Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Te numery doskonale znasz, ale pewnie nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo niepokojące historie stoją za ich powstaniem!

57 134  
205   57  
Czasem z pozoru radosny kawałek może mieć swoje korzenie w smutnej czy wręcz tragicznej historii, która przydarzyła się autorowi tekstu. Inspiracją bywa zarówno czyjaś śmierć, jak i „toksyczny” romans czy miłosny zawód. Warto o tym pamiętać, gdy kolejny raz słuchając sobie wpadającej w ucho melodii będziemy radośnie tupać sobie nóżką.

#1. George Michael „Jesus to a Child”

Nie wątpię w to, że ta kompozycja zmarłego nie tak dawno gwiazdora muzyki pop zagościła w niejednej sypialni jako klimatyczna „pościelówa”. Prawda jest jednak taka, że wydany w 1996 singiel to pełen goryczy hołd dla kochanka wokalisty. Mowa o brazylijskim projektancie mody – Anselmo Feleppa, którego były członek Wham! poznał w 1991 roku podczas swego krótkiego pobytu w Rio de Janeiro.


Pół roku później u partnera artysty wykryto AIDS, a w 1993 roku Feleppa dostał wylewu krwi do mózgu i zmarł. George wpadł w depresję i nie był w stanie napisać nawet jednej linijki tekstu przez kolejnych 18 miesięcy. Nie miał też wsparcia nawet u najbliższych, bo ci nie wiedzieli, że wokalista był gejem i żył w związku z innym mężczyzną. Jak sam potem wspominał – stworzenie kompozycji „Jesus to a Child” było dla niego formą autoterapii i formą pożegnania Feleppą.

https://youtu.be/zNBj4EV_hAo

#2. Don McLean „American Pie”

Kompozycja ta stała się „ofiarą” całej masy przeróbek, z których bodaj najpopularniejszą jest wersja Madonny nagrana w 2000 roku. Autorem oryginału jest Don McLean, który nagrał „American Pie” 29 lat wcześniej. Interpretacji zawartości tego hitowego kawałka jest sporo, jednak nawiązanie z powtarzającego się fragmentu kompozycji jest najbardziej czytelne. Mowa o fragmencie „the day that music died” („dzień, w którym muzyka umarła”).


3 lutego 1959 roku w okolicach Clear Lake w stanie Iowa rozbił się samolot. Maszyna roztrzaskała się zaledwie kilkanaście kilometrów od lotniska, a powodem kolizji były fatalne warunki pogodowe. W wypadku tym śmierć poniosło trzech wielkich artystów, którzy dziś uznawani są za pionierów rock’n’rolla – Buddy Holly, Ritchie Valens oraz Jiles Perry Richardson. Don McLean, który dwanaście lat później pisał tekst do „American Pie” zainspirował się nagłówkiem jednej z gazet, która dzień po tragedii oznajmiła, że 3 lutego 1959 roku zapisze się w historii, jako dzień, w którym umarła muzyka.

https://www.youtube.com/watch?v=RciM7P9K3FA

#3. Michael Jackson „Billie Jean”

Kiedy jesteś gwiazdą muzyki, wiele „niezbyt dobrze prowadzących się” dziewczyn pcha ci się do łóżka. Z tego fenomenu z całą pewnością korzystają artyści. I tak też było kiedy ogromną karierę na scenie pop zrobił zespół The Jacksons 5. Fanki talentu Michaela Jacksona i jego braci spotkać można było na tyłach sceny podczas każdego koncertu. Jak wspominał później słynny Król Popu, muzycy dostawali potem listy od kobiet, z którymi zawarli „przelotną” znajomość. Każda z tych groupies twierdziła, że na świat przyszło dziecko, którego ojcem jest jeden z nich.


Właśnie takie korespondencje w 1981 roku zaczął dostawać Michael Jackson. Ich autorka informowała muzyka, że chłopak został ojcem jednego z jej bliźniąt (nie pytajcie nawet jak to możliwe...). Artysta postanowił nie reagować, ale dziewczyna nie dawała za wygraną i wysyłała kolejne listy, w którym domagała się uwagi i wręcz zarzucała Jacksonowi wypieranie się własnego dziecka. Prześladująca gwiazdora kobieta doprowadziła do tego, że Michael zaczął mieć koszmary.
Pewnego dnia piosenkarz dostał paczkę ze zdjęciem rzekomej matki swego potomka, pistoletem oraz informacją, że ma się zabić w pokreślonym przez fankę momencie. To samo planowała zrobić dziewczyna, która najpierw chciała jednak zamordować swoje dziecko. Kobieta ostatecznie trafiła do szpitala psychiatrycznego, a Jackson, ku wielkiemu niezadowoleniu swojej matki, oprawił fotografię fanki w ramkę i powiesił na ścianie jadalni w swym rodzinnym domu.

https://www.youtube.com/watch?v=Zi_XLOBDo_Y

#4. Mötley Crüe „Kickstart my heart”

Ten numer to kawał klasycznego glam metalu z czasów, gdy rockersi nosili obcisłe rajtuzy, a tapir na ich głowach mógł wprowadzić w głębokie kompleksy niejedną, podążającą za modą lat 80., dziewoję. Założyciel i basista tej kapeli – Nikki Sixx znany był ze swoich narkotycznych ekscesów oraz wielkiego szczęścia – głównie dlatego, że udało mu się dożyć do dzisiejszego dnia. Po latach przygód z alkoholem, kwasem i kokainą, artysta odkrył substancję, która absolutnie podbiła jego serce. Była nią heroina. Nikki szybko wpadł w macki nałogu. Zgodnie z tym, co opisywał w swej biografii – przedawkował ten narkotyk przynajmniej tuzin razy, a na dzień przed wigilią 1987 roku załatwił się na dobre i… umarł.


Oficjalnie martwy był przez dwie minuty zanim z pomocą przyszedł mu pielęgniarz, który za pomocą dwóch zastrzyków adrenaliny sprawił, że serce artysty znów zaczęło bić.
Podczas prac nad płytą "Dr. Feelgood" Sixx nabazgrał tekst do utworu traktującym o swoim „zgonie”. Za namową ówczesnego menadżera grupy, basista podzielił się szkicem kompozycji z resztą zespołu i niebawem muzycy nagrali numer o „uruchamianiu serca” faceta, który zarzucił zbyt dużą dawkę helupy. Tak powstał „Kickstart my heart”.

https://www.youtube.com/watch?v=CmXWkMlKFkI

#5. Budka Suflera „Jolka, Jolka”

Ten ponadczasowy numer jest tak ograny, że czasem zapominamy o czym tak naprawdę „Jolka, Jolka” traktuje. Przypomnijmy zatem – Mamy tutaj kobietę z dzieckiem, której mąż przeżył kiedyś wielki zawód miłosny. Jego była dziewczyna zdradziła go "z autobusem Arabów" - to tragiczne doświadczenie na zawsze mężczyznę zmieniło. Teraz ma żonę i dziecko. Nie wie jednak, że podczas jego nieobecności, partnerka opija się wódą z meliny i intensywnie zadowalana jest przez swego kochanka. Tymczasem za ścianą śpi jej dziecko…


Mówi się, że najlepsze historie pisze życie. Dokładnie tak było w tym przypadku. Autor tekstu kompozycji Budki Suflera – Marek Dutkiewicz opisał swoją miłosną przygodę z kobietą, która w 1982 roku przyjechała do Karwi wraz ze swym małym synkiem. W tym czasie jej mąż pracował na budowie w Anglii, aby kupić sobie wymarzony samochód. Spędzający wakacje w pobliskich Dębkach, Dutkiewicz wdał się w romans z Jolką i regularnie odwiedzał ją nocami. Pikantne szczegóły swoich wspomnień z tego okresu zostały, za zgodą bohaterki kompozycji, przez niego później spisane i wykorzystane do stworzenia jednej z najbardziej gorzkich polskich ballad tamtego okresu. Wszystko, co wyśpiewane, było autentyczne – alkoholowe szaleństwa, romantyczne oglądanie zachodzącego nad morzem słońca, jego zaćmienie, a nawet zbliżenia kochanków w obecności śpiącej pociechy bohaterki utworu. Prawdziwy też jest obecny w kompozycji obrazek sióstr zakonnych przechadzających się po plaży – autor tekstu prawdopodobnie widział zakonnice z Domu Sióstr Zmartwychwstanek w Dębkach.
Finał tej historii był łatwy do przewidzenia – o romansie dowiedział się mąż Jolki i nie tylko porzucił swoją niewierną żonę, ale i ponoć był wściekły na Dutkiewicza.

https://youtu.be/Dlv1qdF3LWM

Źródła
: 1, 2, 3, 4, 5, 6
3

Oglądany: 57134x | Komentarzy: 57 | Okejek: 205 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

20.10

19.10

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało