Joe Monster
Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Adele to rasistka, seksowne selfiki nie uprzedmiotawiają kobiet, a śmianie się z otyłości to jak śmianie się z gwałtu, czyli czym obrazić lewaka

45 397  
327   160  
Oto nadciągają oni, obrońcy politycznej poprawności. Ich głównym orężem jest wieczny foch, a bronią ostatecznej zagłady - napisany w pełnym oburzeniu i wściekłości post, który dzięki pomocy lewicowych mediów szybko staje się tematem publicznej dyskusji. Ciul z tym, że brak logiki tych na siłę ulepionych pretensji lśni niczym glaca Kojaka, a hipokryzja potokami wręcz wylewa się z monitora. Grunt, że to się klika, a ludzie się kłócą!

#1. Okazuje się, że kolejny raz doszło do dyskryminacji osób otyłych

Z jakiegoś powodu osoby lewoskrętne są upiornie wręcz wrażliwe na punkcie otyłości. Możesz opowiadać najbardziej niesmaczne, kloaczne dowcipy, możesz ostentacyjnie dokonywać mikcji na obrazek papieża Polaka albo w ramach artystycznej prowokacji wepchnąć sobie polską flagę w zad, ale nie waż się, potarzam – nie waż się pisnąć nawet słowa krytyki w stosunku do osób z nadwagą. Ba, nawet jeśli całkiem rozsądnie zwracasz uwagę na to, że fala otyłości niesie za sobą dość paskudne konsekwencje zdrowotne, z miejsca możesz zostać skategoryzowany jako pozbawiony empatii chujek uprawiający „fat-shaming”.


Ostatnio media intensywnie pastwią się nad Anną Lewandowską, która nagrała filmik, w którym założywszy na siebie specjalny, pogrubiający kombinezon, wygłupia się przed kamerą. Klip pewnie przeszedłby bez echa (bo powiedzmy sobie szczerze – ani on śmieszny, ani pouczający), gdyby nie gównoburza z piorunami wywołana przez niejaką Maję Staśko – młodą dziennikarkę Krytyki Politycznej, która na łamach tegoż serwisu zaczęła ziać ogniem i wściekle tupać nóżką: Żartowanie z grubych ludzi to jak żartowanie z gwałtów! Hurr durr! Brak empatii! Otyłość to efekt choroby (no, bo przecież nie złej diety czy braku ruchu!) - jeśli chcecie zapoznać się z całą gamą utartych do porzygu banałów przytaczanych przez osoby czujące się powołane do walki z „fat-shamingiem", zapraszam do przeczytania całego wpisu Mai.

Pomijając już fakt, że czuć tu wyraźną nutę zazdrości i pretensji do całego świata o to, że dziewczyny poświęcające lwią część życia na sport mają smuklejsze i bardziej pozbawione tłuszczu ciała niż panie, które mniej czasu siedzą w siłowni i u dietetyka, to kompletnie nie kumam, czemu akurat ten aspekt ludzkiej fizyczności jest tematem tak cholernie drażliwym dla wszelkiej maści feministek i innych istot zrodzonych po lewej stronie mocy. Oczywiście zawsze przy okazji wylewania tych frustracji pada sugestia w stylu: „Skąd ona ma taką piękną figurę? Pewnie się fotoszopuje!”. W zasadzie takie hasełko niczym nie różni się od nosaczowego, memicznego już, porzekadła: „Skąd sunsiad miał pieniądze na nowy samochód! Pewnie ukradł!”.

A tak w ogóle, to słyszeliście kiedyś, aby jakaś wojująca, niebieskowłosa niewiasta wszczęła ogólnopolską awanturę po usłyszeniu żartu na temat osób mających problemy z cerą, albo z jąkałów, filatelistów, facetów z ginekomastią czy koksów ze sflaczałą kuśką? Czy to oznacza, że możemy bezkarnie śmiać się ze wszystkich heheszków, dopóki nie dotykają one grubasków? A może w ogóle nie powinniśmy się śmiać, bo śmiejąc się, obrażamy osoby smutne?

#2. Eksploatowanie kobiecej seksualności w reklamach

Nie chcę się pastwić się nad Mają, ale tak się złożyło, że pani ta jest też autorką innego rak-kontentu. Wspomniana dziennikarka niedawno podzieliła się ze światem babolem zahaczającym o problem uprzedmiotowiania pań m.in. w reklamach.



Czyli tak: Jeśli laska wrzuca na Instagram fotkę z wypiętym dupalem, cyckiem na wierzchu czy pozuje przed ufajdanym lustrem, mając na sobie odzienie, które praktycznie nie pozostawia nic dla wyobraźni, to wówczas nie uprzedmiotawia się, tylko przejmuje kontrolę i oswaja się ze swoim ciałem. I absolutnie nie chodzi tu o żaden podtekst seksualny i pragnienie rozpalenia męskich folołersów! Natomiast jeśli ta sama równie roznegliżowana pani dobrowolnie wystąpi w reklamie durszlaków i zgarnie ładny hajs za sesję zdjęciową z rondlem na głowie, to już mówimy o uprzedmiotowieniu?

Nie, no serio – modne w „tych” środowiskach bełkotanie na temat traktowania kobiet jedynie jako obiektu seksualnego jest żenująco słabe, gdy spojrzymy sobie na profile niektórych naszych koleżanek z Instagrama i zobaczymy wysyp seksownych samojebek, kaczych dzióbków i fotek w bikini. A już prawdziwy lupanar znajdziemy na Tinderze. Ilość białogłów oswajających się tam ze swoim ciałem jest wręcz porażająca!



A reklamy? No, cóż – kiedyś amerykańscy naukowcy odkryli, że faceci lubią oglądać kobiety. A już wręcz ubóstwiają gapić się na przedstawicielki płci pięknej w szczątkowym ubraniu. Ma to ponoć coś wspólnego z testosteronem, naturalnym pociągiem seksualnym i instynktowną potrzebą reprodukcji, tak powiadają. Badacze doszli więc do wniosku, że połączenie ładnej białogłowy z reklamowanym przedmiotem może sprawić, że panowie łaskawym okiem spojrzą na ten produkt. Od czasu tego odkrycia ma miejsce straszliwy wyzysk młodych dziewcząt, które łapane są w siatki, siłą rozbierane, a następnie zmuszane do pozowania za miskę ryżu i nadgniłe winogrono. Hej, z drugiej strony lepsze to niż praca we młynie za 2 pensy miesięcznie...

#3. Przywłaszczenie kulturowe

Temat ten jest u nas stosunkowo świeży, ale idę o zakład, że zrobi w pewnych kręgach nie mniejszą karierę niż na Zachodzie. Wyobraźcie sobie, że jest impreza przebierańców i postanawiacie przemienić się w archetypowego Meksykanina z amerykańskich produkcji kręconych w technikolorze. Zakładacie więc sombrero, doklejacie pokaźny, upaskudzony naczosami wąs, ponczo zaś przepasacie pasem z nabojami i robicie efektowne wejście na salę, strzelając kapiszonowcem w powietrze oraz krzycząc „Aj! Aj! Aaaaaj!”. A następnie dostajecie wpierdol od nadąsanych lewaków za ordynarne obrażanie mniejszości latynoskiej. Bo wiecie – stereotypy są złe, a ty, przebierając się za ogorzałego pendejo, z całą pewnością chciałeś zbrukać pamięć o Pancho Villi albo okazać swoją faszystowską pogardę dla emigrantów.


Pewnie już słyszeliście, że w ogniu krytyki znalazła się ostatnio Adele. Znaczy się – znalazła się w tymże ogniu drugi raz, bo poprzednio, kiedy zrzuciła prawie 50 kg, dostało jej się za zdradę ruchu fat-pozytywnych, nałogowych pożeraczy kurczęcych skrzydełek.


Tym jednak razem lincz na artystce dotyczył noszenia przez nią bikini we wzór jamajskiej flagi oraz zrobienia sobie fryzury w stylu modnych Afrykanek. Uznano, że piosenkarka dokonuje tzw. przywłaszczenia kulturowego, czyli podkradła elementy wizerunku zarezerwowanego jedynie dla członków danych (w tym wypadku - afrykańskich) społeczności.

Postulujemy, aby od dziś wieszać na drzewach posiadaczy dreadów, kamieniować dziewczynki przebierające się na cosplayowych konwentach za azjatyckie bohaterki z bajeczek anime oraz strzelać mirabelkami do Murzynów, którzy chodzą w jeansach, a nie w przepaskach biodrowych z dorodnym liściem zasłaniającym pindola. Niech ktoś zatrzyma tę karuzelę śmiechu!
41

Oglądany: 45397x | Komentarzy: 160 | Okejek: 327 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

23.09

22.09

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało