a przyszedł czas na przedłużenie jego prawa jazdy. Mark wysłał dokument do odnowienia, ale ze swoim zdjęciem. Tak więc zaledwie miesiąc później miał nowe prawko z imieniem swojego brata, ale z własną osobą na zdjęciu. Z tym dokumentem Mark oficjalnie stał się swym własnym bratem, co pozwoliło mu żyć, może nie luksusowo, ale całkiem przyzwoicie.

Z czasem apetyt Olmsteda rósł, ale jego dochody pozostawały na tym samym poziomie. Odkąd Mark uzależnił się od alkoholu i metamfetaminy, zaczęło mu brakować pieniędzy. Zaczął zatem używać karty kredytowej Luke'a. Pieniądze z niej rozeszły się w mgnieniu oka, ale oszust miał już plan, co zrobić. Przesłał do banku kopię aktu zgonu brata, w którym poprawił datę śmierci na późniejszą. Saldo zostało zresetowane, a wierzyciele zostawili Olmsteda w spokoju.

Kliknij i zobacz więcej!

Mark sądził, że jego czas dobiega końca i spieszył się, aby jak najlepiej wykorzystać ostatnie miesiące, a może jedynie dni życia. Miał jeszcze karty kredytowe Luke'a z innych banków, do których nie dotarła wiadomość o jego śmierci. W marcu 1993 roku rozległ się pierwszy dzwonek - podczas kąpieli Olmsted stracił przytomność. Lekarze zdiagnozowali u niego wirusowe zapalenie płuc i stało się jasne, że koniec jest bardzo bliski.

Testy wykazały krytyczną liczbę limfocytów T we krwi pacjenta. Dzięki temu Mark mógł ubiegać się o rentę inwalidzką i rzucić pracę. 18 tysięcy dolarów dla śmiertelnie chorego faceta to niewiele, ale Olmsted był zadowolony i z tego. Niewiarygodne, ale wkrótce liczba limfocytów T unormowała się, a widmo śmierci odstąpiło od Marka.

W tym samym czasie uśmiechnęło się do niego kolejne szczęście - jednemu z europejskich producentów filmowych spodobał się scenariusz Marka i został zaproszony do podpisania umowy. Reżyser-dokumentalista Christian Blackwood zdecydował się nakręcić komedię romantyczną o współczesnym niepokalanym poczęciu i nawet uzyskał wsparcie aktorki Whoopi Goldberg, która zgodziła się zagrać jedną z głównych ról.

Kliknij i zobacz więcej!
Na początku lat 90. kariera scenarzysty Marka Olmsteda wydawała się nabierać rozpędu. Jak sam twierdzi, Whoopi Goldberg przesłała ten list jako dowód jej zainteresowania jednym z jego scenariuszy. Jednakże reżyser związany z projektem zmarł niecałe dwa miesiące później.

Niestety w trakcie negocjacji Blackwood przestał odpowiadać na telefony Marka. Jak się okazało, reżyser zmarł nagle na gwałtowną postać raka płuc. Olmsted był zszokowany, ale nie składał broni. Rok później ten sam scenariusz zwrócił uwagę Steve'a Abbotta, producenta "Rybki zwanej Wandą". Producent kupił scenariusz i zaprosił Marka do Rzymu, gdzie przedstawił go reżyserowi Normanowi René, który stworzył dramat o chorych na AIDS "Długoletni przyjaciele".

Abbott zażądał zmian w fabule, w związku z czym wysłał Olmsteda i René do malowniczej Toskanii, gdzie mieli zatrzymać się na farmie przyjaciela Normana, aby przerobić scenariusz. Markowi wydawało się, że jego kłopoty finansowe minęły, ale tak się nie stało.

Sytuacja z Blackwoodem się powtórzyła - René przestał odbierać telefon. Okazało się, że umierał w klinice z rozpoznaniem AIDS. 24 maja 1996 Norman zmarł, a projekt pozostał niezrealizowany. Długi na kartach kredytowych Luke'a i Marka rosły. Podczas gdy podróżował po świecie, próbując przerobić swoje scenariusze i mieszkając w Londynie, Rzymie, Nowym Jorku, San Francisco i Montrealu, jedynie wydawał. Nadszedł więc czas, by pomyśleć o tym, skąd wziąć pieniądze.

Kliknij i zobacz więcej!

Konieczne było ponowne sfałszowanie aktów zgonu i umorzenie długów. Po raz pierwszy Olmsted poczuł strach - jak dotąd śmierć go omijała, ale groźba więzienia była bardziej realna niż kiedykolwiek. Ale nie było innego wyjścia i Mark ponownie sporządził pięć kopii aktów zgonu Luke'a z fałszywą datą zgonu i wysłał je do organizacji kredytowych.

W pewnym momencie Olmsted znalazł się na skraju załamania nerwowego - odebrał telefon z banku z zapytaniem o brak pieczątki na kopii. Pieczęć była na odwrocie dokumentu, o czym Mark poinformował dzwoniącą. Problem polegał na tym, że była to pieczątka klubu baseballowego, a nie notariusza. Oszust kupił ją w sklepie papierniczym i po dokładnym przyjrzeniu się prawdopodobnie oszustwo wyszłoby na jaw.

Ale szczęście, podobnie jak śmierć, sprzyjało Markowi, a alarm okazał się fałszywy - pracownica po prostu nie zauważyła pieczątki. Olmsted odetchnął z ulgą i wydawał dalej - zadłużenie na jego karcie kredytowej przekroczyło 50 tysięcy dolarów.

Kliknij i zobacz więcej!
Mark Olmsted

Olmsted, jako Luke, podjął pracę w małym czasopiśmie. W tym samym czasie zarejestrował się jako bezrobotny pod własnym nazwiskiem i zaczął otrzymywać świadczenia socjalne. Płaca Luke'a w redakcji okazała się tak niska, że Mark złożył w urzędzie papiery Luke'a w celu uzyskania renty inwalidzkiej. Kiedy jako Luke pojawił się w administracji West Hollywood, urzędnik spojrzał na niego zdziwiony i po sprawdzeniu w komputerze powiedział, że Luke Olmsted zmarł.

Mark nie stracił opanowania - miał przygotowaną rozdzierającą serce historię o swojej pracy w Afryce w misji "Lekarze bez granic", gdzie skradziono mu paszport. Ale nie przydała się - tym razem sam urzędnik uchronił Olmsteda przed kłamstwem - spojrzał na prawo jazdy Luke'a ze zdjęciem Marka i przyznał, że takie błędy w bazach danych czasem się zdarzają. Po kilku naciśnięciach klawiszy Luke Olmsted został ponownie wskrzeszony.

Podanie o przyznanie renty inwalidzkiej zostało odrzucone, ponieważ urzędnicy uznali, że Luke nie jest aż tak chory, żeby nie pracował. Sytuacja była rozpaczliwa i Mark zdecydował się skorzystać z ostatniej karty atutowej - polisy ubezpieczeniowej. W Stanach Zjednoczonych istnieją firmy, które wykupują ubezpieczenie od nieuleczalnie chorej osoby za ułamek kwoty, aby otrzymać całą wypłatę po jego śmierci.

Kliknij i zobacz więcej!

Jednak był to koniec lat 90. i AIDS przestało być już wyrokiem śmierci. Olmsted przyjmował leki i miał się dobrze. Jedynym sposobem, aby przekonać nabywcę polisy, że Mark wkrótce umrze, było zaprzestanie terapii. Mark podjął duże ryzyko i zredukował liczbę limfocytów T do niebezpiecznego minimum.

Markowi uwierzono, a jego polisę na 100 tysięcy dolarów wykupiono za 58 tysięcy. Olmsted ponownie zaczął brać tabletki i śmierć go oszczędziła - czasowe przerwanie terapii pozostało bez konsekwencji. Po spłacie zadłużenia na karcie kredytowej zostało mu tylko około 10 tysięcy dolarów, więc trzeba było coś znów wymyślić. Szczęście przyszło nieoczekiwanie - diler, który od wielu lat sprzedawał Markowi metamfetaminę, zaproponował mu zarobienie pieniędzy na handlu narkotykami. Olmsted zgodził się i jego interes się rozwinął.

W 2002 roku śmierć ponownie dotknęła go swą kościstą ręką. Zdiagnozowano u niego zakażenie wirusem cytomegalii, a dla chorego na AIDS był to wyrok śmierci. Okazało się jednak, że nie dla Olmsteda, który umierał i powstawał z martwych za siebie i za swojego brata. Ostatnia kombinacja leków antywirusowych, która mogła uratować życie naszego bohatera zadziałała i umierający oszust znowu powrócił do życia.

Kliknij i zobacz więcej!

Mark został aresztowany 14 sierpnia 2003 r. pod zarzutem handlu narkotykami. Adwokat, koncentrując się na chorobie Olmsteda, wywalczył bardzo łagodny wyrok - 2200 dolarów grzywny i 300 godzin prac społecznych. Grzywna została zapłacona, ale Mark postanowił uniknąć pracy w sprawdzony sposób. Podrobił swój akt zgonu, określając datę śmierci na 25 października 2003 r. i wysłał list do wydziału kuratorskiego w imieniu Luke'a, w którym pisał, że Mark Olmsted zmarł i nie może odrobić zasądzonych prac społecznych.

Była to już rażąca arogancja i 5 lutego 2004 roku Mark został ponownie aresztowany. Podczas przeszukania znaleziono sfałszowane dokumenty na jego nazwisko i na nazwisko Luke'a Olmsteda, akty zgonu przygotowane do przyszłego użytku oraz sprzęt do fałszowania dokumentów. 12 kwietnia Mark trafił do więzienia z wyrokiem 16 miesięcy pozbawienia wolności.

Kliknij i zobacz więcej!
Sfałszowany akt zgonu Marka Olmsteda, stworzony przez niego samego

W więzieniu choremu Markowi żyło się całkiem dobrze - udało mu się zastraszyć innych więźniów AIDS, grożąc opryskaniem ich krwią w razie jakichkolwiek ekscesów. Dlatego swój krótki wyrok przebiegły Olmsted odsiedział bez incydentów.

Kiedy opuścił więzienie, postanowił nie kusić losu i zaprzestać gry w stylu „żywy-martwy”. Mark mieszka ze swoim chłopakiem w małym, przytulnym mieszkaniu i pracuje dla firmy tworzącej napisy dla Hollywood. Śmierć do tej pory go omija, jak widać w imię starej przyjaźni, więc Olmsted z entuzjazmem patrzy w przyszłość i ma wiele wspaniałych planów.

Kiedyś wyznał, że przez całe życie czuł się winny, bo sprawiedliwiej byłoby, gdyby to on umarł, a nie Luke. Ale zapewnia, że żyjąc przez wiele lat w strachu i po odbyciu kary więzienia, odpokutował swoją winę, a Luke na pewno by mu wybaczył.

Kliknij i zobacz więcej!


Źródła: 1, 2
14

Oglądany: 33128x | Komentarzy: 14 | Okejek: 144 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły
Jak to drzewiej bywało