Szukaj Pokaż menu
Witaj nieznajomy(a) zaloguj się lub dołącz do nas
…NIECODZIENNIK SATYRYCZNO-PROWOKUJĄCY

Szóstka w lotto, ojciec - nieudacznik i inne anonimowe opowieści

75 985  
283   39  
Dziś przeczytacie także m.in. o lekkim nieporozumieniu w nadmorskiej knajpie, poznacie przemyślenia pracownicy sklepu, dowiecie się, że cuda się zdarzają i przekonacie się, co jest ważne w byciu w związku.

#1.


Gruba, śmierdząca papierosami baba o wyjątkowo podłym charakterze. Miała swój kiosk na naszym osiedlu. Nigdy nie odpowiadała na „Dzień dobry”, a szczytem jej uprzejmości było warknięcie „Czego?” do klienta. Gdy byliśmy dzieciakami, „baba z kiosku” była dla nas takim połączeniem wrednej woźnej i ostatniego bossa z gry na Commodore. Nikt z nas jej nie lubił i zawsze szukaliśmy sposobu, aby okazać jej naszą pogardę.

Pewnego dnia zauważyliśmy, że w ofercie jej „kramu” pojawiły się małe kłódeczki. W naszych gówniarskich głowach narodził się złowrogi plan.
„Czy mogę zobaczyć tę kłódkę?” - zapytał kolega. Baba obdarzyła go pogardliwym spojrzeniem, ale i mrucząc coś pod nosem rzuciła mu przed nos pudełko. Chłopiec ostrożnie je otworzył i wyjął produkt. Przekręcił kluczyk. „Działa...” - mruknął. „Bierzesz czy nie?” - warknęło babsko. Kolega życzliwie uśmiechnął się do sklepikarki, a następnie szybko doskoczył w stronę drzwi kiosku i założył kłódkę na skoblu.

Uwięziona w pomieszczeniu o wielkości 4 metrów kwadratowych kobieta wyryczała litanię najbardziej obelżywych przekleństw, od których niejednemu, językowemu puryście zwiędłyby uszy. „A kluczyk leży o tam. W tamtej studzience” - dodał mój kompan, rzucając metalowy przedmiot wprost do kratki kanalizacyjnej.

Pamiętam, że babsko siedziało w tym kiosku dobre dwie godziny, zanim któryś z klientów ulitował się nad nią i przyszedł z brzeszczotem uwolnić ją z pułapki. Potem musieliśmy omijać tę budę szerokim łukiem, aby naszej ofierze nie przyszło do głowy mścić się za nasz głupi żart.

#2.

Wypad z kumplami nad morze. Idziemy do bistro coś zjeść. Tłumy ogromne, jak to bywa w w czasie wakacji. Zamówiliśmy obiad, zjedliśmy. Odpoczywamy, pełny relaksik, pijemy zimne piwko. Nagle wpada gość o dużej masie ciała, silnie zbudowany, i krzyczy "Kto zżar, za mną!". My z lekkim zawahaniem pomału wstajemy od stołu, bo przecież zżarliśmy. Ludzie wstają i wychodzą.

Okazało się, że ci ludzie byli z miejscowości Żary. Kelner widząc naszą reakcję po tym incydencie nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Wzięliśmy piwo i poszliśmy.

#3.


Jestem młodą osobą, bo mam 20 lat. Pracuję w markecie już sporo czasu.

Z takim chamstwem jak tutaj nie spotkałam się nigdy. Krótko mówiąc - ludzie to świnie. Potrafi taki zabrać mięso z lodówki, przejść jedną alejkę i zostawić pośród ciuchów, bo jednak się rozmyślił.

Niektórzy to nawet czytać nie potrafią - na paragonie drukuje się informacja o promocji na następny dzień (nawet zdjęcie jest), a pytają co to za promocja i na co to jest, bo jedyne co potrafią to cenę przeczytać i że "PROMOCJA".

Kilka dni temu przyszła klientka i pyta o cenę kwiatów, sztuk 3. Odpowiadam jaka cena, ona mówi, że nie bierze. Jak zwykle mówię, że w takim razie proszę odnieść na miejsce. Klientka oburzona przesuwa te rzeczy w moją stronę i mówi "A od czego wy jesteście?!". Zablokowałam kasę, wstałam i odniosłam towar na miejsce. Obsłużyłam ją dopiero jak wróciłam, ona wkurzona. Na koniec usłyszałam, że sobie z kierowniczką porozmawia.
Niech rozmawia, to że pracuję w sklepie nie znaczy, że jestem czyjąś służącą. Kasjerki nie są od tego by usługiwać jaśnie państwu.
Ja staram się być grzeczna, ale oczekuję szacunku. Jeśli ktoś go do mnie nie ma, to działa to w drugą stronę.
Ciekawe, czy ludzie u siebie w domu też mają taki syf jaki robią na sklepie?

#4.

Wczoraj wieczorem, będąc sama w domu, szukałam czegoś wartego poświęcenia uwagi w TV. Oczywiście nic nie znalazłam, więc zostawiłam film opowiadający o życiu Jezusa. Nie należę do osób przesadnie religijnych, ale film mnie wciągnął do tego stopnia, że gdy już kładłam się spać, analizowałam cały sens życia, istnienie Boga i występowanie różnych cudów.

Kiedy obudziłam się rano, zerknęłam na zegar wiszący na ścianie i w osłupieniu obserwowałam wskazówkę. Musicie wiedzieć, że mam wadę wzroku i codziennie widzę ten zegar rozmazany, a odczytanie godziny jest niemożliwe - aż do dzisiaj. Wciąż pamiętając moje nocne rozkminy, byłam przekonana, że stał się cud i niebiańska siła zwróciła mi idealny wzrok. Prawie się wzruszyłam, gdyby nie taki mały drobiazg - zapomniałam zdjąć na noc soczewki kontaktowe...

#5.


Koniec wakacji 2010 zapamiętam do końca życia. Nie dlatego, że były nadzwyczaj udane, ale z powodu wejścia w życie ustawy zakazującej kar cielesnych.

Niemal w każdym miesiącu dostawałam, tu eufemizm ojca: "szansę na rozmowę z paskiem". Na nic zdawały się argumenty, że w moim wieku się nie bije, że inni rodzice tego nie robią. Słyszałam co najwyżej "o co ci chodzi, nie każę ci przecież spodni ściągać". Matka była obserwatorką, a pomimo zamkniętych drzwi pewnie wszystko słyszał młodszy brat.

Gdy zobaczyłam w mediach informacje o zmianie ustawy, szybko znalazłam news na jednym z portali i go wydrukowałam. I czekałam. Gdy ojciec znowu wyskoczył na mnie z paskiem, to rzuciłam na stół kartkę z newsem, krzycząc: tylko spróbuj! Podniósł, przeczytał w milczeniu. Nigdy już mnie uderzył ani mojego brata.

Niestety to nie koniec. Miałam sporo problemów psychicznych (wycofanie, nieufność) i z seksualnością. Z pierwszymi poradziłam sobie wizytami u psychologa. Z drugimi pomimo 24 lat na karku jeszcze nie do końca. Z rodzicami nie utrzymuję żadnego kontaktu.

#6.

Właśnie się dowiedziałem, że trafiłem szóstkę w lotto. Jednocześnie nosi mnie z radości tak, że ledwo wytrzymuję i boję się, co będzie dalej. Do tej pory utrzymuję bezrobotną dziewczynę i spłacam kredyt bezrobotnego ojca. Mam pracę, której nienawidzę, ale przynajmniej zapewniłaby dobre życie jednej osobie, ale dla trzech osób wystarcza tylko na podstawowe potrzeby. Dziewczyna spaceruje po lesie i robi kwiatkom zdjęcia na insta, ojciec gra z kolegami, a ja haruję, sprzątam i śpię.

Od jakiegoś czasu mam myśli samobójcze, czuję się jak ich niewolnik. Od dawna zamierzałem przestać to robić, ale, o ironio, nie miałem na to pieniędzy. Chciałem wynająć sam mieszkanie i zostawić ich z tym wszystkim, ale utrzymywałem ich i nie miałem jak odłożyć na kaucję. A teraz? Jak się dowiedzą o wygranej, wyciągną ręce po pieniądze. Będę słyszał od wszystkich wokół, że poprzewracało mi się w głowie, że zostawiłem ich z pazerności. Że mam się z nimi dzielić. Ale ja mam dość, zrobię to, o czym marzyłem. Zostawię im trochę zapasu, kupię sobie mieszkanie i niech sobie radzą. Mieszkamy w jednym z największych polskich miast. Skoro ja mogłem zarobić na naszą trójkę, dlaczego oni mieliby nie zarobić na siebie samych? Wszyscy jesteśmy dorośli. Jeśli dziewczyna znajdzie pracę, chętnie do niej wrócę, ale wiem, że jeśli tego teraz nie zrobię, wszystko zostanie już na zawsze takie samo.

Na początku pisania tego wyznania nie mogłem usiedzieć w miejscu z radości na myśl o tym, jak wszystko się zmieni, ale kiedy je kończę, jestem przerażony. Chociaż wiem co robić. Kupię mieszkanie, rzucę pracę i pójdę na wymarzone studia, bo przez sytuację życiową nie miałem na to czasu i pieniędzy. Trzymajcie za mnie kciuki, wyczołgam się z tego bagna.

#7.


Mój ojciec to człowiek, którego absolutnie całe życie każdy we wszystkim wyręczał. Gdy się urodziłem on miał 50 lat. Od kiedy tylko pamiętam jak odnosił się do mamy: zrób jeść, stara wody ugotuj, stara kawy dolej, stara pranie zrób, stara pranie rozwieś, stara święta zrób (rzucając na stół gnat mięsa bez przypraw, bez dodatków), stara idź do sklepu, stara koszule wyprasuj, stara telefon doładuj.

Kiedy się buntowała i mówiła, że niech sam sobie zrobi, to mówił "mnie matka prała, gotowała i żonka mnie prała i gotowała i robiła, i ty też będziesz robić mnie, od tego baba jest".

W końcu nie wytrzymała i od niego odeszła. Zostałem z nim sam. I wszystko było na mojej głowie. Nauczył się co prawda smażyć sobie jajka lub wrzucić plaster mortadeli na patelnię, ale cała reszta była na mojej głowie. Telefon doładuj, piekarnik włącz, otwórz mnie wędlinę, idź mnie samochód ubezpieczyć i zarejestrować, bo ja po tych urzędach chodzić nie będę, bo tam guziki naciskać trzeba, idź mnie do bankomata po pieniądze, bo tam to nawymyślali, tam wpisywać trzeba i guziki naciskać.

Jak ktoś dzwonił do niego i wypowiadał się o mnie, to mówił "moja gospodyni, moja sprzątaczka".

W końcu to rzuciłem i się wyprowadziłem. Mieszkałem na 10m2 ze wspólną łazienką na korytarzu, aż w końcu po 2 latach dorobiłem się mieszkania komunalnego.

Ojciec do dziś mnie wyklina, że on sam w życiu został i ludziom on tyle dobrego robił i go wszyscy zostawili, jedna żona, potem baba i bachor niewdzięczny. Jak dzwoni, to nawet nie odbieram telefonów. Odebrałem raz jak zadzwonił, myślałem, że będzie chciał pogadać. Gadkę zaczął od "przyjedź mnie pralkę ustaw, bo nie wiruje". Nigdy więcej.

75-letni dziadek, który nie umie nawet włączyć piekarnika i ma o to pretensje do całego świata.

#8.

Pierwszy raz spotkałem rodziców mojej dziewczyny. Jej ojciec z poważną miną zapytał mnie, co jest dla mnie ważne w byciu w związku z jego córką.

Zestresowałem się, bo wiedziałem, że oczekuje poważnej odpowiedzi i nie mogłem się zdecydować, czy powiedzieć, że "Bycie z pańską córką sprawia mi olbrzymią radość" czy "Wszystko w pana córce sprawia mi olbrzymią radość". W efekcie wypaliłem "Bycie w pana córce sprawia mi olbrzymią radość".

#9.


O tym, jak ilość pieniędzy determinuje stosunek innych do ciebie.

Tak się życie potoczyło, że zostałem samotnym ojcem z 3-miesięczną córeczką. Było ciężko, nawet bardzo, a nie miałem znikąd pomocy (moi rodzice nie żyją, rodzeństwa nie mam, a moi teściowie nie chcą mieć z nami kontaktu). Mieszkanie musiałem sprzedać, bo nie dawałem rady spłacać kredytu. Obecnie wynajmuję kawalerkę.

Aktualnie Ala ma 3 latka i jest moim całym światem, gdyby nie ona, już dawno bym ze sobą skończył. Jest wyjątkowo mądra, bardzo ładnie mówi. Taki prześliczny kwiatuszek z niej. Przez epidemię pogorszyła się nasza sytuacja - z kierowniczego stanowiska zostałem zdegradowany na produkcję (miałem do wyboru: produkcja albo zwolnienie). Dlatego aktualnie oglądam każdą złotówkę po dwa razy, a i tak bywa chudo. Szukam lepszej pracy, ale słabo to wygląda w obecnej sytuacji. A pomoc od naszego państwa mam minimalną. Dość wstępu.

Byłem z Alą na placu zabaw. Jakieś dziewczynki bawiły się lalkami w piaskownicy, córa zapytała, czy może do nich iść, zgodziłem się i usiadłem na ławce niedaleko. Niestety dziewczyny przegoniły moją Alusię, bo "ma za brzydką lalkę". Usłyszałem też, że "tylko wieśniaki ubierają ciuchy z Kubusiem Puchatkiem, bo to już niemodne". Kupuję używane ubrania, ale zawsze są wyprane i wyprasowane... Próbowałem Alę jeszcze zainteresować zjeżdżalnią i karuzelą, ale było jej smutno i nie chciała się już bawić. Zaproponowałem lody i pojawił się uśmiech (mała uwielbia lody). Poszliśmy do budki niedaleko. Niestety w portfelu miałem tylko 2,5 zł, a lody były po 3,5 zł. Córka wybierała smak, a ja dyskretnie zapytałem sprzedawczyni (taka Karyna, co siedzi tam za karę), czy dałoby radę kupić taką mniejszą kulkę za 2,5. Pani z wrednym uśmieszkiem stwierdziła, że w żadnym wypadku. Poprosiłem o wafelek. Ali powiedziałem, że mucha wpadła do lodów i na razie nie sprzedają. Widziałem łzy w jej oczach, ale powiedziała tylko "nic nie skodzi tata, wafelki tes lubię", wzięła mnie za rękę i poszliśmy do domu. Pół nocy przeryczałem...

Ala lubi się malować, upatrzyła sobie taką głowę księżniczki z kosmetykami do malowania. Udało mi się dorwać małą fuchę po godzinach i kupię jej tę zabawkę na święta choćby nie wiem co, choćbym miał sam ryż przez miesiąc wpieprzać...

Boli mnie to, jak patrzą na ciebie inni, kiedy nie masz ładnych ciuchów i samochodu. Jak patrzą z pogardą, kiedy tłumaczysz dziecku, że nie możesz jej kupić jakiejś zabawki. Jestem uczciwym człowiekiem, nie kradnę, płacę podatki i pomagam innym jak mogę. Staram się być jak najlepszym ojcem, ale w dzisiejszych czasach mieć jest ważniejsze niż być... Dobrze, że mam Alę, bo bez niej bym się załamał. Chciałbym się ponownie zakochać, ale mam wrażenie, że do tego niezbędna jest kasa. Żadna nie zechce gołodupca.

W poprzednim odcinku

16

Oglądany: 75985x | Komentarzy: 39 | Okejek: 283 osób

Dobra, dobra. Chwila. Chcesz sobie skomentować lub ocenić komentujących?

Zaloguj się lub zarejestruj jako nieustraszony bojownik walczący z powagą
Najpotworniejsze ostatnio
Najnowsze artykuły

03.12

02.12

Starsze historie

Jak to drzewiej bywało